piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 4.

Natalie wstała leniwie po usłyszeniu budzika, który wskazywał godzinę 8.30. Przetarła oczy i przeciągnęła się w trakcie drogi do łazienki. Obmyła twarz chłodną wodą by się bardziej przebudzić. Umyła zęby, uczesała się i poszła wybrać ubranie na dzień, na który czekała strasznie długo - dzień wyjazdu do Hogwartu. Po przeglądaniu pełnej szafy ubrań w końcu zdecydowała się na szarą bluzkę z długim rękawem, błękitne spodnie i czarne trampki. Ubrała się i zeszła na dół do kuchni z plecakiem do którego miała spakować między innymi drugie śniadanie, pieniądze, różdżkę i najpotrzebniejsze przedmioty. Gdy znalazła się już na dole, jej siostra była już uszykowana, najedzona i czytała książkę z Transmutacji. Natalie musiała przyznać, że jej książki do szkoły są bardzo ciekawe, zdążyła przeczytać je wszystkie i zapamiętała kilka zaklęć. Oczywiście nie ćwiczyła ich jeszcze, na to przyjdzie czas w szkole.
- Śniadanie jest w kuchni, rodzice zaraz przyjadą. - powiedziała Mary nie odrywając wzroku od lektury.
- Dzięki. - rzuciła tylko Natalie i pobiegła do kuchni zjeść kanapki z sałatą i pomidorem. Po posiłku, spakowała resztę kanapek do plecaka i zrobiła sobie zimne kakao, które tak uwielbiała.
- Mary chcesz kakao? - krzyknęła z kuchni do siostry, która leżała w salonie.
- Dobrze znasz odpowiedź! - odpowiedziała Mary równie głośno co siostra. 
- Czyli tak... - mruknęła do siebie Natalie i uśmiechnęła się lekko.
Zrobiła siostrze kolejne kakao i poszła do salonu. Położyła je na stole i usiadła się obok siostry zerkając o czym aktualnie czytała. Wyśledziła za jej wzrokiem, że czyta o metamorfomagii. 
- Mam dla ciebie pytanie odnośnie domów. - powiedziała Natalie, te pytanie męczyło ją od dłuższego czasu, a teraz chce poznać na nie odpowiedź. 
- Słucham... - powiedziała Mary i odłożyła książkę, co było bardzo dziwnym zjawiskiem zważając na fakt, że ona wprost uwielbia książki i nie łatwo sprawić żeby przestała czytać chociaż na minutę. 
- Emm. Chcę się dowiedzieć co ludzie myślą o innych domach w Hogwarcie i jakie są naprawdę... Chyba wiesz o co mi chodzi? - rzekła niepewnie Natalie.
- Tak, czaję. Zacznijmy od Hufflepuff'u. Huffelpuff wychowuje ludzi uczciwych i godnych zaufania. W moim 'wyobrażeniu' uczniowie w nim są najbardziej zżyci ze sobą i koleżeńscy. Pomagają sobie nawzajem. Tam ważne jest działanie grupowe, a nie wzajemne zawody między uczniami kto lepszy lub sprytniejszy. Ten dom jest często na samym dole łańcucha pokarmowego... Inni uczniowie uważają, że osoba, która nie pasuje do żadnego innego domu trafia właśnie do Puchonów, ale to tylko stereotyp o który nie należy się martwić. Ja sama nie chciałabym trafić do Hufflepuff'u, nie mam pojęcia czemu, po prostu jakoś mnie odpycha ten dom, nie jest w moim stylu. 
- Okej. Teraz może Ravenclaw? - spytała Natalie starając zapamiętać się każde słowo swojej siostry.
- Ravenclaw... Krukoni wydają się być bardzo zarozumiali co nie działa na ich korzyść. Ale nie wszyscy są tacy. To ogólnie dom mądrości, bystrości, intelektu, a także kreatywności, dużej inteligencji i zdrowego rozsądku. Ceni się tutaj również spryt i roztropność. Krukoni zwykle konkurują jeśli chodzi o sukcesy w nauce, bo na przykład w Quidditchu to już tak nosa nie zadzierają i nie chwalą się swoimi ''umiejętnościami''. Stosunek Krukonów do innych domów jest dość przyjazny. Do żadnego z nich nie są wrogo nastawieni. Wydaje się, że najbardziej konkurują z Puchonami. Tak więc, wielu Krukonów to naukowo zmotywowani i zdolni studenci. Mogłabym być w Ravenclaw'ie. Szczerze mówiąc Tiara zastanawiała się nad tym czy pasuję bardziej do Krukonów czy do Ślizgonów, ale ostatecznie zdecydowała się umieścić mnie w Ślizgońskich progach. 
- Aha... - Natalie cały czas słuchała popijając kakao i starała się wyciągnąć z tego coś co mogłoby zadecydować w jakim domu mogłaby się znaleźć. 
- Teraz może Gryffindor... Tak, nasz kochany odważny dom... Nie mam nic do tego domu, przeciwnie jeśli chodzi o jego uczniów. Wychowankowie Godryka cechują się odwagą, rycerskością i determinacją, śmiałością, trzymaniu nerwów w trudnych sytuacjach. Jego członkowie są zazwyczaj uważani za odważnych, choć czasem do punktu lekkomyślności. Gryfoni konkurują najbardziej z nami, Ślizgonami. Nienawidzę wprost tego jak Gryfoni myślą, że są od nas lepsi, tylko dlatego, że wyprodukowali więcej od nas dobrych czarodziei, a w tym samego Harry'ego Pottera, który pokonał Voldemorta, wychowanka Slytherinu. Gryffindor szczerze polecam, jeśli jesteś dobrze wychowana i nie żartujesz z Ślizgonów jak reszta... Możesz być kimś znanym jeśli tylko zadbasz o swoje nazwisko. 
- Uhh... Taa... A teraz opowiedz coś o twoim domie, okej? - zaproponowała Natalie i czekała aż siostra zacznie. 
- Slytherin! Uwierz, ten dom jest wspaniały. Na początek obalmy kilka mitów. Nie jesteśmy oddani czarnej magii, tak jak twierdzą Gryfoni i cała ta reszta. Generalnie, nie wierz we wszystko, co mówią na nasz temat konkurencyjne domy. Nie przeczę, że wyprodukowaliśmy paru czarnoksiężników, ale to samo tyczy się pozostałych trzech domów, tyle że tam preferuje się o tym nie wspominać. My nie jesteśmy obłudni i nie próbujemy poprawiać własnej reputacji zaginając prawdę. A teraz coś, o czym pozostałe domy nie lubią za dużo mówić. Merlin był Ślizgonem. Tak, ten Merlin, najsłynniejszy ze wszystkich czarodziejów w historii! Wszystkiego, co umiał nauczył się w tym domu! Chcesz podążać śladami Merlina i podzielić jego wielkość? Uwierz, Slytherin pomoże ci to osiągnąć. Gramy o zwycięstwo, ponieważ przywiązujemy uwagę do honoru i tradycji Slytherinu. Tego będziemy również wymagać od innych. Cieszymy się respektem ze strony innych uczniów. Co prawda czasami ten respekt może być zabarwiony strachem z racji na czarnoksięską reputację, ale wiesz co? Posiadanie reputacji wielbicieli czarnej magii, może być całkiem zabawne. Rzuć kilka sugestii świadczących, że masz dostęp do całej biblioteki klątw, a zobaczysz, że nikt nie ośmieli się zwinąć ci pióra czy wywinąć jakiegoś głupiego, dziecinnego żartu. A co najważniejsze: my, Ślizgoni, dbamy o siebie – a to coś, czego nie można powiedzieć o mieszkańcach Ravenclawu. Krukoni słyną również z tego, że każdy chce być lepszy od pozostałych, podczas gdy my, Ślizgoni, jesteśmy braćmi. A wiesz dlaczego? Wiesz czego Salazar Slytherin poszukiwał w wybranych uczniach? Nasionka wielkości. Zostaliśmy wybrani przez ten dom, ponieważ mamy potencjał, by stać się wielkimi, w prawdziwym tego słowa znaczeniu... 
Gdy Mary skończyła swój wykład Natalie była pod wrażeniem, że Slytherin może mieć naprawdę tak dobrych, wręcz wspaniałych uczniów... 
- Dzięki... - wykrztusiła Natalie i uśmiechnęła się lekko. 
- Idź po swój kufer i psa, okej? - powiedziała Mary.
- Okej. - odpowiedziała Natalie i pobiegła szybko do góry. Chwyciła kufer i zniosła go na dół, łatwo można było wywnioskować, że jest strasznie ciężki po czerwonej ze zmęczenia twarzy Natalie. Gdy w końcu zniosła kufer na dół, poszła z powrotem po psa, jego miski, karmę, leżenie, smycz, obrożę... itp. 
- Jak ty w końcu tego psa nazwałaś? - zapytała się Mary. 
- Eeem... Cherry. - powiedziała po krótkim namyśle blondynka. 
- Czemu tak? - zaśmiała się Mary i spojrzała na swoją siostrę. 
- Bo lubi wiśnie... - odpowiedziała prosto z mostu Natalie.
- A skąd to niby wiesz?
- Podbierała je mamie. Nie pamiętasz? 
- A no tak... A widziałaś gdzieś Daisy? - zapytała brązowowłosa.
Daisy to także był pies, tyle, że jamnik. Natalie i Mary od razu się zakochały w tej pięknej jamniczce. Natalie nie mogła się pogodzić, że to Mary będzie z nią jeździć do Hogwartu, a ona nie. Teraz Natalie ma Cherry, a Mary ma Daisy, ale tak czy inaczej te dwa psy należą do całej rodziny. Natalie pokiwała przecząco głową.
- Dobra, jest trochę późno, trzeba już jechać. - powiedziała Mary zabierając książkę od Transmutacji ze stołu. - Złapiemy taksówkę to zawiezie nas na Kings Cross.
- A co z rodzicami? Mieli nas zawieźć. - dodała Natalie. 
- Pewnie im coś wypadło. Mama mówiła, że nie wiedziała czy wyrobi się na czas z tym wszystkim w ministerstwie. - odpowiedziała szybko Mary. - A na jakby co dała nam swoją torebkę.
- Torebkę? Po co nam jej torebka? - spytała się zdezorientowana Natalie.
- Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. Wpakujemy wszystko do torebki by wyglądać mniej podejrzanie. - odpowiedziała Mary jakby to było oczywiste. 
Mary zgarnęła z fotela torebkę, zaczęła wpakowywać po kolei kufry, klatkę z psem Natalie i po znalezieniu Daisy i wpakowaniu jej do klatki również ją. Torebkę mamy włożyła sobie do plecaka, który potem zarzuciła na plecy po założeniu swojej ulubionej zielonej bluzy. Natalie przewiązała sobie także czarną bluzę w pasie i założyła na plecy swój plecak. 
- To chodźmy już. - powiedziała Natalie. 
Zegar wskazywał godzinę  10.20. Droga na stację Kings Cross trwała 30 minut, a zanim złapią taksówkę to trochę zajmie. Gdy Mary i Natalie wyszły z domu szybkim krokiem od razu ruszyły w stronę ruchliwej ulicy.
- Hej!!! - Mary zaczęła krzyczeć w stronę ulicy wołając taksówkę i wymachując rękoma. Po kilku próbach zatrzymania jakiejś taksówki wreszcie jej się udało. Jeden z pojazdów podjechał do niej.
- Gdzie zawieźć? - spytał otyły mężczyzna z głową pełną czarno siwych włosów. Miał siwego wąsa a na nosie przyduże kwadratowe okulary. 
- Na Kings Cross. - odpowiedziała szybko Mary i wsiadła razem z Natalie na tylne siedzenie. - I proszę się pośpieszyć.
Mężczyzna chyba poważnie wziął jej słowa do serca bo już w niecałe piętnaście minut byli na miejscu. Była godzina 10.40. Mary rzuciła tylko mugolskimi pieniędzmi na przednie siedzenie i poszła z Natalie prosto na Kings Cross. Natalie i Mary przebiegły raz dwa przez barierkę między peronem 9 a 10. 
- Dobra! Bierz swój kufer i psa. - Mary podała torbę swojej siostrze. - Szybko bierz, znajdź przyjaciół i przedział. Nie będę z tobą tutaj chodzić bo muszę iść do Michelle. 
Natalie wyciągnęła kufer z małej torebki i położyła go na ziemi. Później wyciągnęła tylko Cherry i poszła w stronę najbliższej osoby która wyglądała na pierwszoroczną. Położyła kufer tuż obok zakapturzonej postaci. Wyglądała na dziewczynę, chociaż trudno było to ocenić ponieważ miała zasłoniętą twarz. 
- Hej... - przywitała się Natalie. - Jestem Natalie Hill, a ty?
- Jestem Shadow Black. - odpowiedziała dziewczyna. 
- Pierwszy rok? - zapytała blondynka.
- Ta... - odpowiedziała Shadow.
- Wiesz już do jakiego domu trafisz? - zapytała Natalie ciekawa co inni myślą na ten temat. 
- Chciałabym do Gryffindoru, ale nigdy nie wiadomo jak sprawy się potoczą. - odpowiedziała zakapturzona dziewczyna.
- Ja tak naprawdę nie mam pojęcia gdzie chcę trafić... Gryfoni, Ślizgoni, Krukoni... Wszystko jedno, tylko nie chcę być Puchonką. - powiedziała Natalie.
- Czemu? - spytała Shadow.
- Bo ten dom jest najmniej zauważany... Nie bierz mnie za kogoś kto nienawidzi Hufflepuff'u, ale ja po prostu chcę być kimś znanym. A jeśli dobrze pamiętam to Hufflepuff najmniej pomoże mi to osiągnąć. - odpowiedziała niepewnie Natalie. 
- Slytherin mógłby ci pomóc...
- Nie! - przerwała jej Natalie. - Slytherin jest wspaniały, pasuje do mnie, ale... Po prostu nie chcę być jak mój ojciec. Moja siostra jest w Slytherinie i doskonale sobie radzi, ale myślę, że mnie ten dom może zmienić. A ja nie chcę się zmieniać. 
- To Ravenclaw? 
- Mhm... Nie wiem... Sami zarozumialce, ciągle ze sobą konkurują. - odpowiedziała znowu Natalie.
- Widzę, że musisz się poważnie zastanowić... - rzekła Shadow. - A może Gryffindor?
- Ehm... No nie wiem. To dom dla odważnych, lojalnych i sprawiedliwych osób, a ja sama nie wiem czy jestem taka. 
Natalie i Shadow siedziały cicho przez kilka minut
- Hej! Widział ktoś z was Charliego? Takiego wysokiego gościa, blondyna o niebieskich oczach? - do dziewczyn podszedł jakiś brązowowłosy chłopak.
- Emm. -  zastanawiała się Shadow. - Nie widziałam gościa...
- A to nie tamten? - Natalie wśród tłumu wyszukała wzrokiem blond czupryny o niebieskich oczach w towarzystwie dwóch znajomych jej osób, które poznała na Pokątnej. - No nie... Idzie z tymi debilami, którzy we mnie weszli gdy wychodziłam ze sklepu...
- Oni są spoko. - powiedziała brązowowłosy chłopak. - Carol i Lucas to bliźniacy pół krwi, żartownisie.
- A ja spotkałam za to Charliego. - dodała Shadow. - On był miły i podał mi książkę z najwyższej półki. 
-  No to nieźle. Każdy kogoś zna... - westchnęła Natalie. - A ty jak masz na imię?
- Leondre Devries. A wy?
- Shadow Black.
- Natalie Hill.
- Hej! - przywitał się Charlie, który zdążył przyjść ze swoimi przyjaciółmi podczas tej krótkiej wymiany zdań. 
- No nareszcie! Szukałem cię! - odpowiedział szybko Leo.
- Wyluzuj młody... - powiedział Carol.
- Carol, patrz to ta którą spotkaliśmy na Pokątnej! - zauważył Lucas.
Natalie uderzyła się dłonią w czoło (powszechnie znane jako ''facepalm''). 
- Oooo. Taaak. Kojarzę cię... - powiedział Carol i wepchnął się obok Natalie na kufer. - Jak tam życie ci mija?
- Było dobrze dopóki nie przyszedłeś. - uśmiechnęła się złośliwie Natalie i zepchnęła go z kufra na ziemię. Charlie i Lucas parskli śmiechem i pomogli mu wstać.
- Jeszcze zmienisz zdanie. - odpowiedział Carol i uśmiechnął się. - A kto tutaj siedzi z tym kapturem?
- Shadow. - odpowiedział Charlie. - Spotkałem ją w księgarni.
- Dobrze więc. Przedstawmy się po kolei... Ja  jestem Carol Thompson.
- Jestem Lucas Thompson, jego brat bliźniak.
- Charlie Lenehan.
- Leondre Devries.
- Shadow Black.
- Natalie Hill. 
- Dobra! Wszyscy się znamy więc idziemy poszukać jakiegoś przedziału w pociągu. - kontynuował Carol i zabrał kufry Shadow i Natalie żeby schować je w specjalnym przedziale do kufrów i walizek. Shadow i Natalie wzięły klatki ze swoimi zwierzakami i poszły za grupką nowo poznanych  chłopaków. Gdy w końcu znaleźli wolny przedział usiedli się wygodnie i czekali aż zacznie się podróż.

_____
(przepraszam za małą czcionkę, leniwej mnie nie chciało się pisać samej tych wszystkich cech poszczególnych domów i kopiowałam z Harry Potter Wiki xd Żeby była większa wystarczy ctrl i +)

Dziękuje za przeczytanie, zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam,
xXNatalie 

1 komentarz:

  1. No szit!!!!! Mniejszej sie nie dało??? Chcesz żebym oślepła???? Ooooo....... i w końcu ktoś się zdrowo odrzywia!!!!

    OdpowiedzUsuń