wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 2.

Natalie Hill leżała w swoim miękkim łóżku i nie miała zamiaru wstawać. Dochodziła godzina 11 ale ona nadal czuła się zmęczona i niewyspana. Rozmyślała nad wszystkim co wydarzyło się wczoraj. Dostała list z Hogwartu, ale zaskoczona nie była. Pochodzi z czysto krwistej rodziny, która zawsze dostawała się do Hogwartu, może był aby jeden wyjątek. Ciocia Natalie, a jednocześnie siostra jej ojca, dostała się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Beubatox we Francji. Ale zostawmy sprawy rodzinne z boku. W końcu Natalie postanowiła wstać z jej miękkiej pościeli i udała się do szafy szukając stroju idealnego na ciepły dzień i wypad na Pokątną. Ubrała więc czarną bluzkę z krótkim rękawem i dżinsowe krótkie spodenki.  Po przebraniu się poszła do łazienki by umyć zęby, twarz i ręce, a po wykonaniu tych czynności zaczęła czesać się szczotką do włosów. Później zeszła na dół po schodach na śniadanie.
- Dzień dobry. - przywitała się wchodząc do kuchni.
- Nareszcie wstałaś. - powitała ją starsza siostra. - Myślałam, że już nigdy nie zejdziesz.
- Oh, a więc martwiłaś się o mnie? - zapytała Natalie udając zdziwioną.
- Martwiłam się, że zapuścisz tam korzenie, a wtedy nie byłoby osoby, która zjadłaby za nas całą bitą śmietanę z lodówki.
Mary, bo tak miała na imię jej siostra, uśmiechnęła się i kontynuowała swój posiłek, a mianowicie pyszne i grube pancakesy. Blond włosa mama spojrzała na Natalie swoimi niebieskimi oczami.
- A ty znowu założyłaś te głupie podarte spodenki? - zapytała i wbiła w nią surowy wzrok.
- Tak. To moje życie nikt nie będzie mi mówił co mam ubierać. - odpowiedziała Natalie.
- Powinnaś brać przykład z siostry, wzorowa uczennica, zawsze posłuszna i nosi normalne ubrania. Nie to co ty! Na pewno trafisz do Gryffindoru. - ostatnie zdanie powiedziała ze wstrętem.
- A co złego jest w należeniu do domu w którym liczy się odwaga i poświęcenie? - powiedziała oburzona Natalie. Tak na prawdę nie myślała nad tym gdzie trafi, ale dla niej każdy dom byłby dobry.
- Twoja siostra jest ambitna, sprytna i zgodnie z tradycją trafiła do Slytherinu! Gryffindor to dom pajaców, wyróżniany na każdym kroku z dodatkowymi punktami za ratowanie świata przed Voldemortem! - powiedział zdenerwowany ojciec a w jego brązowych oczach było widać wściekłość. Natalie pamiętała kiedy jej ojciec opowiadał jej o tym jak Harry Potter kiedyś dostał razem ze swoimi koleżkami dodatkowe punkty u Dumbledora za ratowanie kamienia filozoficznego, który chciał ukraść sam Voldemort. Dziewczyna uważała, że to było naprawdę niesprawiedliwe i nie do pomyślenia, ale nigdy nie śmiała mówić, że Gryffindor to zły dom. Natalie chciała już coś powiedzieć, ale Mary wykonała jeden ruch dłonią, przekazując Natalie do wiadomości, że nie ma się o co kłócić. Wściekła dziewczyna usiadła i zaczęła jeść zimnego pancakesa, popijając potem równie zimną herbatę. Całe śniadanie rodzina jadła w ciszy. Natalie przyzwyczaiła się do takiego traktowania ze strony rodziców. Tylko siostra chociaż w małym stopniu mogła ją zrozumieć i pogadać z nią na każdy temat.
- To... - Mary zdecydowała się przerwać ciszę. - Kiedy jedziemy na Pokątną?
- Zaraz po śniadaniu. - oznajmił krótko ojciec.
- A właściwie... Po co mamy się fatygować? Znasz drogę na Pokątną, prawda Mary? Zabierz ze sobą Natalie i pojedziecie autokarem. - powiedziała matka.
- Dobrze. - zgodziła się Mary.
Natalie nie lubiła tej uległości swojej siostry. Dlaczego nie mogliby ich zawieść na Pokątną? Przecież mają wolne od pracy! Co to za problem w zawiezieniu ich na głupie zakupy? Blondynka odsunęła talerz, wstała gwałtownie od stołu i poszła do salonu mrucząc tylko coś w stylu ''Najadłam się''. Usiadła się w wygodnej sofie, położyła nogi na stolik i chwyciła pierwszą lepszą gazetę. Prorok Codzienny... ''Hogwart oszalał? Telefony komórkowe, noszenie zwykłych ubrań po lekcjach i zabieranie przeróżnych zwierząt w mury zamku...''.
- Pff. - prychnęła Natalie. - Hogwart i tak będzie należał do czarodziei, a te mugolskie produkty nie przeszkodzą by został tak samo magiczny jak zawsze.
- Natalie zbieramy się! - zawołała ją siostra.
- Idę! - odpowiedziała i poszła ku wyjściu.
- Dostałam od rodziców aż 300 galeonów, więc możemy kupić ci więcej rzeczy! - powiedziała cicho podekscytowana Mary i włożyła sobie kosmyk brązowych włosów za ucho. Mary i Natalie całą drogę autokarem się do siebie nie odzywały, obydwie dobrze wiedziały kiedy jedna z nich była w złym humorze.
- A więc w tym roku będziesz mogła chodzić do Hogsmeade? - Natalie postanowiła przerwać ciszę.
- Tak, to fantastyczne miejsce! Wszędzie pełno sklepów. - odpowiedziała wesoła.
- No to coś dla ciebie. - uśmiechnęła się lekko Natalie.
Kiedy dotarły na jeden z dworców wysiadły i dalej poszły pieszo. Do baru widocznego tylko dla czarodziei doszły dosyć szybko. Od razu później przeszły na Pokątną i zaczeły zakupy. Różdżka która ją wybrała to 13 i pół cala, włókno ze smoczego serca, wiąz i dość sztywna. W Centrum Handlowym Eeylopa kupiła sobie małego psa, jeżeli dobrze pamiętała to była chihuahua. Madame Malkin prawie cały czas rozmawiała z Mary o teraźniejszej modzie w Hogwarcie, gdy już wyszły z tego sklepu udały się do Apteki po potrzebne składniki do eliksirów, następnie poszły do Kotły - wszystkie rozmiary, a potem robiąc sobie przerwę poszły do Lodziarni Floriana Fortescue. Natalie wybrała smak waniliowy, a Mary natomiast wzięła sobie truskawkowy. Gdy zjadły już lody poszły do księgarni Esów i Floresów. Kupiły nie tylko książki potrzebne do Hogwartu ale także masę innych lektur, które według jej siostry mogły jej się przydać. Gdy obładowane wyszły ze sklepu, modliły się tylko by na nikogo nie wlecieć. Mary udało dojść się do ławki, lecz Natalie weszła w dwójkę chłopaków. Spojrzała na nich wściekła, ponieważ wszystkie książki wyleciały jej z rąk.
- Przepraszamy. - powiedział jeden w okularach. - Jestem Lucas a to Carol i jeszcze raz przepraszamy!
Natalie spojrzała na nich, od razu zauważyła, że to bliźniacy.
- Jestem Natalie Hill. Miło poznać.
- Masz coś tutaj na policzku... - powiedział Carol i pogładził ją delikatnie po policzku, Natalie odepchnęła lekko jego rękę i uśmiechnęła się z przymusu.
- Dziękuję, sama sobie poradzę. - powiedziała i poszła z książkami i chihuahuą do siostry a razem z nią wróciła do domu.

1 komentarz: