- Boli cię jeszcze ta kostka? - spytała z troską Shad
- Już nie, pani Pomfrey dała mi leki. Leondre był dzisiaj jakiś dziwny, też to zauważyłaś? - blondynka zmieniła temat
- Tak, zachowywał się inaczej niż zwykle. - przytaknęła - Ale, może po prostu miał zły dzień.
- To jest całkiem możliwe, ale nadal nie tłumaczy mojej skręconej kostki. - Natalie nagle ściszyła głos - Cicho, ktoś idzie...
Dziewczyny przystanęły i nasłuchiwały. Kroki były coraz bliżej, jednak powoli ucichły. Teraz było słychać tylko przyśpieszone oddechy i bicie serca przyjaciółek.
- Ch-ch-chyba już sobie poszedł. - wyjąkała z trudem Shad
- Raczej tak. Chodź... - Natalie pociągnęła dziewczynę za sobą - ale miej różdżkę w pogotowiu.
Dziewczyny szły dalej ciemnym korytarzem, miały dziwne wrażenie, że ktoś je śledzi. Nie zorientowały się nawet, że skręciły nie w ten korytarz. Brnęły dalej w te ciemność, dokoła nie było słychać nic oprócz tupotu stóp. Nagle dziewczyny w coś weszły... Shadow wyciągnęła rękę przed siebie i dotknęła tego 'czegoś', były to drzwi od biblioteki.
- Brawo my, weszłyśmy nie w ten korytarz. - powiedziała lekko wkurzona Natie, wyciągając różdżkę - Lumos.
Shadow również zaświeciła swoją różdżkę, to pozwoliło im zorientować się trochę w terenie. Szły kawałek oświetlając sobie dokładnie każdy kąt korytarza i nasłuchując czy nikt się nie zbliża. Nagle blondynka przystanęła i przykucnęła podnosząc coś z ziemi. Podeszła do przyjaciółki i pokazała jej znalezisko. Była to różdżka, jednak wydawało jej się, że już gdzieś ją widziała.
- Ej, a to nie jest czasami różdżka któregoś z naszych? - przerwała milczenie Shadow
- Właśnie coś mi się tak wydaje. - zamyśliła się Natalie - To na pewno nie jest różdżka Charliego.
- Bliźniaków też raczej nie...co jak co, ale różdżki to nawet Carol pilnuje. - Shadow wzięła różdżkę, żeby jej się przyjrzeć
- Przecież to nie możliwe...nie na pewno nie...to nie może być... - Natalie już sama nie była pewna - Ona wygląda jak różdżka Leondre. Ale to nie możliwe, przecież od tak by mu nie wypadła.
Dziewczyny stały chwilę w milczeniu, to znalezisko dało im wiele do milczenia. Postanowiły, że mu ją jutro oddadzą i porozmawiają z nim o tym. Zaraz po tym ruszyły w stronę właściwego korytarza. Bliźniacy i reszta na pewno zamartwiają co się z nimi dzieje. A one? One błądzą w ciemnościach szukając właściwego korytarza. Super, nie? Nie ma to jak zgubić się w szkole, w której jest się już drugi rok. Brnęły tak dalej sobie tylko znaną trasą po szkolnych korytarzach. Nagle na kogoś wpadły. Było to trzech chłopaków, wyższych od nich. Przyjaciółki miały już same czarne scenariusze ułożone w głowie. To na pewno Dennis, Jimmie i Luke, już z nimi koniec, nikt im nie pomoże i nikt je nie znajdzie, chyba że następnego dnia nieżywe. Wolały odtrącać od siebie te czarne myśli, jednak one powracały niczym natrętne muchy (xd). Shadow podniosła się z ziemi pomagając wstać również przyjaciółce i różdżką oświetliła twarze nieznajomych. Był to na szczęście tylko Nathaniel ze swoimi kolegami.
- O, hej Shad. - uśmiechnął się wesoło
- Cześć Nathan. Co ciebie i twoich kolegów, których imienia nie znam, sprowadza w te ciemne korytarze. - spytała podejrzliwie
- Ratujemy damy, które się zagubiły. A i to są Tom i Alex. - powiedział, a uśmiech nie schodził z jego twarzy
- Tja, bardzo miło waz poznać. - Shadow poprawiła kaptur
- Może przedstawisz nam tę uroczą blond koleżankę? - spytał Alex puszczając oczko do blondynki
- Jestem Natalie i przestań mi tu słodzić, bo cukrzycy dostanę. - chłopak nie zraził się jednak jej odpowiedzią.
Nathaniel, Alex i Tom stwierdzili, że pomogą dziewczyną znaleźć drogę powrotną. Błądzili dalej po ciemnych korytarzach, bo jak zapewnili je puchoni, znają drogę na skróty. Nagle w ciemności coś zabłyszczało. Były to oczy kota, ale nie pierwszego lepszego kota, tylko pani Norris. Kotka przyjrzała się całej piątce. Nagle Alex tupnął nogą przed kotem, który spłoszył się i pobiegł tylko w sobie znanym kierunku.
- Dobra ludzie, teraz mamy 2 minuty życia, bo zaraz przyjdzie Filch i nas zgarnie! - zakomunikował Tom
- Plan jest taki, wejście do Pokoju Wspólnego Gryffindora jest niedaleko, więc was tam bezpiecznie odstawimy. O nas już się nie musicie martwić. - objaśnił Nahaniel
- Oczywiście Natalie, masz problem z bieganiem, więc mogę cię ponieść. - zaproponował blondyn
- Taa, bardzo ciekawa propozycja Alex'ie - powiedziała sarkasycznie Natie
- Ludzie zwijamy się, bo nie ma czasu. - Shadow wydawała się zniecierpliwiona
Nikt już nic nie powiedział, tylko ruszyli w milczeniu. Gdy znaleźli się przed portretem Grubej Damy chłopcy wycofali się po cichu i dwie gryfonki pozostały same.
- Co za tchórze poszli sobie. - przewróciła oczami Natie - Canis...
Obraz odsłonił przejście. W Pokoju Wspólnym na kanapie siedzieli Carol, Lucas, Charlie i James zawzięcie o czymś rozmawiając. Wśród tych szeptów było słychać jakiś czas 'przemiana', 'zwierzęta', 'animag', 'huncwoci' i 'mapa'. Dziewczyny weszły do środka i przeszły obok nich. Oni byli tak zajęci, że nawet nie zwrócili na ni uwagi. Dobra to się robiło wkurzające. Najpierw idą do pielęgniarki, potem próbują wrócić, ale się gubią w ciemnych korytarzach. Nie ma ich prawie cztery godziny, dochodzi już północ, nareszcie odnalazły drogę i wróciły. A tu nie usłyszały nawet głupiego 'hej' albo coś w tym stylu. Nikt się nimi nie interesował. Shadow głośno westchnęła i razem z Natie udały się do dormitorum dziewcząt. Gdy weszły do środka reszta, w postaci Vanessy, Rebbecc'i i Rose, już spała. Natalie wzięła z kufra swoją piżamę i poszła się wykąpać. Następnie poszła Shadow. Wykąpała się, założyła swoją piżamę i dokładnie umyła zęby. Rozpuściła swoje niebieskie włosy i dokładnie rozczesała, po czym spięła w luźnego kucyka. Poszła z powrotem do dormitorium. Natie już spała, więc Shad nie pozostało nic innego, jak pójście w ślady przyjaciółki. Położyła się więc w wygodnym łóżku i szczelnie okryła kołdrą. Po chwili już spała.
*magia czasu, następnego dnia rano*
Shadow wstała jako ostatnia. W dormitorium była już tylko Natalie pakująca swoją torbę. Niebiesko włosa wstała i udała się do łazienki wraz ze swoim mundurkiem. Ubrała spódniczkę, bluzkę, zawiązała krawat no i jeszcze założyła sweterek z herbem domu oraz szatę. Na to jeszcze pelerynę. Gotowa poszła do Pokoju Wspólnego zabierając po drodze plecak i różdżkę Leo. W pokoju czekali już Leo, Natalie, Lucas i Charlie. Nie było tylko Carola.
- Hejo wszystkim! - powiedziała Shad pokonując ostatnie stopnie
- Cześć. - odpowiedzieli chórem
- Co z Carolem? - zapytała rozglądając się
- Zaspał i się dopiero ubiera. - poinformował ją Lucas
- A tak w ogóle... - zaczęła Shadow wyciągając różdżkę Leondre - ...znalazłyśmy to wczoraj niedaleko biblioteki...
- No właśnie. - zawtórowała jej Natie - Możesz nam to jakoś logicznie wytłumaczyć?
- Bo ja niosłem wczoraj dość ciężką książkę, która wyleciała mi z ręki... - widać było, że nie mówi prawdy - ...i jak ją podnosiłem to różdżka musiała mi wylecieć z kieszeni.
- No dobra. - Shadow podała chłopakowi jego własność. W tej samej chwili z dormitorium chłopięcych wyszedł Carol.
- Cześć księżniczki! Cześć chłopaki! - przywitał się wesoło
- No, dzień dobry. Śpiąca królewna raczyła się obudzić. - powiedział Charlie.
Wszyscy skierowali się w stronę wyjścia. Przeszli przez dziurę za portretem i ruszyli w stronę wielkiej sali.
- Shadow! Natie! - dziewczyny przystanęły i odwróciły się gwałtownie. Byli to Nathaniel, Tom i Alex.
- A wy tu czego? - Carol był wyraźnie wkurzony
- My do naszych koleżanek. - odpowiedział mu Alex machając do dziewczyn
- Uważaj sobie, to są moje księżniczki! Łapy od nich precz, zwłaszcza od Natie! - warknął Carol
- Ogarnij, dobra. Sama umiem o siebie zadbać. A zresztą nie będziesz mi mówić co mam robić. - zachowanie chłopaka doprowadzało ją do białej gorączki.
- Uspokójcie się! Nawet się nie znacie, a już się na siebie drzecie! - nakrzyczała na nich Shadow
- Dobra, więc Shad przedstaw nam swoich kolegów z Hufflepuff. - Lukas poprawił okulary
- To tak. Blondyn, który zdążył pokłócić się z Carolem to Alex, brunet najbliżej mnie to Nathaniel, a ten drugi szatyn to Tom. - Shadow miła nadzieje, że się tym razem nie pogryzą
- Miło was poznać. - odezwał się bardziej pokojowo nastawiony bliźniak - Ja jestem Lukas, a to mój brat bliźniak Carol. Blondyn stojący obok mnie to Charlie, a ten niski brunet to Leo. Zapewne go znacie, bo jest w tej samej klasie co wy.
- Tak, kojarzę. - Alex przytaknął, reszta też - Może chodźmy już, bo się spóźnimy.
- Nie będziesz mi młody mówił, co mam robić. - Carol usilnie próbował zwrócić na siebie uwagę - Może chodźmy już, bo się spóźnimy.
Shadow westchnęła, a Natalie zrobiła tak zwany facepalm. Podczas dalszej drogi Lucas rozmawiał o czymś z Tomem, Natalie i Shad z Alexem, a Charlie z Nathanielem. Tylko Carol nie wykazywał entuzjazmu z poznania nowych kolegów. Na szczęśćcie towarzystwa dotrzymywał mu Leondre. Przy wejściu do Wielkiej Sali musieli się niestety rozdzielić. Puchoni poszli do swojego stołu, a Gryfoni do swojego. Przy posiłku siedzieli jak zwykle, czyli z jednej strony Carol, Natalie i Leo, a z drugiej Lucas, Shadow i Charlie.
- Spędzili z nami pięć minut i już myślą, że ich lubimy. - zaczął Carol
- Nie przesadzaj, są nawet całkiem fajni. - powiedział Charlie
- Ten Tom to ma nawet niezłe pojęcie o bardo ważnych przedmiotach. Już go polubiłem. - poparł przyjaciela Lucas
- Serio?! Bracie, nawet ty przeciwko mnie??? - zapytał z niedowierzaniem Carol
- Nie jesteśmy przeciw tobie, tylko mamy bardziej przyjazne nastawienie do ludzi. - odpowiedział mu Lucas
- A zresztą nie chcesz to nie musisz się z nimi przyjaźnić, przecież nikt cię do tego nie zmusza. Ale powinieneś chociaż ich szanować. - Shad przeniosła wzrok na chłopaka
- Szanuje tych, którzy na mój szacunek zasłużyli.- Carol usilnie próbował udowodnić, że ma rację.
Tylko Leondre i Natalie milczeli. Jak na razie nie mieli chyba ochoty angażować się w te kłótnie. Zresztą i tak Leo wystarczało problemów. Po skończonym posiłku wszyscy udali się na lekcje.
*magia czasu, po skończonych lekcjach w Pokoju Wspólnym*
Carol, Lukas, Natalie i Shadow siedzieli w Pokoju Wspólnym. Dziewczyny rozmawiały o swoich sprawach, Lukas czytał książkę, a Carol siedział i gapił się w książkę udając, że się uczy. Charlie gdzieś wyparował nie całe dziesięć minut wcześniej. Nagle obraz się odsunął i do środka wszedł Leo w towarzystwie Olivera i Dylana.
- Shad, tam przy obrazie czeka na ciebie Nathaniel z kolegami. Chcieli żebyś z nimi poszła na błonie. - powiedział na jednym wydechu Leo
- Okey, to ja się zbieram. - dziewczyna wstała i ruszyła w kierunku wyjścia
- Nie tak szybko. - zatrzymał ją Carol - Nie uważasz, że znasz ich zbyt krótko, żeby się byle gdzie z nimi włóczyć?
- Nie, znam ich dostatecznie długo, więc na razie. - pomachała do chłopaka i wyszła.
Reszta siedziała dalej na swoich miejscach, a Leo z kolegami poszedł do dormitorium. Nagle Lukasowi przypomniało się coś ważnego. Już miał wychodzić, gdy zatrzymała go Natie.
- Miałeś mi przecież pożyczyć tę książkę. Jest mi niezmiernie potrzebna do zrobienia zadania domowego. - powiedziała
- Idź po nią do mojego dormitorium. Jest pierwsza z brzegu w kufrze. - widać było, że mu się spieszy - Ja już muszę iść do biblioteki.
- No okey. - Natalie wróciła na swoje miejsce. Nie zamierzała chodzić po dormitoriach chłopięcych. Nie żeby coś, ale jakoś nie miała ochoty. Postanowiła wcielić w życie plan A, dopiero później, jeśli to nie wypali będzie musiała użyć planu B, czyli sama tam pójdzie. Ale to dopiero w ostatecznej ostateczności. Pora więc wcielić plan A. Podeszła więc do Carola i zamknęła jego książkę siadając obok niego.
- Carolu wiesz przecież jak bardzooo cię lubię. - Natalie zamrugała powiekami
- Tak wiem, i co w związku z tym? - zapytał
- Przyniesiesz mi tę książkę Lukasa? Proszę, tak ładnie proszeeeee.... - zrobiła minę smutnego psa
- Lubię cię, ale po to masz nogi, żeby się po nią przejść. Więc moja odpowiedź brzmi NIE. - podkreślił ostatnie słowo
- Ale ty jesteś... - Natalie udała obrażoną
- No nie obrażaj się księżniczko, tylko idź po tę książkę. A gdybyś nie mogła jej znaleźć to przyjdę ci pomóc. Jednak nie liczę, że nie pójdziesz tam tylko po książkę. Wiesz możesz potem ze mną zostać. - wypowiadając ostatnie słowa zabawnie poruszał brwiami
- Wiesz ty co! Jesteś niemożliwy. - walnęła go z łokcia w brzuch
- A to za co? - zrobił minę niewiniątka - Przecież ja tylko złożyłem ci propozycję.
- Mnie się takich propozycji nie składa. Zapamiętaj to sobie Thompson. - posłała mu mordercze spojrzenie i wstała z kanapy. Teraz niestety pora na plan B, czyli ostateczną ostateczność. Dziewczyna leniwie ruszyła w stronę schodów. Gdy znalazła się na górze już chciała wejść, ale usłyszała jak ktoś śpiewa:
Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Dziewczyna z skądś znała ten głos. Wiedziała, że dormitorium z Lukasem dzieli jego brat, Charlie, no i oczywiście James.
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go
To na pewno nie był żaden z bliźniaków i raczej nie był to James, bo nigdy nie słyszała żeby któryś z nich śpiewał. Natalie nigdy jeszcze nie słyszała tak pięknego głosu. Wreszcie odważyła się i otwarła drzwi. Na łóżku najbardziej oddalonym od drzwi, tyłem do niej siedział Charlie. Natalie nie mogła w to uwierzyć. Jej przyjaciel tak ładnie śpiewa i nigdy jeszcze się nie pochwalił swoim pięknym głosem.
Staring at the ceiling in the dark
Same old empty feeling in your heart
'Cause love comes slow and it goes so fast
Well you see her when you fall asleep
But never to touch and never to keep
'Cause you loved her too much and you dive too deep
Same old empty feeling in your heart
'Cause love comes slow and it goes so fast
Well you see her when you fall asleep
But never to touch and never to keep
'Cause you loved her too much and you dive too deep
Natalie po cichu podeszła do kufra przy łóżku Lukasa i delikatnie otworzyła cały czas wsłuchując się w śpiew chłopaka. Wyciągnęła odpowiednią książkę i położyła ją bezszelestnie na łóżku. Następnie chciała zamknąć kufer jak najciszej się dało. Jednak jak to w życiu bywa, nie można mieć wszystkiego. Wieko delikatnie trzasnęło, ale to wystarczyło by chłopak przestał i się odwrócił.
- Co ty tu robisz? - spytał zmieszany
- Ja, ja przyszłam po książkę, którą Lukas mi pożyczył. Nie mógł sam po nią przyjść, bo się gdzieś śpieszył, a Carol nie chciał mi pomóc. Jamesa nawet tam nie było. - powiedziała to tak szybko, że martwiła się czy ją zrozumiał - A tak w ogóle to masz bardzo ładny głos.
- Dzięki. - chłopak zarumienił się trochę
* magia czasu, początek wakacji, perspektywa Leondre*
Od tygodnia jestem już w domu. Zdążyłem w tym czasie wyprzątną mój kufer. Teksty rapów schowałem głęboko do szuflady, żeby nie przypominały mi tamtych wydarzeń. Teraz ma święty spokój, ale co z tego skoro za te dwa głupie miesiące moje problemy znów się pojawią. Może nawet wzrosną na sile. Przecież Dennis, Jimmie i Luke od tak nie znikną. Mam ich serdecznie dosyć, zapewne z wzajemnością. Jaki ja jetem beznadziejny, nie umiem sobie z nimi poradzić. Może w tym co mówili jet więcej prawdy niż mi się zdawało. Może faktycznie do niczego się nie nadaję, nikt mnie nie kocha i nie potrzebuje. Skoro tak, to co ja tu jeszcze robię. Może czas skończyć swoje marne życie. Może tak będzie wszystkim lżej. Stop!!! Nie Leondre, nie możesz tak myśleć. Ogarnij się, bo będziesz zmuszony sam sobie dać w twarz. Nie możesz tak mówić ani nawet myśleć. Skarciłem sam siebie w myślach. Bo co zrobi wtedy moja rodzina. Nie mogę myśleć tylko o sobie. Bo co zrobi moja najukochańsza na świecie mama, mój tata, moi wspaniali bracia i najlepsza w świecie młodsza siostra. To dało mi trochę do myślenia. Nie mogę się poddać. Muszę być silny dla siebie i dla nich. Zwłaszcza dla nich. Postanawiam coś z ty zrobić. Dłużej już tak nie mogłem dusić tego w sobie. Musiałem się komuś wygadać. Padło na mojego ojca. W tej chwili czułem, że tylko on mnie zrozumie i tylko on jest mi w stanie pomóc. Zszedłem na dół do salonu, w którym siedział mój tata czytający Proroka Codziennego.
- Tato, możemy porozmawiać? - zacząłem niepewnie.
- Jasne, chodź tu synu. - wskazał na miejsce obok siebie, a ja naglę straciłem ochotę, żeby mu o ty wszystkim powiedzieć.
- Bo jest taka sprawa. W Hogwarcie są tacy trzej ślizgoni. - ciężko mi było wydusić z siebie cokolwiek, bo wszystko przypominało mi tamte wydarzenia - Nazywają się Dennis, Jimmie i Luke, i oni....
Głos mi się załamał, nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Łzy zaczęły mimowolnie płynąć po moich policzkach. Wytarłem je rękawem bluzy i kontynuowałem.
- ...i oni nie dają mi życia. Prześladują mnie, wyżywają się na mnie, obrażają, przezywają...Tak jet już jakieś dwa lata
- Na Merlina! Synu, dlaczego nic nie mówiłeś? - najwidoczniej nie mógł uwierzyć w to co mu właśnie zakomunikowałem.
- Nie mówiłem, bo się bałem. Nawet moi przyjaciele o niczym nie wiedzieli. - wyrzuciłem z siebie wszystko co chciałem. Łzy znów spływały po moich policzkach. Nie hamowałem ich, wręcz przeciwnie pozwoliłem im płynąć. Nie chciałem udawać silnego, bo wcale takim nie byłem. Mój ojciec nic nie powiedział tylko mocno przytulił. Postanowił coś z tym zrobić.
*magia czasu, kilka tygodni później, perspektywa ogólna*
Leondre i Charlie spotkali się u Devriesa w domu. Obaj wiedzieli już o swoich talentach. Leo opowiedział również Charliemu o swoim dziwnym zachowaniu w szkole i o prześladowcach. Blondyn był w szoku, nigdy nie przyszłoby mu na myśl przez co przechodził jego przyjaciel. Chłopacy siedzieli chwilę w milczeniu.
- Słuchaj, bo jest taka sprawa. - przerwał ciszę brunet
- Hm? - Charlie podniósł na niego swój wzrok
- Bo Natalie i Carol opowiadali coś, że śpiewasz. I czy to jest prawda? - spytał
- Tak, to prawda. - odparł ze spokojem
- No i tak się składa, że ja piszę rapy. Więc co powiesz na to żeby założyć zespół? - spytał z nadzieją w głosie
- To jest nawet bardzo dobry pomysł. - blondyn ożywił się
Leondre i Charlie założyli zespół, właściwie duet, który nosił nazwę Bars and Melody. Kilka tygodni później zgłosili się do Britain's Got Talent z piosenką 'Hopeful'.
- Tato, możemy porozmawiać? - zacząłem niepewnie.
- Jasne, chodź tu synu. - wskazał na miejsce obok siebie, a ja naglę straciłem ochotę, żeby mu o ty wszystkim powiedzieć.
- Bo jest taka sprawa. W Hogwarcie są tacy trzej ślizgoni. - ciężko mi było wydusić z siebie cokolwiek, bo wszystko przypominało mi tamte wydarzenia - Nazywają się Dennis, Jimmie i Luke, i oni....
Głos mi się załamał, nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Łzy zaczęły mimowolnie płynąć po moich policzkach. Wytarłem je rękawem bluzy i kontynuowałem.
- ...i oni nie dają mi życia. Prześladują mnie, wyżywają się na mnie, obrażają, przezywają...Tak jet już jakieś dwa lata
- Na Merlina! Synu, dlaczego nic nie mówiłeś? - najwidoczniej nie mógł uwierzyć w to co mu właśnie zakomunikowałem.
- Nie mówiłem, bo się bałem. Nawet moi przyjaciele o niczym nie wiedzieli. - wyrzuciłem z siebie wszystko co chciałem. Łzy znów spływały po moich policzkach. Nie hamowałem ich, wręcz przeciwnie pozwoliłem im płynąć. Nie chciałem udawać silnego, bo wcale takim nie byłem. Mój ojciec nic nie powiedział tylko mocno przytulił. Postanowił coś z tym zrobić.
*magia czasu, kilka tygodni później, perspektywa ogólna*
Leondre i Charlie spotkali się u Devriesa w domu. Obaj wiedzieli już o swoich talentach. Leo opowiedział również Charliemu o swoim dziwnym zachowaniu w szkole i o prześladowcach. Blondyn był w szoku, nigdy nie przyszłoby mu na myśl przez co przechodził jego przyjaciel. Chłopacy siedzieli chwilę w milczeniu.
- Słuchaj, bo jest taka sprawa. - przerwał ciszę brunet
- Hm? - Charlie podniósł na niego swój wzrok
- Bo Natalie i Carol opowiadali coś, że śpiewasz. I czy to jest prawda? - spytał
- Tak, to prawda. - odparł ze spokojem
- No i tak się składa, że ja piszę rapy. Więc co powiesz na to żeby założyć zespół? - spytał z nadzieją w głosie
- To jest nawet bardzo dobry pomysł. - blondyn ożywił się
Leondre i Charlie założyli zespół, właściwie duet, który nosił nazwę Bars and Melody. Kilka tygodni później zgłosili się do Britain's Got Talent z piosenką 'Hopeful'.
*****
Ode mnie to tyle mam nadzieję, że się podoba.
Dobranoc.
hmmm... podoba, a może się nie podoba...no nwm... zastanowię sie
OdpowiedzUsuń1. ....dały im wiele do myślenia
2. Was*
3. nie zwrócili na nie uwagi*
4. jak chłopięcych to DORMITORIÓW*
5. ... może w tym co mówił JEST*
6. No i znowu to JEST... napisz sobie to słowo 100 razy na kartce to może się nauczysz że to ma być JEST A NIE JET