piątek, 28 października 2016

Rozdział 20.

*perspektywa Natalie*
Obudziłam się wcześnie rano. Energicznie wstałam zerkając na zegarek stojący na stoliku nocnym. Była dokładnie szósta rano, uśmiechnęłam się sama do siebie pomimo zmęczenia. Spojrzałam na śpiącą obok mojego łóżka Shadow. Nadal nie przetrawiłam tego, że ma chłopaka. Oczywiście bardzo się cieszyłam, ale to było taki wielki szok, że po prostu sama się do siebie śmiałam jak jakaś chora psychicznie. Wstałam pościeliłam łóżko i podeszłam do kufra. Cherry obudziła się od razu jak wyszłam z łóżka i patrzyła na mnie z zaciekawieniem. Trochę jej zazdrościłam, że może sobie tutaj tak leżeć, a ja muszę iść na lekcje. Wyciągałam po kolei bluzki i spodnie próbując coś wybrać, aż w końcu mi się udało wybrać odpowiedni outfit. Wrzuciłam ubrania na łóżko i podeszłam do stolika nocnego wyciągając z szuflady różdżkę. Machnęłam nią i po chwili Vanessa, Rebecca, Rose i Shadow jęknęły żałośnie. Ich kołdry upadły na podłogę więc zmuszone były wstać.
- Nie masz litości. - odezwała się Rose ziewając przeciągle.
Odłożyłam różdżkę na stolik po czym zabrałam ubrania z łóżka i poszłam w stronę łazienki. Zakluczyłam się i następnie chwyciłam szczotkę by rozczesać włosy. Umyłam twarz, ręce i zęby, aż wreszcie się ubrałam. Gotowa wyszłam z łazienki zabierając ze sobą piżamę, którą wrzuciłam do kufra. Na ubranie założyłam szatę, zobaczyłam, że Shadow jeszcze nie wstała z łóżka, tylko dziewczyny siedziały już prawie przebudzone. Wyrwałam jej spod głowy poduszkę i od razu zrezygnowana wstała spoglądając na mnie z wyrzutem. Pstryknęłam jej przed oczyma palcami i szepnęłam by reszta dziewczyn nie usłyszała:
- Shad, wyglądasz jak widmo, a chyba nie chcesz by Nathaniel cię taką zobaczył. - uśmiechnęłam się z satysfakcją gdy podeszła szybkim krokiem do kufra by wybrać sobie ubranie. Dobieraliśmy chyba ubranie tak około dziesięć minut, bo Shadow była bardzo niezdecydowana. Na końcu znalazłyśmy idealny outfit. Shad wepchnęła się do łazienki przed Vanessą, która obrażona usiadła z powrotem na łóżku. Podeszłam do szafki z której wyciągnęłam książki potrzebne na dzisiaj i schowałam je do torby. Spakowałam też Shadow, która dość długo siedziała w łazience. Zgarnęłam odpowiednie fiolki, składniki, rolki pergaminu, pióro i atrament. Gdy już czekałam uszykowana, Shadow wyszła z łazienki, ubrała szatę i zgarnęła torbę mówiąc, że już możemy iść. Wyszliśmy z pokoju i przywitaliśmy się z Lukasem, który już czekał na nas w Pokoju Wspólnym.
- Cześć dziewczyny! - powiedział i uśmiechnął się do nas.
- Hej Lukas. - powiedziałam, po czym zerknęłam na Shadow.
- Heeej. - powiedziała po chwili nadal nieobecna.
- Gdzie jest Carol, Charlie i Leo? - zapytałyśmy równocześnie.
- Charlie i Carol już się szykują, a z Leo to nawet nie mam bladego pojęcia co się dzieje. - powiedział nam Lukas. - Ja się nie będę do niego pakować, ale pójdę sprawdzić co z tamtymi dwoma.
Lukas wszedł po schodach i zniknął za drzwiami.
- Masz zamiar im powiedzieć? - zapytałam Shadow, na co ona wzdrygnęła się.
- Powiem im na śniadaniu. Lepiej żeby teraz się dowiedzieli ode mnie niż później od kogoś innego. - stwierdziła i spojrzała na drzwi do dormitorii chłopięcych.
Czekałyśmy już tak kilka lub kilkadziesiąt minut, a nadal nikt nie wychodził.
- Za dziesięć minut zaczyna się śniadanie. Idziemy po nich. - syknęłam pod nosem.
- Jesteś pewna, że chcesz po nich iść? - spytała się Shadow kiedy skierowałam się w stronę schodów.
- Tak. Jestem pewna. - odpowiedziałam i weszłam po schodach do drzwi. - Chodź!
Odnalazłam właściwe dormitorium i najpierw zapukałam, ale przez kilka minut nikt nie odpowiadał czy można wejść, czy nie. Kopnęłam drzwi, ale też nic, żadnej odpowiedzi.
- Wchodzimy. - stwierdziła Shadow, która też się zniecierpliwiła.
Nacisnęła klamkę i weszłyśmy do środka. Pokój nie był taki czysty jak nasz, ale to nie było takie zaskakujące. Pierwsze co ujrzałyśmy to Lukasa, który usilnie starał się wyciągnąć Carol'a z łóżka.
- Mówiłeś, że się już szykują! - warknęła Shadow na Lukasa.
- Najwidoczniej Carol zmienił zdanie. - odpowiedział i trzepnął go poduszką.
- A Charlie? - zapytałam i rozejrzałam się po pokoju, w którym panował straszny nieporządek.
- Charls już jest w łazience. - odpowiedział nam Lukas.
- Zaraz będzie śniadanie! - syknęła Shadow i zaczęła szarpać kołdrę Carol'a.
- Nie radzę. - powiedział i spojrzał na nią z uśmiechem.
- A niby czemu? - zapytała i pociągnęła za kołdrę, która zsunęła się z niego.
 Chłopak miał na sobie tylko bokserki. Ale przynajmniej je miał, bo z tego co wiedziałyśmy od Lukasa, w domu śpi nawet bez. Ja i Shadow błyskawicznie odwróciłyśmy się.
- Zawstydzone? - zapytał i zachichotał za naszymi plecami. - Ostrzegałem.
- Wstawaj leniu, bo musimy iść na śniadanie. - powiedziałam nadal odwrócona do niego plecami.
Czułam, że byłam cała czerwona. Carol nie specjalnie się wstydził i przechodził obok nas, wyglądało nawet to tak jakby sam chciał zwrócić na siebie uwagę.
- Przestań błagam... Nie mam ochoty cię oglądać. - powiedziała Shadow.
Carol uśmiechnął się zwycięsko i podszedł do niej bliżej. Dziewczyna się cofnęła, a ja korzystając z okazji skierowałam się w stronę drzwi.
- Ja idę po Leo, paa! - powiedziałam i zatrzasnęłam drzwi uciekając do odpowiedniego dormitorium.
Zapukałam i tym razem od razu otworzył mi drzwi. Ale nie był to na pewno Leo. Przede mną stał Mike, który uśmiechał się głupkowato.
- Przyszłaś po swojego Devriesa? - zapytał i wpuścił mnie do środka.
- Tak... Gdzie jest? - zapytałam i rozejrzałam się dookoła.
- Jeszcze się nie obudził. - poinformował mnie Oliver, który siedział na swoim łóżku już ubrany.
- Co?! No ja nie mogę! - warknęłam i podeszłam do łóżka bruneta, który smacznie sobie spał.
- No więc, jakoś nie specjalnie nam się chciało go budzić, a mieliśmy wenę, więc... - Dylan nie musiał nawet kończyć swojej wypowiedzi.
Na twarzy Leo było pełno różnych wulgarnych napisów i parę brzydkich rysunków.
- Dzieci... - westchnęłam i gwałtownie wyciągnęłam spod jego głowy poduszkę.
Reakcji brak, strzeliłam facepalm i starałam się wyrwać mu kołdrę, którą kurczowo trzymał przy sobie. Z pomocą przyszedł do mnie David i Dylan, którzy starali się pozbawić bruneta kołdry. Chłopak był wyjątkowo ciężki, chociaż wcale nie wyglądał. W końcu kołdra wyślizgnęła mi się z rąk, a ja sama potknęłam się o jakiś niezidentyfikowany obiekt leżący na ziemi. Nogi wykrzywiły mi się i pociągnęłam kogoś za sobą. Całe szczęście, że upadłam na łóżko któregoś z chłopaków. Ale na swoje nieszczęście chłopak którego pociągnęłam wcześniej za sobą wylądował prosto na mnie. Otworzyłam oczy, a nade mną leżał Mike. Pisnęłam zaskoczona i próbowałam wstać, ale nie mogłam go z siebie zrzucić bo był zbyt ciężki, więc pozostałam przy czekaniu aż sam raczy wstać.
- Natie? - zapytał głos dobiegający gdzieś za Mike'm.
Ten głos należał do Leo. Idealnie, wcześniej idiota się nie chciał obudzić, a w jak najmniej odpowiednim momencie to od razu ślepia otworzył. Usłyszeliśmy głośny wybuch śmiechu, to był Oliver.
- Zejdziesz ze mnie? - warknęłam na Mike'a, a ten wzruszył obojętnie ramionami.
- Mi jest tu wygodnie. - stwierdził  i uśmiechnął się do mnie.
Po chwili jednak został ze mnie zepchnięty przez Leo i Shad, która przyszła razem z Charliem, Carol'em i Lukasem.
- Mam go zabić księżniczko? - zapytał Carol i wyciągnął różdżkę ze spodni uśmiechając się z rządzą mordu w oczach.
- Oszczędź go. - warknęłam. - A TERAZ LEO MARSZ SIĘ UBRAĆ I UMYĆ TWARZ!
Brunet wyciągnął przed siebie ręce w geście obronnym i zwiał do łazienki.
- A ty! Z czego się tak śmiejesz?! - warknęłam na Olivera, który prawie turlał się ze śmiechu.
- Zobacz co tutaj maaam. - powiedział i pomachał mi przed oczyma zdjęciem zrobionym przed chwilą czarodziejskim aparatem, gdy Mike na mnie leżał.
Spojrzałam na to zaskoczona i zakryłam usta dłonią.
- O-oddaj to. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę przed siebie oczekując, aż rudzielec odda mi w dłonie fotografie.
- Nigdy. - odpowiedział i zwiał z dormitorium.
- Nie! - krzyknęłam i ruszyłam za nim, ale drogę zagrodził mi Charlie.
- Daj spokój. Ten idiota i tak nic z tym nie zrobi. - pocieszył mnie blondyn i poklepał po plecach.
- Mam nadzieję.
Mike wycofał się bezpiecznie z dormitorium pod czujnym okiem Lukasa i Carol'a.
David'a i Dylan'a także gdzieś wywiało. Leo wybiegł z łazienki z wyczyszczoną twarzą na której nie było ani śladu atramentu.
- Dlaczego mnie zawsze coś takiego spotyka! - syknęłam pod nosem i zakryłam sobie oczy dłonią.
- Ciebie?! To ja tu powinnam czuć się poszkodowana. Musiałam zostać z półnagim Carol'em, Charliem, który chodził po pokoju bez koszulki i Lukasem, który na wszystkich krzyczał, że mają się pośpieszyć. - powiedziała Shadow i wyszliśmy z dormitorium.
Zostało nam dwadzieścia minut śniadania przez to całe zajście. Westchnęłam i razem z przyjaciółmi udałam się do Wielkiej Sali. Dotarliśmy na odpowiedni miejsce i usiedliśmy się tak jak zawsze. Zgarnęłam szybko ze stołu płatki, który wsypałam do miski i zalałam mlekiem. Musieliśmy się pośpieszyć, nagle przypomniało mi się coś ważnego. Spojrzałam prosto przed siebie na Shadow, która nie jadła nic tylko siedziała cicho. Rzuciłam jej znaczące spojrzenie i zaczęłam jeść.
- Mam wam coś do powiedzenia. - powiedziała Shadow i wszyscy nagle spojrzeli na nią przestając jeść, tylko ja kontynuowałam posiłek niewzruszona. - No więc... Yyyhmmm...
- Po prostu to powiedz. - powiedział zniecierpliwiony Leo.
- Chodzę z Nathaniel'em. - rzekła szybko Shadow.
Carol'owi wypadł widelec z dłoni. Lukas spojrzał na swojego brata karcącym wzrokiem, który mówił ''tylko spróbuj zrobić coś nieodpowiedniego to pożałujesz''. Bliźniak oddychał głęboko, wpatrując się w Lukas'a ze sztucznym uśmiechem.
- Gratuluję. - wydusił Carol i spojrzał na Shadow.
- Szczerze gratuluję. - powiedział Lukas i kontynuował jedzenie.
- Życzę szczęścia. - rzekł Leo i zabrał się z powrotem za jedzenie.
- Mam nadzieję, że wam się uda w tym związku. - powiedział Charlie.
Po chwili niepewnym krokiem przyszedł Nathaniel.
- Hej... Shad... - zawahał się patrząc niepewnie na wszystkich dookoła. - Idziesz ze mną?
Carol już otwierał usta, ale nadepnęłam go na stopę, przez co spojrzał na mnie z wyrzutem.
- J-jasne! - powiedziała Shadow i ruszyła prosto do chłopaka.
Uśmiechnęłam się mimowolnie i odprowadziłam ich wzrokiem.
- A co to był za atak na moją stopę? - zapytał mnie Carol, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Od stołu Puchonów wybiegli Tom i Alex i skierowali się w stronę Shad i Nathaniela. Westchnęłam pod nosem i pobiegłam za nimi zatrzymując ich w odpowiedniej chwili. Chwyciłam Tom'a za skrawek szaty przy szyi, a Alex'a za ramię.
- Co robisz?! - syknął na mnie Alex. - Idziemy z Nathanielem!
- Nawet nie ważcie się im przeszkadzać. - odpowiedziałam mu także syczącym głosem. - Nathaniel i Shadow są teraz razem. Dajcie im trochę luzu...
- To z kim ja mam teraz se spacerować? - powiedział zażenowany Alex, gdy puściłam jego ramię.
- Idioto, a ja to co? - powiedział Tom i skrzyżował ramiona.
- Dobrze więc. Zrozumieliście? Nie macie im przeszkadzać!
- Jasne, mamusiu, zrozumieliśmy. - rzekł Alex i uśmiechnął się do mnie. - A ty co będziesz robić bez Shad?
- Ja... No wiesz... - zastanowiłam się przez chwilę. - Ja mogę spędzać czas z... Albusem, Scorpius'em, Carol'em, Charliem, Lukasem albo Leo.
- Mi chodzi o towarzystwo bardziej, bo ja wiem... dziewczęce?
- Nie potrzebuje dziewczyn by się dobrze bawić... - Alex spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami więc błyskawicznie dodałam. - Nie w tym sensie idioto!
Trzepnęłam go w ramię na co on syknął z bólu.
- Jak będzie ci się nudzić to możesz nas odwiedzić... No wiesz... Skoro chcesz się bawić to ''pobawimy się'' i te sprawy. - zaproponował Alex, po czym szybko dodał, a jego mina zmieniła się diametralnie. - Albo nie... Rób co chcesz... Paa!
Pociągnął Tom'a za sobą i szybko zwiał. Zdziwiło mnie jego zachowanie, ale zaraz potem zrozumiałam. Za mną stał Carol, Lukas, Charlie i Leo.
- Czemu tak wyleciałaś za nimi? - spytał się Charlie i podejrzliwie spojrzał na Alex'a, który zniknął po chwili za drzwiami Wielkiej Sali.
- Chcieli iść z Nathanielem i Shadow. Nie chcę żeby im przeszkadzali więc zrobiłam im mały wykład. - wytłumaczyłam blondynowi.
- Więc Shad nas wystawiła... - westchnął Carol kierując się w stronę wyjścia. - Ale mamy jeszcze ciebie. Zawsze coś, co nie?
Objął mnie i zaczął przyduszać.
- Taa... Bardzo się cieszę. - próbowałam wyrwać się z jego uścisku, ale nie miałam siły, ponieważ dość mocno się uczepił.  
- Carol... rozmawialiśmy o tym... - powiedział Lukas i przewrócił oczyma. - Zostaw Natie.
Carol westchnął i puścił mnie niechętnie, a ja natychmiast odskoczyłam od niego.
- Musimy iść Leo... - powiedziałam i zatrzymałam bruneta, który chciał iść dalej z kumplami.
- Leondre Devries, tylko żebyś nam jej nie ukradł jak Nathaniel ukradł Shadow. - upomniał go Carol.
- Oto się nie martw, wolę brunetki. - odpowiedział mu i ruszył razem ze mną w stronę klasy pana Slughorna, profesora od eliksirów.
- Są tam... Tylko staraj się na nich nie patrzeć... - powiedziałam i błyskawicznie się odwróciłam plecami od Nathaniela i Shadow.
- O kim mówisz?
- No o Shad! - powiedziałam zirytowana. - Zachowuj się naturalnie... Tak jakby nic się nie działo.
- Ale przecież nic się nie dzieje! - odpowiedział zażenowany i strzelił facepalma.
- Idzie tu! - rzekłam zerkając do tyłu tym razem na Albusa.
Popchnęłam Leo bliżej ściany, tak by nie wyglądało to zbyt ''podejrzanie''.
- Kto idzie? - spytał Leo i zerknął mi przez ramię.
- Albus... - szepnęłam. - Udawaj, że czekamy tu tylko aż się lekcja zacznie...
- Ale przecież właśnie to robimy Natalie... - westchnął i oparł się o ścianę, a ja nerwowo bawiłam się swoimi włosami.
Brunet zaśmiał się pod nosem patrząc jak się denerwuje. Albus minął nas i podszedł do Scorpius'a, który stał pięć metrów za nami. Odetchnęłam z ulgą, a Leo jeszcze głośniej parsknął śmiechem.
- Lubisz go. - stwierdził i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Lubić to lubię...
- Ale nie takie lubię... Mi chodzi o takie lubię, lubię... - wytłumaczył mi i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Lubię, lubię? Że ja go lubię, lubię? Nie, nie, nie... Ja go tylko lubię, nie żadne lubię, lubię... - bełkotałam pod nosem nerwowo spoglądając na Albusa dyskutującego z Scorpius'em.
- Czemu mu o tym nie powiesz? - zapytał chłopak i spojrzał na Albusa.
Oparłam się ramieniem o ścianę i spojrzałam na kolegę.
- Niby o czym mam mu mówić? Ja nic do niego nie czuję. - odpowiedziałam zakłopotana.
Leondre przewrócił oczami i uniósł brwi. Patrzył na mnie wyczekująco oraz skrzyżował obronnie ramiona.
- Obydwoje wiemy jak jest Natalie. Nie oszukuj się. - odpowiedział zniecierpliwiony. - Sama do niego podejdziesz, czy ja mam go zawołać?
- Nie ośmielisz się. - wydusiłam przez zęby.
- Albus! Hej! - zawołał Leo i pomachał mu dając znak żeby tu przyszedł.
Zaskoczona kopnęłam Leo w piszczel na co on zasyczał z bólu. Albus i Scorpius ruszyli w naszą stronę trochę niepewnie.
- Zajebiście. Zabiję cię później. - warknęłam do bruneta i szybko poprawiłam fryzurę.
- Nie ma za co... A teraz się ulatniam. - powiedział i odbiegł zanim zdążyłam go zatrzymać.
Chłopak zgarnął pod ramię Scorpius'a i odszedł kawałek dalej. Albus zdziwiony zachowaniem Leo podszedł do mnie.
- Co mu odbiło? - zapytał i spojrzał na mnie.
Złapaliśmy kontakt wzrokowy, ale już po chwili zarumieniony Albus odwrócił wzrok patrząc na bruneta i blondyna rozmawiających po cichu kawałek dalej. Dwójka chłopaków bardzo żywo gestykulowała, ale nie mogłam usłyszeć o czym oni rozmawiają.
- Pewnie mu się nudzi. - stwierdziłam znudzonym głosem.
- Słyszałem, że Shadow chodzi z Nathanielem. - powiedział Albus i znowu spojrzał mi w oczy.
- T-tak. - rzuciłam zawstydzona.
- Pozdrów ją. A teraz chodźmy do klasy, bo lekcja się zaczyna.
Albus wszedł razem ze mną do klasy, ale po chwili musiał już usiąść razem ze Scorpius'em w innej ławce. Ja natomiast skierowałam się do ławki gdzie siedział już Leondre i Shadow. Przyjaciele o czymś rozmawiali, ale zaraz po tym jak do nich podeszłam umilkli. Lekcja też jakoś była mało interesująca, znowu ważyliśmy ten sam eliksir co wczoraj. Znudzona robiłam to samo co wczoraj bez większego entuzjazmu. Od czasu do czasu coś tłumaczyłam Leondre, który kompletnie zgłupiał gdy zobaczył żabi skrzek i rogate ślimaki. Shadow radziła sobie dobrze, w końcu miała wczoraj małe korepetycje u Nathaniela. Spojrzałam na Puchona, który siedział parę ławek przed nami. On i Tom radzili sobie dobrze, zresztą nie dziwi mnie to, ale z kociołka Alex'a wydobywała się jakaś fioletowa para, która nie wyglądała zachęcająco. Parsknęłam śmiechem widząc jak chłopak próbuje coś wykombinować. W tej samej chwili spojrzał na mnie Albus, który siedział za Alex'em i uśmiechnął się do mnie. Jemu też za bardzo nie wychodził eliksir, musiał coś namieszać przy składnikach. Scorpius natomiast powoli kończył robić swój, który wyglądał perfekcyjnie.
- Może mu pomożesz? - szepnął mi do ucha głos Leo.
Podskoczyłam przerażona i o mały włos nie wylałam eliksiru.
- Sorki. Nie chciałem cię przestraszyć. - powiedział Leo i zrobił przepraszającą minę.
- Albus ma Scorpius'a, przecież on może mu pomóc. - stwierdziłam.
- No nie jestem tego taki pewien. - rzekł Leo i uśmiechnął się chytrze.
- Co znowu wykombinowałeś? - zapytałam podejrzliwie.
- Umówiłem się ze Scoprius'em... no wiesz, żeby mi pomógł z tym eliksirem. - poinformował mnie brunet i uśmiechnął się zwycięsko.
- I co chciałeś tym osiągnąć? Wiesz, że to znaczy, że obleje, bo mu nikt nie pomoże? - rzekłam patrząc na niego z politowaniem.
- Ale wiesz... Zawsze miałaś okazje mu pomóc... Miałaś wybór, pomóc lub zostawić go na pastwę losu samego... - rzekł Leo i patrzył na moją reakcję.
Westchnęłam i spojrzałam na Leo.
- Zabiję cię za to, ale pójdę mu pomóc. - stwierdziłam i udałam się do stolika Albus'a.
Scorpius akurat skończył robić swój eliksir, więc podszedł do Leo. Usiadłam się na miejscu, które opuścił Scorpius.
- Co robisz? - zapytał Albus.
- Widzę, że ci nie idzie. - powiedziałam i spojrzałam na eliksir w kociołku, który miał dość nietypowy kolor.
- A więc co w związku z tym? - spytał i uśmiechnął się do mnie.
Zarumieniłam się, ale kontynuowałam rozmowę.
- A to, że zlituję się nad tobą i pomogę zrobić ci ten eliksir. - powiedziałam i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Czuję się zaszczycony tym, że panna Hill mi pomaga. - Albus zaczął się ze mną droczyć. - A więc co pani radzi żebym zrobił najpierw?
- Najpierw to ja ci radzę wylać to świństwo na parę sklątek tylnowybuchowych, to chyba je załatwi raz dwa... - zażartowałam i wyjęłam różdżkę z kieszeni szaty. - Chłoszczyść!
Kociołek znowu był pusty i mogliśmy zacząć od początku.
- Najpierw trzeba dodać włos, pochodzący ze swojej głowy. - powiedziałam i czekałam aż wyrwie sobie jeden ze swoich czarnych włosów.
- Dobrze, a teraz? - zapytał i wrzucił na dno kociołka swój włos.
- Zalej to wodą. - powiedziałam i wskazałam mu dzbanek wody. - Teraz podgrzej kociołek i poczekaj trzydzieści sekund.
Zrobił to co kazałam, a po trzydziestu sekundach woda przestała się gotować. Spojrzał na mnie wyczekująco.
- Weź ten słoik z rogatymi ślimakami.
- Mam go. I co teraz?
- Pokrój je i wrzuć do kociołka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się patrząc jak wyciąga język z obrzydzeniem. - Ty pewnie wrzuciłeś je całe, co nie?
- No bo komu by się chciało je kroić? - zapytał mnie i wyciągnął ślimaka ze słoika, po czym zaczął go równo kroić na trzy części.
- Uczniowi, który chce dostać Wybitny z Eliksirów. No dalej... Przyłóż się... - pośpieszałam go, ale on nadal kroił je swoim tempem.
Gdy wreszcie pokroił trzy rogate ślimaki i wrzucił je do kociołka, zabrał się za mieszanie.
- Nie tak! - powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
Była to bardzo niezręczna chwila. Spojrzałam na chłopaka, a on się tylko do mnie uśmiechnął.
- To jak mam to zrobić? - zapytał spoglądając na mnie.
- Delikatniej i w drugą stronę, w przeciwną stronę od wskazówek zegara... - wytłumaczyłam mu i puściłam jego dłoń.
Zaczął powoli, delikatnie mieszać, tak jak mu powiedziałam. Po upływie dwóch minut przestał.
- Teraz garść żabiego skrzeku. - powiedziałam i podałam mu odpowiedni słoik.
Albus zrobił co musiał, pomieszał przez następne dwie minuty, tym razem zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
- Pięć skarabeuszy.
Chłopak wrzucił pięć skarabeuszy do kociołka.
- Teraz trzeba mieszać przez pięć minut, delikatnie zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po tej czynności od razu trzeba dodać muchy siatkoskrzydłe i będzie koniec. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jest tylko mały problem... Nie mamy much siatkoskrzydłych. - powiedział Albus. - Pójdę popytać resztę czy ma...
- Nie! Ty tu zostań i mieszaj eliksir, ja się przejdę poszukać much. - powiedziałam i po kolei podchodziłam do każdego stolika pytając się o muchy siatkoskrzydłe.
Nikt ich nie miał, ponieważ każdy otrzymał tylko jedną porcję. Westchnęłam zrezygnowana i zaczęłam się rozglądać. W końcu ujrzałam to co chciałam ujrzeć - słoik much siatkoskrzydłych, stojący na stoliku Nerona. Zostały dwie minuty do dodania kolejnego składniku, więc musiałam działać. Podeszłam szybko do Nerona.
- Hej Neron. - przywitałam się, a ten spojrzał na mnie zaciekawiony. - Potrzebuję trochę much siatkoskrzydłych... Mogę od ciebie pożyczyć?
- Od kiedy jesteśmy na ty, Hill? - zapytał podejrzliwie i wstał.
- Pożyczysz ten słoik, czy nie? - zapytałam, a dobrze wiedziałam, że jest coraz mniej czasu.
- Kupiłem go na Pokątnej, tak żeby mieć na zapas, więc jest mój. Rozumiesz? MÓJ. - syknął na mnie i podszedł bliżej.
- Ale ja mogę ci oddać kasę... Przecież o tym wiesz! - powiedziałam i cofnęłam się do tyłu.
- Dasz mi pięć sykli, a teraz bierz ten słoik. - powiedział z uśmiechem Neron i wetknął mi słoik z muchami siatkoskrzydłymi do rąk.
Otworzyłam zaskoczona buzię. PIĘĆ SYKLI?!
- Z-za drogo! - stwierdziłam uparcie.
- Za późno! - powiedział i uśmiechnął się zwycięsko.
Zgarnęłam słoik i podeszłam do Albusa w ostatniej chwili. Wrzuciłam do kociołka tyle much ile było trzeba i oddałam słoik Neronowi. Nie miałam zamiaru mu dawać pięciu sykli za takie coś co nie było nawet warte złamanego knuta. Zamierzałam od niego błyskawicznie odejść, ale zdążył chwycić mnie za ramię.
- Teraz kasa. - powiedział wyczekująco i kurczowo trzymał mnie za ramię.
- Taka garść much nie jest warta nawet kunta. - odpowiedziałam mu wojowniczo.
- Co żeś powiedziała? - zapytał Neron i szarpnął mnie za ramię.
Spojrzałam za siebie, nikt nawet na nas nie patrzył. Nauczyciel tłumaczył coś jakimś Puchonom, Albus i Scorpius rozmawiali ze sobą, Shad i Leo tak samo.
- Puść mnie! - powiedziałam i próbowałam mu się wyrwać.
- Najpierw dawaj kasę. - powiedział zdecydowanie.
- Nie! Nawet kasy przy sobie nie mam! - warknęłam na niego dostatecznie głośno, że zwróciłam na siebie uwagę Tom'a i Alex'a.
- No to mamy problem. - szepnął mi do ucha.
- Hej! - zawołał Alex.
- Zostaw ją. - powiedział Tom i spojrzał na Slughorna. - Panie profesorze!
Slughorn okręcił się i spojrzał na nich, a po chwili na mnie i Nerona. Cała klasa nagle zdała sobie sprawę z tego co się stało.
- Co tu się dzieje? - zapytał Slughorn i spojrzał na nas.
- Zabrała mi bez pytania słoik z muchami siatkoskrzydłymi!
- Nie prawda! Sam mi go dał!
- Ale ona nie chce mi teraz za to zapłacić!
- Ale pięć sykli to za dużo!
- SPOKÓJ! - krzyknął Slughorn i spojrzał groźnie na Neron'a. - Davis! Pięć sykli za garść much?! To nawet knuta nie jest warte!
Spojrzałam na niego zwycięsko. Neron puścił mnie błyskawicznie, więc odeszłam szybko, gdy Slughorn robił mu wykład.
- Coś ci zrobił? - zapytała Shadow i spojrzała na moje ramię, które sobie rozcierałam.
- Nic mi nie zrobił. - powiedziałam i usiadłam się na swoim miejscu z lewej strony Leo.
- Jak tam z Albusem? - zapytał mnie brunet gdy usiadłam się na krześle.
- Jest okej. A jak tam ze Scorpius'em? - zapytałam uśmiechając się do niego drwiąco.
- Haha, bardzo śmieszne. Scorpius załamał się psychicznie gdy nie chciałem pokroić rogatych ślimaków. - odpowiedział mi.
- A ja widziałam coś ciekawego... - odezwała się Shadow. - Widziałam jak pomagałaś mu mieszać eliksir.
Shad uśmiechnęła się i poruszyła zabawnie brwiami. Leo spojrzał na mnie tak samo jak Shad i zaczął coś bredzić o tym, że trzeba wymyślić nazwę ''tej pary'', czyli mnie i Albusa.
- Może Natus? - zaproponowała Shad.
- Nie... Alie? Altalie? Albalie? Nataus? Natabus? - wymieniał Leondre, po czym na końcu stwierdził, że najbardziej pasuje to co powiedziała Shadow.
- Może się wreszcie zamkniecie? - zapytałam gdy skończyła się lekcja i wychodziliśmy na przerwę.
- Nie. - odpowiedzieli równocześnie.
- Co tam u Margaret? - zapytałam Leo, na co on się zarumienił.
- Ugh. Przestań. - rzekł brunet.
- Kiedy z nią ostatnio rozmawiałeś? - zapytała Shad, która też wkręciła się w ''męczenie Leo''.
- Wczoraj. - odpowiedział jej krótko.
- I o czym rozmawialiście? - zapytałam ciekawa.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedział mi uparcie.
- Więc jest coś na rzeczy, skoro to ''nie nasza sprawa''. - stwierdziłam, a on przewrócił oczyma.
Teraz ja miałam Starożytne Runy, a Shad i Leo mieli wolną godzinę. Odprowadzili mnie pod klasę i pożegnali się ze mną. Na Starożytne Runy chodziło bardzo mało osób z naszej klasy. Tylko ja, Mike, Oliver, Rose, Scoprius, Neron, Tom, Nathaniel, Olivia i Roxanne (dwie Krukonki). Siedziałam obok Rose Granger-Weasley, bo ją najlepiej znam i w końcu dzielę z nią dormitorium. Wyciągnęłam podręcznik, wypracowanie, które robiłam w niedziele i buteleczkę atramentu wraz z piórem. Rozłożyłam to wszystko na ławce i czekałam aż przyjdzie profesor Amaranth. Klasa siedziała wyjątkowo spokojnie, jedynymi osobami, które rozmawiały to Oliver, Mike i Neron, który usilnie chciał zacząć rozmowę ze Scorpius'em, tyle, że blondyn nie miał ochoty z nim rozmawiać. Lekcja również była nudna i męcząca. Nie mogłam się skupić na niczym. Gdy wreszcie lekcja się skończyła poszłam na lunch do Wielkiej Sali. Usiadłam się tam gdzie zawsze i zaczęłam jeść kanapki z serem.
- Jestem zmęczooony. - jęknął Carol i oparł się całym sobą na moim ramieniu.
Zaczęłam się przechylać w drugą stronę, co jak co, ale Carol był ode mnie większy i o wiele cięższy.
- Ogarnij się. - syknęłam i próbowałam siebie i jego przywrócić do pionu.
Carol usiadł się normalnie i położył łokieć na stole. Ziewnął i oparł swój podbródek o dłoń patrząc z przymrużonymi ze zmęczenia oczami na Lukasa jedzącego hamburgera.
- Mam dość nauki. - jęknął znowu.
Lukas przewrócił oczyma i kontynuował posiłek. Charlie za bardzo nie zwracał na nas uwagi, tylko spoglądał na pewną Krukonkę. Westchnęłam i pstryknęłam mu palcami przed nosem.
- C-co? - zapytał zdezorientowany i spojrzał na mnie rozkojarzonym wzrokiem.
- Porozmawiaj z nią. - powiedziałam i wzięłam kolejnego gryza swojej kanapki.
- Ale... ale ja nie mogę! - jęknął i zaczął wymachiwać nerwowo rękoma.
- Czemu? - zapytał Leo i spojrzał na Chloe. - Brak ci odwagi Gryfonie?
- J-ja jestem nieśmiały jeśli chodzi o... dziewczyny. - powiedział szeptem rozglądając się czy nikt nas nie podsłuchuje.
-  Nieśmiały?! - zaśmiał się Carol, a ja sprzedałam mu z łokcia w żebra.
- Zachowuj się! - syknęłam na niego. - To bardzo poważna sprawa. Skoro Charliemu się ona podoba i boi się zagadać to powinniśmy mu pomóc... A nie jak idiota śmiać się z jego problemu.
Carol spojrzał na mnie z obrażoną miną, ale nie zaśmiał się już więcej.
- Co mam zrobić? - zapytał błagalnie Charlie. - Bardzo mi się podoba, zależy mi na niej... Boję się, że ktoś mi ją zabierze, że ktoś będzie ode mnie szybszy albo lepszy.
Spojrzałam na blondyna i uśmiechnęłam się mimowolnie. To bardzo urocze jak chłopakowi aż tak zależy. Boi się, że ktoś może ją zabrać mu sprzed nosa i stara się za wszelką cenę coś zrobić i zadziałać. Okej, ocknij się Natalie. Zastanowiłam się przez chwilę, a blondyn patrzył na mnie z wyczekującą miną.
- Na pewno nie staraj się udawać jakiegoś pewnego siebie gościa, na przykład jak Carol. - powiedziałam, a Carol spojrzał na mnie obrażony. - Coś wtedy może nie wypalić.
- Chloe mi wygląda na wyrozumiałą dziewczynę. - stwierdziła Shadow. - Na pewno cię nie wyśmieje.
- Właśnie. - potwierdziłam i kontynuowałam. - Niektóre dziewczyny lubią nieśmiałych chłopaków... Ale skoro ci tak bardzo zależy, to przede wszystkim: nie martw się!
- To co będzie to będzie, ale myśl pozytywnie! - dodała Shadow.
- Chloe zrozumie się stuprocentowo. Jest mądrą, wyrozumiałą, zabawną i miłą osobą. Nie masz się o co bać, jeśli jest tą jedyną, to się na pewno uda. - zakończyłam dumnie.
- Skąd wiesz, że jest taka dobra? - zapytał się Carol z drwiącym uśmiechem.
- Ja po prostu dobrze patrze z oczu. - odpowiedziałam mu i uśmiechnęłam się do niego zwycięsko.
- Rozumiem... - rzekł i skrzyżował ramiona również się uśmiechając.
- Ale czekajcie... - przerwał nam Charlie. - Ja chcę z nią porozmawiać w cztery oczy, a nie gdy jakaś jej przyjaciółka będzie mi dyszeć w kark wsłuchując się w każde moje słowo... Kiedy i gdzie mogę ją znaleźć samą?
- W łazience. - odpowiedział Carol. - A właściwie to nie... Tam też chodzą razem.
- Serio się pytam. - rzekł zażenowany Charlie.
- Mam pomysł. - powiedziałam po chwili namysłu.
- Dawaj. - zachęcił mnie Charlie.
- Może by tak zająć czymś resztę jej koleżanek? - powiedziałam jakby to było oczywiste. - Ej, Lukas, kiedy macie spotkania prefektów?
Jak wszyscy dobrze wiemy Lukas został prefektem (link <--- jeśli ktoś nie wie kto to jest).
- Zazwyczaj w niedziele lub soboty, ale tak raz w miesiącu. - odpowiedział nam błyskawicznie.
Sama bardzo chciałabym zostać prefektem. Jest to odpowiedzialna posada na którą trzeba zasłużyć.
- A co mają z tym wspólnego prefekci? - zapytał Carol i prychnął.
- A to, że jej przyjaciółka jest prefektem. - odpowiedziałam mu przewracając oczami.
- Dobra nie ważne. - odpowiedział obrażony.
Po lunchu postanowiliśmy wyjść z Wielkiej Sali i udać się z powrotem na kolejną lekcję. Charlie, Shadow i ja szliśmy na początku, bliźniacy tuż za nami. Przy wyjściu Charlie nagle szarpnął nas za ramię. Kawałek dalej stała Chloe, sama Chloe, bez żadnej koleżanki. Prawie podskoczyłam, sama nie wiem czy ze szczęścia, czy z zaskoczenia.
- Idę do niej. Teraz albo nigdy! - stwierdził Charlie i ruszył w stronę Chloe pewnym krokiem.
- Nie! Czekaj! - zawołałam za nim półszeptem, a Shadow go zatrzymała.
- Co?
Shad poprawiła mu szatę, koszulę, krawat i włosy, a ja w tym czasie wyczarowałam mu bukiet kwiatów. Dość długo się zastanawiałam nad wyborem, ponieważ kwiaty, jak każdy wie, mają swoje znaczenia. Na końcu wyczarowałam bukiet składający się z białego bzu, chryzantemów czerwonych i konwalii. Biały bez mówi ,,myślę wciąż o Tobie'' i symbolizuje młodzieńczą niewinność. Chryzantema czerwona mówi ,,bądź moją miłością''. Natomiast konwalia mówi ,,pragnę cię uszczęśliwić'' oraz symbolizuje tkliwość. Westchnęłam uradowana i wręczyłam mu bukiet kwiatów w ukryciu. Chloe czytała jakąś książkę, więc nie zwracała uwagi na to co się dzieje dookoła niej. Charlie zawahał się przez chwilę gdy był już całkowicie przygotowany, więc popchnęłam go na zachętę. Podszedł do Chloe nieśmiałym krokiem, a my ustawiliśmy się przy ścianie i staraliśmy się zachowywać normalnie. Blondynka spojrzała w stronę Charliego i uśmiechnęła się z lekko otwartymi ze zdumienia oczami. Charlie także się uśmiechnął do dziewczyny. Spojrzałam na nich i cieszyłam się ich szczęściem.
- Pff, to tylko bukiet kwiatów. - prychnął pod nosem Carol.
- Zamknij się. - warknęła Shadow, a ja spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
Carol wyciągnął ręce przed siebie w obronnym geście i w ciszy obserwował swojego przyjaciela.
- To dla mnie? - spytała zaskoczona Chloe.
- Nie, kurwa, dla mnie. - prychnął pod nosem znowu Carol, na szczęście cicho.
Lukas przytkał mu usta rękom, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- T-tak. - powiedział nieśmiało Charlie, a Chloe uśmiechnęła się odsłaniając swoje białe zęby.
- Jak ja się cieszę jego szczęściem. - szepnęłam.
- Cichooo. - syknęła Shadow.
Carol próbował coś powiedzieć, ale zatkane usta przez rękę Lukasa utrudniały mu wydobycie jakiegokolwiek słowa. Charlie wręczył kwiaty Chloe, a my w napięciu czekaliśmy, aż wreszcie powie co do niej czuje.
- Chloe... Od dawna czułem do ciebie coś więcej, niż przyjaźń... Kocham cię, czy zostaniesz moją dziewczyną? - wypowiedział, a ja i Shadow wstrzymaliśmy oddech.
Chwyciłam jedną ręką ramię Shad, a drugą ręką ramię Carol'a. Staliśmy tak w milczeniu, aż Chloe odzyskała mowę.
- Ja nie wiem... Też cię kocham... Chyba... - jąkała się, a ja jeszcze bardziej zacisnęłam ręce na ramionach przyjaciół. - Na pewno! Tak! Chcę zostać twoją dziewczyną!
Chloe rzuciła się w objęcia Charliego i stali tak przez kilka minut. To było piękne, nie mogłam przestać na nich patrzeć. Oczy zaszkliły mi się trochę, byłam strasznie wzruszona. Byłam w stanie przytulić się teraz nawet do Carol'a, ale darowałam to sobie. Charlie i Chloe ruszyli w swoją stronę, a my zostaliśmy pod Wielką Salą.
- Więc nas zostawił. - stwierdził Carol, gdy Lukas zabrał rękę z jego ust.
- Fuuuj. Ośliniłeś mnie! - warknął na swojego brata, Lukas.
- Takie życie.

---
Pozdrawiam,
mam nadzieję, że się podoba,
xXNatalie

niedziela, 23 października 2016

Rozdział 19.

*perspektywa Lukasa*
Wracałem z chłopakami z lekcji Obrony Przed Czarną Magią. Nie powiem, byłem z siebie dumny. Jako jeden z pierwszych wyczarowałem swojego patronusa. Jestem też mile zaskoczony swoim bratem, który nareszcie robił na lekcji coś oprócz przeszkadzania (na spółkę z Jamesem), dogryzania wszystkim i gadania. Nawet jemu udało się wyczarować patronusa. Doszliśmy do Pokoju Wspólnego i od razu skierowałem się do dormitorium. Odłożyłem niepotrzebne rzeczy i wziąłem książę od zaklęć. Zamknąłem swój kufer i skierowałem się z powrotem do Pokoju Wspólnego.
- No nie udawaj, widziałem jak się na nią patrzysz. - schodząc ze schodów usłyszałem głos mojego brata. Ciekawe na kogo się znowu uwziął. Ignorując go zupełnie usiadłem w fotelu i otworzyłem książkę na tym, co aktualnie przerabiamy. Jednak nie dane mi było doczytać ten rozdział po chwili Carol lub Charlie, nie wiem dokładnie który, wytrącił mi z ręki książkę. No, bo przecież nie można rozwiązać konfliktu słownie, tylko trzeba się zacząć szarpać. Zrezygnowany poniosłem książkę i poszedłem w stronę dormitorium, by tam w spokoju ją doczytać.

*perspektywa Shadow*
Właśnie skończyła się lekcja eliksirów. Zgarnęłam swoją książkę i notatki do torby, wychodząc myślałam o dzisiejszej lekcji. Mam trudności z przyrządzeniem tego eliksiru. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam kiedy podszedł do mnie Nathaniel.
- Ej, Shad! Shadow mówię do ciebie! - chłopak potrząsnął moim ramieniem.
- Sorki, zamyśliłam się. - przeniosłam wzrok na niego
- Co, eliksiry komuś nie idą? - zaśmiał się cicho
- A żebyś wiedział. - przytaknęłam
Chłopak zaproponował, że może mi pomóc, na co ja przystałam z ochotą. Nie żeby coś, ale jakoś tak lubiłam przebywać w jego towarzystwie. Ten uroczy uśmiech i czekoladowe oczy, brązowe włosy, które nigdy nie chcą my się ułożyć... Nie, stop Shad! Za chwilę będziesz zmuszona, tu przy wszystkich dać sobie w twarz. Pożegnałam się z Nathanielem i poszłam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Chciałam niezauważona przejść przez pomieszczenie, jednak nie udało mi się to.
- Hej Shad, jak tam lekcje? - spytał Carol.
Od kiedy interesują cię przedmioty szkolne? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- Może od czasu kiedy siedzisz na nich z tymi puchonami, a Natalie ze ślizgonami. - powiedział pretensjonalnie
- A może po prostu jesteś zazdrosny, co? - wtrącił się Leo, który nie wiadomo skąd pojawił się pokoju
- Serio, nawet ty przeciwko mnie. - Carol zrobił minę obrażonego dziecka - I dla waszej informacji nie jestem zazdrosny!
Korzystając z okazji, że się kłócą i robią zamieszanie poszłam do swojego dormitorium. Rzuciłam torbę z książkami na łóżko i otworzyłam kufer. Wyciągnęłam z niego outfit i poszłam do łazienki się przebrać. Włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Wyszłam z łazienki, szatę i mundurek schowałam do kufra, który następnie delikatnie zamknęłam. Wyszłam z dormitorium i udałam się w kierunku wyjścia za portretem. Nie dane mi było jednak wyjść, ponieważ ktoś chwycił mnie za nadgarstek.
- Gdzie idziesz pani Black? - spytał, a ja wiedziałam, że to nie kto inny tylko Carol
- Po pierwsze nie mów do mnie pani, bo czuję się staro. A tak w ogóle to idę na umówione spotkanie. - powiedziałam nieco wkurzona
- A z kim? - no super, kolejne pytanie
- A co cię to?! Nie jesteś moim ojcem więc nie będę ci się spowiadać z kim i gdzie idę. - kiedy to mówiłam myślałam, że wydrapię mu oczy - A, i puść mnie!
- Spokojnie Shadow, puszczę cię jak mi powiesz z kim idziesz. - uśmiechnął się w ten swój idiotyczny sposób.
Tja, chciałby. Nie musi wiedzieć wszystkiego. Wkurzył mnie już nieźle, więc byłam w stanie sprzedać mu nawet z pięści w nos. Zaczęłam się szarpać, jednak to nic nie dało, a on stał i gapił się na mnie jak na idiotkę. W końcu nie wytrzymałam i mocno uszczypnęłam chłopaka w rękę, którą mnie trzymał. Korzystając z tego, że rozluźnił uścisk wyrwałam mu się i uciekłam z pokoju. Skręciłam w odpowiedni korytarz i zwolniłam. Szłam już teraz spokojnie w stronę wejścia do Pokoju Wspólnego Hufflepuff, przed którym czekał na mnie Nathaniel. Podeszłam do niego i razem weszliśmy do środka.

*perspektywa Natalie*
Szłam w kierunku  Pokoju Wspólnego Gryffindoru mijając się z Shadow, która gdzieś biegła. Wyglądała jakby przed kimś uciekała. Ciekawe który debil ją goni??? Zakładam, że Carol... No ale ok. Weszłam przez dziurę za portretem, gdzie natychmiast wyrósł przede mną Carol.
- Gdzie ona jest?
- Ale o co ci chodzi? - spytałam próbując go obejść jednak on zagrodził mi drogę
- Nie udawaj niewiniątka! Gdzie jest Shadow? - prawie na mnie krzyknął
- Nie wiem. - odparłam
- Tak, jasne...
- Dobra Carol wyluzuj... - powiedział Lukas schodząc ze schodów - Ona ci nic nie zrobiła. Opanuj swoją chorą zazdrość. Dziewczyny nie są tylko twoje, chociaż dobrze znamy twoje zdanie. Każda z nich ma swoje własne życie towarzyskie, tak jak zresztą każdy z nas. Więc proszę zachowuj się.
- A kim ty jesteś, że mówisz mi jak mam się zachować?! - Carol odwrócił się w stronę brata, a ja wykorzystałam sytuacje i uciekłam chłopakowi.
- Ja jestem twoim bratem i wstyd mi za ciebie w tej chwili. - odparł spokojnie Lukas siadając w fotelu. Na kanapie siedzieli już Charlie, Leo i James.

*perspektywa Shadow*
Siedziałam z Nathanielem w dormitorium, które dzielił z Alex'em, Tom'em i jakimiś dwoma innymi puchonami. Chłopak wyciągnął książkę i otworzył na odpowiedniej stronie. Zaczął mi tłumaczyć jakie składniki i w jakich ilościach powinny być dodane do Eliksiru Zmieniającego Kolor Włosów aby zadziałał. Siedziałam na przeciw chłopaka i w skupieniu słuchałam go, cały czas na niego patrząc. Chłopak podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się ukazując swoje śnieżnobiałe zęby. Jejku jak on słodko wygląda kiedy się uśmiecha. Mogłabym tak niego patrzeć całymi dniami. Ja cie, o czym ja myślę... Co ten chłopak ze mną robi. Dopiero teraz zauważyłam, że wgapiam się w niego jak w obrazek. Szybko spuściłam głowę, a moje policzki oblały się rumieńcem. Na moje nieszczęście nie miała ze sobą peleryny. Ugh, ja to zawsze wiem kiedy jej nie wziąć.
- Shad, wiem że jestem zabójczo przystojny i mądry... - zaśmiał się
- Zapomniałeś jeszcze dodać, że bardzo skromny. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem, no nie powiem jest bardzo przystojny. Ja...nie...to...nie...bo...to...niemożliwe... A może jednak? Nie, ja się chyba zakochałam... Nie wierzę...(od autorki: to uwierz xD) Chłopak przysunął się bliżej mnie. Moje serce zaczęło bić mocniej. Jego twarz była coraz bliżej mojej, dzieliły je tylko milimetry. Nathaniel przysunął się jeszcze bliżej i złączył nasze usta. Mmmm... Ten pocałunek był taki przyjemny, przez tego chłopaka zapomniałam o całym świecie. Nie liczyło się nic oprócz nas. Nagle drzwi od dormitorium otworzyły się, a stał w nich nie kto inny tylko Alex. Ja i Nathaniel oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni.
- Ej no stary, mogłeś powiedzieć, że wy tu ten no... To bym nie przyszedł. - bronił się blondyn, który podszedł do swojego kufra i wyciągnął książkę. No właśnie, Alex sięgnął po książkę. Na Merlina, co się tu dzieje?!
- To ja już idę i zostawiam was SAMYCH. - Alex podkreślił ostatnie słowo i zrobił minę pedofila. Ja go chyba uduszę. Blondyn wyszedł, a ja zostałam z szatynem. Nastała niezręczna cisza. Żadne z nas nie wracało do tego co wydarzyło się przed wejściem Alex'a.
- To ja może już pójdę. - zaczęłam
- Jeśli chcesz mogę cię odprowadzić. - powiedział z nadzieją. Wstaliśmy więc i udaliśmy się w drogę do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Droga minęła nam przyjemnie i szybko. Całą drogę rozmawialiśmy. Przed wejściem do pokoju zatrzymałam się jeszcze i przytuliłam chłopaka. Staliśmy tak chwilę. W pewnym momencie chłopak odsunął się trochę i chwycił moje dłonie. Podniosłam swoje oczy na niego.
- Czy ty, Shadow, zostaniesz moją dziewczyną? - to pytanie mnie zszokowało.
- Ja...tak! - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek na pożegnanie, po czym weszłam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Cała rozanielona przeszłam przez sam środek pokoju, jednak chłopaki byli czymś tak zajęci, że mnie nawet nie zauważyli. Może to i lepiej. Weszłam do dormitorium i wzięłam swoją pidżamę z kufra. Podreptałam z nią do łazienki. Wzięłam ciepłą kąpiel i ubrałam piżamkę. Gotowa poszłam z powrotem do dormitorium, gdzie zastałam Natalie. Opowiedziałam jej dokładnie o wszystkim, w końcu to moja BFF. Dziewczyna pogratulowała mi, cieszyła się razem ze mną. Natalie poszła się myć, a ja położyłam się w moim ciepłym łóżku i przykryłam kołdrą. Super, jutro zapewne dowiedzą się chłopacy, o ile wcześniej nie poinformował ich Alex. Jejku, cały czas cieszę się jak głupia. Ja, Shadow Lisa Black, chodzę z Nathaniel'em. Z tą myślą zasnęłam.

***** 
To tyle ode mnie. Mam nadzieje, że się podoba.
Komentujcie!!!
Niebieska Panda :*
(tak się teraz będę podpisywać xD)
Pozdro dla Natalie, która to wymyśliła. 
<3 <3 <3


poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 18.

*rano następnego dnia, niedziela, perspektywa Natalie*
Spałam wyjątkowo długo, jak na siebie. Zwykle budziłam się około siódmej lub szóstej, ale dzisiaj było zupełnie inaczej. Swoje zaspane oczy otworzyłam dopiero koło jedenastej, Shadow jeszcze spała, a reszty dziewczyn już nie było w dormitorium. Leniwie zwlekłam się z łóżka i ziewnęłam. W nocy mimo strasznego przemęczenia przez ten głupi szlaban, myślałam o tym co powiedziała Mary. ''Będziesz miała przechlapane jak rodzice dowiedzą się o szlabanie''.. czy ona planowała im to powiedzieć? Coraz mniej ją rozumiem! Jednego dnia jest super miła i pomaga mi, rozmawia ze mną jak siostra z siostrą, a następnego dnia jest zdolna powiedzieć o wszystkim rodzicom. Otworzyłam delikatnie kufer i wyciągnęłam z niego luźne dresy, białą bluzkę z krótkim rękawem oraz szarą bluzę z kapturem. Dzisiaj niedziela więc nawet nie starałam się wyglądać elegancko, luźna bluza i spodnie mi wystarczą, i tak nie mam zamiaru nigdzie wyjść w to zimno. Powolnym krokiem skręciłam do łazienki i zamknęłam się w niej, tak na wszelki wypadek. Postanowiłam wejść pod prysznic, w końcu musiałam się jakoś ocucić, a prysznic to idealne rozwiązanie. Po wykonaniu tej czynności ubrałam się i umyłam zęby. Później zadecydowałam się uczesać. Zrobiłam jednego warkocza z boku a resztę włosów zostawiłam rozpuszczonych, trochę w nieładzie. Uznałam, że nawet dobrze to wygląda. Gdy wreszcie uszykowana wyszłam z toalety, było wpół do dwunastej. Czyli śniadanie mamy z głowy... Podeszłam powoli do kufra, włożyłam do niego piżamę, a następnie powoli podeszłam do Shadow i zabrałam jej kołdrę. Skutek był natychmiastowy.
- Co robisz...? - syknęła niewyspana i wtuliła się w poduszkę.
- Budzę cię. Jest wpół do dwunastej, już dawno po śniadaniu...
- Cooo? Po śniadaniu? Jestem taaakaaa głodna... Wczoraj nie jedliśmy nawet kolacji, a dzisiaj okrutny los odbiera nam śniadanie? Co za życie... - narzekała, ale nadal nie ruszyła się z miejsca.
Zrezygnowana zaczęłam szarpać jej poduszkę co skończyło się na tym, że wylądowałam na podłodze, a Shadow nareszcie postanowiła wstać. Podniosłam się z podłogi i rzuciłam poduszkę na jej łóżko. Niebieskowłosa podeszła lekko zgarbiona do kufra i po kilku minutach poszukiwań odnalazła swój zestaw. Westchnęłam patrząc jak wolno jej to wszystko idzie, ona w zamian pokazała mi tylko język i weszła do łazienki. Postanowiłam po chwili pościelić łóżko. Poprawiłam prześcieradło, które jak zwykle podwinęło się do góry, przetrzepałam poduszkę, która teraz wydawała się jeszcze miększa niż wcześniej a na koniec złożyłam kołdrę na pół. Z łazienki dobiegł mi do uszu szum wody, więc stwierdziłam, że Shadow wpadła na ten sam pomysł co ja, by wejść pod prysznic. Skoro będzie tam dłużej siedzieć to postanowiłam jej także pościelić łóżko. Powtórzyłam wszystkie czynności i po chwili znudzona wyciągnęłam kawałek pergaminu i książkę by dokończyć wypracowanie na Starożytne Runy. Otworzyłam książkę na odpowiedniej stronie i zaczęłam kreślić znaki od Fehu do Teiwaz po Dagaz kończąc. Wielu czarodziejów uważa, że Runy są trudne, ale wcale takie nie są, wystarczy tylko zapamiętać te znaki i ich nazwy oraz znaczenia. A to nic wielkiego. Shadow tak gwałtownie wyszła z łazienki i trzasnęła drzwiami, że Isa zmieniła się w Laguz.
- Chodźmy! Leo i reszta pewnie już dawno są na nogach. - stwierdziła Shadow i usiadła się na dopiero co pościelonym łóżku.
- Wątpię, ale skoro chcesz... - powiedziałam i odłożyłam swoje zadanie domowe na kufer, wzięłam na ręce Cherry i zeszłam z nią na dół po schodach.
Faktycznie, chłopacy byli już na dole i siedzieli jak zwykle na kanapie przy kominku.
- Hej dziewczyny! - przywitał się Charlie, który jako pierwszy nas zauważył.
- Hej księżniczki. - powiedział Carol i uśmiechnął się do nas. - A teraz...
- Wyjaśnijcie co wczoraj robiliście? Gdzie tak wam się śpieszyło? - zapytał Leondre i spojrzał na nas zainteresowany.
- To długa historia. - powiedziała Shadow i usiadła się obok niego, a ja zajęłam miejsce w fotelu kładąc sobie Cherry na kolana.
- A my mamy czas. - powiedział Leo i skrzyżował ramiona.
- Dostałyśmy szlaban skoro jesteś taki ciekawski. - odpowiedziała Shadow i również skrzyżowała ramiona.
- Cooo?! Wy? Wy szlaban?! - zapytał zszokowany Carol i przez chwilę udawał bardzo poważnego.
- Nie tylko my. - warknęłam oburzona.
Nie dość, że dostałyśmy niesłusznie szlaban to teraz Carol będzie sobie z tego żartował.
- A kto jeszcze? - spytał Charlie i zmarszczył brwi.
- Emmm... - zacięłam się.
Po co to mówiłam, karciłam się w myślach. Nadal głaskałam Cherry i unikałam wzroku przyjaciół.
- A więc tak. - uśmiechnął się Leo. - Niech zgadnę... Albus, Scorpius, Nathaniel, Alex i Tom?
-T-tak. - odpowiedziałam i pogłaskałam chihuahue po pyszczku.
- Prawie dobrze, tylko, że aby Tom'a nie było z nami. - odezwała się Shadow.
- Co wy razem robiliście, że dostaliście szlaban? - zapytał zszokowany Leo i uśmiechnął się.
- Nic! To wszystko przez Irytka! - warknęła Shadow i popchnęła bruneta. - Ogarnij się! Przestań się śmiaaać!
Leondre tylko głośniej wybuchnął śmiechem widząc jak ją to zdenerwowało. Po tym krótkim ataku niekontrolowanego śmiechu, Leo uśmiechnął się głupkowato.
- Jesteś pewna, że nic nie robiliście z nimi? Następnym razem weźcie mnie ze sobą, z chęcią się z wami... przejdę na spacer. - stwierdził przez co oberwał ode mnie i od Shadow dwiema poduszkami.
Leondre nie był nam dłużny, uderzył Shadow poduszką, a drugą rzucił mocno w moją twarz. Chihuahua podskoczyła przerażona i zaczęła mnie lizać po twarzy zaraz po tym jak odłożyłam poduszkę na podłogę. Cherry spojrzała swoimi ciemnymi, dużymi oczyma na Leo po czym wyszczerzyła kły i zaczęła na niego warczeć.
- Oooo... Słodka Cherry broni swojej pani? - powiedział Leo i uśmiechnął się patrząc na uroczą ale i zarazem groźną suczkę.
Chihuahua szczeknęła piskliwie i rzuciła się w jego stronę. Brunet wstał gwałtownie i tracąc równowagę przewrócił się przez oparcie kanapy z głośnym hukiem lądując na podłodze. Carol, Charlie, Lukas, Shadow i ja wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem, a Cherry powędrowała do swojej pani z wysoko uniesionym ogonem dumna z tego co przed chwilą zrobiła.
- Leoś boi się słodkiej Cherry? Przecież to tylko mała chihuahua... - powiedziałam i spojrzałam na niego podnoszącego się z podłogi, reszta nadal się głośno śmiała.
Chłopak spojrzał na Cherry morderczym wzrokiem, a po chwili przekierował wzrok na mnie i uśmiechnął się.
- Policzę się z tobą kiedy tego platynowego stworzenia z tobą nie będzie. - rzekł i mrugnął do mnie.
- Taa, jasne. - powiedziałam i pocałowałam chihuahue w pyszczek.
- Mówię ci, dobrałaś się z tym psem. - stwierdził Carol i zrobił zamyśloną minę. - Obydwie jesteście jednocześnie groźne, agresywne, potraficie bronić innych ale jednocześnie jesteście jednymi z najsłodszych stworzeń na ziemi.
Chłopak uśmiechnął się przymrużając powieki.
- Uznam to za komplement. - powiedziałam i kontynuowałam głaskanie Cherry. - Chyba jej wydziergam jakiś uroczy sweterek na zimę.
- Powodzenia. - powiedział Charlie i spojrzał na mnie jak na wariatkę. - Jakoś nie sądzę byś zdołała mu coś ładnego wydziergać... W ogóle ty kiedykolwiek dziergałaś?
- Charlie... - westchnęłam zrezygnowana. - Od czego są czary?
- Aaa... Chwilowo zapomniałem, że jesteśmy czarodziejami. - poprawił się szybko rozbawiony blondyn i wtulił się poduszkę, którą Leo uderzył Shadow.
- Nadal rozmarzony, co nie? - zapytał Leo i westchnął. - Miłość, ach miłość mój przyjacielu... Z Chloe wszystko dobrze?
Charlie zrobił się cały czerwony, a to nie miało nic wspólnego z zawstydzeniem, prędzej ze złością i nadchodzącym wybuchem.
- Wiecie co oznacza słowo przyjaciółka? Czy może mam wam to napisać na czole tak żebyście pamiętali? - powiedział w miarę spokojnie, ale w środku od razu było widać, że się cały gotował.
Miło się spędzało czas z przyjaciółmi, ale w końcu musiałam pójść dokończyć to wypracowanie z Starożytnych Run. Pożegnałam się i powiedziałam, że zobaczymy się na obiedzie. Wróciłam do dormitorium i zabrałam swoje niedokończone wypracowanie, które położyłam na kufrze i usiadłam się na łóżku. Zabrałam drewnianą podkładkę pod pergamin oraz otworzyłam butelkę z atramentem, którą położyłam na stoliku nocnym. Zanurzyłam pióro w atramencie po czym zaczęłam pisać. Obok miałam otwartą książkę na którą tylko od czasu do czasu spoglądałam. Cherry leżała tuż obok mnie i spała. Minęło około pół godziny jak skończyłam, z drugiej strony kawałku pergaminu podpisałam się kaligraficznym pismem. Spoglądając na pracę uśmiechnęłam się mimowolnie, po czym odłożyłam ją na stolik nocny razem z piórem. Szczelnie zamknęłam butelkę z atramentem i wstałam z łóżka. Po spojrzeniu na zegar stwierdziłam, że chyba wypada ubrać się lepiej na obiad. W końcu będą na nim wszyscy nauczyciele i uczniowie. Poszłam do łazienki z szatą i mundurkiem szkolnym. Ubrałam się dość szybko, może to przez to, że byłam bardzo głodna. Rozpuściłam warkocza, którego dopiero co zrobiłam i uczesałam ładnie włosy. Westchnęłam. Nawet nie miałam dziś ochoty wychodzić z Wieży Gryffindoru, ale w końcu nikt mi jedzenia nie przyniesie pod nos do dormitorium. Złożyłam swoją bluzę, dresy i bluzkę, i z niechęcią odłożyłam je na swój kufer. Cherry słysząc, że chodzę po dormitorium, zeskoczyła z łóżka i podbiegła do swojej pustej miski. No tak! Muszę ją nakarmić. Przykucnęłam i zabrałam małą miskę z podłogi, poszłam w stronę kufra obok którego znajdowała się odpowiednia karma. Nabrałam garść suchej karmy do miski i odłożyłam ją delikatnie. Chihuahua od razu zaczęła łapczywie jeść. Zerknęłam jeszcze czy ma wodę i poszłam umyć ręce. Po krótkiej chwili do pokoju wparowały Vanessa i Rebecca. Obydwie szeptały podniecone i nawet nie zwracały uwagi na to, że wyszłam z łazienki.
- ...jutro dam mu. - szepnęła Vanessa.
- Jutro...? A ja kiedy niby mam dać? - spytała nieco zdenerwowana Rebecca.
- Ty możesz mu dać nawet dzisiaj! - odpowiedziała jej Vanessa jakby to o czym rozmawiały było oczywiste.
- No ale... Natalie! - dziewczyny wreszcie zwróciły na mnie uwagę, od razu było widać, że się zmieszały. - Co u ciebie?
- Wszystko ok. A o czym wy rozmawiałyście? - zapytałam ciekawa, bo bardzo chciałam wiedzieć kim jest ta osoba o której mówią i co chcą jej dać.
- O niczym... - odpowiedziała Venessa, którą zdradził rozkojarzony wzrok.
- Co knujecie dziewczyny? - zapytałam i skrzyżowałam ręce, patrząc na koleżanki wyczekując odpowiedzi.
- Chcemy dać Charliemu i Leosiowi mały prezent. - odpowiedziała za swoją przyjaciółkę Rebecca. - No wiesz... Ja mam zamiar dać Charliemu taką fajną figurkę smoka, którą kupiłam w Hogsmeade. Ta figurka zieje ogniem, który oczywiście nie jest szkodliwy. Języki ognia układają się w napis ''love''. Mam nadzieję, że się ze mną umówi!
Bardzo mnie zaskoczył oryginalny pomysł Rebecci. Wydaje mi się, że jej próby posiadania chłopaka pójdą na marne i nic z tego nie wyjdzie, w końcu jej wymarzony chłopak już ma na oku pewną niebieskooką blondynkę.
- Ja chcę dać Leosiowi - Vani powiedziała to tak słodko, że ledwie powstrzymałam się od grymasu na twarzy. - taki ładny naszyjnik z literą 'LV'!
- Jak Lord Voldemort? - powiedziałam nie mogąc się powstrzymać.
- Nie! Nie! Nie! Jak Leondre i Vanessa! - odpowiedziała rozzłoszczona.
- Dobrze dziewczyny... Nie chcę wam psuć marzeń, ale Charlie ma już kogoś na oku i raczej nie jest zainteresowany...
- Co?! Jak śmiał! - warknęła wkurzona Rebecca i tupnęła nogą przez co głośno huknęło aż się wzdrygnęłam. - Ale co mi tam! Jest jeszcze Leo!
- Leo jest mój! - warknęła na swoją przyjaciółkę Vanessa.
- Zobaczymy! Kto pierwszy ten lepszy! - odpowiedziała i zniknęła błyskawicznie w drzwiach, a koleżanka ruszyła za nią.
Byłam tak zszokowana tym co się przed chwilą wydarzyło, że nie mogłam się przez dłuższą chwilę ruszyć, ale jak już się ocuciłam wzdrygnęłam tylko ramionami i udałam się do drzwi. Cherry już skończyła jeść i położyła się na miękkim łóżku, więc ze spokojem mogłam się udać na obiad razem z przyjaciółmi. Zeszłam po schodach i podeszłam do reszty, która siedziała jak zwykle w tym samym miejscu.
- Shadow! Zaraz obiad, musisz się przebrać w szatę. W końcu w Wielkiej Sali będą wszyscy nauczyciele i uczniowie! Musisz wyglądać elegancko. - powiedziałam do przyjaciółki i usiadłam się w fotelu.
- Dobrze mamo. - odpowiedziała, ale wstała i udała się niechętnie do dormitorium.
- Gdzie Leo? - zapytałam i przełożyłam nogi przez podłokietnik (czyt. to na co kładziesz ręce w fotelu xd).
- Próbuje spławić Vanesse i Rebecce. Obydwie się na niego rzuciły jak jakieś dzikie zwierzęta na mięso. - odpowiedział mi Lukas, który siedział już ubrany w szacie.
Charliego i Carol'a już tu nie było, ale za nim zdążyłam się zapytać gdzie są, wyszli z dormitorium przygotowani w szatach do wyjścia na obiad.
- Cześć księżniczko. - powiedział Carol i podszedł do mnie.
- Co chcesz? - zapytałam, bo wydawał się jeszcze wyższy gdy tak nade mną stał i nie dość, że zasłaniał mi światło, to głupkowato się uśmiechał.
- Usiądź się prosto. Dostaniesz skrzywienia kręgosłupa. - powiedział bardzo poważnym tonem głosu, ale cały czas się uśmiechał.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić. - warknęłam na niego marszcząc czoło.
- A właśnie, że będę. Nogi ładnie mi proszę włożyć jak człowiek na podłogę. - powiedział.
- Nie. - odpowiedziałam uparcie. - Tak mi wygodnie.
- Jak chcesz. - westchnął chłopak i siłą chwycił mnie za nogi i położył je na ziemi.
- Ej! - warknęłam na niego i kopnęłam go w brzuch.
- Auć! Księżniczko! Ja ci pomagam!
- Charlie weź go! - syknęłam w stronę blondyna.
- Lukas weź powiedz coś Carolowi. - powiedział Charlie do drugiego bliźniaka.
- Carol mówię ci coś. - rzekł i znudzony przewrócił kartkę w książce na drugą stronę.
Zaraz po tej krótkiej wymianie zdań przyszła Shadow uszykowana do wyjścia.
- Co wy robicie? - zapytała zerkając na Carol'a siłującego się ze mną.
- Weź go! - warknęłam na Shadow. - Nie wiem co mu znowu odbiło!
- Nie mam ochoty się z nim szarpać! Radź sobie sama. - powiedziała i zaśmiała się patrząc w moją stronę.
Carol nadal uparcie starał się bym siedziała prosto, a ja nie dawałam za wygraną. Zaciekle starałam się go odepchnąć rękami.
- Uspokój się. Po prostu usiądź się prosto. - powiedział patrząc mi w oczy.
- Nie! Nie będziesz mi mówić co mam robić. - warknęłam prosto w jego twarz.
- Wiesz, że ja ci nie odpuszczę? - zapytał i uśmiechnął się.
- I co z tego. Ja też nie odpuszczę. - odpowiedziałam mu.
- Natalie jest zbyt uparta żeby się poddać. - poinformowała wszystkich Shadow.
- A Carol jest zbyt głupi by odpuścić. - dodał Charlie i westchnął.
Westchnęłam zrezygnowana. Jestem bardzo uparta, ale także niecierpliwa. Postanowiłam być mądrzejsza od niego i wreszcie usiadłam się prosto.
- Nareszcie! - powiedział Carol i odszedł od niej z wyrazem triumfu na twarzy.
- Czemu ci tak zależało bym siedziała prosto? - zapytałam wkurzona i wstałam.
Carol wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- Miałem taki kaprys. - powiedział tylko po czym dodał. - Dobra, chodźmy na ten obiad bo umieram z głodu.
- A co zrobimy z Leo? - zapytałam przypominając sobie o koledze, który zapewne w tej chwili nadal starał pozbyć się dziewczyn.
- Poradzi sobie. - odpowiedział Carol. - Gdyby na mnie tak wszystkie dziewczyny leciały to wiesz... nie miałbym nic przeciwko temu.
Przewróciłam oczyma. Ten jak zwykle swoje. W końcu zgodziłam się z przyjaciółmi, że nie powinniśmy się ingerować w jego sprawy. Ruszyliśmy w stronę Wielkiej Sali. Carol rozmawiał o czymś z Lukasem, a ja Shadow i Charlie byliśmy cicho przez całą drogę. Gdy wreszcie dotarliśmy do Wielkiej Sali i usiedliśmy się przy swoim stole na tych samych miejscach mogliśmy się zabrać za jedzenie. Byłam strasznie głodna, więc zjadłam dwie i pół porcji spaghetti. Gdy już się najadłam, dołączył do nas Leo.
- Na Merlina. - wydusił i usiadł się obok mnie zdyszany. - Te dziewczyny są lekko pokręcone. Rebbeca podbiegła do mnie i rzuciła we mnie jakimś małym smokiem, który zaczął ziać ogniem, a Vanessa potem zaczęła się z nią kłócić coś o tym, że ona go zamawiała na początku i tak dalej i tak dalej. Później Rebbeca z płaczem poleciała do łazienki, a Vanessa dała mi naszyjnik z literami LV. Zapytałem się czy chodzi o Lorda Voldemorta, tak dla jaj, a ona się rozpłakała i pobiegła do Wieży Gryffindoru. To było straszne!
Zacisnęłam usta ledwo powstrzymując się od śmiechu. Natomiast Charlie wybuchnął głośnym śmiechem.
- Z dziewczynami to ty sobie nie radzisz Leo. - powiedział rozbawiony Carol.
- Nawet nie wiesz jakie to wszystko było skomplikowane! Ugh... Aż zgłodniałem z tego stresu. - powiedział i zabrał się za grilowane warzywa z pęczakiem.
Ja już byłam najedzona i w sumie czekałam aż przyjaciele się najedzą żebyśmy mogli razem wrócić do Pokoju Wspólnego. Nagle ktoś mnie szturchnął w plecy, na początku myślałam, że to Carol więc też go szturchnęłam łokciem w brzuch. Zrobiłam to z taką siłą, że prawie się zakrztusił pitym w tym czasie sokiem dyniowym. Spojrzał na mnie z wyrazem zdziwienia na twarzy.
- Co to miało być?
- Oddałam ci.
- Ale ja cię nie uderzyłem! - bronił się zaciekle.
- To ja Natie. - powiedział jakiś głos zza moich pleców.
Odwróciłam się błyskawicznie i ujrzałam Albus'a. Uśmiechnęłam się w jego stronę i wstałam.
- Hej Albus. Coś chciałeś? - powiedziałam i stanęłam obok niego.
- Właśnie Albus... Coś chciałeś? - zapytał Carol i stanął obok mnie.
- Odwal się. - powiedziałam do Carol'a zirytowana i pchnęłam go lekko.
- Może pójdziemy się przejść? - zapytał mnie, a ja przytaknęłam energicznie głową.
Gdy pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam razem z Albusem w stronę wyjścia usłyszałam ciche prychnięcie Carola. Ale to nie zepsuło mi dobrego humoru. Podczas całej drogi po błoniach, którą przebyliśmy żartowaliśmy właśnie z niego, ale nie tylko. Znalazło się jeszcze wiele innych interesujących tematów o których z Albusem rozmawiało się znakomicie. Zawsze wiedział co powiedzieć i nigdy nie brakło mu słów. Umiał się ciekawie wypowiadać, co bardzo doceniałam, bo ja należę do bardzo wymagających osób, jeśli chodzi o niektóre sprawy. Nie jestem pewna ile tak chodziliśmy, ale zrobiło się już ciemno i zimno. Zaczęłam marznąć, więc Albus stwierdził, że powinniśmy udać się już do zamku. Uśmiechnęłam się i skierowałam się z chłopakiem do zamku. Spojrzałam na niego, a on odwzajemnił uśmiech i objął mnie w talii. Trochę dziwnie się poczułam, od razu zrobiło mi się gorąco, a serce zaczęło mocniej bić. Nie protestowałam, szliśmy tak w ciszy w stronę zamku. Przez chwilę mi się wydawało, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałam w stronę Zakazanego Lasu i zatrzymałam się na chwilę.
- Co jest? - spytał Albus i zerknął w tą samą stronę co ja.
Usłyszeliśmy cichy pomruk.
- To pewnie kot... Ale może lepiej się pośpieszmy? - powiedział Albus i lekko mnie pociągnął.
Zgodziłam się z nim i przyspieszyliśmy kroku. Po kilku minutach byliśmy już w zamku. W korytarzach nie było w ogóle uczniów.
- Odprowadzić cię do Pokoju Gryfonów? - zapytał cicho uśmiechając się do mnie.
Przytaknęłam delikatnie głową, bo nadal nie mogłam wydusić ani słowa. Chłopak z ręką na mojej talii zaprowadził mnie w stronę Pokoju Gryfonów. Usłyszeliśmy kroki i gwałtownie się odwróciliśmy, ale nikogo za nami nie było. Po chwili usłyszeliśmy głosy dochodzące z schowka na miotły.
- C-co to jest? - odezwałam się pierwszy raz od kilku minut.
- Nie wiem. Poczekaj, sprawdzę. - powiedział i podszedł powoli do drzwi schowka.
Podeszłam powoli do drzwi tuż za nim. Gdy otworzył je, nic w środku nie było, nie licząc oczywiście mioteł.
- Co...? - zdziwił się i odwrócił się w moją stronę patrząc mi w oczy.
W tej samej chwili ktoś mnie mocno popchnął. Wleciałam na Albusa i razem wpadliśmy do schowka. Upadłam na chłopaka, który cicho jęknął. Usłyszałam za plecami dźwięk zamykanych drzwi. Wszędzie było ciemno i nic nie widziałam, czułam tylko, że nadal leżę na Albusie.
- No to pięknie. - powiedział i wyprostował się. - Alohomora!
Drzwi nawet nie drgnęły, a ja nie miałam siły wstawać by ze złości spróbować je wyważyć.
- Może zapalisz światło? - jęknęłam, ponieważ nie za bardzo lubiłam ciemność.
- O tak, jasne. - powiedział, a ja usiadłam się obok niego pod ścianą. - Lumos!
Na końcu jego różdżki pojawiła się kula światła. Teraz schowek był oświetlony i wszystko było widać. Odetchnęłam z ulgą.
- Mam nadzieję, że twój brat patrzy na tą swoją idiotyczną mapę i przyjdzie nas uwolnić. - powiedziałam.
- Ja też szczerze mam taką nadzieję. - rzekł Albus. - Potrzymasz mi różdżkę? Ściągnę szatę bo podłoga jest trochę zimna i twarda, a pewnie trochę tu posiedzimy.
Przytaknęłam, wzięłam jego różdżkę i wstałam. Chłopak także wstał i ściągnął szatę. Pod spodem miał białą koszulę z krawatem Slytherinu oraz czarne spodnie. Albus położył na ziemi szatę i wziął swoją różdżkę z powrotem. Nie chciałam zgrywać jakiejś tam księżniczki, której jest zimno, więc także ściągnęłam szatę i położyłam ją na szacie kolegi. Albus nie wyraził sprzeciwu, tylko się uśmiechnął. Usiadłam, chłopak także. Siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy wpatrując się w różne strony.
- Skoro już tu siedzimy... - zaczął niepewnie chłopak, a ja spojrzałam w jego stronę z zaciekawieniem. - Może sobie porozmawiamy?
- Idealna pora na pogaduszki. - zaśmiałam się cicho, a on uśmiechnął się patrząc na mnie. - To jaki temat proponujesz?
- Co lubisz robić kiedy jesteś na wakacjach w domu? - zapytał Albus i spojrzał mi prosto w oczy.
On miał takie ładne szmaragdowe oczy... Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok, udając, że się zastanawiam.
- Zwykle siedziałam zamknięta w swoim pokoju. - odpowiedziałam mu i zaczęłam się bawić końcem swojego sweterka (był częścią mundurka szkolnego). - Czytałam książki, pisałam z przyjaciółmi, bawiłam się z Cherry. Wieczorami wychodziłam na spacery, a każdego ranka budziłam się wcześniej by poćwiczyć i pobiegać.
- To miałaś co robić. - stwierdził Albus i przyglądał mi się uważnie. - U nas jak zwykle lataliśmy na miotłach, a ja tego za bardzo nie lubię. To nie mój gust siedzenie na niewygodnym kawałku drewna i obrywanie tłuczkami oraz innymi piłkami. James zawsze sobie ze mnie żartuje, a rodzice na siłę starają się do mnie przemówić. Ciągle chcą gdzieś wychodzić ze mną, albo rozmawiać i tak w kółko! To jest bardzo męczące...
- Powinieneś się cieszyć, że masz taką rodzinę. - rzekłam cicho zamyślona.
- Wcale nie jest tak fajnie, jak twoim ojcem jest ten sławny Harry Potter! Tym bardziej, jak jesteś jego synem, który trafił do Slytherinu... Ciągle tylko Harry Potter, Harry Potter, Harry Potter! Nic więcej... - powiedział i spojrzał w drugą stronę.
- Ale ja nie mam rodziców, którzy chcą ze mną rozmawiać. Dla nich rozmową jest jak nakrzyczą na mnie, a ja potem idę zła do pokoju nie jedząc kolacji. Moja rodzina mnie nie cierpi, a ja muszę znosić ciągłe groźby, wyzywanie i czasem bicie...
- Bicie? - chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. - Twoja rodzina cię bije?
- Czasem, ale preferują zaklęcia, bo wtedy czują się bardziej jak czarodzieje, a nie jak mugole. - powiedziałam i przełknęłam ślinę.
- Przykro mi to słyszeć. - powiedział zmieszany.
- Nie musisz się nade mną użalać. Nie jestem jakąś porcelanową lalką, którą można skrzywdzić. - prychnęłam i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Natalie...
- Daj spokój! - zaśmiałam się. - Mam jeszcze siostrę.
- Która mówi o wszystkim co zrobisz w szkole twoim rodzicom. - rzekł Albus, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. - Nie dziw się tak. James mi mówił jak to w pierwszej klasie dostałaś list od mamy i taty z groźbą.
- Nie wiem co się z nią dzieje... Tylko czasami się tak zachowuje. Poza szkołą jest fajna, ale w Hogwarcie ma swoją drugą twarz... Tą gorszą.
- Rozumiem. Slytherin zmienia ludzi. - rzekł chłopak i poczochrał sobie włosy.
- Zresztą, nie ważne! Nie obchodzi mnie moja rodzina. - warknęłam i zmarszczyłam czoło.
- Jesteś szczęśliwą osobą, to widać po tobie, ale gdy już jesteś smutna, to za wszelką cenę chcesz to ukryć. Dlaczego? - czułam na sobie jego palący wzrok, ale nadal głowę miałam odwróconą w drugą stronę.
- Powiem ci jedno, a nauczyłam się tego niedawno. Kiedy masz rodzinę, która sobie kpi z twoich słabości, zawsze żartuje gdy jestem smutna to nauczy cię to jednego. Nigdy nie pokazuj ludziom swoich słabości, bo będą wiedzieć jak cię zniszczyć... Za każdym razem gdy powiedzieli coś co mnie raniło, widzieli to w oczach i wykorzystywali po to bym poczuła się jeszcze gorzej, chcieli bym poczuła się jak ostatni śmieć, jak ostatnia idiotka, chcieli bym się wyniszczała od środka. Ale ja nie daję im tej satysfakcji, gdy tylko mówią coś co mnie rani, śmieję się im prosto w twarz i mówię, że mają rację, bo wtedy sprawiam, że opada im kopara. - powiedziałam uśmiechając się do samej siebie.
- Szczerze... Jesteś najmądrzejszą dziewczyną jaką znam, ale nie sądzisz, że gdy jesteś smutna, powinnaś się komuś wygadać? To często pomaga... Zrzucanie tego ciężaru uczuć, które cię przerastają. - powiedział Albus, a ja spojrzałam prosto w jego oczy.
- Zmieńmy temat, dobrze? - powiedziałam, a po chwili potrząsnęłam głową. - A właściwie skończmy rozmowę... Jestem zmęczona, a pewnie długo tu sobie posiedzimy. Zdrzemnę się. Nie będzie ci to przeszkadzać?
- Nie. - odpowiedział i uśmiechnął się do mnie delikatnie. - Możesz położyć głowę na moim ramieniu.
Nieśmiało położyłam głowę na jego lewym ramieniu, a on mnie objął delikatnie. Położyłam lewą rękę na jego klatce piersiowej i wtuliłam się. Czułam się trochę niepewnie, ale przynajmniej było mi wygodnie. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
*następny dzień, ranek, perspektywa Albusa*
Ona jest taka piękna. Pomyślałem i spojrzałem prosto na nią z uśmiechem. Dziewczyna oddychała płytko wtulona w moje ramię. Przygryzłem dolną wargę i spojrzałem w drugą stronę. Czułem, że jest już ranek. Miałem takie dziwne przeczucie, że powinienem ją obudzić, ale nie miałem serca. Nawet już mnie nie obchodził ból w ramieniu od ciężaru jej głowy. Dopiero po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że jeżeli jest już ranek to znaczy, że nie było jej przez całą noc, co znaczy, że Shadow się martwiła i powiedziała chłopakom, że jej nie ma... A ostatnim razem widzieli ją ze mną. Od razu zrobiło mi się gorąco na myśl jak będę się musiał tłumaczyć. Po chwili jednak Natalie się sama obudziła.
*perspektywa Natalie*
Obudziłam się. Ale to na pewno nie było moje łóżko. Leżałam na czyimś ciepłym ramieniu. Podniosłam się gwałtownie.
- C-co się stało Albusie? - zapytałam i szybko wstałam.
- Wczoraj nas tu zamknęli, nie pamiętasz? - przypomniał mi chłopak.
- Która godzina? - zapytałam znowu.
- Już zapewne ranek... - odpowiedział mi Albus.
- Może już lekcje się zaczęły! - powiedziałam zdenerwowana. - Wstawaj! Musimy iść!
Nadusiłam na klamkę, a drzwi, o dziwo, się otworzyły. Energicznie chwyciłam szatę z podłogi i wybiegłam ze schowka zostawiając Albusa samego. Poprawiłam sobie włosy, tak by wyglądały porządniej i strzepałam szatę po drodze zakładając ją. Gdy byłam uszykowana, weszłam do Wielkiej Sali gdzie trwało już śniadanie. Wparowałam tam szybko i pobiegłam do stołu Gryfonów gdzie siedzieli moi przyjaciele. Usiadłam się między Leo a Carol'em i zdyszana otarłam czoło rękawem szaty. Przyjaciele patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Charlie przytkał sobie usta dłonią, Shadow patrzyła na mnie z wytrzeszczonymi oczyma, Lukas przerwał czytanie i spoglądał na mnie zza książki, Leo nie mógł przestać się śmiać, natomiast Carol dusił się płatkami.
- Co jest? - zapytałam. - Mam coś na twarzy, czy coś...?
- CO TO JEST?! - warknął Carol i wskazał na moją szatę.
Przyjrzałam się jej uważnie i zauważyłam, że była taka jakaś większa i... miała znaczek Slytherinu. Pisnęłam przerażona, a Leo jeszcze głośniej się zaśmiał.
- To nie tak... Posłuchaj...
- Posłuchaj?! POSŁUCHAJ?! Masz szatę Albusa! Nie było cię przez całą noc! A ty mi mówisz, że mam cię posłuchać?! - warknął Carol i wstał.
- C-co robisz? - zapytałam zszokowana.
Byłam czerwona na całej twarzy, wszyscy się na nas patrzyli i wsłuchiwali się w każde słowo.
- Idę wykastrować tego małego... - poleciały wyzwiska po których zatkałam usta dłonią, a Leo przestał się śmiać.
- Ale daj mi powiedzieć co się wydarzyło... - rzekłam i chwyciłam go za nadgarstki, byle tylko nic nie zrobił Albusowi.
W tej samej chwili Albus wbiegł do Wielkiej Sali i podbiegł do mnie i Carol'a.
- Natie! T-twoja... - urwał widząc mordercze spojrzenia jej przyjaciół.
Shadow spojrzała na niego z wyższością, Charlie był prawie tak zły co Carol, Lukas nadal był zszokowany, ale gdy tylko zobaczył Albusa zmarszczył czoło, Leo natomiast przerzucił się ze rozbawionej miny na morderczą, podobną do Carol'a.
- Albus... Błagam pomóż mi im przemówić do rozumu... - błagałam go nadal trzymając Carol'a za nadgarstki.
- M-my tylko spacerowaliśmy... - tłumaczył się Albus, gdy ja walczyłam z Carol'em.
- Spacerowaliście przez całą noc? - zapytał Leo i stanął przed chłopakiem, który był od niego o wiele wyższy.
- Odwal się od niego Leo. - warknęłam do kolegi.
- Ktoś nas zamknął w schowku... - tłumaczył się nadal.
- I co tam takiego robiliście, że zamieniliście się szatami? - zapytał tym razem Charlie i już wstawał, ale spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, więc usiadł.
- Ściągnęliśmy szaty, bo musieliśmy się na czymś położyć. - powiedział Albus i wyciągnął ręce przed siebie w akcie samoobrony.
- A CZEMU MIELIBYŚCIE SIĘ NIBY KŁAŚĆ?! - warknął na niego Carol, który prawie mi się wyrwał.
- Bo nas zamknęli! - warknęłam na Carola. - I nie mogliśmy wyjść! Więc chyba musieliśmy się na czymś usiąść! A gdy spieszyłam się, bo był już ranek i wreszcie mogliśmy otworzyć drzwi, przez przypadek zabrałam jego szatę!
- Aha... To wszystko jasne... - powiedział pod nosem Leo i usiadł na swoim miejscu.
Carol również uspokoił się nieco i usiadł na swoim miejscu. Odetchnęłam z ulgą, i wymieniliśmy się z Albusem szatami. On poszedł do swojego stołu, a ja do swojego.
- Jesteście z siebie dumni?! Najpierw się mnie pytajcie co się stało, a nie od razu wyciągacie pochopne wnioski! - warknęłam na przyjaciół.
- Ty weź się tak nie spinaj, ja nic nie mówiłam. - rzekła Shadow. - Wąty powinnaś mieć do Charliego, Leo i szczególnie do Carola.
- Weźcie mi jakieś kanapki, jestem strasznie głodna, a jeszcze muszę iść po książki! - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi.
*perspektywa Carol'a, lekcja OPCM*
 Nareszcie lekcja na którą ja, Lukas i Charlie czekaliśmy strasznie długo. Na ostatnich lekcjach Obrony Przed Czarną Magią ćwiczyliśmy przywoływanie patronusów. Tylko jednej osobie udało się przywołać patronusa, a tą osobą była Mary Hill. Jej patronusem był lis, co nie za bardzo mnie zaskoczyło, w końcu chytra to ona jest. Lukas coraz częściej trenował na przerwach i w weekendy, więc na tej lekcji powinno mu się udać. Nie podniecałem się tak bardzo tym jakiego patronusa będę miał, to było raczej oczywiste. Ja, Lukas, Charlie i James byliśmy animagami i zamienialiśmy się w zwierzęta, które nas odzwierciedlały. Także, ja na pewno będę miał geparda, w końcu się w niego zamieniam. Charlie zamienia się w dużego, czarnego psa, Lukas w brązowego orła, a James w jelenia. O naszym drobnym sekrecie nikt nie wie i nikt się nie dowie, nigdy.
- Ziemia do Carola! - ktoś machnął mi przed oczyma ręką, a był to Charlie. - O czym tak myślisz?
- Eeehm... O OPCM. - powiedziałem i machnąłem ręką na znak, że to nie ważne.
- Carol myśli o lekcji! - rzekł zaskoczony James i teatralnie chwycił się za klatkę piersiową. - Co to za cud! Lukas słyszałeś?
- Tak słyszałem. - powiedział mój brat, który miał zaciśnięte powieki i siedział pod ścianą.
Wyglądał jakby medytował, ale powstrzymałem się od złośliwego komentarza.
- Co ty robisz..? - spytał się Charlie Lukasa.
- Staram się skupić na jakimś dobrym wspomnieniu, więc łaskawie mi proszę nie przeszkadzać. - powiedział Lukas i nadal siedział z zaciśniętymi powiekami pod ścianą.
- Okej, okej. - powiedział James, po czym spojrzał na mnie. - A teraz może mi powiesz Carol, czemu wczoraj wieczorem widziałem wędrującego geparda na obrzeżach Zakazanego Lasu?
Zamurowało mnie, ale tylko się uśmiechnąłem i spojrzałem na Jamesa.
- Bo widzisz... Nie podoba mi się to, że twój brat ciągle wychodzi gdzieś z Natalie... Wczoraj ich śledziłem. - odpowiedziałem i skrzyżowałem ramiona ignorując zaskoczony wzrok Charliego.
- Poważnie Carol? - spytał się Charlie.
- A zaobserwowałeś coś ciekawego? - zapytał się James, którego najwyraźniej zaciekawiła ta sytuacja.
- Twój brat jest niezłym żartownisiem w towarzystwie Natalie, wiedziałeś o tym? - opowiedziałem mu.
- Co znowu powiedział ten pajac? - zaśmiał się James.
- Żartował sobie ze mnie. A to dopiero pierwszy powód dla którego miałbym go powiesić. - odpowiedziałem mu przez zaciśnięte zęby.
- A drugi powód?
- Trzymał swoją łapę na talii Natalie... - odpowiedziałem. - Ale to dziwnie brzmi... Na talii Natalie, na talii Natalie... Zresztą... Chyba się domyśliła, że ktoś ją obserwuje, bo spojrzała prosto na mnie, tyle, że w ciemności nic nie widziała. Albus stwierdził, że jestem ''jakimś kotem'' i próbował zgrywać macho.
- Nie martw się nim. On ogólnie odstaje od naszej rodziny. - powiedział James i na tym skończyliśmy rozmowę, bo musieliśmy wchodzić do klasy.
Po kilku słowach nauczyciela wreszcie mogliśmy znowu ćwiczyć przywoływanie patronusów. Nie mogłem się skupić, nie miałem pojęcia o jakim szczęśliwym wspomnieniu mam myśleć. Jedyną myślą jaka przechodziła mi przez głowę to jakim sposobem odciąć Albusowi rękę.
- Expecto patronum! - warknąłem wkurzony kiedy po raz piąty mi się nie udało.
- Spokojnie Carol. Kiedyś ci wyjdzie... - powiedział Lukas, który spoglądał na swojego perfekcyjnego, dumnego orła szybującego ponad głowami uczniów.
- Zamknij się bardzo cię proszę. - odpowiedziałem i kopnąłem pierwsze lepsze krzesło, za co nauczyciel odjął Gryffindorowi trzy punkty.
Charlie był zarumieniony i trochę... zawstydzony? Zdziwiony spojrzałem na niego, ale od razu zrozumiałem co się stało. Chloe i jej przyjaciółka spoglądały na niego chichocząc. Blondyn przez to nie mógł się skupić na zaklęciu.
- E-expect-to patr-ronum! - pojawiła się tylko srebrna mgiełka, przez co Charlie zrobił się jeszcze bardziej czerwony, a Chloe uśmiechnęła się do niego.
Zasłoniłem sobie usta dłonią i parsknąłem śmiechem. Dobra, pora się skupić. Carol... Co jest twoim najszczęśliwszym wspomnieniem? Mówiłem sam do siebie. Nagle przypomniałem sobie o naszym pierwszym spotkaniu, gdy poznałem swoich wszystkich przyjaciół... Chyba jest to odpowiednie wspomnienie. Wziąłem głęboki oddech i zamknąłem oczy dla większego skupienia.
- Expecto patronum! - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, że mi się udało, przede mną pojawił się dostojny gepard.
Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdumieniem na twarzach, a ja uśmiechnąłem się triumfalnie, gepard zatoczył koło wokół uczniów znikając po krótkiej chwili.Charlie jeszcze bardziej się zarumienił, ale uśmiechnął się do mnie, tak jakby chciał mi pogratulować. Po kilkudziesięciu minutach jemu także się udało. Tylko to nie był pies, tak jak wszyscy przypuszczali, przed nim pojawił się leniwiec. Charlie chyba też się bardzo zdziwił, ale po minucie uśmiechnął się sam do siebie i pogłaskał swojego patronusa.

***
Mam nadzieję, że się podoba.
Proszę komentować.
Dziękuję.
Pozdrawiam,
xXNatalie

poniedziałek, 10 października 2016

Rozdział 17.

*perspektywa Shadow*
Natalie gdzieś wyszła, a ja nadal stałam jak wryta kurczowo trzymając kaptur jakbym bała się, że ktoś mi go zerwie. A przecież nie wydarzyła się żadna z tych rzeczy. Chłopacy usilnie próbowali mnie przekonać żebym go zdjęła. Niby miałam ochotę go zdjąć, bo noszenie go zawsze i wszędzie nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Ale z drugiej strony nie miałam ochoty żeby wszyscy patrzyli się na mnie jak bym była jakimś niecodziennym okazem z zoo. Musiałam tak stać trochę, bo przede mną pojawił się Carol.
- Ziemia do Shadow, Ziemia do Shadow, słyszysz mnie? - spytał, machając ręką przed moją twarzą.
- Tak, tak... - potrząsnęłam delikatnie głową i ruszyłam w stronę kanapy, siadając z drugiej strony Leo.
- To może dasz sobie spokój z tym kapturem? - zapytał Carol siadając z mojej drugiej strony.
- Serio?! Co wy macie do mojego kaptura? - zapytałam lekko wkurzona - Jakoś przez okrągłe dwa lata wam nie przeszkadzał.
- Po pierwsze nic do niego nie mamy. - odezwał się Lukas
- A po drugie to się uspokój, bo zmarszczek dostaniesz. A po trzecie jak zresztą wiesz złość piękności szkodzi. - dokończył za brata Carol
- Tja.- westchnęłam opierając głowę na ramieniu Leo
- Nie za wygodnie ci? - spytał ze śmiechem brunet
- Nie, ale tak w sumie to Carol i Charlie mogliby się przenieść, ty byś się posunął, a ja bym się mogła położyć. - powiedziałam udając, że ziewam.
- Ty to masz zachcianki. - dołączył do rozmowy Charlie
- No wiem. - zaśmiałam się - Leo masz nie wygodne ramię.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. I właśnie w tej chwili zdałam sobie sprawę, że oni mają racje. Uniosłam delikatnie głowę, jednym zdecydowanym ruchem ręki zdjęłam kaptur powracając do swojej poprzedniej pozycji. Nikt zbytnio nie zwrócił na mnie uwagi - i dobrze. Za to ja postanowiłam rozpocząć rozmowę na temat, którego nie lubią.
- Właśnie Charlie, jak tam Chloe i twoje życie uczuciowe? - zaczęłam
- Co wy z nią macie. To moja PRZYJACIÓŁKA. - powiedział podkreślając ostatnie słowo
- Ta, jasne. Wmawiaj sobie wmawiaj... - pokiwałam głową - A co tam u ciebie Lu...
 - A może porozmawiamy o twoim życiu? - spytał Leo
No nie, jeszcze tylko tego brakuje. Trzeba działać. Wstałam gwałtownie i podreptałam w stronę wyjścia.
- A ty dokąd młoda damo? - spytał poważnie Carol
- Nie wiem. Byle jak najdalej od ciebie. - po tych słowach przyśpieszyłam, żeby po chwili uderzyć w coś twardego. Tym czymś był James. Super, nie ma to jak uderzyć nosem w czyjeś ramię. Oł je bejbe, witaj w moim świecie. Szybko go wyminęłam i wyszłam z przez przejście za portretem jednocześnie zakładając kaptur peleryny. Nie miałam zbytnio ochoty na samotne wędrówki, ale też nie miałam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z Carol'em, Leo, Charlie'm i Lukas'em. Natalie gdzieś wyszła, więc pozostało mi tylko iść po Nathaniela i resztę. Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Gdy byłam przed wejściem do Pokoju Wspólnego Hufflepuff, spotkałam Leannie i Margaret.
- Hej! - przywitałam się
- Cześć. - odpowiedziała Margaret. Po jej głosie można było poznać, że nie zbyt za mną przepada.
- Zawołać tych co zawsze? - spytała entuzjastycznie Leannie. Kiwnęłam tylko twierdząco, a dziewczyny zniknęły. Po chwili pojawił się Alex, a za nim Nathaniel. Od razu podbiegłam i przytuliłam się do bruneta, nie wiem dlaczego to zrobiłam, zresztą on też mnie przytulił.
- Ej, a ja? - spytał oburzony Alex
- No cześć Alex.
- Jesteś niemiła. Jego przytulasz, a mnie nie!? - zrobił obrażoną minę
- Oj nie obrażaj się. A teraz idziemy. - normalnie jakbym była szefem.
- Dobra. Masz jakiś konkretny pomysł? - Nathaniel spojrzał na mnie
- Nie, a co? - wzruszyłam ramionami
- No nic, tak tylko pytałem. - zamyślił się
- Uważasz, że to bezpieczne włóczyć się z nami dwoma po tych CIEMNYCH korytarzach? - spytał blondyn podkreślając słowo ciemne i ruszając zabawnie brwiami.
- Alex ogarnij swoje myśli, bo cię zostawię. - zagroziłam mu
- Tylko, że wiesz... Wtedy będziesz sam na sam z nim. - wypowiadając te słowa wskazał na Nathaniela
- Dobra, skończcie już tę chorą wymianę zdań i myśli. A teraz chodźmy. - odezwał się brunet.
Poszliśmy w milczeniu sobie tylko znanymi korytarzami. Ja szłam pomiędzy chłopakami. Wyszliśmy na błonia. Wiał chłodny wietrzyk, ale nie było mi zimno. Wędrowaliśmy tak cały czas w milczeniu. W pewnym momencie zdjęłam kaptur peleryny. Obaj spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem.
- Bardzo ładny kolor włosów. - pierwszy odezwał się Alex.
- Tak, są niezwykłe jak ty. - Nathaniel odgarnął kosmyki niebieskich włosów z mojej twarzy. Patrzyłam się w jego piękne, brązowe oczy. Nie wiem ile tak staliśmy, ale w nich było coś niezwykłego. Wydawało mi się, że widzę w nich jakieś iskierki. Mogłabym się w nie wpatrywać godzinami. Jednak tę piękną, acz ulotną chwilę przerwał Alex, który zaczął się śmiać i śpiewać (w sensie strasznie fałszować) piosenkę "Miłość rośnie wokół nas". Super, tylko tego brakowało, żeby nam bębenki pękły.
- Zamknij się, ładnie proszę. - mówiąc to spojrzałam na blondyna mrugając uroczo.
- Bo co?
- Bo ja ci tak karze.
- Ty mną nie rządzisz. - zmierzył mnie wzrokiem. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Dobra, chodźmy już do środka - zdecydował Nathaniel. Ruszyliśmy się więc w kierunku szkoły. Weszliśmy do środka, ja dalej nie zakładałam kaptura. Szliśmy tak szkolnymi korytarzami.
- Lumos. - wszyscy trzej pstryknęliśmy światło w różdżkach. Ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie usłyszeliśmy czyjeś kroki. Pośpiesznie zgasiliśmy różdżki i stanęliśmy blisko ściany, prawie że wstrzymując oddech. Nagle ktoś, a właściwie trzech ktosiów wszyło z ciemności korytarza i wleciało wprost na nas. Chłopacy szybko się podnieśli. Na posadzce leżałam tylko ja i jakaś blondynka. Nie to niemożliwe, czyżby to była Natalie. Ale w takim razie kim byli ci chłopacy, którzy tu przyszli. Nie dane mi było się zastanowić, bo Nathaniel spostrzegł, że jeszcze nie wstałam i podał i ręce. Chwyciłam go i wstałam pomagając również Natalie. Dopiero teraz spojrzałam na resztę. Byli to dwaj ślizgoni z naszego rocznika. W brunecie rozpoznałam Albus'a, więc blondyn to zapewne Scorpius.
- O, kogo my tu mamy? - spytał z niechęciom Alex - Czyżby ślizgoni.
- Tak kolego. To właśnie my. - odpowiedział mu Scorpius - O cześć Shadow.
- No hej. - odpowiedziałam - Alex wyluzuj oni są spoko. A zresztą przyjaźnią się z Natie.
Chłopak nie był zachwycony z tego, że musi znosić towarzystwo ślizgonów. Ja też mam uprzedzenia do ludzi z tego domu przez to działo się w drugiej i pierwszej klasie. Na to wspomnienie przełknęłam głośno ślinę. Jednakże próbuje byś w miarę miła, bo to w końcu przyjaciele Natalie. Szliśmy dalej w szóstkę. I miałam dziwne wrażenie, że znowu się zgubiliśmy. Nagle zauważyliśmy niedaleko nas świecące się w ciemnościach oczy. Panna Norris, tylko tego nam tu brakowało. Nagle kotka gdzieś uciekła. Super, teraz przyjdzie Filch. Przyśpieszyliśmy, a przed nami zza ściany wyłonił się Irytek.
- O kogo my tu mamy. Czyżby to Natalie, Shadow, Alex, Scorpius, Albus i Nathaniel. - krzyknął
- Cicho Irytku, bo ktoś nas znajdzie. - pisnęłam, a duch zniknął na chwilę, żeby pojawić się z jakimś metalowym naczyniem. Chile obracał je w dłoniach, bo czym z impetem spuścił na ziemię. Zderzenie naczynia z posadzką było tak głośne, że po chwili pojawiła się profesor McGonagall i Argus Filch trzymający na rękach swoją kotkę.
- To oni pani profesor zakłócają spokój na korytarzach. - powiedział woźny
- Czy nie znacie regulaminu Hogwartu? - spytała nauczycielka
- Znamy. - odpowiedzieliśmy chórem wpatrując się w podłogę
- Będę niestety zmuszona wyciągnąć z tego konsekwencje. - Spojrzała na każdego z nas, a Filch uśmiechnął się z zadowoleniem - za każdego z was odejmę domom po 10 punktów, a oprócz tego w ramach kary będziecie musieli jutro po lekcjach wyczyścić wszystkie trofea. Czy wyraziłam się jasno?
- Tak proszę pani. - powiedzieliśmy cicho i rozeszliśmy się do swoich dormitoriów. Najpierw poszła się umyć Natalie, a następnie ja. Wykąpana położyłam się w swoim wygodnym łóżku i szczelnie okryłam kołdrą. Od razu zasnęłam.

*magia czasu, następnego dnia popołudnie*
Natalie była już w Pokoju Wspólnym, ja stwierdziłam, że przebiorę się w coś wygodniejszego. Wybrałam więc dżinsy, biało - czarną bluzkę, sweterek i białe Big Stary.Wyszłam z dormitorium i udałam się do reszty. Pociągnęłam Natie za ramię, a blondynka poszła za mną.
- Dokąd idziecie? - spytał Carol
- Później ci powiem. - odparłam nie zatrzymując się - A zresztą nie twój interes.
Wyszłyśmy z Pokoju Wspólnego i udałyśmy się na miejsce zgarniając po drodze resztę. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce dostaliśmy po szmatce i zaczęliśmy czyścić puchar po pucharze i wszelkie inne trofea. Skończyłam właśnie czyścić jeden z pucharów Quidditch, który wygrali ślizgoni, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Był to portret jakiegoś ślizgona. Podeszłam bliżej. Na złotej tabliczce było napisane: Jacob Black, najlepszy ścigający domu Salazara Slytherin'a. Przejechałam palcami po tabliczce. Chłopak wyglądał tak znajomo. Nigdy go nie widziałam, a wydawało mi się jakbym go znała.
- Będziesz miała przechlapane jak rodzice się dowiedzą o szlabanie. - powiedział ktoś do Natie. Na początku nie wiedziałam kto to, ale przypomniałam sobie, że ona ma siostrę. Nawet kiedy Mary rozmawiała z moją przyjaciółką nie odwracałam wzroku od portretu.
- O, Jake. Tak był z niego typowy ślizgon. Najlepszy ścigający jaki trafił do ślizgońskiej drużyny. - usłyszałam za sobą głos, którego nie znałam. Odwróciłam delikatnie głowę. Za mną stała Michelle. No przecież, co ja głupia myślałam, że ślizgoni chodzą sami. Otóż nie, oni trzymają się razem. Zawsze.
- Opowiesz mi coś o nim? - spytałam
- No cóż... - westchnęła zbierając myśli - To z jakiego był domu i że grał w Quidditcha już wiesz.Więc przyjaźnił się on z Jasperem. Jasper to mój brat. Jacob miał typowe ślizgońskie cechy, a jednak nie należał do tej części Slytherinu, która znęcała się nad młodszymi i wyładowywała na nich swoją agresję. Nie, on wolał tę energię spożytkować na grę. Był w tym zresztą świetny...
W pewnym momencie dziewczyna urwała i podeszła do Mary, z którą opuściły pomieszczenie. Ja nadal stałam gapiąc się na ten obraz. Ta twarz, to nazwisko...
- Już chyba skończyliśmy. - powiedział Scorpius ziewając. Odnieśliśmy wszystko, co dostaliśmy do sprzątania i udaliśmy się do swoich dormitoriów. Ledwie mogłam utrzymać się na nogach. Zdołałam tylko doczłapać się do łóżka. Nie trudziłam się nawet przebraniem, tak jak byłam wgramoliłam się pod kołdrę i zasnęłam. Ta sprawa z Jacobem nie dawała mi spokoju. Stwierdziłam, że podzielę się później spostrzeżeniami z Natie. Zapewne jutro nie obejdzie się też bez wyjaśnienia Carol'owi i reszcie dlaczego bez słowa wyjaśnienia wyszłyśmy i tak długo nas nie było.
****
Tyle ode mnie. 
Komentujcie!
Dobranoc wszystkim <3
Pozdrowienia dla Gośka :)



poniedziałek, 3 października 2016

Rozdział 16.

*trzeci rok, peron 9 i 3/4, perspektywa Natalie*
Znowu, kolejny rok w Hogwarcie z przyjaciółmi. Byłam strasznie podekscytowana, sama nie wiem czemu, może to przez te nowe przedmioty? Zresztą to było teraz najmniej istotne. Przez wakacje postanowiłam się wziąć za siebie i zaczęłam ćwiczyć i jeść normalniej. Nie ukrywam, że miałam problemy z nadwagą, ale teraz jest coraz lepiej. Przez całe wakacje odpowiednio ćwiczyłam i odżywiałam się. Moi rodzice jak zwykle nie zwracali na to uwagi, ale co innego moja siostra, która mnie mobilizowała, sama pomagała mi przez to przejść jedząc to co ja, biegając i robiąc ćwiczenia ze mną. I to podniosło mnie jeszcze bardziej na duchu. Oczywiście, daleko mi do perfekcji, ale w końcu jeszcze będę miała czas w weekendy w Hogwarcie trochę pobiegać i poćwiczyć. Siedziałam cały czas na kufrze wypatrując moich przyjaciół, którzy jeszcze nie przyszli na peron. Byłam bardzo zniecierpliwiona, chciałam ich zobaczyć. Nagle wydawało mi się, że ujrzałam w tłumie czuprynę Lukasa, ale to pewnie tylko przewidzenia.
- H-hej Natie! - zawołał ciemnowłosy Ślizgon, Albus.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nigdy nie rozmawiał ze mną, ewentualnie na lekcjach gdy musieliśmy pracować w grupach.
- Hej? - odpowiedziałam nie ukrywając zaskoczenia.
- Czekasz za Shadow i Leo? - zapytał i usiadł obok na swoim kufrze.
- I za Charliem, Carol'em oraz Lukasem. - dodałam patrząc w jego stronę.
- Ja... Czekam za Scorpiusem. - rzekł i zaczął się nerwowo rozglądać. - Trzeci rok, super co nie?
- Taak. - odpowiedziałam i zaczęłam się rozglądać za przyjaciółmi, by jak najszybciej razem z nimi udać się do przedziału.
- Jakie przedmioty wybrałaś do tego roku? - zadał kolejne pytanie.
- Wszystkie. - odpowiedziałam od razu i nadal rozglądałam się za przyjaciółmi.
- Wow... No... Wow... - zdziwił się Albus rumieniąc się. - Ja zabrałem Opiekę nad magicznymi stworzeniami, Starożytne runy i Numerologię.
- To fajnie. - odpowiedziałam obojętnie nadal wypatrując przyjaciół.
Po chwili w tłumie pojawiła się postać Carol'a i Lukasa. Szczerze mówiąc, zdziwiłam się widząc ich. Byli tacy jacyś wyżsi i szersi w barach. Szybko jednak odrzuciłam od siebie te myśli i pomachałam im energicznie uśmiechając się.
- Hej Natie. - przywitał się Lukas i podszedł do mnie i Albusa.
- Hej księżniczko! Co robisz z nim?
Carol spojrzał na czarnowłosego morderczym wzrokiem.
- On tylko tu siedzi Carol. - odpowiedziałam przewracając oczyma, Albus widocznie się zmieszał. - Czeka za przyjacielem.
- Aha. - odpowiedział i nadal nieprzekonany spoglądał na Ślizgona.
- S-słyszałaś o tym, że w-wybrali nowego M-m-ministra? - zapytał Albus trzęsącym się głosem i przypatrywał się większemu od niego, Carol'owi.
- Tak, to przypadkiem nie - urwałam bo Carol mi przerwał.
- Lindsay! Tak. Charlie mi mówił, że ojciec Chloe jest nowym Ministrem Magii. - rzekł Carol.
- Co? - zapytałam podejrzliwie i spojrzałam na Carol'a, który wyglądał jakby zrobił coś złego.
- A-a-a ja nie wiem. Patrz! Shadow idzie! - Carol jak najszybciej chciał zmienić temat, ale faktycznie miał rację mówiąc, że Shadow idzie.
Postać w czarnym kapturze szła między grupkami uczniów ciągnąc za sobą kufer, a za nią dreptała ciocia. Pomachała nam, a gdy doszła do naszej grupki powiedziała na jednym wydechu:
- Natalie! Wyglądasz troszkę inaczej! Co się stało?
Carol i Lukas spojrzeli na Natalie i zaczęli przyglądać się jej uważnie, co było dość irytujące.
- Przestańcie mnie mierzyć wzrokiem jakbyście chcieli mnie prześwietlić promieniami rentgena. - warknęłam w ich stronę i odpowiedziałam Shadow. - Tak... Zaczęłam ćwiczyć, biegać, normalnie jeść...
- Ooo! Wiedziałem, że coś jest nie tak... - rzekł Carol i uśmiechnął się do mnie.
- Mega zapłon, nie ma co... - mruknął pod nosem Albus, a Natie i Shad parsknęły śmiechem.
Carol spojrzał na chłopaka morderczym wzrokiem, a Lukas chwycił go za ramię by uniemożliwić mu atak.
- Uważaj młody, bo jak cię w Hogwarcie dorwę w jakimś ciemnym kącie... To już po tobie... - warknął przez zęby, a Albus przełknął ślinę.
Nagle zza rogu wyszedł Scorpius, więc Albus szybko się ulotnił. Po chwili ujrzeliśmy Charliego i Leondre idących w naszą stronę. Charlie również urósł, ale Leo wydawał się jeszcze mniejszy niż zwykle, a może to ja tak urosłam? Rozmyślałam i pomachałam im wesoło. Leondre był taki jakiś bardziej wesoły niż zwykle, a Charlie wyglądał na rozmarzonego.
- Hej dziewczynyyy. - przywitał się Leondre i przytulił Shadow, a potem mnie. Chłopak sięgał mi co najmniej do brody, ale odwzajemniłam uścisk.
- Co ci jest? Aż tak ci brakowało bliskości dziewczyn? - spytał Carol i spojrzał zdziwiony na bruneta.
- Czuję się po prostu wspaniale! - powiedział chłopak i razem z nami udał się do pociągu. - Opowiemy wam z Charliem w przedziale! Co nie Charls? ...Charls? Charls!
Dopiero za trzecim razem ocknął się i odwrócił wzrok od pewnej blondynki, która wchodziła do pociągu.
- C-co? Tak Leo. - odpowiedział nadal rozmarzony.
Zdążyłam zauważyć twarz tajemniczej blondynki. Była to Chloe Lindsay, córka nowego Ministra.
- Chloe! - cicho krzyknęłam z zaskoczenia, a reszta podskoczyła z przerażenia. - Podoba ci się? Chodzisz z nią?
Byłam zaskoczona. Carol sam wcześniej coś wspomniał właśnie o niej i Charliem. Czyżby mój przyjaciel był zakochany?
- Zamknij się! - zdenerwował się Charlie, a na jego policzkach pojawiły się ledwo widoczne rumieńce. - To moja przyjaciółka...
- Mhmmm. Tak się zaczyna. - odezwałam się i spojrzałam na niego uśmiechając się jak głupia. - Pisałeś z nią przez wakacje, albo się spotkaliście, co nie?
- Skąd wiesz... - Charlie był coraz bardziej zaskoczony. A gdy usiedliśmy się w przedziale nadal się mnie przypatrywał.
- Carol mówił...
Charlie wstał gwałtownie i wskazał palcem w stronę Carol'a.
- O kurde... - wydusił Carol.
- Jak mogłeś jej to powiedzieć! - warknął i wyciągnął różdżkę.
- H-hej... Charlie... Wyluzuj... - jąkał się Carol, który był na celowniku różdżki Charliego.
- Powiedział to nieumyślnie. - obronił brata Lukas, który był już w trakcie czytania książki.
Shadow milczała w kącie, mało ją chyba interesowało co się stanie z Carol'em i Charliem.
- Nie obchodzi mnie to! Carol! - Charlie schował jednak różdżkę, mimo to Carol, cały czas osłaniał się rękoma. - Zaraz wykastruję cię nożyczkami!
Samo wyobrażenie sobie takiej tortury przyprawiło mnie o mdłości, czasem szczerze żałuję, że mam taką bujną wyobraźnię.
- Oszczędź mnie Charlie! Serio przepraszam! Ale i tak by się dowiedzieli! Poza tym Chloe to twoja przyjaciółka, a nie dziewczyna... - tłumaczył Carol.
- Jeszcze zobaczymy! Odegram się! - zagroził Charlie.
- Zamknąć się! - byłam bardzo wkurzona, kłócili się jak dzieci i na dodatek o także strasznie dziecinną sprawę.
Leondre i Shadow obserwowali tą sytuację w milczeniu. Lukas czytał książkę nie myśląc o otaczającym go świecie. Stanęłam między Charliem a Carol'em z wyciągniętą różdżką. Wycelowałam ją w Charliego, który nie ukrywał oburzenia.
- Czemu...
- SZA!
- Ale...
- CISZA!
Charlie spojrzał na mnie zrezygnowany i usiadł się obok Lukasa.
- Ledwo wsiedliśmy do pociągu i już chcecie się nawzajem pozabijać... Ludzie... Co wy odwalacie? Co się z wami dzieje? - zapytałam się wszystkich nie kryjąc oburzenia. - Charlie! Co jest złego w tym, że masz przyjaciółkę? Rozumiem, że może nie chciałeś byśmy dowiedzieli się o tym tak szybko, ale co jest w tym strasznego?
- No... - zamyślił się Charlie. - No nic...
- No właśnie... - rzekłam zażenowana i westchnęłam. - Żebym ja was pouczała... Do czego tu doszło.
Lukas spojrzał na mnie zza książki.
- Ja skończyłem ich pouczać gdy stwierdziłem, że to i tak nie przynosi skutków. - dodał wzruszając ramionami i kontynuował czytanie.
Usiadłam się obok okna i położyłam nogi na siedzenie przed sobą. Dla odstresowania wyciągnęłam notes i zaczęłam rysować. Po prostu robiłam jakieś szlaczki, kwiatki, kreski, kropki i tym podobne.
- To może wreszcie powiecie nam o co chodzi? - zapytała Shadow, a wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. - No bo Leo i Charls chcieli nam coś powiedzieć, nie?
Charliemu widocznie polepszył się humor. Uśmiechnął się szeroko, a na jego policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Zarumieniłam się patrząc na niego, ale na szczęście nikt tego nie zauważył. Leondre klasnął gwałtownie w dłonie przez co o mały włos nie zleciałam z siedzenia.
- Założyliśmy zespół! Bars and Melody! Czaicie?! - powiedział podekscytowany Leo i gwałtownie wstał.
Byłam zszokowana. Wiedziałam, że Charlie potrafi śpiewać, bo przecież sama słyszałam go wtedy w dormitorium. Ale za nic w świecie nie przyszło mi do głowy, że Leondre może przejawić jakiś talent muzyczny. Doprawdy, słyszałam, że miał muzykalną rodzinę, ale ja nie widziałam w nim... No tego zamiłowania do muzyki.
- Ja śpiewam, Leo rapuje. - powiedział Charlie i wszystko stało się jasne. - Zgłosiliśmy się do mugolskiego programu Britain's Got Talent. Otrzymaliśmy nawet złoty przycisk, który przeniósł nas automatycznie z przesłuchań do półfinału!
Zapadła cisza. Jako pierwsza postanowiła się odezwać Shadow.
- ...Gratulacje. - wydusiła.
- No to, ten... fajnie... Ale ludzie... Jakim cudem ty... Ty śpiewasz... Ty rapujesz... - powiedziałam zakłopotana i mówiąc to pokazywałam palcami na jednego i drugiego.
- Przecież już mnie słyszałaś, Natie. Przyszłaś do mojego dormitorium kiedy akurat śpiewałem pewną piosenkę. - przypomniał mi Charlie, a ja przytaknęłam głową.
- No tak... Ale jakim cudem Leo? - spytałam i spojrzałam na bruneta.
Charlie spojrzał niepewnie na chłopaka i milczał. Zaczęłam się coraz bardziej niecierpliwić, aż w końcu Leo powiedział beztroskim tonem:
- Prześladowali mnie. - po czym kontynuował. - A wtedy pisałem teksty, dopiero później wpadłem na to by podłożyć pod to muzykę. To wszystko nawet do siebie pasowało...
- CZEKAJ! Czekaj, czekaj! - prawie krzyknęłam, notes zsunął mi się z kolan, a ja sama wstałam. - BYŁEŚ PRZEŚLADOWANY?!
Pociąg ruszył. Carol, Lukas, Shadow i ja patrzyliśmy na niego zaskoczeni, tylko Charlie spokojnie siedział.
- I nic nie mówiłeś! - powiedziała zmartwiona Shadow.
- Ludzie... Wy nie wiecie... - Leo próbował wszystko naprostować, lecz znowu mu przerwałam przypominając sobie pewną sytuację.
- Dennis! Jimmy! Luke! - warknęłam przez zęby i spojrzałam na niego z góry. - Wtedy gdy nas dorwali po lekcji latania! A ty mówiłeś, że nic ci nie zrobili!
- N-Natie.
- I wtedy! Gdy znaleźliśmy twoją różdżkę pod biblioteką! Pewnie cię wtedy napadli co nie? Tamtego wieczoru byłeś taki wykończony i zły!
- Daj mi powiedzieć...
- I za każdym razem po meczu quidditcha! Carol przychodził cały i zdrów, szczęśliwy jak idiota, a ty cały wymęczony! I próbowałeś się wykręcać słabą kondycją! Carol nie miał żadnych siniaków, ale ty za to mnóstwo... Przez cały czas...
- Natalie!
- Przez cały czas miałeś wokół siebie przyjaciół, którzy mogli ci pomóc! Ale ty tego nie widziałeś! - powiedziałam przez łzy i spojrzałam na niego.
- Natalie! Nie masz pojęcia jak to jest być nękanym, bitym, poniżanym! - Leo także wstał i zaczął na mnie krzyczeć. - Depresja... nieprzespane noce... Nikomu nie masz ochoty o tym mówić, bo wydaje ci się, że to nie pomoże, że to bez sensu. Rozmyślasz o śmierci, rozmyślasz o tym jak to skończyć, o tym jaki jesteś słaby, beznadziejny, bezradny, że nikogo nie obchodzi co mnie spotka!
- Ale... ale my! My to co?! Mogliśmy pomóc! - odpowiedziałam wojowniczo.
- Bałem się. To leżało w mojej psychice, nie wiem co wtedy myślałem, nie wiem czemu byłem takim idiotą... - powiedział, a ja usiadłam z powrotem na miejsce wyglądając przez okno. - Nie masz pojęcia jak się wtedy czułem. Słowa mnie rozdzierały od wewnątrz, uderzenia, kopnięcia też strasznie bolały... To było okropne.
Nie odpowiedziałam. Patrzyłam przez okno obrażona i pomyślałam o tym jak niesprawiedliwy może być świat.
*kilka dni po finale w BGT, perspektywa ogólna*
Leondre i Charlie energicznie opowiadali każdemu kto chciał słuchać co się stało w mugolskim programie. Nie przejęli się tym, że zajęli trzecie miejsce, byli wręcz z tego dumni. Podpisali kontrakt z wytwórnią Simon'a Cowella i rozpoczynają karierę. Nie da się ukryć, że zdobyli fanów, nawet w Hogwarcie. Natalie nadal nie rozmawiała z Leo, ale za to zaprzyjaźniła się z Albusem Potterem, oczywiście, powiedziała o tym Shadow, ponieważ tylko jej z towarzystwa potrafi kompletnie zaufać. Charlie natomiast coraz więcej czasu spędzał z Chloe, ale mówił, że to przez to, że w tym roku zdają SUMy. Każdy i tak miał swoje zdanie na ten temat. Carol, który znany był ze swojej wyobraźni, pomagał uczniom uczyć się na SUMy, a dokładniej, sprzedawał im notatki Lukasa za kilka sykli. Zdesperowani piątoklasiści, którzy zwykle nie uważali na lekcjach takich jak Historia Magii, kupowali je, dzięki czemu Carol zaczął zarabiać. Shadow spędzała czas z przyjaciółmi, ale od czasu do czasu dołączyła do trójki Puchonów z jej klasy, którzy jak zwykle z chęcią spędzali z nią czas. Lukas udzielał korepetycji kiedy tylko miał czas, a do jednej z jego uczennic należała Chloe, która odwiedzała Więżę Gryfonów co sobotę by móc pouczyć się z Lukasem. Charliemu nie za bardzo podobała się wizja spędzania sam na sam w dormitorium jego kolegi z piękną blondynką. Blondyn chyba się zakochał i zaczął odczuwać już tego skutki. Zawsze i wszędzie myślał o niej, o tym kiedy ją wkrótce zobaczy, o tym czy na pewno go lubi, o tym czy jej powiedzieć o swoich uczuciach. Przyjaciele przyzwyczaili się do zachowania kolegi na tyle, że nikt z tym nic nie robił. Na lekcjach siedział w jak w transie, gdy McGonagall go z czasem przyłapała na tym, niestety kończyło się to utratą punktów. Jedyną osobą, która pomagała mu przez to przejść, była Natalie. Dziewczyna bardzo chętnie udzielała mu porad, dotrzymywała obietnic, rozmawiała z nim o niej oraz sprzedawała mu plotki podsłuchane w toalecie dla dziewczyn. Charlie słuchał jej uważnie i starał się wszystko sobie w którejś części mózgu zakodować. Jednak blondynka nadal nie zapomniała o kłótni z Leondre, która miała miejsce bardzo dawno temu. Leondre za każdym razem gdy ją widział starał się przeprosić za swoje zachowanie, ale za nim zdążył otworzyć buzię, ona wynosiła się z danego pomieszczenia. Natalie należała do osób bardzo pamiętliwych, więc nie miała zamiaru tak szybko mu tego odpuścić.
- Czemu się z nim nie pogodzisz? - zapytał Charlie, gdy zdała mu relacje o tym, że Chloe dostała prawdopodobnie Wybitny z Transmutacji.
- Z kim? - zapytała zakłopotana.
- Z Leo! - powiedział zirytowany. - Przecież wiesz, że chce cię przeprosić. I zapamiętaj, że tylko ciebie, bo tylko tobie to nie odpowiadało.
Natalie westchnęła i przewróciła oczyma.
- Mówiłaś, że nie mamy się zachowywać jak dzieci, a sama tak się zachowujesz. - dodał Charlie i zaczął jej wymachiwać palcem wskazującym przed nosem, by potwierdzić wartość tego co powiedział.
- No dobra, dobra! Przy najbliższej okazji mu wybaczę. - poinformowała go blondynka zrezygnowanym tonem.
Charlie spojrzał na nią triumfalnym wzrokiem i uśmiechnął się.
- A jak tam u Albusa? - zapytał specyficznym tonem, który był bardzo znany u Carol'a.
- A dobrze. Scorpius też się spoko czuje... Ale mówiliśmy o Chloe...
- Nie, nie, nie! Ja z chęcią posłucham co masz do powiedzenia na temat swojego życia uczuciowego... - rzekł i skrzyżował ramiona.
- Nie wiem o czym ty mówisz... - odpowiedziała mu zdziwiona i odwzajemniła uśmiech.
- Dobrze wiesz, że Carol ma dużo podejrzeń o to gdzie się wybierasz codziennie wieczorami... - uświadomił jej Charlie. - A najprawdopodobniejsze jest to, że to właśnie z Albusem Potterem udajesz się na przechadzki po błoniach.
Natalie zadała mu nerwowe i zdziwione spojrzenie za jednym razem.
- Zapomniałaś, że przyjaźnimy się z jego bratem? - powiedział rozbawiony blondyn.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi! Zapamiętaj to sobie... - rzekła Natalie i skrzyżowała ramiona w geście obronnym.
- Mhmmm. Tak się zaczyna. - zacytował ją Charlie i puścił jej oczko, a ta zrobiła oburzoną minę.
- Tylko nie mów Carol'owi. Dobrze wiesz jak on to znosi, gdy dziewczyna nie zwraca na niego uwagi. - poprosiła go.
- James już go poinformował, że się przyjaźnisz z jego bratem... Ale on uparcie twierdzi, że nie i czeka aż mu sama powiesz.
- To się nie doczeka. A ja muszę powiedzieć Albusowi, żeby nie dzielił się z bratem tyloma informacjami. - rzekła blondynka i gdy dotarli pod obraz Grubej Damy i wypowiedzieli hasło. Ujrzeli w środku Carol'a, jak zwykle sprzedającego notatki, Lukasa oczywiście zaczytanego oraz Leo, który przyglądał się z zaciekawieniem skrawku swojej bluzy.
- Cześć. - przywitał się energicznie Charlie i rzucił się na Leo przygniatając mu nogi.
- Ałć! - syknął brunet i próbował się wygramolić nogi spod Charliego. - Co ci odwaliło?
- To co zawsze. - rzekł Lukas znad książki. - Zakochany.
- I jak na korepetycjach? - spytał podekscytowany Charlie. - Mówiła coś...
- Nie. Nie mówiła nic o tobie. - roześmiał się Carol, który sprzedał następną notatkę jakiemuś szatynowi.
- Oh, zamknij się Caroleczku. - powiedział przesłodzonym głosem Charlie, a Natalie usiadła się w fotelu.
- O... Natalie... - zauważył Leondre i natychmiast się wyprostował.
- Mhm. - odpowiedziała mu obojętnie patrząc w inną stronę.
- Odezwała się do ciebie! Woooow! Jakiś postęp! - zawołał w jego stronę Carol, a Leondre uśmiechnął się delikatnie.
- Słuchaj... Ja przepraszam, nie wiedziałem...
- Spoko. Wybaczam. - powiedziała obojętnie i nadal była wpatrzona w jakiś odległy punkt gdzieś na ścianie.
- Nareszcie! Co za ulga! - odetchnął Leondre. - Źle jest mieć kogoś na sumieniu.
Natalie mruknęła do niego coś w stylu ''aha'' i poszła do swojego dormitorium.
- Dziewczyny takie są... - rzekł Carol tonem znawcy i usiadł w fotelu, który przed chwilą opuściła Natalie. - Obrażają się o byle co, potem niby wybaczają, ale nadal nie do końca...
- Cicho... Słuchaj uważnie bo ekspert się znalazł. - powiedziała Shadow, która przed momentem weszła przez portret do Pokoju Wspólnego.
- A ty gdzie znowu się szlajałaś? - spytał Carol i spojrzał na nią.
- Byłam z Nathanielem, - westchnął. - Tomem, - jeszcze głośniej westchnął. - i Alexem. - bardzo głośno westchnął. - Na spacerze na błoniach.
-  Nie lubię ich. - rzekł i uśmiechnął się, a oczy mu zaświeciły.
- To kogo ty nie lubisz to twoja sprawa. Ważne, że ja ich lubię. - rzekła Shadow i usiadła się obok Charliego.
- Natalie była z tobą? - spytał podejrzliwie i zmrużył oczy.
- Nie... - odpowiedziała i skrzyżowała ramiona.
- Była ze mną Carol... Zwracaj uwagę co się dzieje wokół ciebie chłopie. - odpowiedział mu Charlie, a Leo się zaśmiał.
- A ty młody co? - powiedział Carol spoglądając na Leondre. - Skoro Shadow kręci z Nathaniel'em...
- Ej! Wcale nie! - powiedziała oburzona krzyżując ręce na piersiach.
- ...Charlie z Chloe... - kontynuował beztrosko.
- Nie prawda! - odpowiedział mu Charlie i zarumienił się.
- ... Lukas z Mayą...
- Jaką Mayą?! - zapytał oburzony Lukas zamykając książkę.
- Mayą Geller? - zapytała Shadow i spojrzała na Lukasa uśmiechając się pod nosem. - Ta z Ravenclaw?
- C-co? Nie! - zaprzeczył oburzony i cały się zaczerwienił.
- Dobrze wiemy jak jest. - uśmiechnął się Charlie.
- ...Ja z Natalie...
- Ty i Natie? Ha! Niezły żart. - zaśmiał się Charlie i spojrzał na Carol'a z niedowierzaniem.
- To Little Dre z kim kręci? Hmm? - zapytał Carol kończąc swoją wypowiedź, która kilka razy została przerwana. - Widziałem jak rozmawiasz...
- Z kim?! - zapytał energicznie Charlie, a Leondre spłonął rumieńcem i spojrzał z zaskoczeniem na Carol'a.
- Z Margareeeet Milleeeeerrr. - rzekł Carol przeciągając niektóre litery dla lepszego efektu.
- Ta z Hufflepuff? - spytała zaskoczona Shadow i zatkała sobie usta dłonią.
- M-może jest z Hufflepuff, ale ja z nią nie kręcę! Jest fajna... ładna... no... ale nie! - bronił się brunet, ale nie za dobrze mu to wychodziło i coraz bardziej robił się czerwony.
Jego rumieńce nie były takie delikatne jak zawsze Charliego, Leondre zaczerwienił się cały. Od uszu do nosa i na policzkach, co było dość zabawne. Gdy brunet zaciekle się bronił, ludzie zaczęli wychodzić na obiad. Natalie niechętnie wyszła z dormitorium, a za nią rozchichotane Vanessa, Rebecca i Rose, które od niedawna stały się fankami Bars and Melody. Blondynka szybko podeszła do swoich przyjaciół i przewróciła oczyma.
- Na Merlina, czy one nie mogły by przestać gadać tylko i wyłącznie o was. - syknęła w stronę trójki dziewczyn, które były w trakcie przechodzenia przez portret Grubej Damy.
Charlie i Leondre spojrzeli na nią wzruszając ramionami.
- No na Merlina... Jacy oni są ładni, tacy przystojni, tacy ekstra. Ja zamawiam Leondre! Nie bo ja! Charlie też jest cudny... No, no, no... Umówię się z jednym z nich jeszcze w tym tygodniu, zobaczysz! - przedrzeźniała swoje koleżanki i podeszła do chłopaków wpychając się między nich na kanapie. - Charlie, no dawaj, pocałuj mnieee. Leondre nie bądź taki nieśmiały, po prostu pocałuj mnieee. Ugh! Denerwujące.
 Leondre i Charlie spojrzeli na nią zaskoczeni. Wyglądała jakby miała zamiar je zamordować.
- Może kontynuujesz? - zapytał Leo i uśmiechnął się do Natie. - Zaczynało mi się podobać.
- Lepiej mnie zostaw w spokoju. - syknęła w jego stronę, więc gwałtownie się odsunął na koniec kanapy.
- Czemu ja nie jestem sławny? - zapytał oburzony Carol. - Ja bym je wszystkie...
- Nie  musisz nam mówić co byś z nimi wszystkimi zrobił. - przerwał mu brat spoglądając na niego z nad książki.
Pokój Wspólny Gryfonów opustoszał. Nie było w nim nikogo, tylko szóstka przyjaciół.
- Idziecie na obiad? - zapytała Natalie i położyła głowę na oparcie kanapy.
- W sumie to nie... Najedliśmy się czekoladowymi żabami. - odpowiedział Carol.
- Więc rezygnujemy z obiadu? - spytała Natie. - Bo ja też nie jestem głodna.
- Perfekcyjnie! To spędzimy teraz razem milutkie popołudnie... - powiedział Leondre po czym położył głowę na poduszce i położył nogi na kolanach Charliego oraz Natalie. Blondynka zrzuciła jego nogi na podłogę co skutkowało tym, że Leo z hukiem wylądował na podłodze. Nie odpowiedział nic, tylko usiadł z powrotem na swoje miejsce i masował sobie zbite kolano.
- O Merlinie... - szepnął Charlie i wskazał na wielkiego pająka na kapturze Shadow. - S-Shad...
- Co? - zapytała spokojnie i spojrzała na niego.
- Pająk na twoim kapturze! - krzyknął Carol, który dobrze wiedział, że dziewczyna boi się pająków.
Reakcja Shadow była natychmiastowa. Zaczęła wymachiwać rękoma we wszystkie strony, trzepała swój kaptur i wstała. W końcu tak mocno szarpnęła za pelerynę, że kaptur zsunął się z jej głowy. Dziewczyna nawet tego nie zauważyła, tylko spokojnie usiadła.
- Co to była za akcja... - odetchnęła.
Chłopacy patrzyli na nią z niedowierzaniem. A ona patrzyła na nich jakby chciała się spytać ''No co?''.
- Masz niebieskie włosy! - wydusił Leondre i zatkał sobie usta dłonią.
Shadow momentalnie nasunęła na swoją głowę kaptur i wstała przestraszona.
- Ładna jesteś! - powiedział Carol i uśmiechnął się uroczo. - Nie zakrywaj twarzy tą szmatą...
- Właśnie! - poparł kolegę Charlie i uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony z tego, że wreszcie zobaczył jak Shadow wygląda pod kapturem. Natie nie odzywała się. Nie była ani zaskoczona, ani zdziwiona ani nic z tych rzeczy. Patrzyła tylko na Shadow uśmiechając się.
- A-ale ja... - Shad była zdenerwowana.
- Daj sobie spokój z kapturem! Jesteś piękna! - powiedział Lukas, który przerwał czytanie.
Dziewczyna nadal nie ściągnęła swojego kaptura tylko stała w tym samym miejscu.
- O nie! Która godzina? - zapytała Natalie i wstała. Podeszła do Carol'a i chwyciła go za rękę by spojrzeć na zegarek. - Muszę iść!
Gdy chciała odbiec, ale Carol chwycił ją w ostatniej chwili za rękę.
- A gdzie ci się tak śpieszy? - spytał i chwycił ją za drugą rękę.
- Muszę iść! - warknęła na niego z obrażoną miną.
- Daj jej iść Carol... - powiedział zrezygnowany Charlie, na co Carol westchnął i puścił ją.
- Tylko wróć na kolacje! - krzyknął za Natalie, która zniknęła za portretem.
- Zachowujesz się jakbyś był jej starszym bratem. - zauważył Leondre.
*perspektywa Natalie*
 Pobiegłam korytarzem pod Wielką Salę, gdzie miałam się widzieć z Albusem i Scorpiusem. Poprawiłam sobie włosy i ubranie. A gdy tylko wyszłam zza zakrętu i ujrzałam chłopaków, pomachałam im z uśmiechem na twarzy. Dzisiaj jak zwykle o tej samej godzinie mieliśmy iść na spacer po błoniach.
- Hej blondyna. - przywitał się Scorpius i poklepał mnie po plecach.
- Hej Skorpionie. - przywitałam się i spojrzałam na Albusa. - Cześć Al.
- Cześć Natie. - odpowiedział Albus i uśmiechnął się czochrając sobie swoje czarne włosy. - To idziemy, co nie?
Ruszyliśmy i jak zwykle rozmowę zaczął Scorpius.
- Słyszałem, że w twojej paczce coraz więcej osób zaczyna z kimś kręcić... No bo wiesz, często widzę Shadow razem z Nathaniel'em albo Leondre raz widziałem z tą Margaret. Jak się jest Ślizgonem to takie rzeczy się wie. - rzekł jak zwykle energicznie.
- Co wam wszystkim się dzisiaj na miłosne gadki zebrało? - spytałam zaskoczona. - Wszyscy gadają ciągle o miłości, o dziewczynach lub chłopakach... Co wam odwaliło?
- Ja staram się wpasować do otoczenia. - odpowiedział Scorpius na swoją obronę.
- Ja nie lubię rozmawiać o miłości. - poinformował mnie Albus.
- Ale wieczorami to mi w ramię wypłakuje, że...
- Haha, bardzo śmieszne Scor. - przerwał mu zirytowany Albus. - Porozmawiamy o tym kiedy indziej.
- Ale ogółem, to mnie miłość nie kręci. Jakoś mi się nie spieszy... Chyba, że Rose... - rozmarzył sie Scorpius.
- Nie zaczynaj znowu o mojej kuzynce. - przerwał mu zirytowany i przewrócił oczyma. - Ty ciągle tylko o niej, może poszukasz sobie kogoś innego? Mówiła ci tysiące razy, że nie jest zainteresowana tobą.
- Rose Granger-Weasley? Dzielę z nią dormitorium. - poinformowałam blondyna, ale od razu zauważyłam, że to był błąd.
- Co?! Mówiła coś o mnie? Może mnie lubi? Albo kocha? A mówiła może o jakiś innym chłopaku? Muszę wiedzieć kogo wyeliminować z tej gry... - nadawał Scorpius.
- Dobra, dobra! Wyluzuj! - uspokoił kolegę Albus. - Na tą rozmowę przyjdzie czas kiedy indziej, Natalie powiedziała, że wkurza ją ciągłe gadanie o miłości...
- W sumie to tego nie powiedziałam, ale denerwuje mnie to, że każdy mój przyjaciel już kogoś ma. Wiem, że Charlie będzie z Chloe, relacja Shad i Nathaniel'a również może się pogłębić. I na dodatek od razu widać, że miłością Leondre jest Margaret. Lukas podobno uczy się z jakąś Mayą i nie wiadomo co o tym myśleć. A Carol pozostaje forever alone na wieki wieków. - opowiedziałam.
- No to nie jesteś sama. - odpowiedział Scorpius i popchnął Albusa w moją stronę. - Albus też sam i nikogo nie szuka.
- Coś przez to sugerujesz? - spytał Al i groźnie spojrzał na blondyna.
- Nie, ja nic nie sugeruje. A przyznać musisz, że słodko byście razem wyglądali... - rzekł Scorpius i spojrzał na nas z góry. - Tak! Zdecydowanie tak!
Scorpio zarobił z łokcia w brzuch i od Albusa i od Natalie.
- Nie wygłupiaj się Scorpio. My tylko przyjaciele. - poinformowałam go z uśmiechem, a znając samą siebie zaczerwieniłam się jak burak.
- Mhmmm. Tak to się zaczyna. - rzekł, a ja spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
- Słyszę to już dzisiaj drugi raz... - warknęłam i przyspieszyłam kroku.
- Nie złość się blondyna. - uśmiechnął się niewinnie Scorpio i podszedł do mnie. - Ja tylko mówię co myślę...
- I może to właśnie problem. - rzekł Albus i spojrzał obojętnie na blondyna.
- Oooo! - zawołał jakiś głos za ich plecami. - Potter, Malfoy i Hill! Nowe trio, nie ma co!
- Irytek! - jęknęłam i spojrzałam za siebie na siedzącego w powietrzu poltergeista w kolorowym ubraniu. - Co tu robisz?
- Nie, nie, nie... - szeptał pod nosem Albus i spojrzał na ducha z nieśmiałym uśmiechem. - Czeeeść...
- Potter, Hill i Malfoy! A czemu idziecie opuszczonym korytarzem?! Chyba nie chcecie by ktoś was PRZYŁAPAŁ?! - krzyknął Irytek i uśmiechnął się figlarnie.
- Nie Irytku! My aby idziemy na spacer... Nic więcej... Nie szukamy kłopotów. - tłumaczył się Scorpius.
- Spacer, a może szukacie jakiegoś... ustronnego... miejsca na spotkanie? Wy w takim trio, takim trójkąciku? - zapytał i podleciał bliżej uśmiechając się do blondyna.
- C-co?! - powiedziałam oburzona. - Nie wierzę, że nie ważne z kim gdzie się pojawię, ktoś zawsze musi rzucić na ten temat sprośny tekst!
- Ja bym nie narzekał jakby nasze spotkanko obróciło się w... - zaczął Scorpius, ale gdy zobaczył mordercze spojrzenie Natie od razu się zamknął.
- To do widzenia gołąbeczki! - pomachał im Irytek i zniknął.
- Z-zniknął? - spytał z niedowierzaniem Albus. - To chyba nie wróży nic dobrego...
- Chyba nie... - przytaknęli Natie i Scor.

---
Komentujcie!
Pozdrawiam,
xXNatalie