W drodze do Wielkiej Sali, chłopacy opowiadali o wczorajszej lekcji latania. Wszyscy byli zachwyceni i w końcu temat zszedł na najlepsze miotły do quidditcha, a później rozmowa potoczyła się na drużynę Gryfonów.
- Mój brat mi powiedział, że James jest świetnym kapitanem drużyny. - powiedział Mike patrząc na swoich przyjaciół.
- Na jakiej pozycji gra twój brat? - zapytał zaciekawiony Oliver.
- Jest szukającym. - rzekł i wyprostował się dumnie. - Ma najważniejsze zadanie z całej drużyny, musi złapać znicz.
- Czy on przypadkiem nie musi w tym roku zdać Standardowych Umiejętności Magicznych? - zapytał Dylan i od razu dodał. - Chyba jest z moją siostrą w klasie.
- Tak, zdaje SUMy i bardzo się denerwuje. Przez całe wakacje chodził z książką pod pachą przypominając sobie bez przerwy jakieś zaklęcia, eliksiry lub gwiezdne konstelacje. - odpowiedział szybko. - A gdy coś mu się pomyliło, rzucał książką w ścianę.
David uniósł brwi, tak, że prawie zniknęły pod jego czupryną.
- A ten Potter na jakiej gra pozycji? - zapytał David. - Jego ojciec i dziadek byli szukającymi, a on?
Mike znał doskonale całą drużynę Gryfonów więc westchnął i kontynuował.
- Na początku był szukającym, dopóki ich stary kapitan nie zastąpił go moim bratem. - odpowiedział. - Okazał się od niego lepszy, a dzisiaj James gra na pozycji ścigającego.
Cała grupka osób na chwilkę zamilkła, dopóki wreszcie nie postanowiłem się odezwać.
- Jeden ze ścigających ukończył Hogwart, co nie? - zapytałem. - Na tablicy wisiało ogłoszenie, że szukają następnego.
- O taak. - potwierdził Mike. - Planuję się zgłosić, wiesz, może i nie mam miotły, ale będę raczej mógł zabrać jakiegoś ze szkolnych Zmiataczy.
- Ty też powinieneś się zgłosić. - dodał szybko Dylan.
- Właśnie! - potwierdził David i uśmiechnął się szeroko.
- Czemu ostatnio wszyscy uważają, że dobrze latam? -zapytałem zirytowany.
Najpierw pani Hooch mówi, że najlepiej mi szło, potem Natalie, a teraz jeszcze moi kumple. Może faktycznie dobrze latam na miotle... Ale przecież jest dużo lepszych i bardziej doświadczonych ode mnie osób.
- Na lekcji latania byłeś doskonały. Wszyscy tak uważają, tylko ty w siebie nie wierzysz! - Oliver wydusił te słowa tak szybko, że ledwo można było go zrozumieć.
Mike skrzywił się lekko i nie odzywał się już więcej. Gdy doszli do Wielkiej Sali postanowiłem się od nich odłączyć i podbiegłem do miejsca gdzie siedzieli moi przyjaciele. Zająłem tradycyjnie miejsce po lewej stronie Natalie, tak jak za pierwszym razem po Ceremonii Przydziału.
- Hej młody! - przywitał się ze mną Carol siedzący z drugiej strony Natie.
- Hej. - odpowiedziałem i pośpiesznie nalałem sobie soku dyniowego do mojego pucharku, po czym podwinąłem rękawy szaty i zabrałem się za kanapki z pomidorem i sałatą. Zanim zdążyłem ugryźć chleb, usłyszałem jak ktoś zaczął wydawać dźwięki podobne to krztuszenia się. Odłożyłem kanapkę i spojrzałem przed siebie. Shadow, która właśnie dopiero co wzięła łyk soku dyniowego zaczęła kaszleć. Charlie i Lukas patrzyli na nią zdziwieni i zaczęli ją klepać po plecach.
- Ej, Shad, co jest? - zapytała Natalie, która także dopiero co przerwała swój posiłek i patrzyła z niepokojem na przyjaciółkę.
Gdy wreszcie przestała kaszleć, pokazała palcem na mnie.
- Co ty masz na ręce? - zapytała ochrypłym głosem.
Wszyscy spojrzeli na moje ręce. Każdy miał minę lekko zaniepokojoną, a gdy ujrzałem na swoich rękach liczne siniaki odpowiedziałem gładko:
- To po tym wypadku. - wszyscy otworzyli oczy jeszcze szerzej. - No po tym jak zleciałem z miotły na lekcji... Natalie to widziała i może potwierdzić, że był mały wypadek.
Tym razem wszyscy skierowali wzrok na Natalie, która przytaknęła na zgodę, że widziała.
- Może powinieneś iść do pani Pomfrey? - zaproponowała Shadow już normalnym głosem.
- Przecież to tylko parę siniaków... - tym razem wtrącił się Carol. - Chyba nie wymiękasz, co?
- Jasne, że nie! - odpowiedziałem szybko nieco zirytowany.
Czułem nieprzyjemne ukłucie gdzieś w żołądku. Wszyscy myśleli, że to po spadnięciu z miotły, czyli tak jak zaplanowałem, nie ma co zadręczać się wyrzutami sumienia. Lepiej dla nich, że nic nie wiedzą. Skrzywiłem się i zjadłem swoją kanapkę. Ale... - no właśnie, zawsze jest jakieś ale - czy przez cały czas będę musiał im mówić te kłamstwa, gdy dopadną mnie znowu gdzieś samego, ci wredni Ślizgoni. Odruchowo spojrzałem w stronę ich stołu. Neron rozmawiał z Zabinim i Nottem, a siostra Natalie gawędziła wesoło ze swoją przyjaciółką.
- Jak ma twoja siostra na imię? - zapytałem Natalie.
- Mary, a ta dziewczyna z którą rozmawia to Michelle McGowan. - powiedziała przyglądając się Ślizgonom.
- Czy wszyscy Ślizgoni są tacy źli? - zapytałem niepewnym tonem. - Jak tamci...
Przez chwilę myślałem, że zaczną się pytać o co mi chodzi, ale na szczęście tak się nie stało.
- Taa, to zuo w czysey posaaci. - powiedział niewyraźnie Carol z pełnymi ustami, ale chyba wszyscy go zrozumieli.
- Ich dom ma po prostu złą historię, ta cała Komnata Tajemnic z potworem w środku... - powiedział Lukas tonem, który brzmiał jakby przesądzono sprawę.
- Nie zapominajcie, że z tego domu wyszło najwięcej śmierciożerców. - dodał szeptem Charlie, który najwyraźniej zignorował zdanie kolegi.
- I ta cała czystość krwi. - rzekł Carol.
- Ta zasada o czystości krwi jest do bani. - warknął Lukas i spojrzał na brata, który siedział tuż przed nim i uśmiechnął się.
- Spójrzcie na nas. - dodał Carol i uśmiechnął się jeszcze szerzej od brata.
- Jesteśmy półkrwi.
- Ale według nas...
- ... jesteśmy po prostu podzieleni...
- ...naszą krwią pół na pół....
- ...a gdy jesteśmy razem...
- ...można by powiedzieć, że mamy czystą krew.
- Szkoda, że to tak nie działa. - powiedział Charlie i wyszczerzył zęby do bliźniaków.
- No ale ty mój drogi... - rzekł Carol.
- Jesteś czysty. - dokończył Lukas.
- No tak! Czyściutki, grzeczny chłopczyk! Nie to co my na pół brudni, pół czyści chłopcy...
Parsknąłem śmiechem.
- Czasem po prostu mnie rozbrajacie. - powiedziała Shadow.
- Ci Ślizgoni muszą mieć naprawdę nudne życie... Ktoś ci się spodoba, musisz poznać czystość krwi, bo inaczej nie pozwolą ci za tego kogoś wyjść. - powiedział Lukas.
- No właśnie, Natie, nie pozwolą nam być razem! - powiedział Carol i zrobił smutną minę. - Lukas i Leo też nie mają na co liczyć. Charlie, tylko ty masz szansę, ale nie poddam się tak łatwo.
- Oh, przymknij się. - parsknął Charlie. - Ona nie jest ze Slytherinu.
- Ale jej rodzinka to arystokracja. - powiedział Lukas tym razem już poważniej i sięgnął po tosta.
- Nie ma wyjścia, bo inaczej ją wydziedziczą. - dodał Carol. - Ja już wiem jak to jest. Spójrzcie na Malfoy'a!
- Przyznaję, że nie jest taki zły jak na Ślizgona, a ten drugi Potter'em też nie jest taki okropny. - odezwałem się. Malfoy i Potter byli spoko, czasem nawet zamienił z nimi kilka zdań i nigdy go nie wyzywali.
- Uważaj bo się zakochasz. - rzekł Carol i uśmiechnął się. - Pamiętaj, że to arystokrata, nie pozwolą ci z nim być!
- Nieudany związek pana Devries'a i Malfoy'a! Już widzę pierwszą stronę w Proroku Codziennym. - zażartował Charlie.
- Dajcie spokój. - powiedziałem, ale mimo to śmiałem się razem z nimi.
- Charlie, a jak twoje życie uczuciowe? - zapytał Carol i mrugnął do niego.
- Przymknij się...
- Chloe, Samantha, a może tym razem postarasz się o Mary Hill, co? Przynajmniej miałbyś szansę... Ona jest taka piękna. - powiedział Carol i spojrzał z rozmarzeniem w sufit. Nie byłem do końca pewny czy udaje, czy na serio coś do niej czuje. - Niestety, na pół brudnych i pół czystych nie może patrzeć, a szkoda...
- Mary jest Ślizgonką, chyba nie może być aż tak SUPER, bo wszyscy Ślizgoni to zło. - powiedział Charlie szczerząc się.
Tym razem wydawało mi się, że rozmowa potoczyła się za daleko... Bliźniacy spojrzeli na Natalie i zamilkli. Charlie również przestał się śmiać.
- Emm... Natie? - zapytała niepewnym głosem Shadow.
- Księżniczko...
- Kto uważa moją siostrę za zło niech powie mi to w twarz. - powiedziała cicho Natalie, ale tak syczącym głosem, że na plecach przeszły mi dreszcze.
- Ja nie chciałem tego... to nie oto chodzi... - jąkał się Charlie z zakłopotaną miną.
- Nie chciałeś? Powiedziałeś to na tyle wyraźnie i pewnie, że nie sądzę by było to powiedziane ''przez przypadek''.
- Posłuchaj...
- Nie! To ty posłuchaj! Slytherin jest wspaniałym domem, nie rozumiem jak możecie mówić tak źle o wszystkich mieszkańcach tego domu! Skoro nie znacie dobrej strony tego domu to wasza sprawa, ja ją znam i uważam za genialną. Gdybym nie należała do Gryffindoru to chciałabym należeć do Slytherinu! I tak, nie wstydzę się tego.
- Ty nie rozumiesz co to znaczy być Ślizgonem. Całe życie wpajali ci, że to dom wręcz stworzony dla ciebie, ale w rzeczywistości tak nie jest. - powiedział Carol.
- Skąd wiesz gdzie bym trafiła gdybym nie poprosiła Tiary o umieszczenie mnie w Gryffindorze?! - zapytała tym razem głośniej.
Dopiero po chwili sens tych słów do nas dotarł. Rozejrzałem się niespokojnie, ale nikt nie zwracał na nas uwagi, całe szczęście.
- A więc... Tiara chciała cię umieścić w Slytherinie? - zapytał Lukas. - Czemu nam nie mówiłaś?
- A czy to ma jakieś znaczenie? - rzekła spokojnie Natie.
- Dla mnie ma. - odpowiedział Carol. - Teraz przynajmniej wiem skąd ten charakterek.
- Slytherin. Nie. Jest. Zły! - powiedziała zirytowana.
- Dobra... Przepraszam Natie, trochę za bardzo się rozpędziliśmy... - odezwał się Charlie.
- Właśnie, w końcu nie znamy Ślizgonów... Poza tymi idiotami typu Dennis. - rzekł Carol.
- Dobra. Nie mam wam za złe, że niektórzy Ślizgoni są idiotami, a niektórzy nie. - odpowiedziała Natalie i wzięła łyk soku dyniowego.
- Skoro już zmieniamy temat, co teraz mamy? - zapytałem.
- Teraz mamy Transmutacje. - odpowiedziała Shadow.
- My mamy Wróżbiarstwo. - jęknął Charlie.
Nagle usłyszeliśmy trzepot skrzydeł co mogło oznaczać tylko jedno - przyleciała sowia poczta.
***perspektywa Natalie***
Wkurzyłam się na nich, to fakt, ale bezpodstawnie zaczęli oskarżać moją siostrę. Co z tego, że jest Ślizgonką? Może jest inna niż wszyscy. Gdy mnie przeprosili postanowiłam im wybaczyć, w końcu to moi przyjaciele. Nawet gdy przyleciała sowia poczta nie odwróciłam się, bo nie spodziewałam się żadnych listów od rodziców lub czegokolwiek.
- Jest! Prorok Codzienny, ciekawe jakie bzdury dzisiaj wypisała ta Rita Skeeter. - powiedział Charlie gdy podleciała do niego sowa, która jak zwykle wyciągnęła nóżkę.
Charlie szybko wyciągnął pięć knutów z kieszeni i włożył sowie do woreczka.
Blondyn zniknął za wielką gazetą, a ja siedziałam i czekałam aż Shadow i Leondre się najedzą. Bardzo się zdziwiłam gdy przede mną wylądowała
szaro-złota płomykówka - sowa rodziców.
- Nie, nie, nie... - jęknęłam.
- O co chodzi? - zapytała Shadow.
- Nic... Po prostu list od rodziców... - szybko wzięłam list, a sowa odleciała.
Droga Natalie,
Dostaliśmy od naszej kochanej, najstarszej córki list z wiadomością, że trafiłaś do Gryffindoru.
Ta wiadomość może nie wstrząsnęła nami tak bardzo jak sądziliśmy, ale musisz wiedzieć, że bardzo się na Tobie zawiedliśmy. Myśleliśmy, że będziesz podążać śladami Mary, która nie tylko najlepiej się uczy z klasy, ale jest także bardzo popularna i piękna.
Sądzę, że powinnaś się trzymać także z daleka od Thompsonów, Devriesa oraz zdrajców krwi typu pan Lenehan i panna Black. Nie powinnaś się bardziej pogrążać, wystarczy, że trafiłaś już do Gryffindoru. Thompsonowie potrafią być niebezpieczni, zarówno jak dla Twojej inteligencji jak i życia. Mary mówiła, że nie tylko uczą się najgorzej z jej klasy, ale także lubią robić niebezpieczne kawały zagrażające zdrowiu. Wiem, że na początku trudno Ci będzie się z nimi rozstać, bo podobno bardzo ich lubisz i często z nimi przebywasz na przerwach i w czasie posiłków, nie mówiąc już o tym, że widzisz ich na co dzień w Pokoju Wspólnym Gryffindoru.
Jeśli nie zerwiesz z nimi znajomości, będziesz miała kłopoty i to duże, o których porozmawiamy gdy przyjedziesz do domu na święta. Twoja kochana siostra informuje mnie o wszystkim co dzieje się w Hogwarcie, więc tak czy inaczej dowiem się czy nadal przebywasz w ich towarzystwie.
Mam nadzieję, że przejrzysz na oczy.
Serdeczne pozdrowienia,
Twoi rodzice
Ogarnęła mnie fala gniewu, nadal wpatrywałam się w kawałek pergaminu nie mogąc uwierzyć co mi napisali. Nie dość, że chcą bym zerwała znajomość z wszystkimi jej przyjaciółmi, ale na dodatek, piszą tak jakbym była ich kochaną córeczką na której się zawiedli, a w rzeczywistości traktują mnie jak śmiecia. Prychnęłam i ze złością zgniotłam kawałek pergaminu.
- Co ci napisali? - zapytał Leo marszcząc brwi.
- Nie ważne. - odpowiedziałam wkurzona.
- Pokaż... - rzekł Charlie, który przestał czytać Proroka.
- Nie. - powiedziałam zdecydowanie.
- Pokaż, albo wyrwę ci to siłą. - odezwał się Carol.
- Nie odważysz się. - odpowiedziałam mu.
- On jest na tyle głupi by to zrobić. - rzekł rozbawiony Lukas.
Carol rzucił się na mnie i zabrał mi list, a ja westchnęłam zrezygnowana. Wszyscy pochylili się nad rozgniecionym kawałkiem pergaminu i zaczęli czytać. Gdy skończyli spojrzeli na mnie.
- Wiedziałem, że tak będzie. - pierwszy odezwał się Lukas.
- Ale jak można Lukasa nazwać głupim! - Charlie niemal to wykrzyczał. - Twoja siostra z nim rywalizuje o tytuł najlepszego ucznia, ale jest na tym samym poziomie co on, ani cala wyżej.
- Przepraszam bardzo, ale twoja siostra jest wredna. - odezwał się Carol.
- Nie znacie jej...
- A co niby ma znaczyć ten list? Donosi twoim rodzicom i do tego same bzdury. - przerwał mi Lukas.
- Ona jest inna, pewnie została zmuszona...
- No dobra, dobra. Skończcie bo znowu się pokłócicie. - odezwał się wkurzony Leo.
- Okej. Ale jeśli chcesz zerwać z nami kontakty, to obiecuję nie wywinąć ci jakiegoś żartu zagrażającemu twojej inteligencji lub życiu. - zażartował Carol i udał, że robi bardzo poważną minę.
- Dobra, każdy wie, że Natie nas lubi i nigdy nie zerwie z nami kontaktów, tak? - zapytała Shadow.
- Jasne. Jesteśmy przyjaciółmi. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
---
Tyle ode mnie,
Pozdrawiam,
xXNatalie