- Shadow, już wstałaś? - usłyszałam głos cioci Charlotty
- Tak - odpowiedziałam
- Masz tu kanapki - powiedziała podsuwając mi talerz - zjedz szybko, bo dzisiaj wybieramy się na Pokątną.
- Dobrze ciociu. - uśmiechnęłam się szeroko. Wczoraj dostałam list z Hogwartu i strasznie się cieszę. Gdyby moi rodzice tu byli na pewno też cieszyli by się razem ze mną. Ale ich nie ma. Moja mama zmarła zaraz po moim urodzeniu, a ojciec był aurorem i zginął podczas jednej z misji. Wychowuje mnie ciocia Charlotte, staram się nie sprawiać kłopotów, no ale wiecie nie można być we wszystkim najlepszym. Świetnie latam na miotle i niezbyt przykładam się do nauki. Skończyłam jeść śniadanie, założyłam czarne trampki i kaptur mojej peleryny (ciocia akceptowała wszystkie moje dziwactwa), następnie udałam się razem z nią na Pokątną. Pierwszy sklep do, którego zaciągnęłam ciocię, to ten z różdżkami. Wybrałam (a tak właściwie to wybrała mnie sama) różdżkę 12 i pół cala, cis, włókno ze smoczego serca. Następnie poszłam do Madame Malkin, aby kupić szatę. Gdy kwestie ubrań były już załatwione, pozostała tylko księgarnia Esy i Floresy. Miała już wszystkie książki, oprócz jednej.
- Ciociu, idę poszukać książki do eliksirów. - powiedziałam
- Dobrze tylko się nie zgub! - krzyknęła kiedy ja znikałam w tłumie. Oczywiście jak to zwykle bywa, nie obyło się bez problemów. Książka do eliksirów była na najwyższej półce, a ja z moim wzrostem nie mogłam jej dosięgnąć. Próby doskoczenia do półki były marne, tym bardziej, że jedną ręką trzymałam kaptur aby mi nie spadł, a drugą próbowałam dosięgnąć. Nagle koło mnie znalazł się wysoki blondyn. Chyba zauważył, że marnie próbuję sięgnąć tę książkę, bo sięgnął po nią.
- Proszę - powiedział podając mi ją - a tak w ogóle to jestem Charlie.
- Ja Shadow, aha i dzięki za książkę - powiedziałam. Czułam, że moje policzki się czerwienią, na szczęście pod kapturem nie było nic widać.
- Charlieeeee!!!!! - nagle usłyszeliśmy jakiś głos zza półki
- Już idę Leo, nie panikuj - odkrzyknął - no to czas na mnie...
- Taa, ja też muszę iść, bo ciocia będzie się martwić - odwróciłam się i poszłam w stronę ciotki. Charlott zapłaciła za moje książki. potem poszłyśmy jeszcze do Centrum Handlowego Eeylopa, po sowę. Wybrałam włochatkę, którą nazwałam Lucy. Następnie wróciła z ciocią do domy. Tam
wrzuciłam wszystkie książki do kufra i położyłam się na swoim łóżku. Zaczęłam rozmyślać o dzisiejszym dniu: Dlaczego Charlie mi pomógł?, Kim był ten Leo?, W której oni mogą być klasie? i Dlaczego nie zapytał się mnie o pelerynę?. Tak w sumie to za to ostatnie byłam mu nawet wdzięczna. Bo co ja bym mu wtedy powiedziała, że boję się braku akceptacji ze strony innych??? Milion pięćset tysięcy pytań było w mojej głowie. Ciekawe do jakiego domu trafię??? Tak szczerze chciałam trafić do Gryffindoru, ale obawiałam się co inni o mnie pomyślą. Od tych rozmyślań rozbolała mnie głowa i usnęłam.
**********
To jest pierwszy rozdział ode mnie. Mam nadzieję, że się podoba. Według mnie ciekawie się zapowiada. Za wszelkie błędy z góry przepraszam.


Tja jeden błąd już jest. Na szczęście Lusi czuwa!!! jak piszesz, że nazwałaś sowę Lucy to następne zdanie ,,Następnie wróciła z ciocią do domy" to na końcu jak na moje powinno być *domU*
OdpowiedzUsuńPS. To "u" na końcu to tak specjalnie i nie to nie jest błąd!!