Natalie, Shadow, Rose i Rebecca siedziały w pokoju wspólnym zawzięcie rozmawiając o tej niesamowitej szkole. Nagle portret odsunął się i pojawiła się Vanessa.
- A gdzie macie chłopaków? - spytała
- Powiedzieli, że idą do biblioteki po jakieś książki, czy coś. - powiedziała Shadow
- Jednak bardziej prawdopodobne jest, że łażą gdzieś po błoniach... - zamyśliła się Rebecca
- Lub też pakują się w jakieś kłopoty - dopowiedziała Rose - znacie przecież Carola.
Dziewczyny roześmiały się.
- Tak, to prawda. Kto, jak kto ale Carol to się pakuje w kłopoty jak zawodowiec. - stwierdziła Natalie
- A tak w ogóle to macie już ten referat na historię magii? - spytała Vanessa
- Tak - odpowiedziały chórem Natie, Rose i Rebecca
- A na kiedy to? - spytała Shadow
- Na pojutrze - usłyszała błyskawiczną odpowiedź od Vani
- Aha - rzuciła tylko Shadow znikając w dormitorium i biorąc z niego najpotrzebniejsze rzeczy, czyli: pióro, pergamin z początkiem pracy i pobiegła w stronę obrazu. - Idę do biblioteki.
I już jej nie było. Biegła jak najszybciej umiała. Nagle wpadła na coś, a właściwie kogoś. Byli to trzej ślizgoni, trzej najgorsi i najwredniejsi ślizgoni jakich kiedykolwiek spotkała.
- O, a kogo my tu mamy - powiedział jeden z nich głupio się podśmiechując
- To nasz szkolny dementor - powiedział drugi
- Biedni Thompsonowie, Lenehan i ta, no, jak jej tam... ooo tak Hill, że znają kogoś takiego jak ty, nic nie warta sieroto!!! - zaśmiał się trzeci
Shadow nie mogła tego słuchać. Łzy same cisnęły jej się do oczu, miała ochotę im przywalić. Ale co potem??? Nie poradziła by sobie z trzema dużo większymi i silniejszymi od siebie ślizgonami.
- A jak już skończymy z tobą to weźmiemy się za tego Devriesa, czy jak mu tam - powiedział jeden z nich popychając dziewczynę na ścianę.
Otoczyli ją, śmiali się z niej, popychali, wyzywali. Szli wprawdzie korytarzem jacyś krukoni, ale byli zbyt zajęci sobą, by pomóc jakiejś marnej gryfonce.
- Nikt cię nie kocha i nie potrzebuje, więc się z tym pogódź!!! - cała trójka zaczęła rechotać, a jeden z nich popchnął ją tak mocno, że uderzyła się w głowę i zemdlała.
Obudziła się dopiero w skrzydle szpitalnym. Przetarła oczy i zobaczyła nad sobą tłum. Wiedziała kto to. Były to osoby, które tu w Hogwarcie były jakby jej drugą rodziną. Które pomagały jej zawsze, gdy tego potrzebowała. Tak to były osoby dla niej wyjątkowe. Gdy obraz przestał być zamazany dziewczyna rozpoznała Natie, Leo, Carola, Lucasa i Charliego. Oni patrzyli na nią czekając na jakiś znak pokazujący, że się obudziła (raczej pod kapturem peleryny nie było widać jej oczu). Dziewczyna podniosła prawą rękę do góry i pomachała do przyjaciół. Oni widząc ten gest ożywili się.
- Cooo, co się tak właściwie stało? - zapytała ochrypniętym głosem
- Ci ślizgoni popchnęli cię tak mocno, że upadłaś i zemdlałaś. Miałaś szczęście, że wracaliśmy tym korytarzem. Ja, Charlie i Lucas rozprawiliśmy się z nimi, a Leondre pobiegł po panią McGonagall. - opowiedział Carol
- I skończyło się na tym, że Slytherinowi odjęto po 10 punktów za każdego - powiedział Lucas
- Oraz każdy dostał po szlabanie. - dopowiedział Leo
- Dzięki, że jesteście. - powiedziała Shadow
Miłą atmosferę przerwała pani Pomfrey.
Niestety muszę was poprosić o wyjście, bo Shadow potrzebuje dużo odpoczynku. - powiedziała wypraszając każdego po kolei - a ty młoda damo lepiej się prześpij, to ci dobrze zrobi.
- Ale nic mi nie jest. - Shadow próbowała wstać, ale zakręciło jej się w głowie.
- Właśnie to po tobie widać. - powiedziała pielęgniarka
Chcąc, nie chcąc wróciła na łóżko szpitalne. Korzystając z okazji, że nikogo nie było w pomieszczeniu zdjęła kaptur z głowy. Odgarnęła swoje niebieskie włosy do tyłu i poczuła coś na czole. Dotknęła tego 'czegoś' - był to bandaż. Nagle usłyszała otwieranie drzwi i czyjeś kroki. Szybko narzuciła kaptur na głowę. Tajemniczymi gośćmi okazali się Carol i Lucas.
- Chłopie, jak nas przyłapią to będziemy mieć przerąbane. - powiedział Lucas do brata
- Ale tego nie zrobią. - zaśmiał się Carol
- Chłopcy, wiecie, że was słychać. - powiedziała Shadow
- Może wiemy, a może nie.... - odparł Carol
- A tak w ogóle, co wy tu robicie??? - spytała
- No tak jakby cię odwiedzamy. - powiedział Lucas
- A tak serio, to urywamy się z lekcji. - przerwał mu Carol
- A gdzie macie resztę??? - była ciekawa, co porabiają, że nie przyszli
- No to tak, Charlie stoi na czatach, żeby nas nie przyłapali. A Leo i Natie mają akurat lekcje latania na miotłach, więc ich nawet nie wtajemniczyliśmy. - wyjaśnił Carol
- Aha - spojrzała na braci - a wy postanowiliście zerwać się z lekcji tylko po to żeby tu przyjść i mnie wkurzać.
- No w sumie, masz racje - powiedział Carol - lepsze to niż historia magii.
********
To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że się wam podoba. Zapraszam do komentowania.

1. Wzięła pergamin z ROZPOCZĘTĄ pracą
OdpowiedzUsuń2. Rechotać to może żaba
3. Co CI się tak właściwie stało
4. Nie pisz mi na czerwono na tym wiśniowym tle bo mnie oczy bolą!