czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział 6.

Leo, Natalie i Shadow pomaszerowali razem z pierwszorocznymi za wielkim kolesiem z dużą brązową brodą, który kazał mówić na siebie Hagrid. Blondynka nie odzywała się do dziewczyny w kapturze od momentu gdy opowiedziała przez co przeszła. Sama dobrze wiedziała jak to jest być inną. Może jej włosy nie miały nietypowego koloru, może i jej rodzice nie zmarli ale potrafiła zrozumieć ją doskonale. Sama nigdy nie miała przyjaciół, nie dlatego, że była inna jak Shadow, tylko dlatego, że rodzice nie pozwalali się jej bawić ze szlamami i zdrajcami krwi. Nie ufali jej. Za to jej siostra zdążyła być wprowadzona w jak najlepsze towarzystwo arystokratów. Natalie nie wiedziała co to przyjaźń. W wielu książkach przyjaciele porównywani są do aniołów, którzy podnoszą nas gdy nasze skrzydła zapomną jak latać. Brzmi pięknie, ale ile w tym prawdy? Blondynka wiedziała, że w przyjaźni liczy się zaufanie, że przyjaciół traktuje się jak rodzinę... Ale... No właśnie, jak ma traktować przyjaciół? Jak rodzinę? Rodzinę, która traktuje ją jak śmiecia ze wzajemnością? Natalie prychnęła pod nosem i razem z Shadow i Leondre usiadła się w jednej z łodzi. Nagle usłyszeli grzmot a na niebie pojawiła się jasna błyskawica, zaczęła się ulewa. Zielonooka uwielbiała deszcz, sama nie wiedziała dlaczego. Czasem pomagał jej oczyścić się z wszystkich emocji niczym prysznic pod koniec dnia, kiedy indziej pomagał jej w myśleniu, a czasem tak po prostu ukrywał jej najgorsze emocje, które maskowała przed innymi. Shadow, Natalie i Leondre siedzieli cicho w łodzi, która sama płynęła przez jezioro, każdy z nich patrzył na krople deszczu wpadające do jeziora i wyładowania elektryczne na niebie. Zamek który ujrzeli był nie do opisania, wyglądał jednocześnie przerażająco i magicznie. Gdy wreszcie łódka uderzyła o brzeg, trójka nowo poznanych uczniów szybko ruszyła w stronę zamku. Byli cali przemoczeni i zmęczeni. Hagrid zaprowadził ich do jakiejś kobiety o poważnym i surowym wyrazie twarzy. Ubrana była na czarno a na głowie miała równie czarną tiarę.
- No to tu zostawię pani profesor pirszorocznych. - odpowiedział Hagrid. - Ja idę na Wielką Salę.
- Dziękuję Hagridzie. - odpowiedziała kobieta gdy Hagrid poszedł w kierunku drzwi a po chwili zniknął za nimi. - Jestem profesor Minerva McGonagall, nauczycielka transmutacji, opiekunka domu Godryka Gryffindora i wicedyrektorka. Mam zaszczyt powitać was w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Za chwilę zostaniecie przydzieleni do swoich domów, które nazywają się Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Za dobre wyniki w nauce zostaniecie nagradzani, a za złe karani. A teraz proszę za mną!
McGonagall otworzyła drzwi prowadzące do Wielkiej Sali. Uczniowie ruszyli za nią. Gdy tylko weszli, to co zobaczyli było niezwykłe. Wielka Sala z zaczarowanym sklepieniem ukazującym aktualną pogodę, świece wiszące w powietrzu nad pięcioma długimi stołami i tłumy uczniów z różnych domów.
- Gdy wyczytam wasze nazwisko i imię podejdźcie. - rzekła Minerva McGonagall po czym poprosiła o ustawienie się w rządku. Pani profesor podniosła starą tiarę z niskiego stołka i rozwinęła kawałek pergaminu po czym zaczęła czytać.
-  Black, Shadow!
Natalie spojrzała na dziewczynę, która podeszła do stołka i usiadła na nim.
***u Shadow***
Denerwowała się? To mało powiedziane. Myślała, że nogi odmówią jej posłuszeństwa oraz nie podejdzie do stołka a potem siłą będą musieli ją tam wciągać. Jednak gdy już usiadła a Tiara dotknęła jej głowy, rozluźniła się trochę.
- Oh, tak, tak... - dziewczyna usłyszała głosik w swojej głowie. - Tajemnicza, chytra, nie ufna... Wrażliwa na opinię innych, na ten cały podły świat... Niczym Ślizgon. Lojalna przede wszystkim dla przyjaciół, gotowa poświęcić za nich swoje własne życie... Piękna cecha Puchonów. Mądra, o tak, tak... Ale najbardziej liczy się dla niej odwaga, chęć sprawiedliwości na tym świecie. Gryffindor to coś dla ciebie..
Shadow uśmiechnęła się lekko po usłyszeniu ostatniego zdania, dokładnie tu chciała trafić...
- GRYFFINDOR! - krzyknęła Tiara, a Shadow zeszła ze stołka i poszła w stronę stołu wiwatujących Gyfonów, gdzie czekali na nią Lucas, Carol i Charlie.
- No ładnie, ładnie. - odezwał się Carol. - Pewnie poprosiłaś Tiarę o to by cię przydzieliła do tego samego domu co ja.
- Chyba śnisz. - Shadow była strasznie ucieszona przydzieleniem jej do Gryffindoru, wiedziała, że rodzice byliby z niej dumni. Ona wie, że teraz są przy niej, mimo, że ich nie widać i cieszą się razem z nią. Usiadła się między Charliem i Lucasem.
Przez ten czas zdążyli przydzielić kilka osób. Dopiero po chwili Shadow usłyszała znajome jej imię i nazwisko.
- Devries, Leondre!
***u Leondre***
Chłopak nigdy wcześniej nie bał się tak jak w tej chwili, w chwili w której o wszystkim zadecyduje jakaś stara czapka. Po usłyszeniu, że Shadow dostała się do Gryffindoru, Leondre cieszył się razem z nią, ale teraz już wszystkie uczucia go opuściły. Teraz gdy McGonagall wyczytała jego imię i nazwisko. Podszedł na trzęsących się nogach do stołka i usiadł się na nim. Tiara dotknęła jego głowy, a on wstrzymał oddech jakby to miało jakoś pomóc.
- Wesoły i lojalny niczym typowy Puchon... Bez problemu mogłabym cię tu przydzielić gdybyś nie miał w sobie tyle odwagi, sprawiedliwości, wiary i zdolności do poświęceń. To mnie zmusza by powiedzieć...
Leondre czekał i czekał jak na jakiś straszny wyrok.
- GRYFFINDOR! - wrzasnęła Tiara, a jej głos poniósł się echem po Wielkiej Sali. Leondre nie mógł uwierzyć i zaraz po tym jak McGonagall zdjęła mu Tiarę z głowy szybko podbiegł do stołu Gryfonów wiwatujących na jego cześć. Usiadł obok Carola.
- No to gratulacje kolego. - powiedział Charlie i uśmiechnął się.
- Teraz została panna Hill. - dodał Carol. - Możecie tylko się modlić i błagać Merlina by trafiła do Gryffindoru.
- Czemu? - zapytała Shadow.
- Jej rodzina to odwieczni Ślizgoni, po drodze ewentualnie paru Krukonów, ale nic poza tym. - odpowiedział Lucas.
- Jeśli trafi do Slytherinu... - powiedział Leondre. - to...
- To możemy się z nią pożegnać. - dokończył Charlie. - Jej siostra jest w Slytherinie, doskonale się uczy i jest w tej samej klasie co my, ale widać, że inni Ślizgoni powoli ją zmieniają.
- Miejmy nadzieję, że trafi do nas. - powiedziała Shadow, która zdążyła polubić blondynkę.
- Hill, Natalie! - krzyknęła McGonagall.
***u Natalie***
Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, wszyscy jej przyjaciele są w Gryffindorze. A ona nie ma bladego pojęcia gdzie trafi, w innych domach nikogo nie zna... Po usłyszeniu swojego nazwiska brzuch zaczął skręcać się jej we wszystkie strony. Na nogach jak z galarety podeszła do stołka, a McGonagall położyła Tiarę na głowie Natalie.
- Ha! Kolejna z rodziny państwa Hill. Od razu widziałam na pierwszy rzut oka, że chcesz być kimś wielkim, kimś znanym! Mądra, inteligentna, rozważna... Lojalna! A to coś nowego... Zdeterminowana, podąża za swoimi ambicjami, sprytna i chytra! Twój charakter aż błaga o przydzielenie cię do Slytherinu! Czujna, tajemnicza i uparta jak ojciec... potrafi walczyć o to co słuszne, a raczej to co uważa za słuszne! Jednakże... Muszę ci to przyznać, że odwaga, chęć sprawiedliwości, gotowość do poświęcenia się dla przyjaciół są cechami Gryfona... Gdzie by cię tu przydzielić... Slytherin wydaje się najodpowiedniejszy...
- Nie... - szepnęła blondynka. Natalie spojrzała na stół Gryfonów, a potem na stół Ślizgonów. Siostra trzymała za nią kciuki by trafiła do domu Węża, to samo robili jej przyjaciele tyle, że po to by trafiła do domu Lwa. Zadecydowała szybko - Chcę do Gryffindoru... Nie chcę być taka jak moja rodzina...
- Gryffindor? No cóż, przyznać ci mogę, że rodziny za ciekawej nie masz... Jeszcze wiele bólu przed tobą zanim zdasz sobie sprawę z pewnych rzeczy... Ale niech ci będzie... GRYFFINDOR!
Natalie podeszła powolnym krokiem do stołu Gryfonów.
- Zaklepałem ci miejsce księżniczko... - powiedział Carol i zrobił miejsce między nim a Leondre.
- Doprawdy dziękuję. - powiedziała ironicznie i usiadła się.
- Siedziałaś tam chyba z pięć minut jak nie więcej. - powiedziała Shadow.
- Tiara musiała przeanalizować parę rzeczy. - odpowiedziała blondynka.
- Jestem strasznie głodny! Kiedy zacznie się uczta? - jęknął Carol.
- Po ceremonii przydziału... A poza tym ty wiecznie jesteś głodny! - dodał Charlie.
Po ceremonii na wszystkich stołach pojawił się ogrom jedzenia. Gdy wszyscy się najedli Harry Potter, dyrektor Hogwartu rozkazał prefektom zaprowadzenie pierwszorocznych do swoich dormitorii. Gdy Shadow i Natalie już dotarły do swojego dormitorium poznały kilka nowych dziewczyn. A mianowicie Rebecce Smith dziewczynę o czarnych, kręconych włosach i szarych oczach noszącą okulary, Rose Weasley rudowłosą dziewczynę o niebieskich oczach i Vanessę Jefferson dziewczynę o brązowych, prostych włosach i piwnych oczach. Wszystkie były tak zmęczone, że położyły się od razu, nie zwracając uwagi na to, że nie zdążyły się nawet przebrać.

2 komentarze:

  1. Całkiem, całkiem ci powiem.... xd

    OdpowiedzUsuń
  2. No co ja bym bez ciebie zrobiła!! <3 Hak Hagrid zostawia pirszorocznych to na moje idzie DO Wielkiej Sali a nie NA Wielką Sale....a i nie wydaje mi się żeby McGonagall mówiła o sobie WICEDYREKTORKA i zostaniecie nagrodzeni a jak już chcesz nagradzani to będziecie nagradzani i to gdy tylko weszli jest niepotrzebnei nakazał prefektom by zaprowadzili pierwszorocznych a nie zaprowadzenie
    Ale nie ..... bez tych "DROBNYCH" błedów jest całkiem spoko

    OdpowiedzUsuń