czwartek, 15 września 2016

Rozdział 14.

*rok później, perspektywa Leondre*
Dziś nadszedł dzień w którym mieliśmy wybrać nowe przedmioty do trzeciej klasy. Ja, Natalie i Shadow postanowiliśmy się za to zabrać pod wieczór bo mieliśmy jeszcze kupę czasu by to oddać. Siedziałem sobie sam w Pokoju Wspólnym Gryffindoru i czytałem książkę pożyczoną od Lukasa, która miała mi pomóc wybrać przedmioty, które przydadzą mi się w przyszłości. Wertowałem kolejne strony w całkowitym skupieniu, gryząc nerwowo sznurek od swojej bluzy. W końcu wkurzony zatrzasnąłem ją z hukiem, przez co Vanessa siedząca niedaleko podskoczyła ze strachu.
- Ta książka nic nie daje! - warknąłem przez zęby odrzucając książkę na drugi koniec kanapy. - Cały czas pisze w niej, że warto się poświęcić i wybrać wszystkie przedmioty!
W tym samym czasie obok niego pojawił się znikąd Charlie.
- Dlatego Lukas wybrał wszystko. - powiedział rozbawiony.
Ten widok musiał być dość zabawny. Siedziałem z obrażoną miną w przydużej bluzie gryząc jeden z jej sznurków i na dodatek z założonymi rękami patrzyłem się na książkę jakby wyrządziła mi krzywdę.
- Pojawiasz się nie w porę... Jestem w bojowym nastroju. - rzekłem przez zęby nadaj ssąc sznurek od bluzy.
- Właśnie widzę... - roześmiał się Charlie. - Potrzebujesz pomocy?
Tego mi najbardziej brakowało, wsparcia ze strony przyjaciół. Natie i Shad wyparowały do biblioteki z Lukasem, a Carol odsypiał wczorajszą imprezę, która została zorganizowana tylko po to by uczcić zwycięstwo Gryfonów w meczu przeciwko Ślizgonom. Ja też brałem w niej udział, w końcu należę do drużyny od roku, jestem w niej ścigającym, ale o tym innym razem.
- Tak, tak, tak! Błagam! - prosiłem Charliego ze złożonymi rękoma.
To, że nie miałem najlepszych ocen, wcale nie świadczyło o tym, że mi nie zależy na dobrej przyszłości.
- Przestań Leo, ludzie się patrzą... - rzekł zdenerwowany Charlie.
- Wstydzisz się, że ktoś nas zobaczy? - zapytałem i wyplułem sznurek od bluzy z ust.
- Wstydzić się nie wstydzę, ale ty, klękający przede mną ze złożonymi rękoma... Nie sądzisz, że to może wyglądać dziwnie? - zapytał i uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, nie ważne! Pomóż mi człowieku. - wstałem i pchnąłem go lekko, dając do zrozumienia, że mówię serio.
- Ja na przykład wybrałem Wróżbiarstwo i Opiekę nad magicznymi stworzeniami. - powiedział i odepchnął mnie na kanapę. - Nie pchaj mnie bo oddam ci dwa razy mocniej.
- No dobra, ale czemu wybrałeś te przedmioty? - zapytałem i znowu zacząłem niespokojnie gryźć sznurek od bluzy.
- No... Nie bierz ze mnie przykładu... Ja tak wybrałem bo Carol też te przedmioty wybrał i... No wiesz, wolę siedzieć na lekcjach z przyjacielem, niż samemu uczyć się jakiś runów, albo czego...
- Wielkie dzięki. Strasznie mi pomogłeś, powinieneś napisać książkę. - odpowiedziałem i klepnąłem się otwartą dłonią w czoło.
- No sorki, tak wyszło. - dodał Charlie i uśmiechnął się. - Ale wiem jakie przedmioty TY powinieneś wybrać. Nie mówię, że musisz, ale byłoby najlepiej dla ciebie gdybyś na to poszedł.
- No dawaj! - zachęciłem go i sznurek od bluzy znowu wyleciał mi z ust.
- Numerologia, Wróżbiarstwo i Opieka nad magicznymi stworzeniami. - wyrecytował blondyn.
- Czemu trzy? Ty masz aby dwa...
- No bo minimum można dwa, ale dla ciebie dobrze by było chodzić na trzy lekcje. - odpowiedział błyskawicznie i usiadł się obok mnie na kanapie.
- Numerologia jest podobno skomplikowana...
- Ale pożyteczna! - przerwał mi Charlie.
Byłem bardzo zmieszany. Czemu akurat te trzy przedmioty? Co w nich jest takiego co mogłoby mnie zainteresować?
- A Wróżbiarstwo...
- Jest najłatwiejszym przedmiotem jaki mógł kiedykolwiek zaistnieć. - blondyn znowu mi przerwał.
- Uważasz, że jestem głupi? - zapytałem i zaśmiałem się mimowolnie.
- Powiedzmy... - odpowiedział i pokręcił głową. - Ale tak na serio, chcę ci tylko ułatwić życie, byś się nie męczył na lekcjach.
- A Opieka nad magicznymi stworzeniami jest...? - zapytałem zanim Charlie zdążył mi przerwać.
- Jest fajna i zawsze coś się dzieje. - dopowiedział Charlie. - Lepiej mieć z czegoś frajdę, niż męczyć się z czymś czego nie lubimy.
- Dobra, powiedzmy, że mi pomogłeś...  w jakimś tam małym stopniu... - dodałem ciszej.
- Słyszałem to. - rzekł głośno Charlie i poczochrał mi włosy.
- Zostaw moje włosy idioto. - warknąłem ale nadal się uśmiechałem.
Zaczęliśmy się szarpać gdy nagle przyszedł do nas Carol w luźnej piżamie i z rozczochranymi włosami sterczącymi w różne strony.
- Co wy robicie... - zapytał zaspanym głosem. - Debile... Obudziliście mnie...
Charlie i ja w momencie gdy zobaczyliśmy Carol'a wybuchnęliśmy głośnym niekontrolowanym śmiechem.
- Z czego się tak śmiejecie... - warknął w naszą stronę i rzucił poduszką w Charliego. - Człowiek się spokojnie wyspać nie może...
- Carol... jest czwarta... jest wieczór. - powiedziałem w chwili gdy przestałem się śmiać.
- Śpisz już od...
- Od czwartej rano! - warknął w naszą stronę zdenerwowany, po czym gwałtownie opadł na fotel stojący przy kanapie i chwycił się za głowę.
- Trzeba było nie grać w ''kto wypije najwięcej kremowego piwa''. - rzucił w stronę Carol'a Charlie.
- Mhmm... - mruknął i przytulił się do poduszki jak małe dziecko. - Gdzie moja księżniczka...
- Natie i Shad poszły do biblioteki. - odpowiedziałem patrząc w jego stronę ledwie powstrzymując się od śmiechu.
- Mówię o Lukasie. - warknął. - On zna odpowiedni eliksir.
- A więc od teraz on też jest twoją księżniczką? - zapytał Charlie patrząc na przyjaciela z rozbawieniem.
- Ta, może być... - odpowiedział jakoby nieobecnie.
W tym momencie przez portret przeszły trzy postacie, a mianowicie Natalie, Shadow i Lukas.
- Lukas! Bracie! - krzyknął błagalnie w jego stronę. - Pomocy... Daj mi ten magiczny eliksir!
- Jaki eliksir? - zapytała ciekawa Natalie.
- Na kaca. - walnął prosto z mostu Carol patrząc w jej stronę.
Lukas westchnął zrezygnowany i usiadł na kanapie między mną a Charliem.
- Powinien być w moim kufrze. Idź poszukać. - rzucił i wziął się za czytanie książki wypożyczonej z biblioteki.
- Jasne... - odpowiedział i pobiegł w stronę schodów z zamkniętymi oczami nadal trzymając się za głowę, przez co potykał się o stołki i krzesła. Gdy już dotarł do schodów, postanowił wbiec na nie po dwa stopnie, ale coś mu nie wyszło i runął z nich z wielkim hukiem. Jęknął i położył się na podłodze.
- Cholerne schody! - krzyknął na całe gardło, a do pomocy ruszył mu brat, podczas gdy reszta osób w Pokoju Wspólnym ryknęła śmiechem. Sam Lukas ledwo trzymał się na nogach ze śmiechu, ale pomógł swojemu bratu wejść spokojnie po schodach.
- Każdy kto się zaśmiał będzie miał przerąbane! - warknął w stronę swoich przyjaciół. - Księżniczki też!
Momentalnie zapanowała chwilowa cisza, która trwałą tak długo, aż Carol bezpiecznie nie dotarł do swojego dormitorium.
- Przez chwilę było mi go szkoda... - odezwała się Shadow. - Ale tylko przez chwilę.
I parsknęła śmiechem razem z Natalie. Spojrzałem na nią i również się zaśmiałem, ale po chwili przypomniałem sobie o czymś ważnym i musiałem przerwać tą miłą atmosferę.
- Jakie wybierasz przedmioty Shad? - zapytałem.
- Co?... Aaa... Numerologię, Wróżbiarstwo i Opiekę nad magicznymi stworzeniami. - odpowiedziała błyskawicznie jakby to było oczywiste.
- Ooo... Ja też. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Macie na serio przechlapane... - powiedział Lukas, który przed chwilą przybiegł z dormitorium. - Gdy podawałem mu eliksir co chwilę warczał coś pod nosem. Przeklinał i opowiadał mi o planach zemsty.
- Obudziliście bestię. - powiedział mrocznym głosem Charlie. - Teraz będziecie jej obiadem. Ja się schowałem za poduszką, może mnie nie widział.
- Ta, wcale... - powiedziała Natalie i usiadła się obok Lukasa.
- A ty Natie? - spytałem patrząc na blondynkę wyciągającą zza pleców książkę, którą pożyczyłem od Lukasa.
- Ja? Ja się go nie boję, nie może mi nic zrobić...
- Mi chodzi o przedmioty, które wybierasz do trzeciej klasy. - przerwałem jej rozbawiony.
- Aaa... To... Ja biorę wszystko. - odpowiedziała prosto z mostu i zaczęła obracać w swoich rękach książkę od Lukasa.
- Serio? Wszystko? - zapytał Charlie, widać było, że był pod wrażeniem. - Po co się tak zawalać materiałem. Ciekawe jak zdasz SUMy...
- Zdam wszystko na Wybitny! - powiedziała pewna siebie i uśmiechnęła się do blondyna. - Wierzę w swoje możliwości, a Lukas mnie zmobilizował.
- W jaki sposób cię zmobilizował? - zapytałem nie mogąc się powstrzymać i uniosłem jedną brew uśmiechając się dwuznacznie.
- Leo! - warknęła w moją stronę. - Dobrze wiesz o co mi chodzi.
Rzuciła we mnie książką Lukasa i spojrzała na mnie urażona.
- No dobrze, dobrze. Przepraszam. - powiedziałem zrezygnowany i oddałem książkę Lukasowi. - A i... Lukas ta książka niewiele mi pomogła, ale dzięki.
Nagle z chłopięcych dormitoriów wyleciał czarny buldog francuski, Troy, był lekko zdenerwowany.
- Hej Troy! - zawołała Shadow, która strasznie lubiła tego psa.
- Co mu jest? - zapytałem Charliego, któremu wskoczył na kolana.
-  Pewnie Carol nadal klnie jak szewc i go wygonił z dormitorium. - odpowiedział obojętnie, a Troy polizał go po twarzy.
- Istnieje też opcja, że Troy przestraszył się, bo Carol postanowił ściągnąć z siebie ubranie. - dopowiedział Lukas, na co Charlie i Leo wybuchnęli śmiechem.
- Nie mów mi o takich rzeczach, bo będę mieć koszmary. - powiedziała Shadow.
- Zgadzam się z przedmówczynią. - dodała Natalie i wstała. - Dobra, Shad, ja idę wypełnić ten formularz z nowymi przedmiotami do trzeciej klasy.
- To ja pójdę z tobą. - powiedziała Shadow i ruszyła za blondynką.
Odprowadziłem je wzrokiem aż do dormitorii dziewcząt.
- Skoro dziewczyny się za to zabierają, to ja też pójdę po swoją listę. - westchnąłem i udałem się w kierunku dormitoriów.
- Uważaj, bo Carol może ci przywalić z krzesła, gdy będziesz przechodzić obok. - ostrzegł mnie Lukas.
- Będę uważać księżniczko. - powiedziałem uśmiechając się do niego.
- Co? Jaka księżniczka? - zapytał zdezorientowany i spojrzał na Charliego, który zwijał się ze śmiechu za poduszką.
- Nie ważne! Carol ci wytłumaczy. - odpowiedziałem i przyspieszyłem.
Gdy dotarłem do odpowiedniego dormitorium, sięgnąłem do kufra po kartkę z tymi wszystkimi przedmiotami. Po chwili moje palce trafiły na coś papierowego, ciężko było odgadnąć czy to ten formularz czy też nie, panował tam wielki rozgardiasz. Wyciągnąłem więc to i przyjrzałem się. Ujrzałem swoje stare teksty piosenek pisanych w pierwszej klasie, wzdrygnąłem się na wspomnienie tamtej nocy. Czułem się wtedy taki samotny, obcy, po prostu inny. O tej inności przypominały mi ciągle osoby, które atakowały mnie zawsze po meczu lub treningu quidditcha. Do dziś zastanawiam się czemu w ogóle jestem na tym świecie, kto mnie potrzebuje... Rodzice bez przerwy się kłócą i mają sporo problemów na głowie, nie mówiąc już o reszcie. Oczy napełniły mi się łzami, które szybko wytarłem w rękaw. Teraz nie jest czas na myślenie o tym, muszę wypełnić tamten formularz by mieć to z głowy, a potem iść napisać ten idiotyczny esej dla profesor Sinistry na astrologię. Natie pewnie nie da spisać, a na pomoc Lukasa i reszty nie mogę liczyć, bo mają jakieś ważne spotkanie po kolacji. Ciekaw jestem gdzie idą, ale skoro nie chcieli powiedzieć, to ich sprawa, ja nie mam nic do tego. A może Shad da spisać? Zastanawiałem się tak długo jakby tu wymigać się od pisania tego eseju, że nie zauważyłem nawet jak późno się zrobiło.
- O kurczę! Jest już szósta!
Gwałtownie wstałem i zacząłem szperać w kufrze robiąc jeszcze większy zamęt niż był wcześniej. Wreszcie znalazłem co szukałem, czyli kawałek pergaminu z napisanymi przedmiotami, które mamy wybrać do trzeciej klasy. Pośpiesznie otworzyłem butelkę z atramentem i zanurzyłem w nim pióro, zaznaczyłem błyskawicznie przedmioty, które zamierzałem wybrać i wpisałem swoje imię i nazwisko na górze. Zamknąłem buteleczkę i razem z piórem wrzuciłem do kufra. Wstałem i biegiem udałem się w stronę wyjścia. W Pokoju Wspólnym siedział już ubrany Carol i żywo dyskutował z chłopakami.
- Shad i Natie już poszły? - zapytałem szybko.
- Tak, wyszły kilka minut temu. - odpowiedział Charlie i kontynuował rozmowę z Carol'em.
Biegiem ruszyłem w stronę Wielkiej Sali, gdzie powinna być już kolacja. Minąłem Irytka, który próbował oblać mnie lodowatą wodą i gdy wreszcie dotarłem do Wielkiej Sali mogłem odetchnąć z ulgą. Shad i Natie siedziały przy stole Gryfonów i jadły kolację, więc postanowiłem do nich podejść zapytać się co zrobiły z tymi formularzami. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Podszedłem powolnym krokiem do przyjaciółek i zapytałem się cicho.
- Gdzie macie formularze? - zapytałem tak nagle, że Natalie podskoczyła w miejscu i prawie oblała się sokiem dyniowym, mimo wszystko próbowałem się powstrzymać od śmiechu.
- Nie strasz! - warknęła w moją stronę i spojrzała na mnie obrażona.
- Gdzie macie te formularze z przedmiotami do trzeciej klasy? - spytałem znowu, ale tym razem powoli.
- Oddaliśmy McGonagall. - odpowiedziała Shadow. - Ty jeszcze nie oddałeś?!
- Mieliśmy oddać przed kolacją! - powiedziała zażenowana Natalie.
- No i? Teraz oddam i nic się nie stanie, co nie? - zapytałem z nadzieją, ponieważ byłem świadom, że McGonagall była surowa.
- To idź teraz. - zachęciła go Shadow. - Przy całej szkole na ciebie nie nakrzyczy...
- Chyba... - dopowiedziała Natalie i spojrzała na drzwi. - Gdzie masz resztę?
- Zaraz pewnie przyjdą. - rzuciłem od niechcenia. - To ja idę, trzymajcie kciuki.
Bardzo powolnym krokiem, ściskając mocno formularz przy piersi ruszyłem w stronę stołu nauczycielskiego. Wszyscy patrzyli się na mnie zainteresowani, więc starałem się dać im do zrozumienia, że niosę tylko formularz. Po kilku sekundach, które wydawałoby się, że trwały godzinami, udało mi się dotrzeć do McGonagall.
- P-proszę panią... to ten formularz... ten z przedmiotami. - rzekłem trzęsącym się głosem, który starałem się opanować, ale za każdym razem gdy mówiłem sobie w myślach, że przecież nic złego nie zrobiłem, to było coraz gorzej.
- Ten formularz, który mieliście oddać przed kolacją? - powiedziała surowym głosem McGonagall a nozdrza jej zadrgały. - Przed kolacją to przed kolacją, chyba, że wyraziłam się niejasno i zrozumiałeś W TRAKCIE kolacji.
- N-nie... Ja zrozumiałem...
- To czemu go przynosisz teraz? Panie Devries? - zapytała głośniej tak, że siedzący najbliżej uczniowie ją usłyszeli.
- Straciłem poczucie czasu... - odpowiedziałem zgodnie z prawdą i odważyłem się spojrzeć jej w oczy.
- Straciłeś poczucie czasu. Rozumiem... Następnym razem proszę byś postarał się oddawać rzeczy na czas, dobrze, panie Devries? - zapytała a ja odetchnąłem z ulgą, oczywiście w duchu.
- Dobrze. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niej delikatnie.
Podałem jej formularz, trochę mokry od potu i pognieciony ze stresu, ale wydawało mi się, że pani tego nie zauważyła, albo starała się nie zwracać na to uwagi. Odszedłem szybko od niej i usiadłem się obok Natalie.
- I jak? - zapytała cicho Shadow gdy zabrałem się za sałatę.
- Dobrze. No jak na McGonagall to dobrze... - odpowiedziałem i nalałem sobie soku z dyni do pucharu.
- A jak tam Carol? Nadal wkurzony? - zapytała Natalie i uśmiechnęła się po czym ugryzła swoją kanapkę z serem.
- Sam nie wiem... Wyglądał w miarę normalnie gdy przechodziłem obok niego. Był ubrany i gadał z chłopakami. - opowiedziałem i kontynuowałem swój posiłek.
- Ciekawe czy jeszcze pamięta o tej zemście. - zastanawiała się na głos Shadow.
- Nie jestem pewna, to w końcu Carol. - zaśmiała się i popiła trochę soku dyniowego gdy nagle obok niej pojawił się znikąd sam Carol Thompson we własnej osobie.
- Śmiejesz się ze mnie? - zapytał poważnie i usiadł się obok patrząc na nią z góry.
- Nie. - odpowiedziała nienaturalnie wysokim głosem i odwróciła się do mnie wysyłając wiadomości w powietrzu, które miały chyba znaczyć ''pomóż mi''.
- Jesteś pewna? - zapytał i usilnie starał się zwrócić jej wzrok na siebie. - Bo wydawało mi się, że słyszałem swoje imię...
- Shadow zaczęła! - odpowiedziała błyskawicznie Natalie i uśmiechnęła się niewinnie do Shadow, która, mógłbym przysiąc, że pod kapturem spojrzała na nią morderczym wzrokiem.
- Ooo... Shaaaad. Czemu o mnie mówiliście? - zapytał Carol odsuwając się od Natalie.
Patrzył na nią tak przeszywającym wzrokiem, że przeszły mnie dreszcze.
- Natalie się ciebie boi. - stwierdziła Shadow. - Dlatego zwaliła to na mnie.
- Wcale nie! - zaprzeczyła Natalie, a Carol wpatrywał się w nią z satysfakcją. - Nie boję się ciebie!
Natalie odważnie spojrzała w jego stronę, ale zaraz po chwili odwróciła wzrok i odsunęła od siebie talerz z kanapkami.
- Odechciewa mi się jeść przez ciebie... - mruknęła pod nosem i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Taak. Później sobie porozmawiamy. - odpowiedział i zabrał się za jedzenie.
Natalie wstała od stołu i stwierdziła, że musi iść, bo chce dzisiaj skończyć czytać pewną książkę, a później od razu pójdzie spać.
- Dobranoc. - mruknęła i wstała unikając wzroku Carol'a.
- Mogę dołączyć do ciebie? - zapytał gdy tylko wstała. - Ale nie liczę, że będziemy później tylko spać...
Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na jej twarz. Była cała czerwona ze złości. Odsunąłem się błyskawicznie od Carol'a, bo przewidywałem, że zaraz może się coś wydarzyć. Blondynka podeszła do niego tak szybko jak wstała i uderzyła do w tył głowy z taką siłą, że jego twarz wylądowała w misce z płatkami i mlekiem. Natie odbiegła i zniknęła za drzwiami, a ja i Shadow wybuchliśmy śmiechem.
- No ładnie Carol, masz na co zasłużyłeś. - powiedziała Shadow i wstała od stołu podążając za przyjaciółką.
Chłopak miał twarz i włosy całe w mleku i gdzieniegdzie we włosach można było dostrzec kilka płatków. Wyglądał komicznie, a dla własnego bezpieczeństwa postanowiłem wyjść z Wielkiej Sali i udać się do biblioteki po książkę do astronomii. Po drodze usilnie starałem się zapanować nad śmiechem, bo w bibliotece musiał panować spokój. Pani Pince obserwowała każdy mój ruch od momentu gdy przekroczyłem próg biblioteki. To miejsce było dla niej świętością i zawsze musiał panować tu ład, a uczniowie nie szanujący książek natychmiast zostawali wyrzuceni z tej świątyni. Ostrożnie szukałem odpowiedniej książki czując na sobie jej wzrok. Gdy wreszcie znalazłem odpowiednią, podszedłem do niej i wypożyczyłem ją jak najszybciej się dało. Wychodząc ostrożnie zamknąłem drzwi, a resztę drogi przebyłem szybkim chodem. Nie chciałem napotkać nikogo na drodze. Każdy ruch w korytarzu wydawał się przerażający. Napotkałem nawet Panią Norris, którą szybko wyminąłem. Wszędzie panowała podejrzana cisza. Nogi miałem jak z galarety i nagle zrobiło się strasznie gorąco. Poczochrałem sobie włosy i wypuściłem powietrze z płuc. Starałem się uspokoić, ale marne słowa wypowiadane w myślach nic nie dawały. Westchnąłem. Mogłem udać się z Shadow prosto do Wieży Gryffindoru, albo zostać z Carol'em, lepsze byłoby to niż to straszne uczucie ciążące na duszy. To wrażenie, że jest się obserwowanym, że zaraz ktoś może nas zaatakować.
- Kogo my tu mamy... - usłyszałem ironiczny głos zza pleców.
Odwróciłem się błyskawicznie i przycisnąłem książkę do piersi, wpatrywałem się w ciemność, w której ktoś stał. W myślach błagałem, żeby to był tylko sen, ale niestety, to była brutalna rzeczywistość.
- Cześć Devries. - kolejny znajomy głos.
Paliło mnie w gardle. Nie byłem w stanie nic powiedzieć, a postacie zbliżały się. Nogi wrosły mi w podłoże i uniemożliwiły poruszanie się wraz z ostatnią szansę ratunku - ucieczkę.
- Miło mi cię widzieć. - odezwała się trzecia osoba stojąca najbliżej mnie.
To koniec, nie mogę nic zrobić. Nikt mnie tu nie znajdzie jestem sam.
- Ej debilu, nie umiesz mówić? - zapytał ostro Jimmy i pchnął mnie gwałtownie na ścianę co sprawiło, że książka wyleciała mi z rąk, a ja sam opadłem na podłogę.
- Ale słaby. - zaśmiał się Luke i dał mi porządnego kopniaka w brzuch.
Syknąłem z bólu i zacisnąłem zęby, wiedziałem, że ucieczka nie pomoże bo i tak mnie złapią, a stracę na tym tylko siłę.
- Chłopcy, nie oszczędzajcie się... Musi oberwać za swoje. - warknął Dennis stojący między nimi.
Nagle coś mi przyszło do głowy. Przecież mam różdżkę! Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni swojej szaty i gdy już chwyciłem za jej koniec, Dennis kopnął mnie w rękę.
- Zabierzcie mu różdżkę! - warknął na Jimmy'ego, który posłusznie zabrał ją z kieszeni mojej szaty.
Nie miałem siły by go odepchnąć. Ból w ręce dokuczał mi gdy tylko chciałem nią ruszyć. Westchnąłem, a oczy napełniły mi się łzami.
- C-co ja wam takiego z-zrobiłem? - zapytałem załamanym głosem, a łzy same spłynęły po moich policzkach.
Nie byłem wstanie patrzeć w ich oczy pełne satysfakcji, że doprowadzili mnie do takiego stanu.
- Patrzyłeś ostatnio w lustro chłopie? - zapytał Luke.
- Jesteś brzydki i nie chcemy by inni musieli znosić patrzenie na ciebie co dzień. Na dodatek na pierwszy rzut oka widać, że jesteś pedałem, a my nie akceptujemy czegoś takiego. - odpowiedział Dennis kończąc swoją wypowiedź kopniakiem w brzuch.
Zwinąłem się z bólu i odwróciłem do ściany starając się za wszelką cenę osłonić od ich uderzeń.
- Taki słaby... taki brzydki... taki okropny... taki niepotrzebny... - po każdym określeniu, Jimmy, kopał mnie w plecy. - Nikt cię nie kocha! Rozumiesz?!
Jęczałem z bólu, to było nie do wytrzymania. Słowa które rozdzierały mi duszę i kopniaki, które zostawiały ślad na mojej skórze. To nie mój świat, to nie moja bajka. Chcę zniknąć stąd raz na zawsze, niech ze mną skończą... Poczułem szarpanie za bluzę, nawet nie postanowiłem się temu opierać, bo wiedziałem, że to nic nie da. Czyjeś silne dłonie pociągnęły mnie ku górze, a ja niczym lalka, poddałem się temu. Moje stopy nie dotykały już ziemi, a Luke nadal trzymał mnie kurczowo za bluzę i patrzył w moje czerwone od płaczu oczy.
- Życie jest brutalne, co nie? - zapytał i splunął mi prosto w twarz.
Podniósł jeszcze wyżej, tak, że moja głowa znajdowała się ponad jego głową. Gwałtownie się odsunął i puścił mnie, a ja spadłem uderzając kolanami o zimną posadzkę. Już nawet mój mózg się wyłączył. Leżałem krztusząc się łzami, kopany, niechciany i obrażany...
- Męska dziwka z ciebie a nie facet. - prychnął Dennis odsuwając się i spojrzał na mnie z góry jakby chciał ocenić, czy już wystarczy.
- Nawet nie jest w stanie się obronić. - rzekł Jimmy i chwytając mnie za bluzę podciągnął wysoko.
Tym razem zamiast znowu upuścić mnie jak Luke, po prostu rzucił mną... jakbym był piłką, lalką, nic nie wartym śmieciem. Wylądowałem trzy metry dalej, pod ścianą, ciągle leżałem i ciężko oddychałem. Wytarłem twarz w rękaw od bluzy, ale na nic więcej siły nie miałem. Usłyszałem oddalające się postacie i wiedziałem, że już skończyli. Kolejny raz przeżyłem ten ból, to straszne uczucie. Pociągnąłem nosem i westchnąłem. Leżałem tak z pięć, dziesięć lub dwadzieścia minut, teraz czas nie miał znaczenia. Wszystko mijało szybko jakby to były tylko marne chwile, marne sekundy. Muszę się podnieść, powiedziałem sobie, przyjaciele się pewnie martwią. Najpierw uniosłem się na rękach, potem stanąłem na czworakach, dopiero po kilku próbach byłem w stanie podnieść się na trzęsące się z bólu i wyczerpania nogi, na których już teraz pewnie tworzyły się kolejne siniaki... Czyli symbole mojej słabości. Jeszcze raz przetarłem sobie twarz, nos i oczy, które były całe mokre od moich własnych słonych łez. Sięgnąłem po książkę, którą upuściłem podczas tego całego zdarzenia. Cały się trzęsłem, a przechodząc przez korytarz, trzymałem się jak najbliżej ściany. Droga do Pokoju Wspólnego zajęła mi dobre kilkanaście minut, ale przynajmniej oczy i twarz mi trochę wyschły od łez. Leniwie spojrzałem na portret Grubej Damy.
- A ty co? - zapytała z obrzydzeniem patrząc na moją krzywą postawę. - Znasz hasło?
- Honestum... - odpowiedziałem od niechcenia i zmęczony przeszedłem przez dziurę. 
Wchodząc do Pokoju Wspólnego zauważyłem kilku piątoklasistów siedzących przy stolikach. A w kanapie, blisko ognia, siedzieli moi przyjaciele. Wesoło rozmawiali, nie mieli pojęcia co przed chwilą się wydarzyło i ja nie chciałem im psuć dobrego humoru, więc starałem się przemknąć niezauważalnie do dormitorium.
- Ej, Leo, nie za dobrze wyglądasz... - powiedział głośno Mike, który akurat przechodził obok. 
Ja i Mike nie żyliśmy już w tak przyjaznych stosunkach jak wcześniej. Od momentu gdy dostałem się do drużyny Gryfonów, zaczął się obrażać i mi dokuczać przy najbliższej okazji. 
Po słowach Mike'a, wszyscy w Pokoju Wspólnym zwrócili na mnie wzrok, włącznie z moimi przyjaciółmi, których tak bardzo chciałem zostawić w spokoju.
- Leondre? Co ci się stało? - zapytał zdenerwowany Charlie, który był jego najlepszym przyjacielem.
Nie musi udawać, że mu na mnie zależy, w końcu nikt mnie nie kocha... Powiedziałem sobie w myślach przeklinając go. 
- Nic. Jestem po prostu zmęczony. - odpowiedziałem wkurzony i z książką pod pachą udałem się w stronę dormitorium.
- Czekaj! - zawołała Shadow. 
- Co? - spytałem niezbyt grzecznie i spojrzałem na nią.
Wszyscy spojrzeli na mnie jakoś dziwnie. Charlie patrzył na mnie zdezorientowany, Lukas tak jakby przed chwilą zobaczył, że mdleje, Carol skrzywił się i patrzył na mnie z przymrużonymi oczami, James miał obojętną minę, natomiast Natalie w ogóle na mnie nie spojrzała, tylko czytała książkę. 
- No co?! - zapytałem głośniej i odwróciłem się podchodząc bliżej.
- Nie krzycz. - warknęła na niego Shadow. - Chcemy tylko wiedzieć co ci jest. 
Spojrzałem na Shadow z nienawiścią. Chciałem ściągnąć jej ten idiotyczny kaptur z głowy i rzucić nim w ogień, byle tylko spojrzeć w jej prawdziwą twarz, na której malowały się jej prawdziwe emocje. Tylko ona wstała i patrzyła, chyba, prosto na mnie. Reszta patrzyła albo w podłogę, albo zerkała na boki i tylko od czasu do czasu na sekundę lub dwie spoglądali na mnie. Natalie bez zmian czytała książkę i nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół niej. Miałem ich wszystkich dość. 
- Przecież powiedziałem, że jestem tylko zmęczony i wkurzony bo muszę napisać to wypracowanie dla Sinistry. - wycedziłem przez zęby patrząc na Shadow.
- To nie powód by się na nas wydzierać. - oznajmiła Shadow i skrzyżowała ramiona na piersiach. - A jeżeli chodzi o wypracowanie, to możesz to jeszcze nadrobić jutro, bo astronomię mamy dopiero o północy. Jakbyś miał problem z zadaniem to zawsze możesz się zwrócić do Lukasa albo do Natie. Pewnie chętnie pomogą.
Shadow spojrzała na Lukasa i Natie. Chłopak przytaknął i uśmiechnął się delikatnie, a Natalie nadal czytała przewracając tylko od czasu do czasu strony. Ten widok mną wstrząsnął. Każdy coś ode mnie chce, każdy uważa, że może pomóc, wszyscy się szczerzą. Ale czy oni wiedzą, że tak naprawdę nie mogą mi w ogóle pomóc? Westchnąłem i ruszyłem do przodu, minąłem Shadow i stanąłem przed Natalie, która nadal mnie ignorowała. Nie wiem czemu to zrobiłem. Przecież tego pragnąłem, nie chciałem by ktokolwiek się mną interesował, ale teraz ten widok mnie zdenerwował. A może jednak potrzebuję wsparcia? Szybko jednak wyrzuciłem te myśli z głowy, bo wiedziałem, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Wszyscy patrzyli na mnie z zaciekawieniem, a ja dalej stałem nad nią zasłaniając jej światło. Wyciągnąłem rękę i wyrwałem jej książkę z rąk. 
- Ej! Leondre! - warknęła w moją stronę, ale ja podszedłem do ognia, a książkę trzymałem wysoko. - Oddaj mi to!
Wstała i ruszyła w moją stronę. Sięgnęła po nią i zaczęła się ze mną szarpać. Każdy skrawek mojego ciała był poraniony, ale mimo tego jakimś cudem wyrwałem jej książkę z rąk. Dziewczyna straciła równowagę i upadła na podłogę z wielkim hukiem. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni, ja sam nie byłem w stanie nic powiedzieć. Natalie leżała na podłodze trzymając się za nogę, o którą zahaczyła o dywan. Nie chciałem nikogo skrzywdzić, chciałem ich tylko uświadomić, żeby się do mnie nie zbliżali.
- Ja...
- Nie zachowuj się jak dziecko i powiedz co ci leży na duszy! - krzyknęła na mnie z podłogi. - Każdy wie, że coś ci jest, a ty za wszelką cenę chcesz to ukryć, czemu?!
Złość wyparowała od momentu gdy blondynka wylądowała na podłodze. Nie chciałem nikogo krzywdzić, tym bardziej przyjaciół. Nie wiem co we mnie wstąpiło, czemu się na nich wydarłem i co mnie podkusiło do tego by wyrwać Natalie książkę z rąk. 
- Przepraszam... - mruknąłem pod nosem i wyciągnąłem rękę by pomóc jej wstać. 
Jednak ona zignorowała moją chęć pomocy. Charlie podniósł ją z podłogi i posadził na fotelu. 
- Idioto! Przez ciebie skręciłam sobie nogę! - warknęła na mnie, gdy oddawałem jej książkę. 
Była bardzo zła na mnie. Zresztą nie dziwię się jej, ja też byłem na siebie wściekły. Poczochrałem sobie włosy, ale nie miałem odwagi spojrzeć nikomu w oczy, więc patrzyłem w podłogę. 
- Natie, ja nie chciałem... J-ja miałem zły dzień. - skłamałem, a do oczu naszły mi łzy, lecz szybko powstrzymałem się. 
Bałem się opowiedzieć prawdę. Bałem się ich reakcji, ale jednocześnie tak bardzo pragnąłem by ktoś spojrzał mi w oczy i powiedział ''Wiem, że nie wcale jest okej, nie musisz już dalej kłamać''. W środku powoli umieram. Chcę by wiedzieli, ale jednak nie jestem w stanie im tego powiedzieć. To wszystko mnie zabija, te uczucia, które nie dają mi spać po nocach, ale oni tego nie wiedzą, bo skąd... To rozdziera mnie wewnątrz, czuję się jak świeczka, którą ogień spala kawałeczek po kawałeczku, tak, że codziennie jest mnie coraz mniej, coraz bardziej znikam, a pewnego dnia nie będzie już ze mnie nic... Uśmiechnąłem się, a wszystko w środku nagle się roztrzaskało, słyszałem to i czułem, mimo, że nikt inny tego nie usłyszał i nie poczuł. 
- Możesz mi wybaczyć? - zapytałem wyczerpany.
- Tak. - odpowiedziała obojętnie i kulejąc podeszła do Shadow. - Ktoś mnie może zaprowadzić do skrzydła? Leo miał ciężki dzień więc niech sobie idzie spać. 
W jej głosie można było wyczuć ironię. Czemu ona nie wie, że w tym momencie niszczy mnie jeszcze bardziej? Nie patrzyłem w jej stronę. Spojrzałem na Charliego, który patrzył na mnie z niezrozumieniem na twarzy i pokręcił głową gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały. Na resztę nie miałem ochoty patrzeć, tylko Charlie był do zniesienia z tego całego towarzystwa. Westchnąłem i z wzrokiem utkwionym w podłodze udałem się do dormitorium. 
- Dobranoc. - rzuciłem cicho i wszedłem po schodach na nogach jak z ołowiu.
Wszyscy spali, więc tylko szybko się przebrałem i wpakowałem się do łóżka zasłaniając kotary. Nagle przypomniało mi się, że zostawiłem różdżkę w korytarzu w którym mnie napadli. Zakląłem w myślach i schowałem twarz w poduszce. Szczelnie okryłem się kołdrą a ból nie tylko fizyczny, ale także psychiczny dawał o sobie znać. Teraz rozumiem co oznacza mieć depresję. 
---
Pzdr
xXNatalie

2 komentarze:

  1. 1. Nadal ssący sznurek od bluzy...
    A tak to super tylko powiedz mi dlaczego tak mało błędów robisz??? No robotę mi zabierasz masz u mnie minusa ale takiego małego no bo w końcu jeden błąd był

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Nadal ssący sznurek od bluzy...
    A tak to super tylko powiedz mi dlaczego tak mało błędów robisz??? No robotę mi zabierasz masz u mnie minusa ale takiego małego no bo w końcu jeden błąd był

    OdpowiedzUsuń