poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 18.

*rano następnego dnia, niedziela, perspektywa Natalie*
Spałam wyjątkowo długo, jak na siebie. Zwykle budziłam się około siódmej lub szóstej, ale dzisiaj było zupełnie inaczej. Swoje zaspane oczy otworzyłam dopiero koło jedenastej, Shadow jeszcze spała, a reszty dziewczyn już nie było w dormitorium. Leniwie zwlekłam się z łóżka i ziewnęłam. W nocy mimo strasznego przemęczenia przez ten głupi szlaban, myślałam o tym co powiedziała Mary. ''Będziesz miała przechlapane jak rodzice dowiedzą się o szlabanie''.. czy ona planowała im to powiedzieć? Coraz mniej ją rozumiem! Jednego dnia jest super miła i pomaga mi, rozmawia ze mną jak siostra z siostrą, a następnego dnia jest zdolna powiedzieć o wszystkim rodzicom. Otworzyłam delikatnie kufer i wyciągnęłam z niego luźne dresy, białą bluzkę z krótkim rękawem oraz szarą bluzę z kapturem. Dzisiaj niedziela więc nawet nie starałam się wyglądać elegancko, luźna bluza i spodnie mi wystarczą, i tak nie mam zamiaru nigdzie wyjść w to zimno. Powolnym krokiem skręciłam do łazienki i zamknęłam się w niej, tak na wszelki wypadek. Postanowiłam wejść pod prysznic, w końcu musiałam się jakoś ocucić, a prysznic to idealne rozwiązanie. Po wykonaniu tej czynności ubrałam się i umyłam zęby. Później zadecydowałam się uczesać. Zrobiłam jednego warkocza z boku a resztę włosów zostawiłam rozpuszczonych, trochę w nieładzie. Uznałam, że nawet dobrze to wygląda. Gdy wreszcie uszykowana wyszłam z toalety, było wpół do dwunastej. Czyli śniadanie mamy z głowy... Podeszłam powoli do kufra, włożyłam do niego piżamę, a następnie powoli podeszłam do Shadow i zabrałam jej kołdrę. Skutek był natychmiastowy.
- Co robisz...? - syknęła niewyspana i wtuliła się w poduszkę.
- Budzę cię. Jest wpół do dwunastej, już dawno po śniadaniu...
- Cooo? Po śniadaniu? Jestem taaakaaa głodna... Wczoraj nie jedliśmy nawet kolacji, a dzisiaj okrutny los odbiera nam śniadanie? Co za życie... - narzekała, ale nadal nie ruszyła się z miejsca.
Zrezygnowana zaczęłam szarpać jej poduszkę co skończyło się na tym, że wylądowałam na podłodze, a Shadow nareszcie postanowiła wstać. Podniosłam się z podłogi i rzuciłam poduszkę na jej łóżko. Niebieskowłosa podeszła lekko zgarbiona do kufra i po kilku minutach poszukiwań odnalazła swój zestaw. Westchnęłam patrząc jak wolno jej to wszystko idzie, ona w zamian pokazała mi tylko język i weszła do łazienki. Postanowiłam po chwili pościelić łóżko. Poprawiłam prześcieradło, które jak zwykle podwinęło się do góry, przetrzepałam poduszkę, która teraz wydawała się jeszcze miększa niż wcześniej a na koniec złożyłam kołdrę na pół. Z łazienki dobiegł mi do uszu szum wody, więc stwierdziłam, że Shadow wpadła na ten sam pomysł co ja, by wejść pod prysznic. Skoro będzie tam dłużej siedzieć to postanowiłam jej także pościelić łóżko. Powtórzyłam wszystkie czynności i po chwili znudzona wyciągnęłam kawałek pergaminu i książkę by dokończyć wypracowanie na Starożytne Runy. Otworzyłam książkę na odpowiedniej stronie i zaczęłam kreślić znaki od Fehu do Teiwaz po Dagaz kończąc. Wielu czarodziejów uważa, że Runy są trudne, ale wcale takie nie są, wystarczy tylko zapamiętać te znaki i ich nazwy oraz znaczenia. A to nic wielkiego. Shadow tak gwałtownie wyszła z łazienki i trzasnęła drzwiami, że Isa zmieniła się w Laguz.
- Chodźmy! Leo i reszta pewnie już dawno są na nogach. - stwierdziła Shadow i usiadła się na dopiero co pościelonym łóżku.
- Wątpię, ale skoro chcesz... - powiedziałam i odłożyłam swoje zadanie domowe na kufer, wzięłam na ręce Cherry i zeszłam z nią na dół po schodach.
Faktycznie, chłopacy byli już na dole i siedzieli jak zwykle na kanapie przy kominku.
- Hej dziewczyny! - przywitał się Charlie, który jako pierwszy nas zauważył.
- Hej księżniczki. - powiedział Carol i uśmiechnął się do nas. - A teraz...
- Wyjaśnijcie co wczoraj robiliście? Gdzie tak wam się śpieszyło? - zapytał Leondre i spojrzał na nas zainteresowany.
- To długa historia. - powiedziała Shadow i usiadła się obok niego, a ja zajęłam miejsce w fotelu kładąc sobie Cherry na kolana.
- A my mamy czas. - powiedział Leo i skrzyżował ramiona.
- Dostałyśmy szlaban skoro jesteś taki ciekawski. - odpowiedziała Shadow i również skrzyżowała ramiona.
- Cooo?! Wy? Wy szlaban?! - zapytał zszokowany Carol i przez chwilę udawał bardzo poważnego.
- Nie tylko my. - warknęłam oburzona.
Nie dość, że dostałyśmy niesłusznie szlaban to teraz Carol będzie sobie z tego żartował.
- A kto jeszcze? - spytał Charlie i zmarszczył brwi.
- Emmm... - zacięłam się.
Po co to mówiłam, karciłam się w myślach. Nadal głaskałam Cherry i unikałam wzroku przyjaciół.
- A więc tak. - uśmiechnął się Leo. - Niech zgadnę... Albus, Scorpius, Nathaniel, Alex i Tom?
-T-tak. - odpowiedziałam i pogłaskałam chihuahue po pyszczku.
- Prawie dobrze, tylko, że aby Tom'a nie było z nami. - odezwała się Shadow.
- Co wy razem robiliście, że dostaliście szlaban? - zapytał zszokowany Leo i uśmiechnął się.
- Nic! To wszystko przez Irytka! - warknęła Shadow i popchnęła bruneta. - Ogarnij się! Przestań się śmiaaać!
Leondre tylko głośniej wybuchnął śmiechem widząc jak ją to zdenerwowało. Po tym krótkim ataku niekontrolowanego śmiechu, Leo uśmiechnął się głupkowato.
- Jesteś pewna, że nic nie robiliście z nimi? Następnym razem weźcie mnie ze sobą, z chęcią się z wami... przejdę na spacer. - stwierdził przez co oberwał ode mnie i od Shadow dwiema poduszkami.
Leondre nie był nam dłużny, uderzył Shadow poduszką, a drugą rzucił mocno w moją twarz. Chihuahua podskoczyła przerażona i zaczęła mnie lizać po twarzy zaraz po tym jak odłożyłam poduszkę na podłogę. Cherry spojrzała swoimi ciemnymi, dużymi oczyma na Leo po czym wyszczerzyła kły i zaczęła na niego warczeć.
- Oooo... Słodka Cherry broni swojej pani? - powiedział Leo i uśmiechnął się patrząc na uroczą ale i zarazem groźną suczkę.
Chihuahua szczeknęła piskliwie i rzuciła się w jego stronę. Brunet wstał gwałtownie i tracąc równowagę przewrócił się przez oparcie kanapy z głośnym hukiem lądując na podłodze. Carol, Charlie, Lukas, Shadow i ja wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem, a Cherry powędrowała do swojej pani z wysoko uniesionym ogonem dumna z tego co przed chwilą zrobiła.
- Leoś boi się słodkiej Cherry? Przecież to tylko mała chihuahua... - powiedziałam i spojrzałam na niego podnoszącego się z podłogi, reszta nadal się głośno śmiała.
Chłopak spojrzał na Cherry morderczym wzrokiem, a po chwili przekierował wzrok na mnie i uśmiechnął się.
- Policzę się z tobą kiedy tego platynowego stworzenia z tobą nie będzie. - rzekł i mrugnął do mnie.
- Taa, jasne. - powiedziałam i pocałowałam chihuahue w pyszczek.
- Mówię ci, dobrałaś się z tym psem. - stwierdził Carol i zrobił zamyśloną minę. - Obydwie jesteście jednocześnie groźne, agresywne, potraficie bronić innych ale jednocześnie jesteście jednymi z najsłodszych stworzeń na ziemi.
Chłopak uśmiechnął się przymrużając powieki.
- Uznam to za komplement. - powiedziałam i kontynuowałam głaskanie Cherry. - Chyba jej wydziergam jakiś uroczy sweterek na zimę.
- Powodzenia. - powiedział Charlie i spojrzał na mnie jak na wariatkę. - Jakoś nie sądzę byś zdołała mu coś ładnego wydziergać... W ogóle ty kiedykolwiek dziergałaś?
- Charlie... - westchnęłam zrezygnowana. - Od czego są czary?
- Aaa... Chwilowo zapomniałem, że jesteśmy czarodziejami. - poprawił się szybko rozbawiony blondyn i wtulił się poduszkę, którą Leo uderzył Shadow.
- Nadal rozmarzony, co nie? - zapytał Leo i westchnął. - Miłość, ach miłość mój przyjacielu... Z Chloe wszystko dobrze?
Charlie zrobił się cały czerwony, a to nie miało nic wspólnego z zawstydzeniem, prędzej ze złością i nadchodzącym wybuchem.
- Wiecie co oznacza słowo przyjaciółka? Czy może mam wam to napisać na czole tak żebyście pamiętali? - powiedział w miarę spokojnie, ale w środku od razu było widać, że się cały gotował.
Miło się spędzało czas z przyjaciółmi, ale w końcu musiałam pójść dokończyć to wypracowanie z Starożytnych Run. Pożegnałam się i powiedziałam, że zobaczymy się na obiedzie. Wróciłam do dormitorium i zabrałam swoje niedokończone wypracowanie, które położyłam na kufrze i usiadłam się na łóżku. Zabrałam drewnianą podkładkę pod pergamin oraz otworzyłam butelkę z atramentem, którą położyłam na stoliku nocnym. Zanurzyłam pióro w atramencie po czym zaczęłam pisać. Obok miałam otwartą książkę na którą tylko od czasu do czasu spoglądałam. Cherry leżała tuż obok mnie i spała. Minęło około pół godziny jak skończyłam, z drugiej strony kawałku pergaminu podpisałam się kaligraficznym pismem. Spoglądając na pracę uśmiechnęłam się mimowolnie, po czym odłożyłam ją na stolik nocny razem z piórem. Szczelnie zamknęłam butelkę z atramentem i wstałam z łóżka. Po spojrzeniu na zegar stwierdziłam, że chyba wypada ubrać się lepiej na obiad. W końcu będą na nim wszyscy nauczyciele i uczniowie. Poszłam do łazienki z szatą i mundurkiem szkolnym. Ubrałam się dość szybko, może to przez to, że byłam bardzo głodna. Rozpuściłam warkocza, którego dopiero co zrobiłam i uczesałam ładnie włosy. Westchnęłam. Nawet nie miałam dziś ochoty wychodzić z Wieży Gryffindoru, ale w końcu nikt mi jedzenia nie przyniesie pod nos do dormitorium. Złożyłam swoją bluzę, dresy i bluzkę, i z niechęcią odłożyłam je na swój kufer. Cherry słysząc, że chodzę po dormitorium, zeskoczyła z łóżka i podbiegła do swojej pustej miski. No tak! Muszę ją nakarmić. Przykucnęłam i zabrałam małą miskę z podłogi, poszłam w stronę kufra obok którego znajdowała się odpowiednia karma. Nabrałam garść suchej karmy do miski i odłożyłam ją delikatnie. Chihuahua od razu zaczęła łapczywie jeść. Zerknęłam jeszcze czy ma wodę i poszłam umyć ręce. Po krótkiej chwili do pokoju wparowały Vanessa i Rebecca. Obydwie szeptały podniecone i nawet nie zwracały uwagi na to, że wyszłam z łazienki.
- ...jutro dam mu. - szepnęła Vanessa.
- Jutro...? A ja kiedy niby mam dać? - spytała nieco zdenerwowana Rebecca.
- Ty możesz mu dać nawet dzisiaj! - odpowiedziała jej Vanessa jakby to o czym rozmawiały było oczywiste.
- No ale... Natalie! - dziewczyny wreszcie zwróciły na mnie uwagę, od razu było widać, że się zmieszały. - Co u ciebie?
- Wszystko ok. A o czym wy rozmawiałyście? - zapytałam ciekawa, bo bardzo chciałam wiedzieć kim jest ta osoba o której mówią i co chcą jej dać.
- O niczym... - odpowiedziała Venessa, którą zdradził rozkojarzony wzrok.
- Co knujecie dziewczyny? - zapytałam i skrzyżowałam ręce, patrząc na koleżanki wyczekując odpowiedzi.
- Chcemy dać Charliemu i Leosiowi mały prezent. - odpowiedziała za swoją przyjaciółkę Rebecca. - No wiesz... Ja mam zamiar dać Charliemu taką fajną figurkę smoka, którą kupiłam w Hogsmeade. Ta figurka zieje ogniem, który oczywiście nie jest szkodliwy. Języki ognia układają się w napis ''love''. Mam nadzieję, że się ze mną umówi!
Bardzo mnie zaskoczył oryginalny pomysł Rebecci. Wydaje mi się, że jej próby posiadania chłopaka pójdą na marne i nic z tego nie wyjdzie, w końcu jej wymarzony chłopak już ma na oku pewną niebieskooką blondynkę.
- Ja chcę dać Leosiowi - Vani powiedziała to tak słodko, że ledwie powstrzymałam się od grymasu na twarzy. - taki ładny naszyjnik z literą 'LV'!
- Jak Lord Voldemort? - powiedziałam nie mogąc się powstrzymać.
- Nie! Nie! Nie! Jak Leondre i Vanessa! - odpowiedziała rozzłoszczona.
- Dobrze dziewczyny... Nie chcę wam psuć marzeń, ale Charlie ma już kogoś na oku i raczej nie jest zainteresowany...
- Co?! Jak śmiał! - warknęła wkurzona Rebecca i tupnęła nogą przez co głośno huknęło aż się wzdrygnęłam. - Ale co mi tam! Jest jeszcze Leo!
- Leo jest mój! - warknęła na swoją przyjaciółkę Vanessa.
- Zobaczymy! Kto pierwszy ten lepszy! - odpowiedziała i zniknęła błyskawicznie w drzwiach, a koleżanka ruszyła za nią.
Byłam tak zszokowana tym co się przed chwilą wydarzyło, że nie mogłam się przez dłuższą chwilę ruszyć, ale jak już się ocuciłam wzdrygnęłam tylko ramionami i udałam się do drzwi. Cherry już skończyła jeść i położyła się na miękkim łóżku, więc ze spokojem mogłam się udać na obiad razem z przyjaciółmi. Zeszłam po schodach i podeszłam do reszty, która siedziała jak zwykle w tym samym miejscu.
- Shadow! Zaraz obiad, musisz się przebrać w szatę. W końcu w Wielkiej Sali będą wszyscy nauczyciele i uczniowie! Musisz wyglądać elegancko. - powiedziałam do przyjaciółki i usiadłam się w fotelu.
- Dobrze mamo. - odpowiedziała, ale wstała i udała się niechętnie do dormitorium.
- Gdzie Leo? - zapytałam i przełożyłam nogi przez podłokietnik (czyt. to na co kładziesz ręce w fotelu xd).
- Próbuje spławić Vanesse i Rebecce. Obydwie się na niego rzuciły jak jakieś dzikie zwierzęta na mięso. - odpowiedział mi Lukas, który siedział już ubrany w szacie.
Charliego i Carol'a już tu nie było, ale za nim zdążyłam się zapytać gdzie są, wyszli z dormitorium przygotowani w szatach do wyjścia na obiad.
- Cześć księżniczko. - powiedział Carol i podszedł do mnie.
- Co chcesz? - zapytałam, bo wydawał się jeszcze wyższy gdy tak nade mną stał i nie dość, że zasłaniał mi światło, to głupkowato się uśmiechał.
- Usiądź się prosto. Dostaniesz skrzywienia kręgosłupa. - powiedział bardzo poważnym tonem głosu, ale cały czas się uśmiechał.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić. - warknęłam na niego marszcząc czoło.
- A właśnie, że będę. Nogi ładnie mi proszę włożyć jak człowiek na podłogę. - powiedział.
- Nie. - odpowiedziałam uparcie. - Tak mi wygodnie.
- Jak chcesz. - westchnął chłopak i siłą chwycił mnie za nogi i położył je na ziemi.
- Ej! - warknęłam na niego i kopnęłam go w brzuch.
- Auć! Księżniczko! Ja ci pomagam!
- Charlie weź go! - syknęłam w stronę blondyna.
- Lukas weź powiedz coś Carolowi. - powiedział Charlie do drugiego bliźniaka.
- Carol mówię ci coś. - rzekł i znudzony przewrócił kartkę w książce na drugą stronę.
Zaraz po tej krótkiej wymianie zdań przyszła Shadow uszykowana do wyjścia.
- Co wy robicie? - zapytała zerkając na Carol'a siłującego się ze mną.
- Weź go! - warknęłam na Shadow. - Nie wiem co mu znowu odbiło!
- Nie mam ochoty się z nim szarpać! Radź sobie sama. - powiedziała i zaśmiała się patrząc w moją stronę.
Carol nadal uparcie starał się bym siedziała prosto, a ja nie dawałam za wygraną. Zaciekle starałam się go odepchnąć rękami.
- Uspokój się. Po prostu usiądź się prosto. - powiedział patrząc mi w oczy.
- Nie! Nie będziesz mi mówić co mam robić. - warknęłam prosto w jego twarz.
- Wiesz, że ja ci nie odpuszczę? - zapytał i uśmiechnął się.
- I co z tego. Ja też nie odpuszczę. - odpowiedziałam mu.
- Natalie jest zbyt uparta żeby się poddać. - poinformowała wszystkich Shadow.
- A Carol jest zbyt głupi by odpuścić. - dodał Charlie i westchnął.
Westchnęłam zrezygnowana. Jestem bardzo uparta, ale także niecierpliwa. Postanowiłam być mądrzejsza od niego i wreszcie usiadłam się prosto.
- Nareszcie! - powiedział Carol i odszedł od niej z wyrazem triumfu na twarzy.
- Czemu ci tak zależało bym siedziała prosto? - zapytałam wkurzona i wstałam.
Carol wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- Miałem taki kaprys. - powiedział tylko po czym dodał. - Dobra, chodźmy na ten obiad bo umieram z głodu.
- A co zrobimy z Leo? - zapytałam przypominając sobie o koledze, który zapewne w tej chwili nadal starał pozbyć się dziewczyn.
- Poradzi sobie. - odpowiedział Carol. - Gdyby na mnie tak wszystkie dziewczyny leciały to wiesz... nie miałbym nic przeciwko temu.
Przewróciłam oczyma. Ten jak zwykle swoje. W końcu zgodziłam się z przyjaciółmi, że nie powinniśmy się ingerować w jego sprawy. Ruszyliśmy w stronę Wielkiej Sali. Carol rozmawiał o czymś z Lukasem, a ja Shadow i Charlie byliśmy cicho przez całą drogę. Gdy wreszcie dotarliśmy do Wielkiej Sali i usiedliśmy się przy swoim stole na tych samych miejscach mogliśmy się zabrać za jedzenie. Byłam strasznie głodna, więc zjadłam dwie i pół porcji spaghetti. Gdy już się najadłam, dołączył do nas Leo.
- Na Merlina. - wydusił i usiadł się obok mnie zdyszany. - Te dziewczyny są lekko pokręcone. Rebbeca podbiegła do mnie i rzuciła we mnie jakimś małym smokiem, który zaczął ziać ogniem, a Vanessa potem zaczęła się z nią kłócić coś o tym, że ona go zamawiała na początku i tak dalej i tak dalej. Później Rebbeca z płaczem poleciała do łazienki, a Vanessa dała mi naszyjnik z literami LV. Zapytałem się czy chodzi o Lorda Voldemorta, tak dla jaj, a ona się rozpłakała i pobiegła do Wieży Gryffindoru. To było straszne!
Zacisnęłam usta ledwo powstrzymując się od śmiechu. Natomiast Charlie wybuchnął głośnym śmiechem.
- Z dziewczynami to ty sobie nie radzisz Leo. - powiedział rozbawiony Carol.
- Nawet nie wiesz jakie to wszystko było skomplikowane! Ugh... Aż zgłodniałem z tego stresu. - powiedział i zabrał się za grilowane warzywa z pęczakiem.
Ja już byłam najedzona i w sumie czekałam aż przyjaciele się najedzą żebyśmy mogli razem wrócić do Pokoju Wspólnego. Nagle ktoś mnie szturchnął w plecy, na początku myślałam, że to Carol więc też go szturchnęłam łokciem w brzuch. Zrobiłam to z taką siłą, że prawie się zakrztusił pitym w tym czasie sokiem dyniowym. Spojrzał na mnie z wyrazem zdziwienia na twarzy.
- Co to miało być?
- Oddałam ci.
- Ale ja cię nie uderzyłem! - bronił się zaciekle.
- To ja Natie. - powiedział jakiś głos zza moich pleców.
Odwróciłam się błyskawicznie i ujrzałam Albus'a. Uśmiechnęłam się w jego stronę i wstałam.
- Hej Albus. Coś chciałeś? - powiedziałam i stanęłam obok niego.
- Właśnie Albus... Coś chciałeś? - zapytał Carol i stanął obok mnie.
- Odwal się. - powiedziałam do Carol'a zirytowana i pchnęłam go lekko.
- Może pójdziemy się przejść? - zapytał mnie, a ja przytaknęłam energicznie głową.
Gdy pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam razem z Albusem w stronę wyjścia usłyszałam ciche prychnięcie Carola. Ale to nie zepsuło mi dobrego humoru. Podczas całej drogi po błoniach, którą przebyliśmy żartowaliśmy właśnie z niego, ale nie tylko. Znalazło się jeszcze wiele innych interesujących tematów o których z Albusem rozmawiało się znakomicie. Zawsze wiedział co powiedzieć i nigdy nie brakło mu słów. Umiał się ciekawie wypowiadać, co bardzo doceniałam, bo ja należę do bardzo wymagających osób, jeśli chodzi o niektóre sprawy. Nie jestem pewna ile tak chodziliśmy, ale zrobiło się już ciemno i zimno. Zaczęłam marznąć, więc Albus stwierdził, że powinniśmy udać się już do zamku. Uśmiechnęłam się i skierowałam się z chłopakiem do zamku. Spojrzałam na niego, a on odwzajemnił uśmiech i objął mnie w talii. Trochę dziwnie się poczułam, od razu zrobiło mi się gorąco, a serce zaczęło mocniej bić. Nie protestowałam, szliśmy tak w ciszy w stronę zamku. Przez chwilę mi się wydawało, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałam w stronę Zakazanego Lasu i zatrzymałam się na chwilę.
- Co jest? - spytał Albus i zerknął w tą samą stronę co ja.
Usłyszeliśmy cichy pomruk.
- To pewnie kot... Ale może lepiej się pośpieszmy? - powiedział Albus i lekko mnie pociągnął.
Zgodziłam się z nim i przyspieszyliśmy kroku. Po kilku minutach byliśmy już w zamku. W korytarzach nie było w ogóle uczniów.
- Odprowadzić cię do Pokoju Gryfonów? - zapytał cicho uśmiechając się do mnie.
Przytaknęłam delikatnie głową, bo nadal nie mogłam wydusić ani słowa. Chłopak z ręką na mojej talii zaprowadził mnie w stronę Pokoju Gryfonów. Usłyszeliśmy kroki i gwałtownie się odwróciliśmy, ale nikogo za nami nie było. Po chwili usłyszeliśmy głosy dochodzące z schowka na miotły.
- C-co to jest? - odezwałam się pierwszy raz od kilku minut.
- Nie wiem. Poczekaj, sprawdzę. - powiedział i podszedł powoli do drzwi schowka.
Podeszłam powoli do drzwi tuż za nim. Gdy otworzył je, nic w środku nie było, nie licząc oczywiście mioteł.
- Co...? - zdziwił się i odwrócił się w moją stronę patrząc mi w oczy.
W tej samej chwili ktoś mnie mocno popchnął. Wleciałam na Albusa i razem wpadliśmy do schowka. Upadłam na chłopaka, który cicho jęknął. Usłyszałam za plecami dźwięk zamykanych drzwi. Wszędzie było ciemno i nic nie widziałam, czułam tylko, że nadal leżę na Albusie.
- No to pięknie. - powiedział i wyprostował się. - Alohomora!
Drzwi nawet nie drgnęły, a ja nie miałam siły wstawać by ze złości spróbować je wyważyć.
- Może zapalisz światło? - jęknęłam, ponieważ nie za bardzo lubiłam ciemność.
- O tak, jasne. - powiedział, a ja usiadłam się obok niego pod ścianą. - Lumos!
Na końcu jego różdżki pojawiła się kula światła. Teraz schowek był oświetlony i wszystko było widać. Odetchnęłam z ulgą.
- Mam nadzieję, że twój brat patrzy na tą swoją idiotyczną mapę i przyjdzie nas uwolnić. - powiedziałam.
- Ja też szczerze mam taką nadzieję. - rzekł Albus. - Potrzymasz mi różdżkę? Ściągnę szatę bo podłoga jest trochę zimna i twarda, a pewnie trochę tu posiedzimy.
Przytaknęłam, wzięłam jego różdżkę i wstałam. Chłopak także wstał i ściągnął szatę. Pod spodem miał białą koszulę z krawatem Slytherinu oraz czarne spodnie. Albus położył na ziemi szatę i wziął swoją różdżkę z powrotem. Nie chciałam zgrywać jakiejś tam księżniczki, której jest zimno, więc także ściągnęłam szatę i położyłam ją na szacie kolegi. Albus nie wyraził sprzeciwu, tylko się uśmiechnął. Usiadłam, chłopak także. Siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy wpatrując się w różne strony.
- Skoro już tu siedzimy... - zaczął niepewnie chłopak, a ja spojrzałam w jego stronę z zaciekawieniem. - Może sobie porozmawiamy?
- Idealna pora na pogaduszki. - zaśmiałam się cicho, a on uśmiechnął się patrząc na mnie. - To jaki temat proponujesz?
- Co lubisz robić kiedy jesteś na wakacjach w domu? - zapytał Albus i spojrzał mi prosto w oczy.
On miał takie ładne szmaragdowe oczy... Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok, udając, że się zastanawiam.
- Zwykle siedziałam zamknięta w swoim pokoju. - odpowiedziałam mu i zaczęłam się bawić końcem swojego sweterka (był częścią mundurka szkolnego). - Czytałam książki, pisałam z przyjaciółmi, bawiłam się z Cherry. Wieczorami wychodziłam na spacery, a każdego ranka budziłam się wcześniej by poćwiczyć i pobiegać.
- To miałaś co robić. - stwierdził Albus i przyglądał mi się uważnie. - U nas jak zwykle lataliśmy na miotłach, a ja tego za bardzo nie lubię. To nie mój gust siedzenie na niewygodnym kawałku drewna i obrywanie tłuczkami oraz innymi piłkami. James zawsze sobie ze mnie żartuje, a rodzice na siłę starają się do mnie przemówić. Ciągle chcą gdzieś wychodzić ze mną, albo rozmawiać i tak w kółko! To jest bardzo męczące...
- Powinieneś się cieszyć, że masz taką rodzinę. - rzekłam cicho zamyślona.
- Wcale nie jest tak fajnie, jak twoim ojcem jest ten sławny Harry Potter! Tym bardziej, jak jesteś jego synem, który trafił do Slytherinu... Ciągle tylko Harry Potter, Harry Potter, Harry Potter! Nic więcej... - powiedział i spojrzał w drugą stronę.
- Ale ja nie mam rodziców, którzy chcą ze mną rozmawiać. Dla nich rozmową jest jak nakrzyczą na mnie, a ja potem idę zła do pokoju nie jedząc kolacji. Moja rodzina mnie nie cierpi, a ja muszę znosić ciągłe groźby, wyzywanie i czasem bicie...
- Bicie? - chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. - Twoja rodzina cię bije?
- Czasem, ale preferują zaklęcia, bo wtedy czują się bardziej jak czarodzieje, a nie jak mugole. - powiedziałam i przełknęłam ślinę.
- Przykro mi to słyszeć. - powiedział zmieszany.
- Nie musisz się nade mną użalać. Nie jestem jakąś porcelanową lalką, którą można skrzywdzić. - prychnęłam i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Natalie...
- Daj spokój! - zaśmiałam się. - Mam jeszcze siostrę.
- Która mówi o wszystkim co zrobisz w szkole twoim rodzicom. - rzekł Albus, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. - Nie dziw się tak. James mi mówił jak to w pierwszej klasie dostałaś list od mamy i taty z groźbą.
- Nie wiem co się z nią dzieje... Tylko czasami się tak zachowuje. Poza szkołą jest fajna, ale w Hogwarcie ma swoją drugą twarz... Tą gorszą.
- Rozumiem. Slytherin zmienia ludzi. - rzekł chłopak i poczochrał sobie włosy.
- Zresztą, nie ważne! Nie obchodzi mnie moja rodzina. - warknęłam i zmarszczyłam czoło.
- Jesteś szczęśliwą osobą, to widać po tobie, ale gdy już jesteś smutna, to za wszelką cenę chcesz to ukryć. Dlaczego? - czułam na sobie jego palący wzrok, ale nadal głowę miałam odwróconą w drugą stronę.
- Powiem ci jedno, a nauczyłam się tego niedawno. Kiedy masz rodzinę, która sobie kpi z twoich słabości, zawsze żartuje gdy jestem smutna to nauczy cię to jednego. Nigdy nie pokazuj ludziom swoich słabości, bo będą wiedzieć jak cię zniszczyć... Za każdym razem gdy powiedzieli coś co mnie raniło, widzieli to w oczach i wykorzystywali po to bym poczuła się jeszcze gorzej, chcieli bym poczuła się jak ostatni śmieć, jak ostatnia idiotka, chcieli bym się wyniszczała od środka. Ale ja nie daję im tej satysfakcji, gdy tylko mówią coś co mnie rani, śmieję się im prosto w twarz i mówię, że mają rację, bo wtedy sprawiam, że opada im kopara. - powiedziałam uśmiechając się do samej siebie.
- Szczerze... Jesteś najmądrzejszą dziewczyną jaką znam, ale nie sądzisz, że gdy jesteś smutna, powinnaś się komuś wygadać? To często pomaga... Zrzucanie tego ciężaru uczuć, które cię przerastają. - powiedział Albus, a ja spojrzałam prosto w jego oczy.
- Zmieńmy temat, dobrze? - powiedziałam, a po chwili potrząsnęłam głową. - A właściwie skończmy rozmowę... Jestem zmęczona, a pewnie długo tu sobie posiedzimy. Zdrzemnę się. Nie będzie ci to przeszkadzać?
- Nie. - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie delikatnie. - Możesz położyć głowę na moim ramieniu.
Nieśmiało położyłam głowę na jego lewym ramieniu, a on mnie objął delikatnie. Położyłam lewą rękę na jego klatce piersiowej i wtuliłam się. Czułam się trochę niepewnie, ale przynajmniej było mi wygodnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
*następny dzień, ranek, perspektywa Albusa*
Ona jest taka piękna. Pomyślałem i spojrzałem prosto na nią z uśmiechem. Dziewczyna oddychała płytko wtulona w moje ramię. Przygryzłem dolną wargę i spojrzałem w drugą stronę. Czułem, że jest już ranek. Miałem takie dziwne przeczucie, że powinienem ją obudzić, ale nie miałem serca. Nawet już mnie nie obchodził ból w ramieniu od ciężaru jej głowy. Dopiero po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że jeżeli jest już ranek to znaczy, że nie było jej przez całą noc, co znaczy, że Shadow się martwiła i powiedziała chłopakom, że jej nie ma... A ostatnim razem widzieli ją ze mną. Od razu zrobiło mi się gorąco na myśl jak będę się musiał tłumaczyć. Po chwili jednak Natalie się sama obudziła.
*perspektywa Natalie*
Obudziłam się. Ale to na pewno nie było moje łóżko. Leżałam na czyimś ciepłym ramieniu. Podniosłam się gwałtownie.
- C-co się stało Albusie? - zapytałam i szybko wstałam.
- Wczoraj nas tu zamknęli, nie pamiętasz? - przypomniał mi chłopak.
- Która godzina? - zapytałam znowu.
- Już zapewne ranek... - odpowiedział mi Albus.
- Może już lekcje się zaczęły! - powiedziałam zdenerwowana. - Wstawaj! Musimy iść!
Nadusiłam na klamkę, a drzwi, o dziwo, się otworzyły. Energicznie chwyciłam szatę z podłogi i wybiegłam ze schowka zostawiając Albusa samego. Poprawiłam sobie włosy, tak by wyglądały porządniej i strzepałam szatę po drodze zakładając ją. Gdy byłam uszykowana, weszłam do Wielkiej Sali gdzie trwało już śniadanie. Wparowałam tam szybko i pobiegłam do stołu Gryfonów gdzie siedzieli moi przyjaciele. Usiadłam się między Leo a Carol'em i zdyszana otarłam czoło rękawem szaty. Przyjaciele patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Charlie przytkał sobie usta dłonią, Shadow patrzyła na mnie z wytrzeszczonymi oczyma, Lukas przerwał czytanie i spoglądał na mnie zza książki, Leo nie mógł przestać się śmiać, natomiast Carol dusił się płatkami.
- Co jest? - zapytałam. - Mam coś na twarzy, czy coś...?
- CO TO JEST?! - warknął Carol i wskazał na moją szatę.
Przyjrzałam się jej uważnie i zauważyłam, że była taka jakaś większa i... miała znaczek Slytherinu. Pisnęłam przerażona, a Leo jeszcze głośniej się zaśmiał.
- To nie tak... Posłuchaj...
- Posłuchaj?! POSŁUCHAJ?! Masz szatę Albusa! Nie było cię przez całą noc! A ty mi mówisz, że mam cię posłuchać?! - warknął Carol i wstał.
- C-co robisz? - zapytałam zszokowana.
Byłam czerwona na całej twarzy, wszyscy się na nas patrzyli i wsłuchiwali się w każde słowo.
- Idę wykastrować tego małego... - poleciały wyzwiska po których zatkałam usta dłonią, a Leo przestał się śmiać.
- Ale daj mi powiedzieć co się wydarzyło... - rzekłam i chwyciłam go za nadgarstki, byle tylko nic nie zrobił Albusowi.
W tej samej chwili Albus wbiegł do Wielkiej Sali i podbiegł do mnie i Carol'a.
- Natie! T-twoja... - urwał widząc mordercze spojrzenia jej przyjaciół.
Shadow spojrzała na niego z wyższością, Charlie był prawie tak zły co Carol, Lukas nadal był zszokowany, ale gdy tylko zobaczył Albusa zmarszczył czoło, Leo natomiast przerzucił się ze rozbawionej miny na morderczą, podobną do Carol'a.
- Albus... Błagam pomóż mi im przemówić do rozumu... - błagałam go nadal trzymając Carol'a za nadgarstki.
- M-my tylko spacerowaliśmy... - tłumaczył się Albus, gdy ja walczyłam z Carol'em.
- Spacerowaliście przez całą noc? - zapytał Leo i stanął przed chłopakiem, który był od niego o wiele wyższy.
- Odwal się od niego Leo. - warknęłam do kolegi.
- Ktoś nas zamknął w schowku... - tłumaczył się nadal.
- I co tam takiego robiliście, że zamieniliście się szatami? - zapytał tym razem Charlie i już wstawał, ale spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, więc usiadł.
- Ściągnęliśmy szaty, bo musieliśmy się na czymś położyć. - powiedział Albus i wyciągnął ręce przed siebie w akcie samoobrony.
- A CZEMU MIELIBYŚCIE SIĘ NIBY KŁAŚĆ?! - warknął na niego Carol, który prawie mi się wyrwał.
- Bo nas zamknęli! - warknęłam na Carola. - I nie mogliśmy wyjść! Więc chyba musieliśmy się na czymś usiąść! A gdy spieszyłam się, bo był już ranek i wreszcie mogliśmy otworzyć drzwi, przez przypadek zabrałam jego szatę!
- Aha... To wszystko jasne... - powiedział pod nosem Leo i usiadł na swoim miejscu.
Carol również uspokoił się nieco i usiadł na swoim miejscu. Odetchnęłam z ulgą, i wymieniliśmy się z Albusem szatami. On poszedł do swojego stołu, a ja do swojego.
- Jesteście z siebie dumni?! Najpierw się mnie pytajcie co się stało, a nie od razu wyciągacie pochopne wnioski! - warknęłam na przyjaciół.
- Ty weź się tak nie spinaj, ja nic nie mówiłam. - rzekła Shadow. - Wąty powinnaś mieć do Charliego, Leo i szczególnie do Carola.
- Weźcie mi jakieś kanapki, jestem strasznie głodna, a jeszcze muszę iść po książki! - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi.
*perspektywa Carol'a, lekcja OPCM*
 Nareszcie lekcja na którą ja, Lukas i Charlie czekaliśmy strasznie długo. Na ostatnich lekcjach Obrony Przed Czarną Magią ćwiczyliśmy przywoływanie patronusów. Tylko jednej osobie udało się przywołać patronusa, a tą osobą była Mary Hill. Jej patronusem był lis, co nie za bardzo mnie zaskoczyło, w końcu chytra to ona jest. Lukas coraz częściej trenował na przerwach i w weekendy, więc na tej lekcji powinno mu się udać. Nie podniecałem się tak bardzo tym jakiego patronusa będę miał, to było raczej oczywiste. Ja, Lukas, Charlie i James byliśmy animagami i zamienialiśmy się w zwierzęta, które nas odzwierciedlały. Także, ja na pewno będę miał geparda, w końcu się w niego zamieniam. Charlie zamienia się w dużego, czarnego psa, Lukas w brązowego orła, a James w jelenia. O naszym drobnym sekrecie nikt nie wie i nikt się nie dowie, nigdy.
- Ziemia do Carola! - ktoś machnął mi przed oczyma ręką, a był to Charlie. - O czym tak myślisz?
- Eeehm... O OPCM. - powiedziałem i machnąłem ręką na znak, że to nie ważne.
- Carol myśli o lekcji! - rzekł zaskoczony James i teatralnie chwycił się za klatkę piersiową. - Co to za cud! Lukas słyszałeś?
- Tak słyszałem. - powiedział mój brat, który miał zaciśnięte powieki i siedział pod ścianą.
Wyglądał jakby medytował, ale powstrzymałem się od złośliwego komentarza.
- Co ty robisz..? - spytał się Charlie Lukasa.
- Staram się skupić na jakimś dobrym wspomnieniu, więc łaskawie mi proszę nie przeszkadzać. - powiedział Lukas i nadal siedział z zaciśniętymi powiekami pod ścianą.
- Okej, okej. - powiedział James, po czym spojrzał na mnie. - A teraz może mi powiesz Carol, czemu wczoraj wieczorem widziałem wędrującego geparda na obrzeżach Zakazanego Lasu?
Zamurowało mnie, ale tylko się uśmiechnąłem i spojrzałem na Jamesa.
- Bo widzisz... Nie podoba mi się to, że twój brat ciągle wychodzi gdzieś z Natalie... Wczoraj ich śledziłem. - odpowiedziałem i skrzyżowałem ramiona ignorując zaskoczony wzrok Charliego.
- Poważnie Carol? - spytał się Charlie.
- A zaobserwowałeś coś ciekawego? - zapytał się James, którego najwyraźniej zaciekawiła ta sytuacja.
- Twój brat jest niezłym żartownisiem w towarzystwie Natalie, wiedziałeś o tym? - opowiedziałem mu.
- Co znowu powiedział ten pajac? - zaśmiał się James.
- Żartował sobie ze mnie. A to dopiero pierwszy powód dla którego miałbym go powiesić. - odpowiedziałem mu przez zaciśnięte zęby.
- A drugi powód?
- Trzymał swoją łapę na talii Natalie... - odpowiedziałem. - Ale to dziwnie brzmi... Na talii Natalie, na talii Natalie... Zresztą... Chyba się domyśliła, że ktoś ją obserwuje, bo spojrzała prosto na mnie, tyle, że w ciemności nic nie widziała. Albus stwierdził, że jestem ''jakimś kotem'' i próbował zgrywać macho.
- Nie martw się nim. On ogólnie odstaje od naszej rodziny. - powiedział James i na tym skończyliśmy rozmowę, bo musieliśmy wchodzić do klasy.
Po kilku słowach nauczyciela wreszcie mogliśmy znowu ćwiczyć przywoływanie patronusów. Nie mogłem się skupić, nie miałem pojęcia o jakim szczęśliwym wspomnieniu mam myśleć. Jedyną myślą jaka przechodziła mi przez głowę to jakim sposobem odciąć Albusowi rękę.
- Expecto patronum! - warknąłem wkurzony kiedy po raz piąty mi się nie udało.
- Spokojnie Carol. Kiedyś ci wyjdzie... - powiedział Lukas, który spoglądał na swojego perfekcyjnego, dumnego orła szybującego ponad głowami uczniów.
- Zamknij się bardzo cię proszę. - odpowiedziałem i kopnąłem pierwsze lepsze krzesło, za co nauczyciel odjął Gryffindorowi trzy punkty.
Charlie był zarumieniony i trochę... zawstydzony? Zdziwiony spojrzałem na niego, ale od razu zrozumiałem co się stało. Chloe i jej przyjaciółka spoglądały na niego chichocząc. Blondyn przez to nie mógł się skupić na zaklęciu.
- E-expect-to patr-ronum! - pojawiła się tylko srebrna mgiełka, przez co Charlie zrobił się jeszcze bardziej czerwony, a Chloe uśmiechnęła się do niego.
Zasłoniłem sobie usta dłonią i parsknąłem śmiechem. Dobra, pora się skupić. Carol... Co jest twoim najszczęśliwszym wspomnieniem? Mówiłem sam do siebie. Nagle przypomniałem sobie o naszym pierwszym spotkaniu, gdy poznałem swoich wszystkich przyjaciół... Chyba jest to odpowiednie wspomnienie. Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy dla większego skupienia.
- Expecto patronum! - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, że mi się udało, przede mną pojawił się dostojny gepard.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdumieniem na twarzach, a ja uśmiechnąłem się triumfalnie, gepard zatoczył koło wokół uczniów znikając po krótkiej chwili.Charlie jeszcze bardziej się zarumienił, ale uśmiechnął się do mnie, tak jakby chciał mi pogratulować. Po kilkudziesięciu minutach jemu także się udało. Tylko to nie był pies, tak jak wszyscy przypuszczali, przed nim pojawił się leniwiec. Charlie chyba też się bardzo zdziwił, ale po minucie uśmiechnął się sam do siebie i pogłaskał swojego patronusa.

***
Mam nadzieję, że się podoba.
Proszę komentować.
Dziękuję.
Pozdrawiam,
xXNatalie

2 komentarze:

  1. No to lecimy z tym felietonen:
    1. Spoko są te ubrania, ale jakoś ten sweterek i ta kurtka RAZEM do mnie nie przemawiają
    2. ...te chińskie zranki... bez komentarza
    3. Od Fe co? Do Te co? Po Da co?
    i nie po Da...kończąc tylko NA Da... kończąc
    4. Nie wcale, te znaki w ogóle nie są takie trudne, wystarczy tylko... ty tak na serio?!?!?!
    5. OOOOOOO.....ktoś tu nie miał racji...jak przykro...jakbyś nie była czegoś pewna to wiesz wal śmiało do Gośka....Ja mam zawsze rację
    6. Czyli to na co kładziemy ręce w fotelu
    7. Hah to pomoc

    OdpowiedzUsuń
  2. No to lecimy z tym felietonen:
    1. Spoko są te ubrania, ale jakoś ten sweterek i ta kurtka RAZEM do mnie nie przemawiają
    2. ...te chińskie zranki... bez komentarza
    3. Od Fe co? Do Te co? Po Da co?
    i nie po Da...kończąc tylko NA Da... kończąc
    4. Nie wcale, te znaki w ogóle nie są takie trudne, wystarczy tylko... ty tak na serio?!?!?!
    5. OOOOOOO.....ktoś tu nie miał racji...jak przykro...jakbyś nie była czegoś pewna to wiesz wal śmiało do Gośka....Ja mam zawsze rację
    6. Czyli to na co kładziemy ręce w fotelu
    7. Hah to pomoc

    OdpowiedzUsuń