poniedziałek, 10 października 2016

Rozdział 17.

*perspektywa Shadow*
Natalie gdzieś wyszła, a ja nadal stałam jak wryta kurczowo trzymając kaptur jakbym bała się, że ktoś mi go zerwie. A przecież nie wydarzyła się żadna z tych rzeczy. Chłopacy usilnie próbowali mnie przekonać żebym go zdjęła. Niby miałam ochotę go zdjąć, bo noszenie go zawsze i wszędzie nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Ale z drugiej strony nie miałam ochoty żeby wszyscy patrzyli się na mnie jak bym była jakimś niecodziennym okazem z zoo. Musiałam tak stać trochę, bo przede mną pojawił się Carol.
- Ziemia do Shadow, Ziemia do Shadow, słyszysz mnie? - spytał, machając ręką przed moją twarzą.
- Tak, tak... - potrząsnęłam delikatnie głową i ruszyłam w stronę kanapy, siadając z drugiej strony Leo.
- To może dasz sobie spokój z tym kapturem? - zapytał Carol siadając z mojej drugiej strony.
- Serio?! Co wy macie do mojego kaptura? - zapytałam lekko wkurzona - Jakoś przez okrągłe dwa lata wam nie przeszkadzał.
- Po pierwsze nic do niego nie mamy. - odezwał się Lukas
- A po drugie to się uspokój, bo zmarszczek dostaniesz. A po trzecie jak zresztą wiesz złość piękności szkodzi. - dokończył za brata Carol
- Tja.- westchnęłam opierając głowę na ramieniu Leo
- Nie za wygodnie ci? - spytał ze śmiechem brunet
- Nie, ale tak w sumie to Carol i Charlie mogliby się przenieść, ty byś się posunął, a ja bym się mogła położyć. - powiedziałam udając, że ziewam.
- Ty to masz zachcianki. - dołączył do rozmowy Charlie
- No wiem. - zaśmiałam się - Leo masz nie wygodne ramię.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. I właśnie w tej chwili zdałam sobie sprawę, że oni mają racje. Uniosłam delikatnie głowę, jednym zdecydowanym ruchem ręki zdjęłam kaptur powracając do swojej poprzedniej pozycji. Nikt zbytnio nie zwrócił na mnie uwagi - i dobrze. Za to ja postanowiłam rozpocząć rozmowę na temat, którego nie lubią.
- Właśnie Charlie, jak tam Chloe i twoje życie uczuciowe? - zaczęłam
- Co wy z nią macie. To moja PRZYJACIÓŁKA. - powiedział podkreślając ostatnie słowo
- Ta, jasne. Wmawiaj sobie wmawiaj... - pokiwałam głową - A co tam u ciebie Lu...
 - A może porozmawiamy o twoim życiu? - spytał Leo
No nie, jeszcze tylko tego brakuje. Trzeba działać. Wstałam gwałtownie i podreptałam w stronę wyjścia.
- A ty dokąd młoda damo? - spytał poważnie Carol
- Nie wiem. Byle jak najdalej od ciebie. - po tych słowach przyśpieszyłam, żeby po chwili uderzyć w coś twardego. Tym czymś był James. Super, nie ma to jak uderzyć nosem w czyjeś ramię. Oł je bejbe, witaj w moim świecie. Szybko go wyminęłam i wyszłam z przez przejście za portretem jednocześnie zakładając kaptur peleryny. Nie miałam zbytnio ochoty na samotne wędrówki, ale też nie miałam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z Carol'em, Leo, Charlie'm i Lukas'em. Natalie gdzieś wyszła, więc pozostało mi tylko iść po Nathaniela i resztę. Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Gdy byłam przed wejściem do Pokoju Wspólnego Hufflepuff, spotkałam Leannie i Margaret.
- Hej! - przywitałam się
- Cześć. - odpowiedziała Margaret. Po jej głosie można było poznać, że nie zbyt za mną przepada.
- Zawołać tych co zawsze? - spytała entuzjastycznie Leannie. Kiwnęłam tylko twierdząco, a dziewczyny zniknęły. Po chwili pojawił się Alex, a za nim Nathaniel. Od razu podbiegłam i przytuliłam się do bruneta, nie wiem dlaczego to zrobiłam, zresztą on też mnie przytulił.
- Ej, a ja? - spytał oburzony Alex
- No cześć Alex.
- Jesteś niemiła. Jego przytulasz, a mnie nie!? - zrobił obrażoną minę
- Oj nie obrażaj się. A teraz idziemy. - normalnie jakbym była szefem.
- Dobra. Masz jakiś konkretny pomysł? - Nathaniel spojrzał na mnie
- Nie, a co? - wzruszyłam ramionami
- No nic, tak tylko pytałem. - zamyślił się
- Uważasz, że to bezpieczne włóczyć się z nami dwoma po tych CIEMNYCH korytarzach? - spytał blondyn podkreślając słowo ciemne i ruszając zabawnie brwiami.
- Alex ogarnij swoje myśli, bo cię zostawię. - zagroziłam mu
- Tylko, że wiesz... Wtedy będziesz sam na sam z nim. - wypowiadając te słowa wskazał na Nathaniela
- Dobra, skończcie już tę chorą wymianę zdań i myśli. A teraz chodźmy. - odezwał się brunet.
Poszliśmy w milczeniu sobie tylko znanymi korytarzami. Ja szłam pomiędzy chłopakami. Wyszliśmy na błonia. Wiał chłodny wietrzyk, ale nie było mi zimno. Wędrowaliśmy tak cały czas w milczeniu. W pewnym momencie zdjęłam kaptur peleryny. Obaj spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem.
- Bardzo ładny kolor włosów. - pierwszy odezwał się Alex.
- Tak, są niezwykłe jak ty. - Nathaniel odgarnął kosmyki niebieskich włosów z mojej twarzy. Patrzyłam się w jego piękne, brązowe oczy. Nie wiem ile tak staliśmy, ale w nich było coś niezwykłego. Wydawało mi się, że widzę w nich jakieś iskierki. Mogłabym się w nie wpatrywać godzinami. Jednak tę piękną, acz ulotną chwilę przerwał Alex, który zaczął się śmiać i śpiewać (w sensie strasznie fałszować) piosenkę "Miłość rośnie wokół nas". Super, tylko tego brakowało, żeby nam bębenki pękły.
- Zamknij się, ładnie proszę. - mówiąc to spojrzałam na blondyna mrugając uroczo.
- Bo co?
- Bo ja ci tak karze.
- Ty mną nie rządzisz. - zmierzył mnie wzrokiem. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Dobra, chodźmy już do środka - zdecydował Nathaniel. Ruszyliśmy się więc w kierunku szkoły. Weszliśmy do środka, ja dalej nie zakładałam kaptura. Szliśmy tak szkolnymi korytarzami.
- Lumos. - wszyscy trzej pstryknęliśmy światło w różdżkach. Ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie usłyszeliśmy czyjeś kroki. Pośpiesznie zgasiliśmy różdżki i stanęliśmy blisko ściany, prawie że wstrzymując oddech. Nagle ktoś, a właściwie trzech ktosiów wszyło z ciemności korytarza i wleciało wprost na nas. Chłopacy szybko się podnieśli. Na posadzce leżałam tylko ja i jakaś blondynka. Nie to niemożliwe, czyżby to była Natalie. Ale w takim razie kim byli ci chłopacy, którzy tu przyszli. Nie dane mi było się zastanowić, bo Nathaniel spostrzegł, że jeszcze nie wstałam i podał i ręce. Chwyciłam go i wstałam pomagając również Natalie. Dopiero teraz spojrzałam na resztę. Byli to dwaj ślizgoni z naszego rocznika. W brunecie rozpoznałam Albus'a, więc blondyn to zapewne Scorpius.
- O, kogo my tu mamy? - spytał z niechęciom Alex - Czyżby ślizgoni.
- Tak kolego. To właśnie my. - odpowiedział mu Scorpius - O cześć Shadow.
- No hej. - odpowiedziałam - Alex wyluzuj oni są spoko. A zresztą przyjaźnią się z Natie.
Chłopak nie był zachwycony z tego, że musi znosić towarzystwo ślizgonów. Ja też mam uprzedzenia do ludzi z tego domu przez to działo się w drugiej i pierwszej klasie. Na to wspomnienie przełknęłam głośno ślinę. Jednakże próbuje byś w miarę miła, bo to w końcu przyjaciele Natalie. Szliśmy dalej w szóstkę. I miałam dziwne wrażenie, że znowu się zgubiliśmy. Nagle zauważyliśmy niedaleko nas świecące się w ciemnościach oczy. Panna Norris, tylko tego nam tu brakowało. Nagle kotka gdzieś uciekła. Super, teraz przyjdzie Filch. Przyśpieszyliśmy, a przed nami zza ściany wyłonił się Irytek.
- O kogo my tu mamy. Czyżby to Natalie, Shadow, Alex, Scorpius, Albus i Nathaniel. - krzyknął
- Cicho Irytku, bo ktoś nas znajdzie. - pisnęłam, a duch zniknął na chwilę, żeby pojawić się z jakimś metalowym naczyniem. Chile obracał je w dłoniach, bo czym z impetem spuścił na ziemię. Zderzenie naczynia z posadzką było tak głośne, że po chwili pojawiła się profesor McGonagall i Argus Filch trzymający na rękach swoją kotkę.
- To oni pani profesor zakłócają spokój na korytarzach. - powiedział woźny
- Czy nie znacie regulaminu Hogwartu? - spytała nauczycielka
- Znamy. - odpowiedzieliśmy chórem wpatrując się w podłogę
- Będę niestety zmuszona wyciągnąć z tego konsekwencje. - Spojrzała na każdego z nas, a Filch uśmiechnął się z zadowoleniem - za każdego z was odejmę domom po 10 punktów, a oprócz tego w ramach kary będziecie musieli jutro po lekcjach wyczyścić wszystkie trofea. Czy wyraziłam się jasno?
- Tak proszę pani. - powiedzieliśmy cicho i rozeszliśmy się do swoich dormitoriów. Najpierw poszła się umyć Natalie, a następnie ja. Wykąpana położyłam się w swoim wygodnym łóżku i szczelnie okryłam kołdrą. Od razu zasnęłam.

*magia czasu, następnego dnia popołudnie*
Natalie była już w Pokoju Wspólnym, ja stwierdziłam, że przebiorę się w coś wygodniejszego. Wybrałam więc dżinsy, biało - czarną bluzkę, sweterek i białe Big Stary.Wyszłam z dormitorium i udałam się do reszty. Pociągnęłam Natie za ramię, a blondynka poszła za mną.
- Dokąd idziecie? - spytał Carol
- Później ci powiem. - odparłam nie zatrzymując się - A zresztą nie twój interes.
Wyszłyśmy z Pokoju Wspólnego i udałyśmy się na miejsce zgarniając po drodze resztę. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce dostaliśmy po szmatce i zaczęliśmy czyścić puchar po pucharze i wszelkie inne trofea. Skończyłam właśnie czyścić jeden z pucharów Quidditch, który wygrali ślizgoni, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Był to portret jakiegoś ślizgona. Podeszłam bliżej. Na złotej tabliczce było napisane: Jacob Black, najlepszy ścigający domu Salazara Slytherin'a. Przejechałam palcami po tabliczce. Chłopak wyglądał tak znajomo. Nigdy go nie widziałam, a wydawało mi się jakbym go znała.
- Będziesz miała przechlapane jak rodzice się dowiedzą o szlabanie. - powiedział ktoś do Natie. Na początku nie wiedziałam kto to, ale przypomniałam sobie, że ona ma siostrę. Nawet kiedy Mary rozmawiała z moją przyjaciółką nie odwracałam wzroku od portretu.
- O, Jake. Tak był z niego typowy ślizgon. Najlepszy ścigający jaki trafił do ślizgońskiej drużyny. - usłyszałam za sobą głos, którego nie znałam. Odwróciłam delikatnie głowę. Za mną stała Michelle. No przecież, co ja głupia myślałam, że ślizgoni chodzą sami. Otóż nie, oni trzymają się razem. Zawsze.
- Opowiesz mi coś o nim? - spytałam
- No cóż... - westchnęła zbierając myśli - To z jakiego był domu i że grał w Quidditcha już wiesz.Więc przyjaźnił się on z Jasperem. Jasper to mój brat. Jacob miał typowe ślizgońskie cechy, a jednak nie należał do tej części Slytherinu, która znęcała się nad młodszymi i wyładowywała na nich swoją agresję. Nie, on wolał tę energię spożytkować na grę. Był w tym zresztą świetny...
W pewnym momencie dziewczyna urwała i podeszła do Mary, z którą opuściły pomieszczenie. Ja nadal stałam gapiąc się na ten obraz. Ta twarz, to nazwisko...
- Już chyba skończyliśmy. - powiedział Scorpius ziewając. Odnieśliśmy wszystko, co dostaliśmy do sprzątania i udaliśmy się do swoich dormitoriów. Ledwie mogłam utrzymać się na nogach. Zdołałam tylko doczłapać się do łóżka. Nie trudziłam się nawet przebraniem, tak jak byłam wgramoliłam się pod kołdrę i zasnęłam. Ta sprawa z Jacobem nie dawała mi spokoju. Stwierdziłam, że podzielę się później spostrzeżeniami z Natie. Zapewne jutro nie obejdzie się też bez wyjaśnienia Carol'owi i reszcie dlaczego bez słowa wyjaśnienia wyszłyśmy i tak długo nas nie było.
****
Tyle ode mnie. 
Komentujcie!
Dobranoc wszystkim <3
Pozdrowienia dla Gośka :)



1 komentarz:

  1. Jeżeli myślisz, że jak mnie pozdrowisz to przymkną oko na błędy to się grubo mylisz...no i ile razy mam cię prosić żebyś nie pisała tym czerwonym na tym wiśniowym...
    1. Wyszłam przez przejście
    2. Poszliśmy sobie w milczeniu
    3. ...przez to CO działo się w...
    4. Jednak próbuje BYĆ

    OdpowiedzUsuń