piątek, 28 października 2016

Rozdział 20.

*perspektywa Natalie*
Obudziłam się wcześnie rano. Energicznie wstałam zerkając na zegarek stojący na stoliku nocnym. Była dokładnie szósta rano, uśmiechnęłam się sama do siebie pomimo zmęczenia. Spojrzałam na śpiącą obok mojego łóżka Shadow. Nadal nie przetrawiłam tego, że ma chłopaka. Oczywiście bardzo się cieszyłam, ale to było taki wielki szok, że po prostu sama się do siebie śmiałam jak jakaś chora psychicznie. Wstałam pościeliłam łóżko i podeszłam do kufra. Cherry obudziła się od razu jak wyszłam z łóżka i patrzyła na mnie z zaciekawieniem. Trochę jej zazdrościłam, że może sobie tutaj tak leżeć, a ja muszę iść na lekcje. Wyciągałam po kolei bluzki i spodnie próbując coś wybrać, aż w końcu mi się udało wybrać odpowiedni outfit. Wrzuciłam ubrania na łóżko i podeszłam do stolika nocnego wyciągając z szuflady różdżkę. Machnęłam nią i po chwili Vanessa, Rebecca, Rose i Shadow jęknęły żałośnie. Ich kołdry upadły na podłogę więc zmuszone były wstać.
- Nie masz litości. - odezwała się Rose ziewając przeciągle.
Odłożyłam różdżkę na stolik po czym zabrałam ubrania z łóżka i poszłam w stronę łazienki. Zakluczyłam się i następnie chwyciłam szczotkę by rozczesać włosy. Umyłam twarz, ręce i zęby, aż wreszcie się ubrałam. Gotowa wyszłam z łazienki zabierając ze sobą piżamę, którą wrzuciłam do kufra. Na ubranie założyłam szatę, zobaczyłam, że Shadow jeszcze nie wstała z łóżka, tylko dziewczyny siedziały już prawie przebudzone. Wyrwałam jej spod głowy poduszkę i od razu zrezygnowana wstała spoglądając na mnie z wyrzutem. Pstryknęłam jej przed oczyma palcami i szepnęłam by reszta dziewczyn nie usłyszała:
- Shad, wyglądasz jak widmo, a chyba nie chcesz by Nathaniel cię taką zobaczył. - uśmiechnęłam się z satysfakcją gdy podeszła szybkim krokiem do kufra by wybrać sobie ubranie. Dobieraliśmy chyba ubranie tak około dziesięć minut, bo Shadow była bardzo niezdecydowana. Na końcu znalazłyśmy idealny outfit. Shad wepchnęła się do łazienki przed Vanessą, która obrażona usiadła z powrotem na łóżku. Podeszłam do szafki z której wyciągnęłam książki potrzebne na dzisiaj i schowałam je do torby. Spakowałam też Shadow, która dość długo siedziała w łazience. Zgarnęłam odpowiednie fiolki, składniki, rolki pergaminu, pióro i atrament. Gdy już czekałam uszykowana, Shadow wyszła z łazienki, ubrała szatę i zgarnęła torbę mówiąc, że już możemy iść. Wyszliśmy z pokoju i przywitaliśmy się z Lukasem, który już czekał na nas w Pokoju Wspólnym.
- Cześć dziewczyny! - powiedział i uśmiechnął się do nas.
- Hej Lukas. - powiedziałam, po czym zerknęłam na Shadow.
- Heeej. - powiedziała po chwili nadal nieobecna.
- Gdzie jest Carol, Charlie i Leo? - zapytałyśmy równocześnie.
- Charlie i Carol już się szykują, a z Leo to nawet nie mam bladego pojęcia co się dzieje. - powiedział nam Lukas. - Ja się nie będę do niego pakować, ale pójdę sprawdzić co z tamtymi dwoma.
Lukas wszedł po schodach i zniknął za drzwiami.
- Masz zamiar im powiedzieć? - zapytałam Shadow, na co ona wzdrygnęła się.
- Powiem im na śniadaniu. Lepiej żeby teraz się dowiedzieli ode mnie niż później od kogoś innego. - stwierdziła i spojrzała na drzwi do dormitorii chłopięcych.
Czekałyśmy już tak kilka lub kilkadziesiąt minut, a nadal nikt nie wychodził.
- Za dziesięć minut zaczyna się śniadanie. Idziemy po nich. - syknęłam pod nosem.
- Jesteś pewna, że chcesz po nich iść? - spytała się Shadow kiedy skierowałam się w stronę schodów.
- Tak. Jestem pewna. - odpowiedziałam i weszłam po schodach do drzwi. - Chodź!
Odnalazłam właściwe dormitorium i najpierw zapukałam, ale przez kilka minut nikt nie odpowiadał czy można wejść, czy nie. Kopnęłam drzwi, ale też nic, żadnej odpowiedzi.
- Wchodzimy. - stwierdziła Shadow, która też się zniecierpliwiła.
Nacisnęła klamkę i weszłyśmy do środka. Pokój nie był taki czysty jak nasz, ale to nie było takie zaskakujące. Pierwsze co ujrzałyśmy to Lukasa, który usilnie starał się wyciągnąć Carol'a z łóżka.
- Mówiłeś, że się już szykują! - warknęła Shadow na Lukasa.
- Najwidoczniej Carol zmienił zdanie. - odpowiedział i trzepnął go poduszką.
- A Charlie? - zapytałam i rozejrzałam się po pokoju, w którym panował straszny nieporządek.
- Charls już jest w łazience. - odpowiedział nam Lukas.
- Zaraz będzie śniadanie! - syknęła Shadow i zaczęła szarpać kołdrę Carol'a.
- Nie radzę. - powiedział i spojrzał na nią z uśmiechem.
- A niby czemu? - zapytała i pociągnęła za kołdrę, która zsunęła się z niego.
 Chłopak miał na sobie tylko bokserki. Ale przynajmniej je miał, bo z tego co wiedziałyśmy od Lukasa, w domu śpi nawet bez. Ja i Shadow błyskawicznie odwróciłyśmy się.
- Zawstydzone? - zapytał i zachichotał za naszymi plecami. - Ostrzegałem.
- Wstawaj leniu, bo musimy iść na śniadanie. - powiedziałam nadal odwrócona do niego plecami.
Czułam, że byłam cała czerwona. Carol nie specjalnie się wstydził i przechodził obok nas, wyglądało nawet to tak jakby sam chciał zwrócić na siebie uwagę.
- Przestań błagam... Nie mam ochoty cię oglądać. - powiedziała Shadow.
Carol uśmiechnął się zwycięsko i podszedł do niej bliżej. Dziewczyna się cofnęła, a ja korzystając z okazji skierowałam się w stronę drzwi.
- Ja idę po Leo, paa! - powiedziałam i zatrzasnęłam drzwi uciekając do odpowiedniego dormitorium.
Zapukałam i tym razem od razu otworzył mi drzwi. Ale nie był to na pewno Leo. Przede mną stał Mike, który uśmiechał się głupkowato.
- Przyszłaś po swojego Devriesa? - zapytał i wpuścił mnie do środka.
- Tak... Gdzie jest? - zapytałam i rozejrzałam się dookoła.
- Jeszcze się nie obudził. - poinformował mnie Oliver, który siedział na swoim łóżku już ubrany.
- Co?! No ja nie mogę! - warknęłam i podeszłam do łóżka bruneta, który smacznie sobie spał.
- No więc, jakoś nie specjalnie nam się chciało go budzić, a mieliśmy wenę, więc... - Dylan nie musiał nawet kończyć swojej wypowiedzi.
Na twarzy Leo było pełno różnych wulgarnych napisów i parę brzydkich rysunków.
- Dzieci... - westchnęłam i gwałtownie wyciągnęłam spod jego głowy poduszkę.
Reakcji brak, strzeliłam facepalm i starałam się wyrwać mu kołdrę, którą kurczowo trzymał przy sobie. Z pomocą przyszedł do mnie David i Dylan, którzy starali się pozbawić bruneta kołdry. Chłopak był wyjątkowo ciężki, chociaż wcale nie wyglądał. W końcu kołdra wyślizgnęła mi się z rąk, a ja sama potknęłam się o jakiś niezidentyfikowany obiekt leżący na ziemi. Nogi wykrzywiły mi się i pociągnęłam kogoś za sobą. Całe szczęście, że upadłam na łóżko któregoś z chłopaków. Ale na swoje nieszczęście chłopak którego pociągnęłam wcześniej za sobą wylądował prosto na mnie. Otworzyłam oczy, a nade mną leżał Mike. Pisnęłam zaskoczona i próbowałam wstać, ale nie mogłam go z siebie zrzucić bo był zbyt ciężki, więc pozostałam przy czekaniu aż sam raczy wstać.
- Natie? - zapytał głos dobiegający gdzieś za Mike'm.
Ten głos należał do Leo. Idealnie, wcześniej idiota się nie chciał obudzić, a w jak najmniej odpowiednim momencie to od razu ślepia otworzył. Usłyszeliśmy głośny wybuch śmiechu, to był Oliver.
- Zejdziesz ze mnie? - warknęłam na Mike'a, a ten wzruszył obojętnie ramionami.
- Mi jest tu wygodnie. - stwierdził  i uśmiechnął się do mnie.
Po chwili jednak został ze mnie zepchnięty przez Leo i Shad, która przyszła razem z Charliem, Carol'em i Lukasem.
- Mam go zabić księżniczko? - zapytał Carol i wyciągnął różdżkę ze spodni uśmiechając się z rządzą mordu w oczach.
- Oszczędź go. - warknęłam. - A TERAZ LEO MARSZ SIĘ UBRAĆ I UMYĆ TWARZ!
Brunet wyciągnął przed siebie ręce w geście obronnym i zwiał do łazienki.
- A ty! Z czego się tak śmiejesz?! - warknęłam na Olivera, który prawie turlał się ze śmiechu.
- Zobacz co tutaj maaam. - powiedział i pomachał mi przed oczyma zdjęciem zrobionym przed chwilą czarodziejskim aparatem, gdy Mike na mnie leżał.
Spojrzałam na to zaskoczona i zakryłam usta dłonią.
- O-oddaj to. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę przed siebie oczekując, aż rudzielec odda mi w dłonie fotografie.
- Nigdy. - odpowiedział i zwiał z dormitorium.
- Nie! - krzyknęłam i ruszyłam za nim, ale drogę zagrodził mi Charlie.
- Daj spokój. Ten idiota i tak nic z tym nie zrobi. - pocieszył mnie blondyn i poklepał po plecach.
- Mam nadzieję.
Mike wycofał się bezpiecznie z dormitorium pod czujnym okiem Lukasa i Carol'a.
David'a i Dylan'a także gdzieś wywiało. Leo wybiegł z łazienki z wyczyszczoną twarzą na której nie było ani śladu atramentu.
- Dlaczego mnie zawsze coś takiego spotyka! - syknęłam pod nosem i zakryłam sobie oczy dłonią.
- Ciebie?! To ja tu powinnam czuć się poszkodowana. Musiałam zostać z półnagim Carol'em, Charliem, który chodził po pokoju bez koszulki i Lukasem, który na wszystkich krzyczał, że mają się pośpieszyć. - powiedziała Shadow i wyszliśmy z dormitorium.
Zostało nam dwadzieścia minut śniadania przez to całe zajście. Westchnęłam i razem z przyjaciółmi udałam się do Wielkiej Sali. Dotarliśmy na odpowiedni miejsce i usiedliśmy się tak jak zawsze. Zgarnęłam szybko ze stołu płatki, który wsypałam do miski i zalałam mlekiem. Musieliśmy się pośpieszyć, nagle przypomniało mi się coś ważnego. Spojrzałam prosto przed siebie na Shadow, która nie jadła nic tylko siedziała cicho. Rzuciłam jej znaczące spojrzenie i zaczęłam jeść.
- Mam wam coś do powiedzenia. - powiedziała Shadow i wszyscy nagle spojrzeli na nią przestając jeść, tylko ja kontynuowałam posiłek niewzruszona. - No więc... Yyyhmmm...
- Po prostu to powiedz. - powiedział zniecierpliwiony Leo.
- Chodzę z Nathaniel'em. - rzekła szybko Shadow.
Carol'owi wypadł widelec z dłoni. Lukas spojrzał na swojego brata karcącym wzrokiem, który mówił ''tylko spróbuj zrobić coś nieodpowiedniego to pożałujesz''. Bliźniak oddychał głęboko, wpatrując się w Lukas'a ze sztucznym uśmiechem.
- Gratuluję. - wydusił Carol i spojrzał na Shadow.
- Szczerze gratuluję. - powiedział Lukas i kontynuował jedzenie.
- Życzę szczęścia. - rzekł Leo i zabrał się z powrotem za jedzenie.
- Mam nadzieję, że wam się uda w tym związku. - powiedział Charlie.
Po chwili niepewnym krokiem przyszedł Nathaniel.
- Hej... Shad... - zawahał się patrząc niepewnie na wszystkich dookoła. - Idziesz ze mną?
Carol już otwierał usta, ale nadepnęłam go na stopę, przez co spojrzał na mnie z wyrzutem.
- J-jasne! - powiedziała Shadow i ruszyła prosto do chłopaka.
Uśmiechnęłam się mimowolnie i odprowadziłam ich wzrokiem.
- A co to był za atak na moją stopę? - zapytał mnie Carol, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Od stołu Puchonów wybiegli Tom i Alex i skierowali się w stronę Shad i Nathaniela. Westchnęłam pod nosem i pobiegłam za nimi zatrzymując ich w odpowiedniej chwili. Chwyciłam Tom'a za skrawek szaty przy szyi, a Alex'a za ramię.
- Co robisz?! - syknął na mnie Alex. - Idziemy z Nathanielem!
- Nawet nie ważcie się im przeszkadzać. - odpowiedziałam mu także syczącym głosem. - Nathaniel i Shadow są teraz razem. Dajcie im trochę luzu...
- To z kim ja mam teraz se spacerować? - powiedział zażenowany Alex, gdy puściłam jego ramię.
- Idioto, a ja to co? - powiedział Tom i skrzyżował ramiona.
- Dobrze więc. Zrozumieliście? Nie macie im przeszkadzać!
- Jasne, mamusiu, zrozumieliśmy. - rzekł Alex i uśmiechnął się do mnie. - A ty co będziesz robić bez Shad?
- Ja... No wiesz... - zastanowiłam się przez chwilę. - Ja mogę spędzać czas z... Albusem, Scorpius'em, Carol'em, Charliem, Lukasem albo Leo.
- Mi chodzi o towarzystwo bardziej, bo ja wiem... dziewczęce?
- Nie potrzebuje dziewczyn by się dobrze bawić... - Alex spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami więc błyskawicznie dodałam. - Nie w tym sensie idioto!
Trzepnęłam go w ramię na co on syknął z bólu.
- Jak będzie ci się nudzić to możesz nas odwiedzić... No wiesz... Skoro chcesz się bawić to ''pobawimy się'' i te sprawy. - zaproponował Alex, po czym szybko dodał, a jego mina zmieniła się diametralnie. - Albo nie... Rób co chcesz... Paa!
Pociągnął Tom'a za sobą i szybko zwiał. Zdziwiło mnie jego zachowanie, ale zaraz potem zrozumiałam. Za mną stał Carol, Lukas, Charlie i Leo.
- Czemu tak wyleciałaś za nimi? - spytał się Charlie i podejrzliwie spojrzał na Alex'a, który zniknął po chwili za drzwiami Wielkiej Sali.
- Chcieli iść z Nathanielem i Shadow. Nie chcę żeby im przeszkadzali więc zrobiłam im mały wykład. - wytłumaczyłam blondynowi.
- Więc Shad nas wystawiła... - westchnął Carol kierując się w stronę wyjścia. - Ale mamy jeszcze ciebie. Zawsze coś, co nie?
Objął mnie i zaczął przyduszać.
- Taa... Bardzo się cieszę. - próbowałam wyrwać się z jego uścisku, ale nie miałam siły, ponieważ dość mocno się uczepił.  
- Carol... rozmawialiśmy o tym... - powiedział Lukas i przewrócił oczyma. - Zostaw Natie.
Carol westchnął i puścił mnie niechętnie, a ja natychmiast odskoczyłam od niego.
- Musimy iść Leo... - powiedziałam i zatrzymałam bruneta, który chciał iść dalej z kumplami.
- Leondre Devries, tylko żebyś nam jej nie ukradł jak Nathaniel ukradł Shadow. - upomniał go Carol.
- Oto się nie martw, wolę brunetki. - odpowiedział mu i ruszył razem ze mną w stronę klasy pana Slughorna, profesora od eliksirów.
- Są tam... Tylko staraj się na nich nie patrzeć... - powiedziałam i błyskawicznie się odwróciłam plecami od Nathaniela i Shadow.
- O kim mówisz?
- No o Shad! - powiedziałam zirytowana. - Zachowuj się naturalnie... Tak jakby nic się nie działo.
- Ale przecież nic się nie dzieje! - odpowiedział zażenowany i strzelił facepalma.
- Idzie tu! - rzekłam zerkając do tyłu tym razem na Albusa.
Popchnęłam Leo bliżej ściany, tak by nie wyglądało to zbyt ''podejrzanie''.
- Kto idzie? - spytał Leo i zerknął mi przez ramię.
- Albus... - szepnęłam. - Udawaj, że czekamy tu tylko aż się lekcja zacznie...
- Ale przecież właśnie to robimy Natalie... - westchnął i oparł się o ścianę, a ja nerwowo bawiłam się swoimi włosami.
Brunet zaśmiał się pod nosem patrząc jak się denerwuje. Albus minął nas i podszedł do Scorpius'a, który stał pięć metrów za nami. Odetchnęłam z ulgą, a Leo jeszcze głośniej parsknął śmiechem.
- Lubisz go. - stwierdził i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Lubić to lubię...
- Ale nie takie lubię... Mi chodzi o takie lubię, lubię... - wytłumaczył mi i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Lubię, lubię? Że ja go lubię, lubię? Nie, nie, nie... Ja go tylko lubię, nie żadne lubię, lubię... - bełkotałam pod nosem nerwowo spoglądając na Albusa dyskutującego z Scorpius'em.
- Czemu mu o tym nie powiesz? - zapytał chłopak i spojrzał na Albusa.
Oparłam się ramieniem o ścianę i spojrzałam na kolegę.
- Niby o czym mam mu mówić? Ja nic do niego nie czuję. - odpowiedziałam zakłopotana.
Leondre przewrócił oczami i uniósł brwi. Patrzył na mnie wyczekująco oraz skrzyżował obronnie ramiona.
- Obydwoje wiemy jak jest Natalie. Nie oszukuj się. - odpowiedział zniecierpliwiony. - Sama do niego podejdziesz, czy ja mam go zawołać?
- Nie ośmielisz się. - wydusiłam przez zęby.
- Albus! Hej! - zawołał Leo i pomachał mu dając znak żeby tu przyszedł.
Zaskoczona kopnęłam Leo w piszczel na co on zasyczał z bólu. Albus i Scorpius ruszyli w naszą stronę trochę niepewnie.
- Zajebiście. Zabiję cię później. - warknęłam do bruneta i szybko poprawiłam fryzurę.
- Nie ma za co... A teraz się ulatniam. - powiedział i odbiegł zanim zdążyłam go zatrzymać.
Chłopak zgarnął pod ramię Scorpius'a i odszedł kawałek dalej. Albus zdziwiony zachowaniem Leo podszedł do mnie.
- Co mu odbiło? - zapytał i spojrzał na mnie.
Złapaliśmy kontakt wzrokowy, ale już po chwili zarumieniony Albus odwrócił wzrok patrząc na bruneta i blondyna rozmawiających po cichu kawałek dalej. Dwójka chłopaków bardzo żywo gestykulowała, ale nie mogłam usłyszeć o czym oni rozmawiają.
- Pewnie mu się nudzi. - stwierdziłam znudzonym głosem.
- Słyszałem, że Shadow chodzi z Nathanielem. - powiedział Albus i znowu spojrzał mi w oczy.
- T-tak. - rzuciłam zawstydzona.
- Pozdrów ją. A teraz chodźmy do klasy, bo lekcja się zaczyna.
Albus wszedł razem ze mną do klasy, ale po chwili musiał już usiąść razem ze Scorpius'em w innej ławce. Ja natomiast skierowałam się do ławki gdzie siedział już Leondre i Shadow. Przyjaciele o czymś rozmawiali, ale zaraz po tym jak do nich podeszłam umilkli. Lekcja też jakoś była mało interesująca, znowu ważyliśmy ten sam eliksir co wczoraj. Znudzona robiłam to samo co wczoraj bez większego entuzjazmu. Od czasu do czasu coś tłumaczyłam Leondre, który kompletnie zgłupiał gdy zobaczył żabi skrzek i rogate ślimaki. Shadow radziła sobie dobrze, w końcu miała wczoraj małe korepetycje u Nathaniela. Spojrzałam na Puchona, który siedział parę ławek przed nami. On i Tom radzili sobie dobrze, zresztą nie dziwi mnie to, ale z kociołka Alex'a wydobywała się jakaś fioletowa para, która nie wyglądała zachęcająco. Parsknęłam śmiechem widząc jak chłopak próbuje coś wykombinować. W tej samej chwili spojrzał na mnie Albus, który siedział za Alex'em i uśmiechnął się do mnie. Jemu też za bardzo nie wychodził eliksir, musiał coś namieszać przy składnikach. Scorpius natomiast powoli kończył robić swój, który wyglądał perfekcyjnie.
- Może mu pomożesz? - szepnął mi do ucha głos Leo.
Podskoczyłam przerażona i o mały włos nie wylałam eliksiru.
- Sorki. Nie chciałem cię przestraszyć. - powiedział Leo i zrobił przepraszającą minę.
- Albus ma Scorpius'a, przecież on może mu pomóc. - stwierdziłam.
- No nie jestem tego taki pewien. - rzekł Leo i uśmiechnął się chytrze.
- Co znowu wykombinowałeś? - zapytałam podejrzliwie.
- Umówiłem się ze Scoprius'em... no wiesz, żeby mi pomógł z tym eliksirem. - poinformował mnie brunet i uśmiechnął się zwycięsko.
- I co chciałeś tym osiągnąć? Wiesz, że to znaczy, że obleje, bo mu nikt nie pomoże? - rzekłam patrząc na niego z politowaniem.
- Ale wiesz... Zawsze miałaś okazje mu pomóc... Miałaś wybór, pomóc lub zostawić go na pastwę losu samego... - rzekł Leo i patrzył na moją reakcję.
Westchnęłam i spojrzałam na Leo.
- Zabiję cię za to, ale pójdę mu pomóc. - stwierdziłam i udałam się do stolika Albus'a.
Scorpius akurat skończył robić swój eliksir, więc podszedł do Leo. Usiadłam się na miejscu, które opuścił Scorpius.
- Co robisz? - zapytał Albus.
- Widzę, że ci nie idzie. - powiedziałam i spojrzałam na eliksir w kociołku, który miał dość nietypowy kolor.
- A więc co w związku z tym? - spytał i uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się, ale kontynuowałam rozmowę.
- A to, że zlituję się nad tobą i pomogę zrobić ci ten eliksir. - powiedziałam i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Czuję się zaszczycony tym, że panna Hill mi pomaga. - Albus zaczął się ze mną droczyć. - A więc co pani radzi żebym zrobił najpierw?
- Najpierw to ja ci radzę wylać to świństwo na parę sklątek tylnowybuchowych, to chyba je załatwi raz dwa... - zażartowałam i wyjęłam różdżkę z kieszeni szaty. - Chłoszczyść!
Kociołek znowu był pusty i mogliśmy zacząć od początku.
- Najpierw trzeba dodać włos, pochodzący ze swojej głowy. - powiedziałam i czekałam aż wyrwie sobie jeden ze swoich czarnych włosów.
- Dobrze, a teraz? - zapytał i wrzucił na dno kociołka swój włos.
- Zalej to wodą. - powiedziałam i wskazałam mu dzbanek wody. - Teraz podgrzej kociołek i poczekaj trzydzieści sekund.
Zrobił to co kazałam, a po trzydziestu sekundach woda przestała się gotować. Spojrzał na mnie wyczekująco.
- Weź ten słoik z rogatymi ślimakami.
- Mam go. I co teraz?
- Pokrój je i wrzuć do kociołka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się patrząc jak wyciąga język z obrzydzeniem. - Ty pewnie wrzuciłeś je całe, co nie?
- No bo komu by się chciało je kroić? - zapytał mnie i wyciągnął ślimaka ze słoika, po czym zaczął go równo kroić na trzy części.
- Uczniowi, który chce dostać Wybitny z Eliksirów. No dalej... Przyłóż się... - pośpieszałam go, ale on nadal kroił je swoim tempem.
Gdy wreszcie pokroił trzy rogate ślimaki i wrzucił je do kociołka, zabrał się za mieszanie.
- Nie tak! - powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
Była to bardzo niezręczna chwila. Spojrzałam na chłopaka, a on się tylko do mnie uśmiechnął.
- To jak mam to zrobić? - zapytał spoglądając na mnie.
- Delikatniej i w drugą stronę, w przeciwną stronę od wskazówek zegara... - wytłumaczyłam mu i puściłam jego dłoń.
Zaczął powoli, delikatnie mieszać, tak jak mu powiedziałam. Po upływie dwóch minut przestał.
- Teraz garść żabiego skrzeku. - powiedziałam i podałam mu odpowiedni słoik.
Albus zrobił co musiał, pomieszał przez następne dwie minuty, tym razem zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
- Pięć skarabeuszy.
Chłopak wrzucił pięć skarabeuszy do kociołka.
- Teraz trzeba mieszać przez pięć minut, delikatnie zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po tej czynności od razu trzeba dodać muchy siatkoskrzydłe i będzie koniec. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jest tylko mały problem... Nie mamy much siatkoskrzydłych. - powiedział Albus. - Pójdę popytać resztę czy ma...
- Nie! Ty tu zostań i mieszaj eliksir, ja się przejdę poszukać much. - powiedziałam i po kolei podchodziłam do każdego stolika pytając się o muchy siatkoskrzydłe.
Nikt ich nie miał, ponieważ każdy otrzymał tylko jedną porcję. Westchnęłam zrezygnowana i zaczęłam się rozglądać. W końcu ujrzałam to co chciałam ujrzeć - słoik much siatkoskrzydłych, stojący na stoliku Nerona. Zostały dwie minuty do dodania kolejnego składniku, więc musiałam działać. Podeszłam szybko do Nerona.
- Hej Neron. - przywitałam się, a ten spojrzał na mnie zaciekawiony. - Potrzebuję trochę much siatkoskrzydłych... Mogę od ciebie pożyczyć?
- Od kiedy jesteśmy na ty, Hill? - zapytał podejrzliwie i wstał.
- Pożyczysz ten słoik, czy nie? - zapytałam, a dobrze wiedziałam, że jest coraz mniej czasu.
- Kupiłem go na Pokątnej, tak żeby mieć na zapas, więc jest mój. Rozumiesz? MÓJ. - syknął na mnie i podszedł bliżej.
- Ale ja mogę ci oddać kasę... Przecież o tym wiesz! - powiedziałam i cofnęłam się do tyłu.
- Dasz mi pięć sykli, a teraz bierz ten słoik. - powiedział z uśmiechem Neron i wetknął mi słoik z muchami siatkoskrzydłymi do rąk.
Otworzyłam zaskoczona buzię. PIĘĆ SYKLI?!
- Z-za drogo! - stwierdziłam uparcie.
- Za późno! - powiedział i uśmiechnął się zwycięsko.
Zgarnęłam słoik i podeszłam do Albusa w ostatniej chwili. Wrzuciłam do kociołka tyle much ile było trzeba i oddałam słoik Neronowi. Nie miałam zamiaru mu dawać pięciu sykli za takie coś co nie było nawet warte złamanego knuta. Zamierzałam od niego błyskawicznie odejść, ale zdążył chwycić mnie za ramię.
- Teraz kasa. - powiedział wyczekująco i kurczowo trzymał mnie za ramię.
- Taka garść much nie jest warta nawet kunta. - odpowiedziałam mu wojowniczo.
- Co żeś powiedziała? - zapytał Neron i szarpnął mnie za ramię.
Spojrzałam za siebie, nikt nawet na nas nie patrzył. Nauczyciel tłumaczył coś jakimś Puchonom, Albus i Scorpius rozmawiali ze sobą, Shad i Leo tak samo.
- Puść mnie! - powiedziałam i próbowałam mu się wyrwać.
- Najpierw dawaj kasę. - powiedział zdecydowanie.
- Nie! Nawet kasy przy sobie nie mam! - warknęłam na niego dostatecznie głośno, że zwróciłam na siebie uwagę Tom'a i Alex'a.
- No to mamy problem. - szepnął mi do ucha.
- Hej! - zawołał Alex.
- Zostaw ją. - powiedział Tom i spojrzał na Slughorna. - Panie profesorze!
Slughorn okręcił się i spojrzał na nich, a po chwili na mnie i Nerona. Cała klasa nagle zdała sobie sprawę z tego co się stało.
- Co tu się dzieje? - zapytał Slughorn i spojrzał na nas.
- Zabrała mi bez pytania słoik z muchami siatkoskrzydłymi!
- Nie prawda! Sam mi go dał!
- Ale ona nie chce mi teraz za to zapłacić!
- Ale pięć sykli to za dużo!
- SPOKÓJ! - krzyknął Slughorn i spojrzał groźnie na Neron'a. - Davis! Pięć sykli za garść much?! To nawet knuta nie jest warte!
Spojrzałam na niego zwycięsko. Neron puścił mnie błyskawicznie, więc odeszłam szybko, gdy Slughorn robił mu wykład.
- Coś ci zrobił? - zapytała Shadow i spojrzała na moje ramię, które sobie rozcierałam.
- Nic mi nie zrobił. - powiedziałam i usiadłam się na swoim miejscu z lewej strony Leo.
- Jak tam z Albusem? - zapytał mnie brunet gdy usiadłam się na krześle.
- Jest okej. A jak tam ze Scorpius'em? - zapytałam uśmiechając się do niego drwiąco.
- Haha, bardzo śmieszne. Scorpius załamał się psychicznie gdy nie chciałem pokroić rogatych ślimaków. - odpowiedział mi.
- A ja widziałam coś ciekawego... - odezwała się Shadow. - Widziałam jak pomagałaś mu mieszać eliksir.
Shad uśmiechnęła się i poruszyła zabawnie brwiami. Leo spojrzał na mnie tak samo jak Shad i zaczął coś bredzić o tym, że trzeba wymyślić nazwę ''tej pary'', czyli mnie i Albusa.
- Może Natus? - zaproponowała Shad.
- Nie... Alie? Altalie? Albalie? Nataus? Natabus? - wymieniał Leondre, po czym na końcu stwierdził, że najbardziej pasuje to co powiedziała Shadow.
- Może się wreszcie zamkniecie? - zapytałam gdy skończyła się lekcja i wychodziliśmy na przerwę.
- Nie. - odpowiedzieli równocześnie.
- Co tam u Margaret? - zapytałam Leo, na co on się zarumienił.
- Ugh. Przestań. - rzekł brunet.
- Kiedy z nią ostatnio rozmawiałeś? - zapytała Shad, która też wkręciła się w ''męczenie Leo''.
- Wczoraj. - odpowiedział jej krótko.
- I o czym rozmawialiście? - zapytałam ciekawa.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedział mi uparcie.
- Więc jest coś na rzeczy, skoro to ''nie nasza sprawa''. - stwierdziłam, a on przewrócił oczyma.
Teraz ja miałam Starożytne Runy, a Shad i Leo mieli wolną godzinę. Odprowadzili mnie pod klasę i pożegnali się ze mną. Na Starożytne Runy chodziło bardzo mało osób z naszej klasy. Tylko ja, Mike, Oliver, Rose, Scoprius, Neron, Tom, Nathaniel, Olivia i Roxanne (dwie Krukonki). Siedziałam obok Rose Granger-Weasley, bo ją najlepiej znam i w końcu dzielę z nią dormitorium. Wyciągnęłam podręcznik, wypracowanie, które robiłam w niedziele i buteleczkę atramentu wraz z piórem. Rozłożyłam to wszystko na ławce i czekałam aż przyjdzie profesor Amaranth. Klasa siedziała wyjątkowo spokojnie, jedynymi osobami, które rozmawiały to Oliver, Mike i Neron, który usilnie chciał zacząć rozmowę ze Scorpius'em, tyle, że blondyn nie miał ochoty z nim rozmawiać. Lekcja również była nudna i męcząca. Nie mogłam się skupić na niczym. Gdy wreszcie lekcja się skończyła poszłam na lunch do Wielkiej Sali. Usiadłam się tam gdzie zawsze i zaczęłam jeść kanapki z serem.
- Jestem zmęczooony. - jęknął Carol i oparł się całym sobą na moim ramieniu.
Zaczęłam się przechylać w drugą stronę, co jak co, ale Carol był ode mnie większy i o wiele cięższy.
- Ogarnij się. - syknęłam i próbowałam siebie i jego przywrócić do pionu.
Carol usiadł się normalnie i położył łokieć na stole. Ziewnął i oparł swój podbródek o dłoń patrząc z przymrużonymi ze zmęczenia oczami na Lukasa jedzącego hamburgera.
- Mam dość nauki. - jęknął znowu.
Lukas przewrócił oczyma i kontynuował posiłek. Charlie za bardzo nie zwracał na nas uwagi, tylko spoglądał na pewną Krukonkę. Westchnęłam i pstryknęłam mu palcami przed nosem.
- C-co? - zapytał zdezorientowany i spojrzał na mnie rozkojarzonym wzrokiem.
- Porozmawiaj z nią. - powiedziałam i wzięłam kolejnego gryza swojej kanapki.
- Ale... ale ja nie mogę! - jęknął i zaczął wymachiwać nerwowo rękoma.
- Czemu? - zapytał Leo i spojrzał na Chloe. - Brak ci odwagi Gryfonie?
- J-ja jestem nieśmiały jeśli chodzi o... dziewczyny. - powiedział szeptem rozglądając się czy nikt nas nie podsłuchuje.
-  Nieśmiały?! - zaśmiał się Carol, a ja sprzedałam mu z łokcia w żebra.
- Zachowuj się! - syknęłam na niego. - To bardzo poważna sprawa. Skoro Charliemu się ona podoba i boi się zagadać to powinniśmy mu pomóc... A nie jak idiota śmiać się z jego problemu.
Carol spojrzał na mnie z obrażoną miną, ale nie zaśmiał się już więcej.
- Co mam zrobić? - zapytał błagalnie Charlie. - Bardzo mi się podoba, zależy mi na niej... Boję się, że ktoś mi ją zabierze, że ktoś będzie ode mnie szybszy albo lepszy.
Spojrzałam na blondyna i uśmiechnęłam się mimowolnie. To bardzo urocze jak chłopakowi aż tak zależy. Boi się, że ktoś może ją zabrać mu sprzed nosa i stara się za wszelką cenę coś zrobić i zadziałać. Okej, ocknij się Natalie. Zastanowiłam się przez chwilę, a blondyn patrzył na mnie z wyczekującą miną.
- Na pewno nie staraj się udawać jakiegoś pewnego siebie gościa, na przykład jak Carol. - powiedziałam, a Carol spojrzał na mnie obrażony. - Coś wtedy może nie wypalić.
- Chloe mi wygląda na wyrozumiałą dziewczynę. - stwierdziła Shadow. - Na pewno cię nie wyśmieje.
- Właśnie. - potwierdziłam i kontynuowałam. - Niektóre dziewczyny lubią nieśmiałych chłopaków... Ale skoro ci tak bardzo zależy, to przede wszystkim: nie martw się!
- To co będzie to będzie, ale myśl pozytywnie! - dodała Shadow.
- Chloe zrozumie się stuprocentowo. Jest mądrą, wyrozumiałą, zabawną i miłą osobą. Nie masz się o co bać, jeśli jest tą jedyną, to się na pewno uda. - zakończyłam dumnie.
- Skąd wiesz, że jest taka dobra? - zapytał się Carol z drwiącym uśmiechem.
- Ja po prostu dobrze patrze z oczu. - odpowiedziałam mu i uśmiechnęłam się do niego zwycięsko.
- Rozumiem... - rzekł i skrzyżował ramiona również się uśmiechając.
- Ale czekajcie... - przerwał nam Charlie. - Ja chcę z nią porozmawiać w cztery oczy, a nie gdy jakaś jej przyjaciółka będzie mi dyszeć w kark wsłuchując się w każde moje słowo... Kiedy i gdzie mogę ją znaleźć samą?
- W łazience. - odpowiedział Carol. - A właściwie to nie... Tam też chodzą razem.
- Serio się pytam. - rzekł zażenowany Charlie.
- Mam pomysł. - powiedziałam po chwili namysłu.
- Dawaj. - zachęcił mnie Charlie.
- Może by tak zająć czymś resztę jej koleżanek? - powiedziałam jakby to było oczywiste. - Ej, Lukas, kiedy macie spotkania prefektów?
Jak wszyscy dobrze wiemy Lukas został prefektem (link <--- jeśli ktoś nie wie kto to jest).
- Zazwyczaj w niedziele lub soboty, ale tak raz w miesiącu. - odpowiedział nam błyskawicznie.
Sama bardzo chciałabym zostać prefektem. Jest to odpowiedzialna posada na którą trzeba zasłużyć.
- A co mają z tym wspólnego prefekci? - zapytał Carol i prychnął.
- A to, że jej przyjaciółka jest prefektem. - odpowiedziałam mu przewracając oczami.
- Dobra nie ważne. - odpowiedział obrażony.
Po lunchu postanowiliśmy wyjść z Wielkiej Sali i udać się z powrotem na kolejną lekcję. Charlie, Shadow i ja szliśmy na początku, bliźniacy tuż za nami. Przy wyjściu Charlie nagle szarpnął nas za ramię. Kawałek dalej stała Chloe, sama Chloe, bez żadnej koleżanki. Prawie podskoczyłam, sama nie wiem czy ze szczęścia, czy z zaskoczenia.
- Idę do niej. Teraz albo nigdy! - stwierdził Charlie i ruszył w stronę Chloe pewnym krokiem.
- Nie! Czekaj! - zawołałam za nim półszeptem, a Shadow go zatrzymała.
- Co?
Shad poprawiła mu szatę, koszulę, krawat i włosy, a ja w tym czasie wyczarowałam mu bukiet kwiatów. Dość długo się zastanawiałam nad wyborem, ponieważ kwiaty, jak każdy wie, mają swoje znaczenia. Na końcu wyczarowałam bukiet składający się z białego bzu, chryzantemów czerwonych i konwalii. Biały bez mówi ,,myślę wciąż o Tobie'' i symbolizuje młodzieńczą niewinność. Chryzantema czerwona mówi ,,bądź moją miłością''. Natomiast konwalia mówi ,,pragnę cię uszczęśliwić'' oraz symbolizuje tkliwość. Westchnęłam uradowana i wręczyłam mu bukiet kwiatów w ukryciu. Chloe czytała jakąś książkę, więc nie zwracała uwagi na to co się dzieje dookoła niej. Charlie zawahał się przez chwilę gdy był już całkowicie przygotowany, więc popchnęłam go na zachętę. Podszedł do Chloe nieśmiałym krokiem, a my ustawiliśmy się przy ścianie i staraliśmy się zachowywać normalnie. Blondynka spojrzała w stronę Charliego i uśmiechnęła się z lekko otwartymi ze zdumienia oczami. Charlie także się uśmiechnął do dziewczyny. Spojrzałam na nich i cieszyłam się ich szczęściem.
- Pff, to tylko bukiet kwiatów. - prychnął pod nosem Carol.
- Zamknij się. - warknęła Shadow, a ja spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
Carol wyciągnął ręce przed siebie w obronnym geście i w ciszy obserwował swojego przyjaciela.
- To dla mnie? - spytała zaskoczona Chloe.
- Nie, kurwa, dla mnie. - prychnął pod nosem znowu Carol, na szczęście cicho.
Lukas przytkał mu usta rękom, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- T-tak. - powiedział nieśmiało Charlie, a Chloe uśmiechnęła się odsłaniając swoje białe zęby.
- Jak ja się cieszę jego szczęściem. - szepnęłam.
- Cichooo. - syknęła Shadow.
Carol próbował coś powiedzieć, ale zatkane usta przez rękę Lukasa utrudniały mu wydobycie jakiegokolwiek słowa. Charlie wręczył kwiaty Chloe, a my w napięciu czekaliśmy, aż wreszcie powie co do niej czuje.
- Chloe... Od dawna czułem do ciebie coś więcej, niż przyjaźń... Kocham cię, czy zostaniesz moją dziewczyną? - wypowiedział, a ja i Shadow wstrzymaliśmy oddech.
Chwyciłam jedną ręką ramię Shad, a drugą ręką ramię Carol'a. Staliśmy tak w milczeniu, aż Chloe odzyskała mowę.
- Ja nie wiem... Też cię kocham... Chyba... - jąkała się, a ja jeszcze bardziej zacisnęłam ręce na ramionach przyjaciół. - Na pewno! Tak! Chcę zostać twoją dziewczyną!
Chloe rzuciła się w objęcia Charliego i stali tak przez kilka minut. To było piękne, nie mogłam przestać na nich patrzeć. Oczy zaszkliły mi się trochę, byłam strasznie wzruszona. Byłam w stanie przytulić się teraz nawet do Carol'a, ale darowałam to sobie. Charlie i Chloe ruszyli w swoją stronę, a my zostaliśmy pod Wielką Salą.
- Więc nas zostawił. - stwierdził Carol, gdy Lukas zabrał rękę z jego ust.
- Fuuuj. Ośliniłeś mnie! - warknął na swojego brata, Lukas.
- Takie życie.

---
Pozdrawiam,
mam nadzieję, że się podoba,
xXNatalie

2 komentarze:

  1. No to ten... i się podoba i sie nie podoba. Podoba sie bo to było takie ROMANTYCZNE a nie podoba sie bo rozdział takiiiiiii dłuuuuugi i aby jedem błąd:
    1. Chloe zrozumie CIĘ w stuprocętech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długi, bo pisałam go w domu gdy się nudziłam, bo byłam chora. xD

      Usuń