- Też poczułaś tą wolność w powietrzu? Wtedy gdy dosiadłaś miotły? - zapytał podniecony Leo.
Natalie spojrzała się w przestrzeń i westchnęła uszczęśliwiona.
- Tak... Jak ptak! - powiedziała z uśmiechem Natie. - A z tobą wszystko ok? Zleciałeś z miotły... Może i nie z jakiejś dużej wysokości ale jednak mogłeś sobie coś zrobić...
- Spoko, jestem cały. - rzekł i uśmiechnął się przyjaźnie do Natalie.
- To dobrze... Myślałeś już czy nie chcesz być w drużynie Gryfonów? - zapytała Natalie.
Leondre nieco się zdenerwował po tym pytaniu.
- Niby czemu? Nie sądzę, że mnie, pierwszorocznemu, uda się dostać do drużyny... No byłoby super fajnie gdybym się dostał... ale szczerze wątpię...
- Jesteś super! Widziałam jak latasz, przecież... Mało kto tak umie! - pochwaliła go Natalie.
Prawie natychmiast oblał się rumieńcem gdy to usłyszał.
- A-ale spadłem z miotły... - powiedział niepewnie.
- Przez Nerona. - przerwała mu Natalie. - Wiesz jaki on jest...
Najmniej lubianą osobą w klasie był właśnie Neron Davies. Wszyscy inni Ślizgoni byli okej ale on wraz z Zabinim i Nottem byli nie do zniesienia. Trójka Ślizgonów zalazła im pod skórę już pierwszego dnia. Podczas drugiej godziny eliksirów, Leondre przez przypadek wylał na nich swój eliksir w drodze do profesora, pokłócili się i zapewne na zawsze stali się wrogami.
- Ale to nie zmienia faktu, że dałem się zrzucić... - odpowiedział tym razem bardziej pewnie niż wcześniej.
- Jak uważasz... - westchnęła zrezygnowana.
Jeszcze przez całą drogę rozmawiał z Natalie o pracy domowej, w której na końcu Natalie obiecała mu pomóc.
- No wiesz Historia Magii nie jest zbyt... - urwał Leondre.
Natalie na początku zdziwiona jego zachowaniem spytała się o co mu chodzi, ale po chwili zobaczyła pewną grupę Ślizgonów idącą w ich kierunku.
- No nie... - szepnęła, po czym dodała nieco głośniej. - Idziemy! W drugą stronę...
- Ej, ej zaczekaj Hill! - zawołał jeden z nich i puścił się biegiem za nimi.
Natalie popychała Leondre do przodu. Od razu rozpoznała grupkę Ślizgonów, ci sami zaatakowali Shadow. W końcu Ślizgoni ich dogonili.
- Hmm... Wiecie, że odjęli naszemu domowi trzydzieści punktów? - zapytał jeden z nich, był to brunet z niebieskimi oczami. Natalie od razu rozpoznała w nim chłopaka z piątej klasy o którym wspominała jej siostra. ,,Z Dennisem nie warto zadzierać, tępi każdego kogo sobie upatrzy. Nie ważne czy coś mu ta osoba zrobiła... On musi znaleźć jakąś ofiarę. Jest jednym z zaledwie około dziesięciu Ślizgonów z którymi nie warto się zadawać, jednak jest jednym z naszych, akceptujemy to... w końcu musimy.''
- Wiemy. - odpowiedział Leondre patrząc mu w oczy.
Leo był przytrzymywany przez kasztanowłosego chłopaka o brązowych oczach. Chłopak był co najmniej dwie głowy od niego wyższy i dwa razy szerszy.
- To pewnie wiesz także o tym, że dostaliśmy szlaban od McGonagall, bo pobiliśmy twoją koleżankę? - rzekł ciemnowłosy chłopak przytrzymujący Natalie.
- Tak, tak. Wiemy o wszystkim. - odpowiedziała znudzona Natie.
Wiedziała, że w takiej chwili nie warto się z nimi wykłócać, ale ona nie mogła dać po sobie poznać, że się ich boi.
- Daj spokój Hill, on jest zwykłym wyrzutkiem, nie potrzebnie się z nim zadajesz... - powiedział Dennis prostując się.
Kto jak kto, ale sam bał się jej coś odpowiedzieć. Była arystokratą z czystokrwistej rodziny, a na dodatek jej rodzice pracują na wysokim stanowisku w Ministerstwie Magii. Także jej starsza siostra ze Slytherinu, którą zna, nie byłaby zachwycona na wieść, że coś stało się jej młodszej siostrze.
- Odwal się od moich przyjaciół, jasne? - powiedziała przez zęby Natalie patrząc prosto w oczy Dennisa. Ten spojrzał na nią z góry.
- Wiesz, teraz nie możesz mi nic zrobić, moi przyjaciele trzymają mocno ciebie i jego... Wszyscy profesorowie są w pokoju nauczycielskim, który jak sądzę, nie wiesz gdzie się znajduje. - chytry uśmieszek wdarł się na jego twarz. - Jest koniec lekcji, kolacja dopiero za godzinę, do tego czasu raczej nikt nie zechce wystawić nosa z biblioteki i pokoi wspólnych, zważając na ogólną atmosferę dnia.
Dzień faktycznie był szary... Wszystkim chciało się spać, a na lekcjach tylko niektórym udało się nie popadać w objęcia Morfeusza.
- A więc... Co zamierzasz mi zrobić tchórzu? - prychnęła Natalie. - Nie jesteś wystarczająco odważny i głupi by nam coś zrobić, za następny taki wybryk mogą was wywalić.
- Chyba, że się nie dowiedzą. - powiedział i zaczął bawić się swoją różdżką w dłoniach.
- Chyba nie mówisz, że zmodyfikujesz nam pamięć? - odpowiedziała trochę rozbawiona blondynka. - To zbyt zaawansowana magia!
- Nie, nie... nie muszę... - odpowiedział szybko Dennis. - Ale dopilnuję żebyście nikomu nie powiedzieli ani słowa.
- Niby jak? - zapytała odważnie Natie.
- A to już nie twoja sprawa... - rzekł Dennis. - Jimmy, wiesz co robić.
Chłopak trzymający blondynkę pociągnął ją ze sobą w głąb korytarza oddalając się od Dennisa, Leondre i tego innego chłopaka.
- Co... Puszczaj mnie! - Natalie zaczęła się szarpać, ale to nic nie zdziałało. Dopiero gdy wpadł z nią do jakiegoś pomieszczenia postanowił ją wypuścić z uścisku.
- Schowek na miotły? - spytała Natalie. - Poważnie?!
- Nie drzyj się tak. - warknął rudzielec.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić! - odpowiedziała wojowniczo.
- Uwierz, że będę. - wyciągnął różdżkę.
Natalie nie podobała się ta sytuacja. Utknęła z jakimś piątoklasistą ze Slytherinu w schowku na miotły, a jej przyjacielowi groziło dwóch Ślizgonów.
- Czemu właściwie mnie tu zamknąłeś? - spytała blondynka już nieco spokojniej.
- Dennis mi kazał. Uważa, że ciebie nie należy krzywdzić. - odpowiedział również spokojnym tonem.
Blondynka prychnęła i szybko wytrąciła różdżkę z ręki Ślizgona gdy ten patrzył przez lekko otwarte drzwi czy ktoś nie idzie. Natalie wypchnęła go ze schowka z zamiarem ucieczki, ale Ślizgon szybko się nie poddał. Zmienił plan, teraz chciał ją zostawić zamkniętą w schowku na miotły. Zatrzasnął drzwi, Natalie pogrążona w ciemności i na dodatek bez różdżki, która wypadła jej podczas tej krótkiej walki, usiadła się na podłodze i westchnęła cicho. ,, Mam nadzieję, ze ktoś znajdzie Leondre zanim coś mu zrobią'' pomyślała Natalie. Blondynka dopiero teraz poczuła straszny głód i zmęczenie. Skoro i tak posiedzi sobie tutaj trochę czasu, to wykorzysta ten czas na drzemkę. Oparła się o ścianę, starając się ignorować popiskiwanie myszy. W końcu zasnęła.
*
Nie wiedziała kiedy ale obudziła się. Wszędzie było ciemno, a kark bolał ją strasznie od pozy w której spała. Westchnęła i usłyszała kroki, pierwszy raz miała straszną nadzieję, że to Filch. Ktoś otworzył drzwi schowka, Natalie gwałtownie wstała i wyszła rozglądając się kto ją uratował, co nie było łatwe, bo dookoła było strasznie ciemno. Zza drzwi wyskoczyła znana jej postać James'a Pottera.
- Chcesz bym dostała zawału?! - powiedziała ostro ale szeptem. - A w ogóle skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Carol, Charlie i Lukas poprosili mnie o pomoc w szukaniu ciebie. Podobno nie wróciłaś na kolacje i nawet nie zjawiłaś się w Pokoju Wspólnym, a gdy zobaczyli, że nie ma cię w bibliotece bardzo się zdenerwowali. - dodał szeptem.
- Aha... Ale...
- A co właściwie się stało? Chodź pod pelerynę, bo nas ktoś zobaczy. - rzekł przyciszonym głosem.
Natalie wiedziała, że Potterowie od lat mają pelerynę niewidkę. Pomyślała, że Charlie, Carol i Lucas poprosili by James znalazł ją na Mapie Huncwotów, a potem poszedł po nią z peleryną. Nie pomyliła się, zauważyła, że ściska w ręce jakiś stary pergamin. W drodze do Pokoju Wspólnego Gryfonów nerwowo spoglądał na mapę patrząc czy ktoś ich nie śledzi, gdy ona opowiadała mu jak się znalazła w schowku na miotły. Po dojściu do portretu Grubej Damy, James wypowiedział hasło, a Natalie razem z nim szybko wbiegła do Pokoju Wspólnego. Jedynymi osobami w Pokoju Wspólnym byli Carol, Lucas, Charlie, Leondre i Shadow, którą chyba pani Pomfrey zdążyła wypuścić.
- Gdzie ty byłaś?! - Leondre szepnął.
- Zamknęli mnie w schowku! A z tobą wszystko okej?
- Tak, a niby czemu ma być źle? - zapytał się Leondre tak jakby nic się nie stało.
- Ślizgoni na nas napadli! Nic ci nie zrobili? - zapytała.
- Nie! Wypuścili mnie od razu jak ciebie zamknęli w schowku. - powiedział i uśmiechnął się lekko.
- Byłeś u McGonagall? - zapytał tym razem Charlie.
- Nie. Przecież nic mi nie zrobili, nawet nie grozili. - odpowiedział, a Natalie nie wierzyła własnym uszom.
- Dobra, Natie, chodź spać... - powiedziała ziewając Shadow.
Natalie poszła za Shadow, ale nadal wydawało się, że coś tu nie jest grane.
- Dobranoc księżniczki. - zawołał za nimi Carol.
Gdy zniknęły za drzwiami swojej sypialni w której trójka dziewczyn już spała, od razu przebrały się w piżamy i weszły do łóżek. Natalie szczelnie zasunęła kotary swojego łóżka i wpatrując się w baldachim rozmyślała czy to co powiedział Leondre było prawdą, a może Dennis coś mu zrobił, tak, że nie mógł o tym nikomu powiedzieć. Dziewczyna zajęta rozmyślaniem nad tym wszystkim usnęła dopiero około trzeciej.
---
Tyle ode mnie.
Pozdrowienia,
xXNatalie
1. "Też poczułaś tą wolność, gdy dosiadłaś miotły??" tak jak jest to toż może być ale to to ładniej brzmi
OdpowiedzUsuń2. Jak Leo mówi o dostaniu się do drużyny to powinno być SZCZERZE??(ZNAK?) WĄTPIĘ
3. Przecież widziałam jak latasz