poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 15.

Shadow pomogła dojść przyjaciółce do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrey od razu się nią zajęła. Tak jak blondynka przewidywała kostka była zwichnięta. Pielęgniarka opatrzyła ją i kazała Natalie położyć się na jednym ze szpitalnych łóżek, żeby zostać do jutra. Na szczęście dziewczynie udało się uprosić panią Pomfrey o pozwolenia na powrót do dormitorium pod warunkiem, że będzie odpoczywać. Dziewczyny podziękowały za pomoc i wyszły, udając się jak najszybciej do pokoju wspólnego, po drodze rozmawiając.
- Boli cię jeszcze ta kostka? - spytała z troską Shad
- Już nie, pani Pomfrey dała mi leki. Leondre był dzisiaj jakiś dziwny, też to zauważyłaś? - blondynka zmieniła temat
- Tak, zachowywał się inaczej niż zwykle. - przytaknęła - Ale, może po prostu miał zły dzień.
- To jest całkiem możliwe, ale nadal nie tłumaczy mojej skręconej kostki. - Natalie nagle ściszyła głos - Cicho, ktoś idzie...
Dziewczyny przystanęły i nasłuchiwały. Kroki były coraz bliżej, jednak powoli ucichły. Teraz było słychać tylko przyśpieszone oddechy i bicie serca przyjaciółek.
- Ch-ch-chyba już sobie poszedł. - wyjąkała z trudem Shad
- Raczej tak. Chodź... - Natalie pociągnęła dziewczynę za sobą - ale miej różdżkę w pogotowiu.
Dziewczyny szły dalej ciemnym korytarzem, miały dziwne wrażenie, że ktoś je śledzi. Nie zorientowały się nawet, że skręciły nie w ten korytarz. Brnęły dalej w te ciemność, dokoła nie było słychać nic oprócz tupotu stóp. Nagle dziewczyny w coś weszły... Shadow wyciągnęła rękę przed siebie i dotknęła tego 'czegoś', były to drzwi od biblioteki.
- Brawo my, weszłyśmy nie w ten korytarz. - powiedziała lekko wkurzona Natie, wyciągając różdżkę - Lumos.
Shadow również zaświeciła swoją różdżkę, to pozwoliło im zorientować się trochę w terenie. Szły kawałek oświetlając sobie dokładnie każdy kąt korytarza i nasłuchując czy nikt się nie zbliża. Nagle blondynka przystanęła i przykucnęła podnosząc coś z ziemi. Podeszła do przyjaciółki i pokazała jej znalezisko. Była to różdżka, jednak wydawało jej się, że już gdzieś ją widziała.
- Ej, a to nie jest czasami różdżka któregoś z naszych? - przerwała milczenie Shadow
- Właśnie coś mi się tak wydaje. - zamyśliła się Natalie - To na pewno nie jest różdżka Charliego.
- Bliźniaków też raczej nie...co jak co, ale różdżki to nawet Carol pilnuje. - Shadow wzięła różdżkę, żeby jej się przyjrzeć
- Przecież to nie możliwe...nie na pewno nie...to nie może być... - Natalie już sama nie była pewna - Ona wygląda jak różdżka Leondre. Ale to nie możliwe, przecież od tak by mu nie wypadła.
Dziewczyny stały chwilę w milczeniu, to znalezisko dało im wiele do milczenia. Postanowiły, że mu ją jutro oddadzą i porozmawiają z nim o tym. Zaraz po tym ruszyły w stronę właściwego korytarza. Bliźniacy i reszta na pewno zamartwiają co się z nimi dzieje. A one? One błądzą w ciemnościach szukając właściwego korytarza. Super, nie? Nie ma to jak zgubić się w szkole, w której jest się już drugi rok. Brnęły tak dalej sobie tylko znaną trasą po szkolnych korytarzach. Nagle na kogoś wpadły. Było to trzech chłopaków, wyższych od nich. Przyjaciółki miały już same czarne scenariusze ułożone w głowie. To na pewno Dennis, Jimmie i Luke, już z nimi koniec, nikt im nie pomoże i nikt je nie znajdzie, chyba że następnego dnia nieżywe. Wolały odtrącać od siebie te czarne myśli, jednak one powracały niczym natrętne muchy (xd). Shadow podniosła się z ziemi pomagając wstać również przyjaciółce i różdżką oświetliła twarze nieznajomych. Był to na szczęście tylko Nathaniel ze swoimi kolegami.
- O, hej Shad. - uśmiechnął się wesoło
- Cześć Nathan. Co ciebie i twoich kolegów, których imienia nie znam, sprowadza w te ciemne korytarze. - spytała podejrzliwie
- Ratujemy damy, które się zagubiły. A i to są Tom i Alex. - powiedział, a uśmiech nie schodził z jego twarzy
- Tja, bardzo miło waz poznać. - Shadow poprawiła kaptur
- Może przedstawisz nam tę uroczą blond koleżankę? - spytał Alex puszczając oczko do blondynki
- Jestem Natalie i przestań mi tu słodzić, bo cukrzycy dostanę. - chłopak nie zraził się jednak jej odpowiedzią.
Nathaniel, Alex i Tom stwierdzili, że pomogą dziewczyną znaleźć drogę powrotną. Błądzili dalej po ciemnych korytarzach, bo jak zapewnili je puchoni, znają drogę na skróty. Nagle w ciemności coś zabłyszczało. Były to oczy kota, ale nie pierwszego lepszego kota, tylko pani Norris. Kotka  przyjrzała się całej piątce. Nagle Alex tupnął nogą przed kotem, który spłoszył się i pobiegł tylko w sobie znanym kierunku.
- Dobra ludzie, teraz mamy 2 minuty życia, bo zaraz przyjdzie Filch i nas zgarnie! - zakomunikował Tom
- Plan jest taki, wejście do Pokoju Wspólnego Gryffindora jest niedaleko, więc was tam bezpiecznie odstawimy. O nas już się nie musicie martwić. - objaśnił Nahaniel
- Oczywiście Natalie, masz problem z bieganiem, więc mogę cię ponieść. - zaproponował blondyn
- Taa, bardzo ciekawa propozycja Alex'ie - powiedziała sarkasycznie Natie
- Ludzie zwijamy się, bo nie ma czasu. - Shadow wydawała się zniecierpliwiona
Nikt już nic nie powiedział, tylko ruszyli w milczeniu. Gdy znaleźli się przed portretem Grubej Damy chłopcy wycofali się po cichu i dwie gryfonki pozostały same.
- Co za tchórze poszli sobie. - przewróciła oczami Natie - Canis...
Obraz odsłonił przejście. W Pokoju Wspólnym na kanapie siedzieli Carol, Lucas, Charlie i James zawzięcie o czymś rozmawiając. Wśród tych szeptów było słychać jakiś czas 'przemiana', 'zwierzęta', 'animag', 'huncwoci' i 'mapa'.  Dziewczyny weszły do środka i przeszły obok nich. Oni byli tak zajęci, że nawet nie zwrócili na ni uwagi. Dobra to się robiło wkurzające. Najpierw idą do pielęgniarki, potem próbują wrócić, ale się gubią w ciemnych korytarzach. Nie ma ich prawie cztery godziny, dochodzi już północ, nareszcie odnalazły drogę i wróciły. A tu nie usłyszały nawet głupiego 'hej' albo coś w tym stylu. Nikt się nimi nie interesował. Shadow głośno westchnęła i razem z Natie udały się do dormitorum dziewcząt. Gdy weszły do środka reszta, w postaci Vanessy, Rebbecc'i i Rose, już spała. Natalie wzięła z kufra swoją piżamę i poszła się wykąpać. Następnie poszła Shadow. Wykąpała się, założyła swoją piżamę i dokładnie umyła zęby. Rozpuściła swoje niebieskie włosy i dokładnie rozczesała, po czym spięła w luźnego kucyka. Poszła z powrotem do dormitorium. Natie już spała, więc Shad nie pozostało nic innego, jak pójście w ślady przyjaciółki. Położyła się więc w wygodnym łóżku i szczelnie okryła kołdrą. Po chwili już spała.

*magia czasu, następnego dnia rano*
Shadow wstała jako ostatnia. W dormitorium była już tylko Natalie pakująca swoją torbę. Niebiesko włosa wstała i udała się do łazienki wraz ze swoim mundurkiem. Ubrała spódniczkę, bluzkę, zawiązała krawat no i jeszcze założyła sweterek z herbem domu oraz szatę. Na to jeszcze pelerynę. Gotowa poszła do Pokoju Wspólnego zabierając po drodze plecak i różdżkę Leo. W pokoju czekali już Leo, Natalie, Lucas i Charlie. Nie było tylko Carola.
- Hejo wszystkim! - powiedziała Shad pokonując ostatnie stopnie
- Cześć. - odpowiedzieli chórem
- Co z Carolem? - zapytała rozglądając się
- Zaspał i się dopiero ubiera. - poinformował ją Lucas
- A tak w ogóle... - zaczęła Shadow wyciągając różdżkę Leondre - ...znalazłyśmy to wczoraj niedaleko biblioteki...
- No właśnie. - zawtórowała jej Natie - Możesz nam to jakoś logicznie wytłumaczyć?
- Bo ja niosłem wczoraj dość ciężką książkę, która wyleciała mi z ręki... - widać było, że nie mówi prawdy - ...i jak ją podnosiłem to różdżka musiała mi wylecieć z kieszeni.
- No dobra. - Shadow podała chłopakowi jego własność. W tej samej chwili z dormitorium chłopięcych wyszedł Carol.
- Cześć księżniczki! Cześć chłopaki! - przywitał się wesoło
- No, dzień dobry. Śpiąca królewna raczyła się obudzić. - powiedział Charlie.
Wszyscy skierowali się w stronę wyjścia. Przeszli przez dziurę za portretem i ruszyli w stronę wielkiej sali.
- Shadow! Natie! - dziewczyny przystanęły i odwróciły się gwałtownie. Byli to Nathaniel, Tom i Alex.
- A wy tu czego? - Carol był wyraźnie wkurzony
- My do naszych koleżanek. - odpowiedział mu Alex machając do dziewczyn
- Uważaj sobie, to są moje księżniczki! Łapy od nich precz, zwłaszcza od Natie! - warknął Carol
- Ogarnij, dobra. Sama umiem o siebie zadbać. A zresztą nie będziesz mi mówić co mam robić. - zachowanie chłopaka doprowadzało ją do białej gorączki.
- Uspokójcie się! Nawet się nie znacie, a już się na siebie drzecie! - nakrzyczała na nich Shadow
- Dobra, więc Shad przedstaw nam swoich kolegów z Hufflepuff. - Lukas poprawił okulary
- To tak. Blondyn, który zdążył pokłócić się z Carolem to Alex, brunet najbliżej mnie to Nathaniel, a ten drugi szatyn to Tom. - Shadow miła nadzieje, że się tym razem nie pogryzą
- Miło was poznać. - odezwał się bardziej pokojowo nastawiony bliźniak - Ja jestem Lukas, a to mój brat bliźniak Carol. Blondyn stojący obok mnie to Charlie, a ten niski brunet to Leo. Zapewne go znacie, bo jest w tej samej klasie co wy.
- Tak, kojarzę. - Alex przytaknął, reszta też - Może chodźmy już, bo się spóźnimy.
- Nie będziesz mi młody mówił, co mam robić. - Carol usilnie próbował zwrócić na siebie uwagę - Może chodźmy już, bo się spóźnimy.
Shadow westchnęła, a Natalie zrobiła tak zwany facepalm. Podczas dalszej drogi Lucas rozmawiał o czymś z Tomem, Natalie i Shad z Alexem, a Charlie z Nathanielem. Tylko Carol nie wykazywał entuzjazmu z poznania nowych kolegów. Na szczęśćcie towarzystwa dotrzymywał mu Leondre. Przy wejściu do Wielkiej Sali musieli się niestety rozdzielić. Puchoni poszli do swojego stołu, a Gryfoni do swojego. Przy posiłku siedzieli jak zwykle, czyli z jednej strony Carol, Natalie i Leo, a z drugiej Lucas, Shadow i Charlie.
- Spędzili z nami pięć minut i już myślą, że ich lubimy. - zaczął Carol
- Nie przesadzaj, są nawet całkiem fajni. - powiedział Charlie
- Ten Tom to ma nawet niezłe pojęcie o bardo ważnych przedmiotach. Już go polubiłem. - poparł przyjaciela Lucas
- Serio?! Bracie, nawet ty przeciwko mnie??? - zapytał z niedowierzaniem Carol
- Nie jesteśmy przeciw tobie, tylko mamy bardziej przyjazne nastawienie do ludzi. - odpowiedział mu Lucas
- A zresztą nie chcesz to nie musisz się z nimi przyjaźnić, przecież nikt cię do tego nie zmusza. Ale powinieneś chociaż ich szanować. -  Shad przeniosła wzrok na chłopaka
- Szanuje tych, którzy na mój szacunek zasłużyli.- Carol usilnie próbował udowodnić, że ma rację.
Tylko Leondre i Natalie milczeli. Jak na razie nie mieli chyba ochoty angażować się w te kłótnie. Zresztą i tak Leo wystarczało problemów. Po skończonym posiłku wszyscy udali się na lekcje.

*magia czasu, po skończonych lekcjach w Pokoju Wspólnym*
Carol, Lukas, Natalie i Shadow siedzieli w Pokoju Wspólnym. Dziewczyny rozmawiały o swoich sprawach, Lukas czytał książkę, a Carol siedział i gapił się w książkę udając, że się uczy. Charlie gdzieś wyparował nie całe dziesięć minut wcześniej. Nagle obraz się odsunął i do środka wszedł Leo w towarzystwie Olivera i Dylana.
- Shad, tam przy obrazie czeka na ciebie Nathaniel z kolegami. Chcieli żebyś z nimi poszła na błonie. - powiedział na jednym wydechu Leo
- Okey, to ja się zbieram. - dziewczyna wstała i ruszyła w kierunku wyjścia
- Nie tak szybko. - zatrzymał ją Carol - Nie uważasz, że znasz ich zbyt krótko, żeby się byle gdzie z nimi włóczyć?
- Nie, znam ich dostatecznie długo, więc na razie. -  pomachała do chłopaka i wyszła.
Reszta siedziała dalej na swoich miejscach, a Leo z kolegami poszedł do dormitorium. Nagle Lukasowi przypomniało się coś ważnego. Już miał wychodzić, gdy zatrzymała go Natie.
- Miałeś mi przecież pożyczyć tę książkę. Jest mi niezmiernie potrzebna do zrobienia zadania domowego. - powiedziała
- Idź po nią do mojego dormitorium. Jest pierwsza z brzegu w kufrze. - widać było, że mu się spieszy - Ja już muszę iść do biblioteki.
- No okey. - Natalie wróciła na swoje miejsce. Nie zamierzała chodzić po dormitoriach chłopięcych. Nie żeby coś, ale jakoś nie miała ochoty. Postanowiła wcielić w życie plan A, dopiero później, jeśli to nie wypali będzie musiała użyć planu B, czyli sama tam pójdzie. Ale to dopiero w ostatecznej ostateczności. Pora więc wcielić plan A. Podeszła więc do Carola i zamknęła jego książkę siadając obok niego.
- Carolu wiesz przecież jak bardzooo cię lubię. - Natalie zamrugała powiekami
- Tak wiem, i co w związku z tym? - zapytał
- Przyniesiesz mi tę książkę Lukasa? Proszę, tak ładnie proszeeeee.... - zrobiła minę smutnego psa
- Lubię cię, ale po to masz nogi, żeby się po nią przejść. Więc moja odpowiedź brzmi NIE. - podkreślił ostatnie słowo
- Ale ty jesteś... - Natalie udała obrażoną
- No nie obrażaj się księżniczko, tylko idź po tę książkę. A gdybyś nie mogła jej znaleźć to przyjdę ci pomóc. Jednak nie liczę, że nie pójdziesz tam tylko po książkę. Wiesz możesz potem ze mną zostać. - wypowiadając ostatnie słowa zabawnie poruszał brwiami
- Wiesz ty co! Jesteś niemożliwy. - walnęła go z łokcia w brzuch
- A to za co? - zrobił minę niewiniątka - Przecież ja tylko złożyłem ci propozycję.
- Mnie się takich propozycji nie składa. Zapamiętaj to sobie Thompson. - posłała mu mordercze spojrzenie i wstała z kanapy. Teraz niestety pora na plan B, czyli ostateczną ostateczność. Dziewczyna leniwie ruszyła w stronę schodów. Gdy znalazła się na górze już chciała wejść, ale usłyszała jak ktoś śpiewa:

 Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go

Dziewczyna z skądś znała ten głos. Wiedziała, że dormitorium z Lukasem dzieli jego brat, Charlie, no i oczywiście James. 

 Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go

To na pewno nie był żaden z bliźniaków i raczej nie był to James, bo nigdy nie słyszała żeby któryś z nich śpiewał. Natalie nigdy jeszcze nie słyszała tak pięknego głosu. Wreszcie odważyła się i otwarła drzwi. Na łóżku najbardziej oddalonym od drzwi, tyłem do niej siedział Charlie. Natalie nie mogła w to uwierzyć. Jej przyjaciel tak ładnie śpiewa i nigdy jeszcze się nie pochwalił swoim pięknym głosem. 

Staring at the ceiling in the dark
Same old empty feeling in your heart
'Cause love comes slow and it goes so fast
Well you see her when you fall asleep
But never to touch and never to keep
'Cause you loved her too much and you dive too deep
  
Natalie po cichu podeszła do kufra przy łóżku Lukasa i delikatnie otworzyła cały czas wsłuchując się w śpiew chłopaka. Wyciągnęła odpowiednią książkę i położyła ją bezszelestnie na łóżku. Następnie chciała zamknąć kufer jak najciszej się dało. Jednak jak to w życiu bywa, nie można mieć wszystkiego. Wieko delikatnie trzasnęło, ale to wystarczyło by chłopak przestał i się odwrócił. 
- Co ty tu robisz? - spytał zmieszany
- Ja, ja przyszłam po książkę, którą Lukas mi pożyczył. Nie mógł sam po nią przyjść, bo się gdzieś śpieszył, a Carol nie chciał mi pomóc. Jamesa nawet tam nie było. - powiedziała to tak szybko, że martwiła się czy ją zrozumiał - A tak w ogóle to masz bardzo ładny głos.
- Dzięki. - chłopak zarumienił się trochę

* magia czasu, początek wakacji, perspektywa Leondre*
Od tygodnia jestem już w domu. Zdążyłem w tym czasie wyprzątną mój kufer. Teksty rapów schowałem głęboko do szuflady, żeby nie przypominały mi tamtych wydarzeń. Teraz ma święty spokój, ale co z tego skoro za te dwa głupie miesiące moje problemy znów się pojawią. Może nawet wzrosną na sile. Przecież Dennis, Jimmie i Luke od tak nie znikną. Mam ich serdecznie dosyć, zapewne z wzajemnością. Jaki ja jetem beznadziejny, nie umiem sobie z nimi poradzić. Może w tym co mówili jet więcej prawdy niż mi się zdawało. Może faktycznie do niczego się nie nadaję, nikt mnie nie kocha i nie potrzebuje. Skoro tak, to co ja tu jeszcze robię. Może czas skończyć swoje marne życie. Może tak będzie wszystkim lżej. Stop!!! Nie Leondre, nie możesz tak myśleć. Ogarnij się, bo będziesz zmuszony sam sobie dać w twarz. Nie możesz tak mówić ani nawet myśleć. Skarciłem sam siebie w myślach. Bo co zrobi wtedy moja rodzina. Nie mogę myśleć tylko o sobie. Bo co zrobi moja najukochańsza na świecie mama, mój tata, moi wspaniali bracia i najlepsza w świecie młodsza siostra. To dało mi trochę do myślenia. Nie mogę się poddać. Muszę być silny dla siebie i dla nich. Zwłaszcza dla nich. Postanawiam coś z ty zrobić. Dłużej już tak nie mogłem dusić tego w sobie. Musiałem się komuś wygadać. Padło na mojego ojca. W tej chwili czułem, że tylko on mnie zrozumie i tylko on jest mi w stanie pomóc. Zszedłem na dół do salonu, w którym siedział mój tata czytający Proroka Codziennego.
- Tato, możemy porozmawiać? - zacząłem niepewnie.
- Jasne, chodź tu synu. - wskazał na miejsce obok siebie, a ja naglę straciłem ochotę, żeby mu o ty wszystkim powiedzieć.
- Bo jest taka sprawa. W Hogwarcie są tacy trzej ślizgoni. - ciężko mi było wydusić z siebie cokolwiek, bo wszystko przypominało mi tamte wydarzenia - Nazywają się Dennis, Jimmie i Luke, i oni....
Głos mi się załamał, nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Łzy zaczęły mimowolnie płynąć po moich policzkach. Wytarłem je rękawem bluzy i kontynuowałem.
- ...i oni nie dają mi życia. Prześladują mnie, wyżywają się na mnie, obrażają, przezywają...Tak jet już jakieś dwa lata
- Na Merlina! Synu, dlaczego nic nie mówiłeś? - najwidoczniej nie mógł uwierzyć w to co mu właśnie zakomunikowałem.
- Nie mówiłem, bo się bałem. Nawet moi przyjaciele o niczym nie wiedzieli. - wyrzuciłem z siebie wszystko co chciałem. Łzy znów spływały po moich policzkach. Nie hamowałem ich, wręcz przeciwnie pozwoliłem im płynąć. Nie chciałem udawać silnego, bo wcale takim nie byłem. Mój ojciec nic nie powiedział tylko mocno przytulił. Postanowił coś z tym zrobić.

*magia czasu, kilka tygodni później, perspektywa ogólna*
Leondre i Charlie spotkali się u Devriesa w domu. Obaj wiedzieli już o swoich talentach. Leo opowiedział również Charliemu o swoim dziwnym zachowaniu w szkole i o prześladowcach. Blondyn był w szoku, nigdy nie przyszłoby mu na myśl przez co przechodził jego przyjaciel. Chłopacy siedzieli chwilę w milczeniu.
- Słuchaj, bo jest taka sprawa. - przerwał ciszę brunet
- Hm? - Charlie podniósł na niego swój wzrok
- Bo Natalie i Carol opowiadali coś, że śpiewasz. I czy to jest prawda? - spytał
- Tak, to prawda. - odparł ze spokojem
- No i tak się składa, że ja piszę rapy. Więc co powiesz na to żeby założyć zespół? - spytał z nadzieją w głosie
- To jest nawet bardzo dobry pomysł. - blondyn ożywił się
Leondre i Charlie założyli zespół, właściwie duet, który nosił nazwę Bars and Melody. Kilka tygodni później zgłosili się do Britain's Got Talent z piosenką 'Hopeful'.
*****
Ode mnie to tyle mam nadzieję, że się podoba. 
Dobranoc.







czwartek, 15 września 2016

Rozdział 14.

*rok później, perspektywa Leondre*
Dziś nadszedł dzień w którym mieliśmy wybrać nowe przedmioty do trzeciej klasy. Ja, Natalie i Shadow postanowiliśmy się za to zabrać pod wieczór bo mieliśmy jeszcze kupę czasu by to oddać. Siedziałem sobie sam w Pokoju Wspólnym Gryffindoru i czytałem książkę pożyczoną od Lukasa, która miała mi pomóc wybrać przedmioty, które przydadzą mi się w przyszłości. Wertowałem kolejne strony w całkowitym skupieniu, gryząc nerwowo sznurek od swojej bluzy. W końcu wkurzony zatrzasnąłem ją z hukiem, przez co Vanessa siedząca niedaleko podskoczyła ze strachu.
- Ta książka nic nie daje! - warknąłem przez zęby odrzucając książkę na drugi koniec kanapy. - Cały czas pisze w niej, że warto się poświęcić i wybrać wszystkie przedmioty!
W tym samym czasie obok niego pojawił się znikąd Charlie.
- Dlatego Lukas wybrał wszystko. - powiedział rozbawiony.
Ten widok musiał być dość zabawny. Siedziałem z obrażoną miną w przydużej bluzie gryząc jeden z jej sznurków i na dodatek z założonymi rękami patrzyłem się na książkę jakby wyrządziła mi krzywdę.
- Pojawiasz się nie w porę... Jestem w bojowym nastroju. - rzekłem przez zęby nadaj ssąc sznurek od bluzy.
- Właśnie widzę... - roześmiał się Charlie. - Potrzebujesz pomocy?
Tego mi najbardziej brakowało, wsparcia ze strony przyjaciół. Natie i Shad wyparowały do biblioteki z Lukasem, a Carol odsypiał wczorajszą imprezę, która została zorganizowana tylko po to by uczcić zwycięstwo Gryfonów w meczu przeciwko Ślizgonom. Ja też brałem w niej udział, w końcu należę do drużyny od roku, jestem w niej ścigającym, ale o tym innym razem.
- Tak, tak, tak! Błagam! - prosiłem Charliego ze złożonymi rękoma.
To, że nie miałem najlepszych ocen, wcale nie świadczyło o tym, że mi nie zależy na dobrej przyszłości.
- Przestań Leo, ludzie się patrzą... - rzekł zdenerwowany Charlie.
- Wstydzisz się, że ktoś nas zobaczy? - zapytałem i wyplułem sznurek od bluzy z ust.
- Wstydzić się nie wstydzę, ale ty, klękający przede mną ze złożonymi rękoma... Nie sądzisz, że to może wyglądać dziwnie? - zapytał i uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, nie ważne! Pomóż mi człowieku. - wstałem i pchnąłem go lekko, dając do zrozumienia, że mówię serio.
- Ja na przykład wybrałem Wróżbiarstwo i Opiekę nad magicznymi stworzeniami. - powiedział i odepchnął mnie na kanapę. - Nie pchaj mnie bo oddam ci dwa razy mocniej.
- No dobra, ale czemu wybrałeś te przedmioty? - zapytałem i znowu zacząłem niespokojnie gryźć sznurek od bluzy.
- No... Nie bierz ze mnie przykładu... Ja tak wybrałem bo Carol też te przedmioty wybrał i... No wiesz, wolę siedzieć na lekcjach z przyjacielem, niż samemu uczyć się jakiś runów, albo czego...
- Wielkie dzięki. Strasznie mi pomogłeś, powinieneś napisać książkę. - odpowiedziałem i klepnąłem się otwartą dłonią w czoło.
- No sorki, tak wyszło. - dodał Charlie i uśmiechnął się. - Ale wiem jakie przedmioty TY powinieneś wybrać. Nie mówię, że musisz, ale byłoby najlepiej dla ciebie gdybyś na to poszedł.
- No dawaj! - zachęciłem go i sznurek od bluzy znowu wyleciał mi z ust.
- Numerologia, Wróżbiarstwo i Opieka nad magicznymi stworzeniami. - wyrecytował blondyn.
- Czemu trzy? Ty masz aby dwa...
- No bo minimum można dwa, ale dla ciebie dobrze by było chodzić na trzy lekcje. - odpowiedział błyskawicznie i usiadł się obok mnie na kanapie.
- Numerologia jest podobno skomplikowana...
- Ale pożyteczna! - przerwał mi Charlie.
Byłem bardzo zmieszany. Czemu akurat te trzy przedmioty? Co w nich jest takiego co mogłoby mnie zainteresować?
- A Wróżbiarstwo...
- Jest najłatwiejszym przedmiotem jaki mógł kiedykolwiek zaistnieć. - blondyn znowu mi przerwał.
- Uważasz, że jestem głupi? - zapytałem i zaśmiałem się mimowolnie.
- Powiedzmy... - odpowiedział i pokręcił głową. - Ale tak na serio, chcę ci tylko ułatwić życie, byś się nie męczył na lekcjach.
- A Opieka nad magicznymi stworzeniami jest...? - zapytałem zanim Charlie zdążył mi przerwać.
- Jest fajna i zawsze coś się dzieje. - dopowiedział Charlie. - Lepiej mieć z czegoś frajdę, niż męczyć się z czymś czego nie lubimy.
- Dobra, powiedzmy, że mi pomogłeś...  w jakimś tam małym stopniu... - dodałem ciszej.
- Słyszałem to. - rzekł głośno Charlie i poczochrał mi włosy.
- Zostaw moje włosy idioto. - warknąłem ale nadal się uśmiechałem.
Zaczęliśmy się szarpać gdy nagle przyszedł do nas Carol w luźnej piżamie i z rozczochranymi włosami sterczącymi w różne strony.
- Co wy robicie... - zapytał zaspanym głosem. - Debile... Obudziliście mnie...
Charlie i ja w momencie gdy zobaczyliśmy Carol'a wybuchnęliśmy głośnym niekontrolowanym śmiechem.
- Z czego się tak śmiejecie... - warknął w naszą stronę i rzucił poduszką w Charliego. - Człowiek się spokojnie wyspać nie może...
- Carol... jest czwarta... jest wieczór. - powiedziałem w chwili gdy przestałem się śmiać.
- Śpisz już od...
- Od czwartej rano! - warknął w naszą stronę zdenerwowany, po czym gwałtownie opadł na fotel stojący przy kanapie i chwycił się za głowę.
- Trzeba było nie grać w ''kto wypije najwięcej kremowego piwa''. - rzucił w stronę Carol'a Charlie.
- Mhmm... - mruknął i przytulił się do poduszki jak małe dziecko. - Gdzie moja księżniczka...
- Natie i Shad poszły do biblioteki. - odpowiedziałem patrząc w jego stronę ledwie powstrzymując się od śmiechu.
- Mówię o Lukasie. - warknął. - On zna odpowiedni eliksir.
- A więc od teraz on też jest twoją księżniczką? - zapytał Charlie patrząc na przyjaciela z rozbawieniem.
- Ta, może być... - odpowiedział jakoby nieobecnie.
W tym momencie przez portret przeszły trzy postacie, a mianowicie Natalie, Shadow i Lukas.
- Lukas! Bracie! - krzyknął błagalnie w jego stronę. - Pomocy... Daj mi ten magiczny eliksir!
- Jaki eliksir? - zapytała ciekawa Natalie.
- Na kaca. - walnął prosto z mostu Carol patrząc w jej stronę.
Lukas westchnął zrezygnowany i usiadł na kanapie między mną a Charliem.
- Powinien być w moim kufrze. Idź poszukać. - rzucił i wziął się za czytanie książki wypożyczonej z biblioteki.
- Jasne... - odpowiedział i pobiegł w stronę schodów z zamkniętymi oczami nadal trzymając się za głowę, przez co potykał się o stołki i krzesła. Gdy już dotarł do schodów, postanowił wbiec na nie po dwa stopnie, ale coś mu nie wyszło i runął z nich z wielkim hukiem. Jęknął i położył się na podłodze.
- Cholerne schody! - krzyknął na całe gardło, a do pomocy ruszył mu brat, podczas gdy reszta osób w Pokoju Wspólnym ryknęła śmiechem. Sam Lukas ledwo trzymał się na nogach ze śmiechu, ale pomógł swojemu bratu wejść spokojnie po schodach.
- Każdy kto się zaśmiał będzie miał przerąbane! - warknął w stronę swoich przyjaciół. - Księżniczki też!
Momentalnie zapanowała chwilowa cisza, która trwałą tak długo, aż Carol bezpiecznie nie dotarł do swojego dormitorium.
- Przez chwilę było mi go szkoda... - odezwała się Shadow. - Ale tylko przez chwilę.
I parsknęła śmiechem razem z Natalie. Spojrzałem na nią i również się zaśmiałem, ale po chwili przypomniałem sobie o czymś ważnym i musiałem przerwać tą miłą atmosferę.
- Jakie wybierasz przedmioty Shad? - zapytałem.
- Co?... Aaa... Numerologię, Wróżbiarstwo i Opiekę nad magicznymi stworzeniami. - odpowiedziała błyskawicznie jakby to było oczywiste.
- Ooo... Ja też. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Macie na serio przechlapane... - powiedział Lukas, który przed chwilą przybiegł z dormitorium. - Gdy podawałem mu eliksir co chwilę warczał coś pod nosem. Przeklinał i opowiadał mi o planach zemsty.
- Obudziliście bestię. - powiedział mrocznym głosem Charlie. - Teraz będziecie jej obiadem. Ja się schowałem za poduszką, może mnie nie widział.
- Ta, wcale... - powiedziała Natalie i usiadła się obok Lukasa.
- A ty Natie? - spytałem patrząc na blondynkę wyciągającą zza pleców książkę, którą pożyczyłem od Lukasa.
- Ja? Ja się go nie boję, nie może mi nic zrobić...
- Mi chodzi o przedmioty, które wybierasz do trzeciej klasy. - przerwałem jej rozbawiony.
- Aaa... To... Ja biorę wszystko. - odpowiedziała prosto z mostu i zaczęła obracać w swoich rękach książkę od Lukasa.
- Serio? Wszystko? - zapytał Charlie, widać było, że był pod wrażeniem. - Po co się tak zawalać materiałem. Ciekawe jak zdasz SUMy...
- Zdam wszystko na Wybitny! - powiedziała pewna siebie i uśmiechnęła się do blondyna. - Wierzę w swoje możliwości, a Lukas mnie zmobilizował.
- W jaki sposób cię zmobilizował? - zapytałem nie mogąc się powstrzymać i uniosłem jedną brew uśmiechając się dwuznacznie.
- Leo! - warknęła w moją stronę. - Dobrze wiesz o co mi chodzi.
Rzuciła we mnie książką Lukasa i spojrzała na mnie urażona.
- No dobrze, dobrze. Przepraszam. - powiedziałem zrezygnowany i oddałem książkę Lukasowi. - A i... Lukas ta książka niewiele mi pomogła, ale dzięki.
Nagle z chłopięcych dormitoriów wyleciał czarny buldog francuski, Troy, był lekko zdenerwowany.
- Hej Troy! - zawołała Shadow, która strasznie lubiła tego psa.
- Co mu jest? - zapytałem Charliego, któremu wskoczył na kolana.
-  Pewnie Carol nadal klnie jak szewc i go wygonił z dormitorium. - odpowiedział obojętnie, a Troy polizał go po twarzy.
- Istnieje też opcja, że Troy przestraszył się, bo Carol postanowił ściągnąć z siebie ubranie. - dopowiedział Lukas, na co Charlie i Leo wybuchnęli śmiechem.
- Nie mów mi o takich rzeczach, bo będę mieć koszmary. - powiedziała Shadow.
- Zgadzam się z przedmówczynią. - dodała Natalie i wstała. - Dobra, Shad, ja idę wypełnić ten formularz z nowymi przedmiotami do trzeciej klasy.
- To ja pójdę z tobą. - powiedziała Shadow i ruszyła za blondynką.
Odprowadziłem je wzrokiem aż do dormitorii dziewcząt.
- Skoro dziewczyny się za to zabierają, to ja też pójdę po swoją listę. - westchnąłem i udałem się w kierunku dormitoriów.
- Uważaj, bo Carol może ci przywalić z krzesła, gdy będziesz przechodzić obok. - ostrzegł mnie Lukas.
- Będę uważać księżniczko. - powiedziałem uśmiechając się do niego.
- Co? Jaka księżniczka? - zapytał zdezorientowany i spojrzał na Charliego, który zwijał się ze śmiechu za poduszką.
- Nie ważne! Carol ci wytłumaczy. - odpowiedziałem i przyspieszyłem.
Gdy dotarłem do odpowiedniego dormitorium, sięgnąłem do kufra po kartkę z tymi wszystkimi przedmiotami. Po chwili moje palce trafiły na coś papierowego, ciężko było odgadnąć czy to ten formularz czy też nie, panował tam wielki rozgardiasz. Wyciągnąłem więc to i przyjrzałem się. Ujrzałem swoje stare teksty piosenek pisanych w pierwszej klasie, wzdrygnąłem się na wspomnienie tamtej nocy. Czułem się wtedy taki samotny, obcy, po prostu inny. O tej inności przypominały mi ciągle osoby, które atakowały mnie zawsze po meczu lub treningu quidditcha. Do dziś zastanawiam się czemu w ogóle jestem na tym świecie, kto mnie potrzebuje... Rodzice bez przerwy się kłócą i mają sporo problemów na głowie, nie mówiąc już o reszcie. Oczy napełniły mi się łzami, które szybko wytarłem w rękaw. Teraz nie jest czas na myślenie o tym, muszę wypełnić tamten formularz by mieć to z głowy, a potem iść napisać ten idiotyczny esej dla profesor Sinistry na astrologię. Natie pewnie nie da spisać, a na pomoc Lukasa i reszty nie mogę liczyć, bo mają jakieś ważne spotkanie po kolacji. Ciekaw jestem gdzie idą, ale skoro nie chcieli powiedzieć, to ich sprawa, ja nie mam nic do tego. A może Shad da spisać? Zastanawiałem się tak długo jakby tu wymigać się od pisania tego eseju, że nie zauważyłem nawet jak późno się zrobiło.
- O kurczę! Jest już szósta!
Gwałtownie wstałem i zacząłem szperać w kufrze robiąc jeszcze większy zamęt niż był wcześniej. Wreszcie znalazłem co szukałem, czyli kawałek pergaminu z napisanymi przedmiotami, które mamy wybrać do trzeciej klasy. Pośpiesznie otworzyłem butelkę z atramentem i zanurzyłem w nim pióro, zaznaczyłem błyskawicznie przedmioty, które zamierzałem wybrać i wpisałem swoje imię i nazwisko na górze. Zamknąłem buteleczkę i razem z piórem wrzuciłem do kufra. Wstałem i biegiem udałem się w stronę wyjścia. W Pokoju Wspólnym siedział już ubrany Carol i żywo dyskutował z chłopakami.
- Shad i Natie już poszły? - zapytałem szybko.
- Tak, wyszły kilka minut temu. - odpowiedział Charlie i kontynuował rozmowę z Carol'em.
Biegiem ruszyłem w stronę Wielkiej Sali, gdzie powinna być już kolacja. Minąłem Irytka, który próbował oblać mnie lodowatą wodą i gdy wreszcie dotarłem do Wielkiej Sali mogłem odetchnąć z ulgą. Shad i Natie siedziały przy stole Gryfonów i jadły kolację, więc postanowiłem do nich podejść zapytać się co zrobiły z tymi formularzami. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Podszedłem powolnym krokiem do przyjaciółek i zapytałem się cicho.
- Gdzie macie formularze? - zapytałem tak nagle, że Natalie podskoczyła w miejscu i prawie oblała się sokiem dyniowym, mimo wszystko próbowałem się powstrzymać od śmiechu.
- Nie strasz! - warknęła w moją stronę i spojrzała na mnie obrażona.
- Gdzie macie te formularze z przedmiotami do trzeciej klasy? - spytałem znowu, ale tym razem powoli.
- Oddaliśmy McGonagall. - odpowiedziała Shadow. - Ty jeszcze nie oddałeś?!
- Mieliśmy oddać przed kolacją! - powiedziała zażenowana Natalie.
- No i? Teraz oddam i nic się nie stanie, co nie? - zapytałem z nadzieją, ponieważ byłem świadom, że McGonagall była surowa.
- To idź teraz. - zachęciła go Shadow. - Przy całej szkole na ciebie nie nakrzyczy...
- Chyba... - dopowiedziała Natalie i spojrzała na drzwi. - Gdzie masz resztę?
- Zaraz pewnie przyjdą. - rzuciłem od niechcenia. - To ja idę, trzymajcie kciuki.
Bardzo powolnym krokiem, ściskając mocno formularz przy piersi ruszyłem w stronę stołu nauczycielskiego. Wszyscy patrzyli się na mnie zainteresowani, więc starałem się dać im do zrozumienia, że niosę tylko formularz. Po kilku sekundach, które wydawałoby się, że trwały godzinami, udało mi się dotrzeć do McGonagall.
- P-proszę panią... to ten formularz... ten z przedmiotami. - rzekłem trzęsącym się głosem, który starałem się opanować, ale za każdym razem gdy mówiłem sobie w myślach, że przecież nic złego nie zrobiłem, to było coraz gorzej.
- Ten formularz, który mieliście oddać przed kolacją? - powiedziała surowym głosem McGonagall a nozdrza jej zadrgały. - Przed kolacją to przed kolacją, chyba, że wyraziłam się niejasno i zrozumiałeś W TRAKCIE kolacji.
- N-nie... Ja zrozumiałem...
- To czemu go przynosisz teraz? Panie Devries? - zapytała głośniej tak, że siedzący najbliżej uczniowie ją usłyszeli.
- Straciłem poczucie czasu... - odpowiedziałem zgodnie z prawdą i odważyłem się spojrzeć jej w oczy.
- Straciłeś poczucie czasu. Rozumiem... Następnym razem proszę byś postarał się oddawać rzeczy na czas, dobrze, panie Devries? - zapytała a ja odetchnąłem z ulgą, oczywiście w duchu.
- Dobrze. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niej delikatnie.
Podałem jej formularz, trochę mokry od potu i pognieciony ze stresu, ale wydawało mi się, że pani tego nie zauważyła, albo starała się nie zwracać na to uwagi. Odszedłem szybko od niej i usiadłem się obok Natalie.
- I jak? - zapytała cicho Shadow gdy zabrałem się za sałatę.
- Dobrze. No jak na McGonagall to dobrze... - odpowiedziałem i nalałem sobie soku z dyni do pucharu.
- A jak tam Carol? Nadal wkurzony? - zapytała Natalie i uśmiechnęła się po czym ugryzła swoją kanapkę z serem.
- Sam nie wiem... Wyglądał w miarę normalnie gdy przechodziłem obok niego. Był ubrany i gadał z chłopakami. - opowiedziałem i kontynuowałem swój posiłek.
- Ciekawe czy jeszcze pamięta o tej zemście. - zastanawiała się na głos Shadow.
- Nie jestem pewna, to w końcu Carol. - zaśmiała się i popiła trochę soku dyniowego gdy nagle obok niej pojawił się znikąd sam Carol Thompson we własnej osobie.
- Śmiejesz się ze mnie? - zapytał poważnie i usiadł się obok patrząc na nią z góry.
- Nie. - odpowiedziała nienaturalnie wysokim głosem i odwróciła się do mnie wysyłając wiadomości w powietrzu, które miały chyba znaczyć ''pomóż mi''.
- Jesteś pewna? - zapytał i usilnie starał się zwrócić jej wzrok na siebie. - Bo wydawało mi się, że słyszałem swoje imię...
- Shadow zaczęła! - odpowiedziała błyskawicznie Natalie i uśmiechnęła się niewinnie do Shadow, która, mógłbym przysiąc, że pod kapturem spojrzała na nią morderczym wzrokiem.
- Ooo... Shaaaad. Czemu o mnie mówiliście? - zapytał Carol odsuwając się od Natalie.
Patrzył na nią tak przeszywającym wzrokiem, że przeszły mnie dreszcze.
- Natalie się ciebie boi. - stwierdziła Shadow. - Dlatego zwaliła to na mnie.
- Wcale nie! - zaprzeczyła Natalie, a Carol wpatrywał się w nią z satysfakcją. - Nie boję się ciebie!
Natalie odważnie spojrzała w jego stronę, ale zaraz po chwili odwróciła wzrok i odsunęła od siebie talerz z kanapkami.
- Odechciewa mi się jeść przez ciebie... - mruknęła pod nosem i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Taak. Później sobie porozmawiamy. - odpowiedział i zabrał się za jedzenie.
Natalie wstała od stołu i stwierdziła, że musi iść, bo chce dzisiaj skończyć czytać pewną książkę, a później od razu pójdzie spać.
- Dobranoc. - mruknęła i wstała unikając wzroku Carol'a.
- Mogę dołączyć do ciebie? - zapytał gdy tylko wstała. - Ale nie liczę, że będziemy później tylko spać...
Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na jej twarz. Była cała czerwona ze złości. Odsunąłem się błyskawicznie od Carol'a, bo przewidywałem, że zaraz może się coś wydarzyć. Blondynka podeszła do niego tak szybko jak wstała i uderzyła do w tył głowy z taką siłą, że jego twarz wylądowała w misce z płatkami i mlekiem. Natie odbiegła i zniknęła za drzwiami, a ja i Shadow wybuchliśmy śmiechem.
- No ładnie Carol, masz na co zasłużyłeś. - powiedziała Shadow i wstała od stołu podążając za przyjaciółką.
Chłopak miał twarz i włosy całe w mleku i gdzieniegdzie we włosach można było dostrzec kilka płatków. Wyglądał komicznie, a dla własnego bezpieczeństwa postanowiłem wyjść z Wielkiej Sali i udać się do biblioteki po książkę do astronomii. Po drodze usilnie starałem się zapanować nad śmiechem, bo w bibliotece musiał panować spokój. Pani Pince obserwowała każdy mój ruch od momentu gdy przekroczyłem próg biblioteki. To miejsce było dla niej świętością i zawsze musiał panować tu ład, a uczniowie nie szanujący książek natychmiast zostawali wyrzuceni z tej świątyni. Ostrożnie szukałem odpowiedniej książki czując na sobie jej wzrok. Gdy wreszcie znalazłem odpowiednią, podszedłem do niej i wypożyczyłem ją jak najszybciej się dało. Wychodząc ostrożnie zamknąłem drzwi, a resztę drogi przebyłem szybkim chodem. Nie chciałem napotkać nikogo na drodze. Każdy ruch w korytarzu wydawał się przerażający. Napotkałem nawet Panią Norris, którą szybko wyminąłem. Wszędzie panowała podejrzana cisza. Nogi miałem jak z galarety i nagle zrobiło się strasznie gorąco. Poczochrałem sobie włosy i wypuściłem powietrze z płuc. Starałem się uspokoić, ale marne słowa wypowiadane w myślach nic nie dawały. Westchnąłem. Mogłem udać się z Shadow prosto do Wieży Gryffindoru, albo zostać z Carol'em, lepsze byłoby to niż to straszne uczucie ciążące na duszy. To wrażenie, że jest się obserwowanym, że zaraz ktoś może nas zaatakować.
- Kogo my tu mamy... - usłyszałem ironiczny głos zza pleców.
Odwróciłem się błyskawicznie i przycisnąłem książkę do piersi, wpatrywałem się w ciemność, w której ktoś stał. W myślach błagałem, żeby to był tylko sen, ale niestety, to była brutalna rzeczywistość.
- Cześć Devries. - kolejny znajomy głos.
Paliło mnie w gardle. Nie byłem w stanie nic powiedzieć, a postacie zbliżały się. Nogi wrosły mi w podłoże i uniemożliwiły poruszanie się wraz z ostatnią szansę ratunku - ucieczkę.
- Miło mi cię widzieć. - odezwała się trzecia osoba stojąca najbliżej mnie.
To koniec, nie mogę nic zrobić. Nikt mnie tu nie znajdzie jestem sam.
- Ej debilu, nie umiesz mówić? - zapytał ostro Jimmy i pchnął mnie gwałtownie na ścianę co sprawiło, że książka wyleciała mi z rąk, a ja sam opadłem na podłogę.
- Ale słaby. - zaśmiał się Luke i dał mi porządnego kopniaka w brzuch.
Syknąłem z bólu i zacisnąłem zęby, wiedziałem, że ucieczka nie pomoże bo i tak mnie złapią, a stracę na tym tylko siłę.
- Chłopcy, nie oszczędzajcie się... Musi oberwać za swoje. - warknął Dennis stojący między nimi.
Nagle coś mi przyszło do głowy. Przecież mam różdżkę! Sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni swojej szaty i gdy już chwyciłem za jej koniec, Dennis kopnął mnie w rękę.
- Zabierzcie mu różdżkę! - warknął na Jimmy'ego, który posłusznie zabrał ją z kieszeni mojej szaty.
Nie miałem siły by go odepchnąć. Ból w ręce dokuczał mi gdy tylko chciałem nią ruszyć. Westchnąłem, a oczy napełniły mi się łzami.
- C-co ja wam takiego z-zrobiłem? - zapytałem załamanym głosem, a łzy same spłynęły po moich policzkach.
Nie byłem wstanie patrzeć w ich oczy pełne satysfakcji, że doprowadzili mnie do takiego stanu.
- Patrzyłeś ostatnio w lustro chłopie? - zapytał Luke.
- Jesteś brzydki i nie chcemy by inni musieli znosić patrzenie na ciebie co dzień. Na dodatek na pierwszy rzut oka widać, że jesteś pedałem, a my nie akceptujemy czegoś takiego. - odpowiedział Dennis kończąc swoją wypowiedź kopniakiem w brzuch.
Zwinąłem się z bólu i odwróciłem do ściany starając się za wszelką cenę osłonić od ich uderzeń.
- Taki słaby... taki brzydki... taki okropny... taki niepotrzebny... - po każdym określeniu, Jimmy, kopał mnie w plecy. - Nikt cię nie kocha! Rozumiesz?!
Jęczałem z bólu, to było nie do wytrzymania. Słowa które rozdzierały mi duszę i kopniaki, które zostawiały ślad na mojej skórze. To nie mój świat, to nie moja bajka. Chcę zniknąć stąd raz na zawsze, niech ze mną skończą... Poczułem szarpanie za bluzę, nawet nie postanowiłem się temu opierać, bo wiedziałem, że to nic nie da. Czyjeś silne dłonie pociągnęły mnie ku górze, a ja niczym lalka, poddałem się temu. Moje stopy nie dotykały już ziemi, a Luke nadal trzymał mnie kurczowo za bluzę i patrzył w moje czerwone od płaczu oczy.
- Życie jest brutalne, co nie? - zapytał i splunął mi prosto w twarz.
Podniósł jeszcze wyżej, tak, że moja głowa znajdowała się ponad jego głową. Gwałtownie się odsunął i puścił mnie, a ja spadłem uderzając kolanami o zimną posadzkę. Już nawet mój mózg się wyłączył. Leżałem krztusząc się łzami, kopany, niechciany i obrażany...
- Męska dziwka z ciebie a nie facet. - prychnął Dennis odsuwając się i spojrzał na mnie z góry jakby chciał ocenić, czy już wystarczy.
- Nawet nie jest w stanie się obronić. - rzekł Jimmy i chwytając mnie za bluzę podciągnął wysoko.
Tym razem zamiast znowu upuścić mnie jak Luke, po prostu rzucił mną... jakbym był piłką, lalką, nic nie wartym śmieciem. Wylądowałem trzy metry dalej, pod ścianą, ciągle leżałem i ciężko oddychałem. Wytarłem twarz w rękaw od bluzy, ale na nic więcej siły nie miałem. Usłyszałem oddalające się postacie i wiedziałem, że już skończyli. Kolejny raz przeżyłem ten ból, to straszne uczucie. Pociągnąłem nosem i westchnąłem. Leżałem tak z pięć, dziesięć lub dwadzieścia minut, teraz czas nie miał znaczenia. Wszystko mijało szybko jakby to były tylko marne chwile, marne sekundy. Muszę się podnieść, powiedziałem sobie, przyjaciele się pewnie martwią. Najpierw uniosłem się na rękach, potem stanąłem na czworakach, dopiero po kilku próbach byłem w stanie podnieść się na trzęsące się z bólu i wyczerpania nogi, na których już teraz pewnie tworzyły się kolejne siniaki... Czyli symbole mojej słabości. Jeszcze raz przetarłem sobie twarz, nos i oczy, które były całe mokre od moich własnych słonych łez. Sięgnąłem po książkę, którą upuściłem podczas tego całego zdarzenia. Cały się trzęsłem, a przechodząc przez korytarz, trzymałem się jak najbliżej ściany. Droga do Pokoju Wspólnego zajęła mi dobre kilkanaście minut, ale przynajmniej oczy i twarz mi trochę wyschły od łez. Leniwie spojrzałem na portret Grubej Damy.
- A ty co? - zapytała z obrzydzeniem patrząc na moją krzywą postawę. - Znasz hasło?
- Honestum... - odpowiedziałem od niechcenia i zmęczony przeszedłem przez dziurę. 
Wchodząc do Pokoju Wspólnego zauważyłem kilku piątoklasistów siedzących przy stolikach. A w kanapie, blisko ognia, siedzieli moi przyjaciele. Wesoło rozmawiali, nie mieli pojęcia co przed chwilą się wydarzyło i ja nie chciałem im psuć dobrego humoru, więc starałem się przemknąć niezauważalnie do dormitorium.
- Ej, Leo, nie za dobrze wyglądasz... - powiedział głośno Mike, który akurat przechodził obok. 
Ja i Mike nie żyliśmy już w tak przyjaznych stosunkach jak wcześniej. Od momentu gdy dostałem się do drużyny Gryfonów, zaczął się obrażać i mi dokuczać przy najbliższej okazji. 
Po słowach Mike'a, wszyscy w Pokoju Wspólnym zwrócili na mnie wzrok, włącznie z moimi przyjaciółmi, których tak bardzo chciałem zostawić w spokoju.
- Leondre? Co ci się stało? - zapytał zdenerwowany Charlie, który był jego najlepszym przyjacielem.
Nie musi udawać, że mu na mnie zależy, w końcu nikt mnie nie kocha... Powiedziałem sobie w myślach przeklinając go. 
- Nic. Jestem po prostu zmęczony. - odpowiedziałem wkurzony i z książką pod pachą udałem się w stronę dormitorium.
- Czekaj! - zawołała Shadow. 
- Co? - spytałem niezbyt grzecznie i spojrzałem na nią.
Wszyscy spojrzeli na mnie jakoś dziwnie. Charlie patrzył na mnie zdezorientowany, Lukas tak jakby przed chwilą zobaczył, że mdleje, Carol skrzywił się i patrzył na mnie z przymrużonymi oczami, James miał obojętną minę, natomiast Natalie w ogóle na mnie nie spojrzała, tylko czytała książkę. 
- No co?! - zapytałem głośniej i odwróciłem się podchodząc bliżej.
- Nie krzycz. - warknęła na niego Shadow. - Chcemy tylko wiedzieć co ci jest. 
Spojrzałem na Shadow z nienawiścią. Chciałem ściągnąć jej ten idiotyczny kaptur z głowy i rzucić nim w ogień, byle tylko spojrzeć w jej prawdziwą twarz, na której malowały się jej prawdziwe emocje. Tylko ona wstała i patrzyła, chyba, prosto na mnie. Reszta patrzyła albo w podłogę, albo zerkała na boki i tylko od czasu do czasu na sekundę lub dwie spoglądali na mnie. Natalie bez zmian czytała książkę i nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół niej. Miałem ich wszystkich dość. 
- Przecież powiedziałem, że jestem tylko zmęczony i wkurzony bo muszę napisać to wypracowanie dla Sinistry. - wycedziłem przez zęby patrząc na Shadow.
- To nie powód by się na nas wydzierać. - oznajmiła Shadow i skrzyżowała ramiona na piersiach. - A jeżeli chodzi o wypracowanie, to możesz to jeszcze nadrobić jutro, bo astronomię mamy dopiero o północy. Jakbyś miał problem z zadaniem to zawsze możesz się zwrócić do Lukasa albo do Natie. Pewnie chętnie pomogą.
Shadow spojrzała na Lukasa i Natie. Chłopak przytaknął i uśmiechnął się delikatnie, a Natalie nadal czytała przewracając tylko od czasu do czasu strony. Ten widok mną wstrząsnął. Każdy coś ode mnie chce, każdy uważa, że może pomóc, wszyscy się szczerzą. Ale czy oni wiedzą, że tak naprawdę nie mogą mi w ogóle pomóc? Westchnąłem i ruszyłem do przodu, minąłem Shadow i stanąłem przed Natalie, która nadal mnie ignorowała. Nie wiem czemu to zrobiłem. Przecież tego pragnąłem, nie chciałem by ktokolwiek się mną interesował, ale teraz ten widok mnie zdenerwował. A może jednak potrzebuję wsparcia? Szybko jednak wyrzuciłem te myśli z głowy, bo wiedziałem, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Wszyscy patrzyli na mnie z zaciekawieniem, a ja dalej stałem nad nią zasłaniając jej światło. Wyciągnąłem rękę i wyrwałem jej książkę z rąk. 
- Ej! Leondre! - warknęła w moją stronę, ale ja podszedłem do ognia, a książkę trzymałem wysoko. - Oddaj mi to!
Wstała i ruszyła w moją stronę. Sięgnęła po nią i zaczęła się ze mną szarpać. Każdy skrawek mojego ciała był poraniony, ale mimo tego jakimś cudem wyrwałem jej książkę z rąk. Dziewczyna straciła równowagę i upadła na podłogę z wielkim hukiem. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni, ja sam nie byłem w stanie nic powiedzieć. Natalie leżała na podłodze trzymając się za nogę, o którą zahaczyła o dywan. Nie chciałem nikogo skrzywdzić, chciałem ich tylko uświadomić, żeby się do mnie nie zbliżali.
- Ja...
- Nie zachowuj się jak dziecko i powiedz co ci leży na duszy! - krzyknęła na mnie z podłogi. - Każdy wie, że coś ci jest, a ty za wszelką cenę chcesz to ukryć, czemu?!
Złość wyparowała od momentu gdy blondynka wylądowała na podłodze. Nie chciałem nikogo krzywdzić, tym bardziej przyjaciół. Nie wiem co we mnie wstąpiło, czemu się na nich wydarłem i co mnie podkusiło do tego by wyrwać Natalie książkę z rąk. 
- Przepraszam... - mruknąłem pod nosem i wyciągnąłem rękę by pomóc jej wstać. 
Jednak ona zignorowała moją chęć pomocy. Charlie podniósł ją z podłogi i posadził na fotelu. 
- Idioto! Przez ciebie skręciłam sobie nogę! - warknęła na mnie, gdy oddawałem jej książkę. 
Była bardzo zła na mnie. Zresztą nie dziwię się jej, ja też byłem na siebie wściekły. Poczochrałem sobie włosy, ale nie miałem odwagi spojrzeć nikomu w oczy, więc patrzyłem w podłogę. 
- Natie, ja nie chciałem... J-ja miałem zły dzień. - skłamałem, a do oczu naszły mi łzy, lecz szybko powstrzymałem się. 
Bałem się opowiedzieć prawdę. Bałem się ich reakcji, ale jednocześnie tak bardzo pragnąłem by ktoś spojrzał mi w oczy i powiedział ''Wiem, że nie wcale jest okej, nie musisz już dalej kłamać''. W środku powoli umieram. Chcę by wiedzieli, ale jednak nie jestem w stanie im tego powiedzieć. To wszystko mnie zabija, te uczucia, które nie dają mi spać po nocach, ale oni tego nie wiedzą, bo skąd... To rozdziera mnie wewnątrz, czuję się jak świeczka, którą ogień spala kawałeczek po kawałeczku, tak, że codziennie jest mnie coraz mniej, coraz bardziej znikam, a pewnego dnia nie będzie już ze mnie nic... Uśmiechnąłem się, a wszystko w środku nagle się roztrzaskało, słyszałem to i czułem, mimo, że nikt inny tego nie usłyszał i nie poczuł. 
- Możesz mi wybaczyć? - zapytałem wyczerpany.
- Tak. - odpowiedziała obojętnie i kulejąc podeszła do Shadow. - Ktoś mnie może zaprowadzić do skrzydła? Leo miał ciężki dzień więc niech sobie idzie spać. 
W jej głosie można było wyczuć ironię. Czemu ona nie wie, że w tym momencie niszczy mnie jeszcze bardziej? Nie patrzyłem w jej stronę. Spojrzałem na Charliego, który patrzył na mnie z niezrozumieniem na twarzy i pokręcił głową gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały. Na resztę nie miałem ochoty patrzeć, tylko Charlie był do zniesienia z tego całego towarzystwa. Westchnąłem i z wzrokiem utkwionym w podłodze udałem się do dormitorium. 
- Dobranoc. - rzuciłem cicho i wszedłem po schodach na nogach jak z ołowiu.
Wszyscy spali, więc tylko szybko się przebrałem i wpakowałem się do łóżka zasłaniając kotary. Nagle przypomniało mi się, że zostawiłem różdżkę w korytarzu w którym mnie napadli. Zakląłem w myślach i schowałem twarz w poduszce. Szczelnie okryłem się kołdrą a ból nie tylko fizyczny, ale także psychiczny dawał o sobie znać. Teraz rozumiem co oznacza mieć depresję. 
---
Pzdr
xXNatalie

niedziela, 11 września 2016

Rozdział 13.

(...) ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze.
J.K. Rowling ("Harry Potter i Kamień Filozoficzny")
 ****
Shadow pomachała ostatni raz do przyjaciół znikających za drzwiami Wielkiej Sali i wróciła do jedzenia swojej kanapki z serem, którą popiła sokiem dyniowym. Gdy skończyła śniadanie ruszyła leniwym krokiem w stronę Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Wypowiedziała hasło i przeszła przez przejście za obrazem. Usiadła na sofie niedaleko kominka i zaczęła myśleć o wszystkim, co do tej pory spotkało ją w Hogwarcie. Wreszcie znalazła przyjaciół, miała się do kogo odezwać, niby same pozytywy, ale jednak są też minusy. Mianowicie Dennis ze swoimi kolegami, którzy starają się jej dokuczyć przy każdej możliwej okazji. To staje się coraz bardziej wkurzające... Nie mówiąc już o Neronie, Zabinim i paru innych delikwentach. Na szczęście honor tego domu ratował ktoś taki jak Malfoy i młodszy Potter, którzy byli nawet do zniesienia. Dziewczyna rozejrzała się po Pokoju Wspólnym i stwierdziła, że jest prawie pusty. Zostało paru gryfonów ze starszych klas. Shadow stwierdziła, że tak tu jakoś cicho. No, ale czego się można spodziewać. Brak Carola równa się brakiem hałasu. No właśnie. Nie ma bliźniaków, Natalie, Leo i Charliego... Brak ich zaledwie pół godziny, a Shadow już odczuwa tego skutki. Dziwna cisza, samotność i straszna nuda. I właśnie w tym momencie Shad zdała sobie sprawę z tego, że ma do napisania na Eliksiry skład i zastosowanie Eliksiru chroniącego przed ogniem. Powolnym krokiem ruszyła w stronę dormitorium. Weszła do środka i podeszła do swojego kufra. Wyciągnęła z niego kilka kartek pergaminu, pióro i buteleczkę z atramentem. Następnie skierowała się w stronę biblioteki. Szła dość szybko mając nadzieję, że nie spotka swoich prześladowców. Na szczęście udało jej się dojść w jednym kawałku do biblioteki. Podeszła do regałów i po dłuższej chwili znalazła książkę, która była jej potrzebna. Wzięła ją i poszła zająć miejsce przy stoliku. Dziewczyna otworzyła książkę na odpowiedniej stronie i zaczęła pisać.
- Eliksir używany do...przechodzenia....przez płomienie...bez szwanku... - mruczała pod nosem
Dopisała jeszcze parę słów i przewróciła stronę w książce.
- Jeszcze tylko skład i koniec.- odetchnęła z ulgą - więc tak...krew salamandry...wybuchające muchomory...fuu, ale obrzydlistwa...
Gdy w końcu skończyła odłożyła książkę na miejsce, wzięła swoje rzeczy i poszła do dormitorium. Schowała pergamin z zadaniem na Eliksiry, pióro i atrament do kufra. Po chwili zastanowienia postanowiła wziąć ubrania z kufra i iść się trochę odświeżyć. Jak postanowiła tak też zrobiła.
Wzięła jeden z zimowych zestawów z kufra i poszła do łazienki. Przemyła twarz i ręce wodą. Następnie ubrała czarne legginsy, kremowy sweterek i tego samego koloru komin. Swoje niebieskie włosy dokładnie rozczesała i spięła w luźnego kucyka. Gotowa wyszła z łazienki i pomaszerowała w stronę kufra. Wyciągnęła z niego skórzane, brązowe, sznurowane botki, które błyskawicznie znalazły się na jej nogach. Podeszła do lustra i okręciła się wokół własnej osi. Stwierdziła, że jej wygląd ujdzie w tłumie. Ogólnie Shadow nie należała do dziewczyn, które usilnie twierdzą, że są brzydkie. Jedyne, co jej się nie podobało w swoim wyglądzie to, to że była strasznie chuda. Wiele razy słyszała, że wygląda jak anorektyczka, chociaż w rzeczywistości nią nie jest. Je normalnie, tak jak każde dziecko w jej wieku. Ona po prostu taka jest. Inna, odmienna... Dziewczyna odeszła od lustra, zarzuciła na ramiona pelerynę, a kapturem szczelnie okryła głowę. Wyszła z dormitorium i zamierzała się udać w stronę biblioteki. Mała do wyboru iście bezpieczniejszą okrężną drogą lub skrótami, czyli tym korytarzem, w którym dopadli ją ostatnio ci ślizgoni. Na to wspomnienie aż przeszły ją ciarki. Na szczęście skończyło się tylko na rozbitej głowie i kilku siniakach. Gdyby nie bliźniaki, Charlie i Leo, którzy tamtędy przechodzili, nie wiadomo jak by się to zakończyło. A jednak bezmyślna Shadow postanowiła iść na skróty, bo po co się przemęczać. Lepiej znowu wpakować się w jakieś tarapaty. Dziewczyna zapomniała, że w Hogwarcie nie ma Carola i reszty, więc tym razem może nie mieć takiego szczęścia. Ale co tam zdrowie, ważne żeby nóżki się nie przemęczyły. Jak postanowiła tak też zrobiła. Skręciła w ten pechowy korytarz. Na początku szła spokojnie, skręciła i już zaczęła się cieszyć, że ta droga minie jej w spokoju, gdy nagle z zakrętu wyszła grupka ślizgonów. I to nie byli byle jacy ślizgoni, tylko Dennis i spółka.
- Oooo, kogo my tu mamy...- powiedział z tym swoim głupim uśmieszkiem - nasz kochany szkolny dementor. Panno Black, czy jak ci tam, dawno się nie widzieliśmy...zdążyłem się za tobą stęsknić...
- Dennis...wolałabym cię nie spotkać...- wycedziła Shadow przez zaciśnięte zęby próbując nie okazać strachu.
- To ty umiesz mówić? - udawał zdziwienie - W sumie nie ważne, jak z tobą skończymy to już nic nie powiesz.
Po tych słowach chwycił ją mocno za nadgarstek.
- Puść mnie! Słyszysz?! - krzyknęła Shadow przez łzy
- Chciałabyś. - rozluźnił trochę ucisk - Przypominam ci, że nie ma kto uratować, bo Hill, Devries, Thompsonowie i Lenehan są na święta w domu...
- Dennis, co ja ci takiego zrobiłam? - spytała wyrywając swoją rękę z jego uścisku
- Hmm...pomyślmy...- udał, że się zastanawia - dostałaś się do Hogwartu, jesteś gryfonką, wyglądasz jak kościotrup i wiele by tu wymieniać...
Dziewczyna już nic nie odpowiedziała. Masując bolący nadgarstek jednocześnie starała się przestać płakać, bo załzawione oczy utrudniały jej widzenie. Gdy się wreszcie ogarnęła i stwierdziła, że między Jimmy'im, a Luke'em jest nie wielka przerwa. Dziewczyna wzięła mały rozpęd i przepchnęła się między dwoma zdezorientowanymi ślizgonami. Udało jej się, ale to jeszcze nie koniec. Chłopacy odwrócili się błyskawicznie chcąc ją złapać. Na szczęście ona była szybsza, ruszyła biegiem przed siebie. Był tylko jeden mały problem. Mianowicie Shadow jest pierwszoroczniakiem i nie zna tak dobrze Hogwartu jak jej prześladowcy ze starszej klasy. Dziewczyna momentalnie skręciła w jakiś korytarz, żeby tylko jak najszybciej ich zgubić. Niestety jak to bywa z niezdarami, do których zalicza się Shadow, musiała wpaść na kogoś. Był to szatyn, w jej wieku i jak widać było po jego szacie należał do Hufflepuff'u.
- Przepraszam... - powiedziała nieśmiało podnosząc wzrok na puchona.
- Nic się nie stało. Tylko następnym razem bardziej uważaj. - zaśmiał się wesoło. - A, i ja jestem Nathaniel. A ty?
- Jestem Shadow. - odpowiedziała trochę śmielej
- Miło mi cię poznać Shad. - uśmiechnął się - Co powiesz na to, żeby wybrać się na błonie?
- Mnie to pasuje, tylko muszę iść ubrać kurtkę. - powiedziała entuzjastycznie dziewczyna
- To widzimy się za 10 minut, będę na ciebie czekał przy obrazie Grubej Damy.
I rozeszli się do swoich dormitoriów. Shadow podeszła do swojego kufra i wyciągnęła z niego kurtkę zimową z puchatym kapturemczarną czapkę ze złotym napisem. Przejrzała się ostatni raz w lustrze i poszła na spotkanie z nowo poznanym kolegą. Tak jak się umówili, Nathaniel czekał na nią przed obrazem. Dziewczyna podeszła do niego od razu i razem poszli na błonie. Śmiali się, wygłupiali i rzucali śnieżkami. Shadow bawiła się świetnie w towarzystwie chłopaka, może jednak te ferie nie będą takie złe. Ściemniało się już, więc postanowili się zbierać. Shadow długo próbowała namówić chłopaka aby jej nie odprowadzał, aż w końcu jej się udało. Ale jak się później okazało, była to kolejna zła decyzja. Skręciła w odpowiedni korytarz i poszła zdjąć kurtkę, które rzuciła na łóżko i pobiegła do Wielkiej Sali, w której wraz z innymi zjadła kolację. Jest już po kolacji. Wszyscy zbierają się do dormitoriów, hałasy na korytarzach cichną. Shadow idzie sobie spokojnie jednym z korytarzy, aż w pewnym momencie czuje, że ktoś łapie ją za ramię. Dziewczyna obraca się błyskawicznie. O nie, to same kłopoty, czyli Dennis i spółka. Próbuje zrzucić z siebie rękę chłopaka, jednak na marne. Po chwili poczuła okropny ból w okolicy nosa. Dostała z pięści w nos od Luke'a. Przetarła palcami  pod nosem i poczuła coś na swoich palcach. To była krew. Brawo Shadow pozwoliłaś rozwalić sobie nos i rozciąć wargę. Twoi przyjaciele naprawdę się ucieszą na twój widok.
- To było tylko ostrzeżenie. - powiedział poważnie Jimmie - Lepiej uważaj na siebie niezdaro.
I odeszli pozostawiając tam Shadow, która ruszyła biegiem w stronę Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Weszła pośpiesznie do swojego dormitorium, zrzuciła pelerynę na łóżko i poszła do łazienki. Zatamowała krwotok z nosa i przemyła ranę na wardze.
- Na Merlina, tego nawet makijaż nie zakryje. - powiedziała sama do siebie - Mogę się tylko modlić żeby Natie, Charlie, Leo, Carol i Lukas tego nie zauważyli.
Zapomniała, że jej przyjaciele i tak tego nie zobaczą, bo ona ma pelerynę. Wróciła do dormitorium po piżamę i poszła się umyć.

*kilka dni później Wigilia w Hogwarcie*
Shadow wstała około 9.00, ubrała czarne dżinsy i świąteczny sweterek z jelonkiem, na to zarzuciła jeszcze pelerynę. Gotowa poszła do Wielkiej Sali, gdzie zjadła śniadanie. Gdy wszyscy najedli się stoły zniknęły. Po chwili do sali wszedł Hagrid z wielkim drzewkiem, które zostało ustawione na środku Wielkiej Sali. Dokoła drzewka pojawiły się kartony z ozdobami, a uczniowie i nauczyciele wzięli się za dekoracje choinki i pomieszczenia. Shadow również udało się powiesić kilka bombek. Gdy już skończyli Wielka Sala wyglądała niesamowicie. Do rozpoczęcia Wigilii pozostało  jeszcze kilka godzin. Shadow postanowiła je spożytkować na pisanie listów. Pierwszy z nich był do cioci Charlott:

Droga ciociu Charlott,
U mnie wszystko w porządku. Na początku nie miałam się do kogo odezwać,
 bo moi przyjaciele wyjechali na święta do swoich rodzin. Na szczęście poznałam 
Nathaniela, który jest bardzo miły. A tak w ogóle to chciałam 
ci życzyć wesołych świąt i szczęśliwego
 nowego roku. Szkoda, że nie mogę być z tobą w domu.
Pozdrawiam,
Shadow

Następny był do Natalie. Dziewczyna długo zastanawiała się co do niej napisać. Była to jej najlepsza przyjaciółka, ale z drugiej strony pochodzi z arystokratycznej rodzinki, która nie bardzo akceptuje ich przyjaźń. Wzięła kolejny pergamin i zaczęła pisać:

Droga Natalie,
U mnie wszystko ok. Nie spotkałam się z Dennis'em ani razu,
 więc jestem cała. Jak na razie jest całkiem fajnie. Poznałam nowego kolegę,
 jest z Hufflepuff i jest bardzo fajny. Musisz go koniecznie poznać. 
A tak w ogóle, to jak tam twoje święta? Mam nadzieję, że są udane. Na pewno dobrze
 się bawisz z rodzicami i siostrą. Na zakończenie chcę ci życzyć wesołych świąt,
 mnóstwa prezentów oraz szczęśliwego nowego roku.
Pozdrawiam,
Twoja BFF Shad  

Shadow musiała okłamać Natie, żeby się nie zamartwiała. Ten sam kit będzie musiała wcisnąć reszcie. No, teraz tylko napisać do bliźniaków, Leondre i Charlie'go. Najpierw otworzyła okno i wypuściła przez nie swoją sowę - Lucy, z listem dla ciotki. Następnie postanowiła, że napisze do Leo. List był o treści:

Drogi Leondre,
U mnie lepiej niż zwykle. Nic mi nie jest, Dennis i jego koledzy
 mnie nie zaczepiają. Ferie mijają spokojnie. Spokojnie,
 nie jestem samotna, znalazłam wśród tych, którzy zostali
 znalazłam osobę w moim wieku. A jak tam twoje święta?
 Jestem pewna, że udane. Więc przejdźmy do sedna.
 Życzę ci, żebyś dostał dużo fajnych prezentów oraz, żebyś te święta
 spędził w ciepłej i rodzinnej atmosferze.
Pozdrowienia dla ciebie oraz całej twojej rodzinki.
Shadow :)

Listy do cioci, Natalie i Leo już napisane. Teraz jeszcze tylko dwa. Jeden do bliźniaków, a drugi do Charlie'go. Kolej padła na list do bliźniaków. Treść listu:

Drodzy Carol'u i Lukas'ie,
Jestem, jeszcze, w jednym kawałku. Dennis mnie jeszcze
 nie dopadł. Chyba się was wystraszył :). Nie jestem samotna,
 bo znalazłam osobę w moim wieku, więc
 nie musicie się o mnie martwić.
 A co u was słychać? Na pewno świetnie się bawicie. No więc
 tak, życzę wam udanych świąt, mnóstwa prezentów i żebyście zmądrzeli (to się bardziej tyczy Carol'a, bo nie wątpię w twoją inteligencję Lukas). Tyle ode mnie. 
Pozdrawiam,
Wasza Shadow <3 

Teraz został już tylko ostatni list, który miał być zaadresowany do Charlie'go. Dziewczyna po raz kolejny sięgnęła po nowy pergamin, który położyła przed siebie. Teraz ostatnie kłamstwo napisane na pergaminie trafi do Charlie'go. Shadow musiała to zrobić. Nie chciała by się o nią zamartwiali, czy litowali się nad nią. Wzięła pióro i zaczęła pisać:

Drogi Charlie,
U mnie wszystko ok. Dennis zostawił mnie w spokoju. 
Tęsknie za wami, ale nie martw się, nie czuję się samotna. Znalazłam
 tu osobę z mojego rocznika. A co tam u ciebie?
 Jak ci mijają święta? Pewnie spędzasz je z rodziną.
 Na pewno dobrze się bawisz.
 Na koniec chciałabym ci życzyć wesołych świąt i fajnych prezentów.
 Tyle ode mnie.
Pozdrawiam,
Shadow :) 

Dziewczyna wzięła listy do przyjaciół i już miała wychodzić z dormitorium, gdy usłyszała stukanie w szybę. Lucy wróciła - pomyślała dziewczyna i otworzyła okno. Do środka wleciała jej sowa, która przyniosła jej paczkę od cioci. Shad zamknęła okno i wzięła od sowy zawiniątko. Szybko rozdarła papier, a jej oczom ukazała się srebrna, łańcuszkowa bransoletka. Dziewczyna założyła ją na rękę, wzięła listy do przyjaciół i pobiegła, z Lucy na ramieniu, do Wieży Północnej, by je wszystkie wysłać. Gdy już zrobiła co chciała, udała się do Wielkiej Sali na Wigilię. Kiedy wszyscy zajęli miejsca duchy zaczęły śpiewać kolędy i rozpoczęła się uczta.

*święta u Leondre i Charlie'go*
W tym roku chłopcy obchodzili święta u Charlie'go w Bristolu. Gdy wszyscy (czyt. Charlie, jego mama, Brooke, Leo, jego mama i tata, Matilda, Joseph, Jacob i Ben) się już zgromadzili, rozpoczęło się śpiewanie kolęd, a następnie uroczysty posiłek. Po czym nadeszła kolej na prezenty. Mała Brooke jako pierwsz podbiegła do swojej paczki. Rozdarła papier, a jej oczom ukazała się śliczna lalka. Dziewczynka była zachwycona. Następny prezent odpakował Leo. On dostał onesie lwa i oczywiście nutelle. Później swój prezent odpakowała Matilda. Szatynka dostała świąteczny sweterek w pingwiny i książkę z Baśniami Barda Beedle'a. Na końcu swój prezent miał odpakować Charlie. Trochę zdźiwiło go, że jego pudełko ma z każdej strony małe otwory i, że szczeka (???). Chłopak delikatnie otworzył wieko pudełka i jego oczom ukazał się mały, uroczy szczeniak. Był to czarny buldog francuski.
- Będziesz miał na imię Troy. - powiedział głaszcząc szczeniaka

*święta u Carol'a i Lukas'a*
Bliźniacy czekali niecierpliwie na przybycie wuja i ciotki z kuzynką Melanie, bo bez nich nie mogli rozpocząć. Tak w skrócie: Mel jest w wieku bliźniaków, chodzi do Hogwartu i należy do Ravenclaw, kuzynostwo nie przepada za sobą. Gdy w końcu rodzinka była w komplecie rozpoczął się uroczysty posiłek, a później już tylko prezenty. Carol dostał nową miotłę do Quidditch'a, Lucas książki, a Melanie również kilka książek i trochę ciuchów.

*****
To tyle ode mnie. Trochę się rozpisałam. Tak mnie coś wzięło na cytaty.
I kilka wyjaśnień:
Brooke - młodsza siostra Charliego
Matilda (Tilly) - młodsza siostra Leo
Joseph - starszy brat Leo
Ben - starszy brat Leo
Jacob - starszy brat Leo







poniedziałek, 5 września 2016

Rozdział 12.

*kilka miesięcy później, perspektywa Natalie*
Siedziałam w Pokoju Wspólnym Gryffindor'u od dawna ubrana i zawzięcie pisałam wypracowanie na Eliksiry o składnikach i zastosowaniu Eliksiru chroniącego przed ogniem. Oczywiście, najpierw udałam się do biblioteki po potrzebne książki i wróciłam rozsiadając się w kanapie. To było zadanie na ferie świąteczne, ale postanowiłam je napisać tuż przed wyjazdem, bo w domu nie będę mogła zaznać spokoju. Bardzo bym chciała zostać, ale niestety, moja rodzinka chce mnie widzieć u siebie na święta. Aż mnie skręca gdy pomyślę co się stanie jak przyjadę, już wolałabym by mnie wydziedziczyli. No cóż, ale to tylko marzenia. Westchnęłam i napisałam ostatnie zdanie na kawałku pergaminu. Zamknęłam buteleczkę z atramentem i schowałam do torby razem z piórem i wypracowaniem, po czym zarzuciłam torbę na ramię i poszłam w stronę sypialni dziewczyn, mając nadzieję, że nikogo nie spotkam. Całe szczęście było tam pusto, wzięłam spakowany kufer i zaczęłam powoli schodzić ze schodów. Shadow z chłopakami poszła na śniadanie wcześniej, więc teraz tylko zejdę i postawię kufer przed Wielką Salą jak wszyscy, a następnie pójdę również na śniadanie. Gdy wreszcie udało mi się sprowadzić kufer na dół, mała chihuahua o imieniu Cherry pobiegła za mną wesoło merdając ogonem. Ciągnąc za sobą kufer przeszłam przez portret Grubej Damy, Cherry wyprzedziła mnie i pognała przodem. Uśmiechnęłam się lekko po nosem widząc jak się cieszy. O mały włos nie nadepnęłam na jednego ze stopni, który zwykle się zapada po stawieniu na nim nogi. Postanowiłam się pośpieszyć, bo mimo wszystko wolałabym się najpierw najeść i z pełnym żołądkiem przebyć podróż pociągiem z chłopakami. Gdy wreszcie zeszłam z kufrem na dół i postawiłam go wśród innych, udałam się w stronę Wielkiej Sali. Straciłam z oczu Cherry, ale spodziewałam się gdzie się teraz znajduje i nie myliłam się. Od razu gdy otworzyłam drzwi, ujrzałam jak mały biały piesek wesoło skacze po moich przyjaciołach. Podbiegłam do nich i usiadłam się tam gdzie zwykle.
- Ten pies jest uroczy, ale mimo wszystko musisz na niego uważać. - powiedział rozbawiony Charlie na którego rzuciła się Cherry oblizując mu całą twarz. - Łatwo go można nie zauważyć i no... nadepnąć.
- No bo gdybyś miała dobermana, to już inna sprawa. Budziłby postrach na korytarzach i wszyscy by wiedzieli czyj to pies. - rzekł Carol wpatrując się w chihuahue, która teraz siedziała spokojnie na kolanach Charliego.
- My jak zawsze mamy sowy, bo rodzice wolą trzymać się tego co było kiedyś w Hogwarcie, a nie tych nowych udoskonaleń. - dodał Lukas i wziął łyk soku dyniowego.
- A tak w ogóle... spakowałaś się i zniosłaś kufer? - zapytał Leondre, który jadł jak zwykle kanapkę z pomidorem i sałatą.
- Tak, już wszystko gotowe. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się nieznacznie. - Szkoda, że nie możemy z tobą zostać Shad.
- O mnie się nie martwcie, ja sobie dam radę, a poza tym skoro rodzina chce was widzieć na święta, to powinniście jechać. - rzekła szybko Shadow kryjąca się jak zwykle pod kapturem.
- Wiesz, ja to bym chętnie została z tobą w Hogwarcie. Tak się składa, że szykują się u mnie naprawdę ciekawe i milutkie święta. - dodałam ironicznie zanim ugryzłam się w język.
- No... - przytaknął Carol i zabrał się szybko za swoją kanapkę z szynką.
- Dobra, jedzcie szybko bo nie zdążymy na pociąg. - poganiał nas rozdrażniony Lukas patrzący na Leo, który nie za bardzo śpieszył się z dokończeniem swojego śniadania.
- Uspokój się, mamy sporo czasu. - uspokajał go Charlie głaszczący Cherry za uszami.
Wpatrywałam się w Cherry z podejrzliwą miną, wyglądała jakby miała skoczyć ale na co... To zdarzyło się tak szybko, że zanim wszyscy zorientowali się co się dzieje, chiuhuahua była już na stole i wbiegła prosto na kanapkę Carol'a.
- Ej! ZŁAŹ STĄD! - ryknął na psa właściciel kanapki.
Cherry szybko otworzyła pyszczek, chwyciła kanapkę i zwiała w stronę wyjścia.
- NO EJ! Ja to jadłem! - warknął Carol wpatrując się w oddalającą się sylwetkę psa.
Większość osób znajdujących się w Wielkiej Sali ryknęła śmiechem. Tylko pewni Ślizgoni, którzy akurat weszli gdy ta sytuacja się wydarzyła, przeszli obok nich z ironicznymi uśmiechami.
- Co Thompson, nawet pies jest w stanie cię okraść? Czy jesteś taki biedny, że psy mają więcej kasy od ciebie? - spytał się z głupawym uśmieszkiem Dennis, a jego kumple wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Ty... - warknął Carol, a Lukas spojrzał na niego z niepokojem.
- Carol, naprawdę, nie powinieneś się teraz pakować w kłopoty... - powiedział do swojego brata.
- Ojeju, bo jeście się na naś zuci malutki smarkacz. - rzekł Dennis seplemiąc jak małe dziecko.
- Natalie, łap go! - krzyknął Charlie.
Carol rzucił się na Dennisa, lecz w ostatniej chwili ja i Leondre złapaliśmy go za ramiona z trudem odciągając go od chłopaka. Dennis prychnął i spojrzał na Leo uśmiechając się jeszcze szerzej.
- A młody co? Wraca do domu? - zapytał, a w oku coś mu błysło. - Szkoda, byłoby kogo pomęczyć... Ale słyszę, że szkolny dementor zostaje, co nie? To będzie zabawnie...
Leondre rzucił się w jego stronę ale także i tym razem ja szybko zainterweniowałam i chwyciłam go za ramię. Był jednak mały problem. Carol i Leondre zaczęli się szarpać, a ja ich dwóch naraz nie mogłabym wżyciu utrzymać.
- Pomóżcie! - syknęła w stronę Lukasa, Charliego i Shadow. Wszyscy trzej przeszli nad stołem i chwycili Carol'a i Leondre nadal patrzących na Dennisa z rządzą mordu w oczach.
- To do zobaczenia kochani! - szepnął Dennis i odszedł zanim profesorowie zdążyli wejść na śniadanie.
- Chłopcy, uspokójcie się. - syknęła w ich stronę Shadow.
Leondre i Carol usiedli z powrotem na swoich miejscach obrażeni.
- O nie, nie, nie! - dodał Lukas. - My już musimy się zbierać! Zabierać swoje cztery litery z siedzeń i wychodzimy!
- Shadow. - odezwał się Charlie. - Pisz do nas rano i wieczorem, jak nie odpiszesz to uznamy, że tamci Ślizgoni coś ci zrobili, więc...
- Krótko mówiąc księżniczko, bo Lukasowi się śpieszy... - urwał i uśmiechnął się uroczo do swojego brata. - Pisz, a jak nie odpiszesz to wracamy ich sprać!
- Dobra, bo się spóźnimy! - warknął niecierpliwie Lukas. - Do zobaczenia Shadow!
- Pa chłopaki! Pa Natie! - krzyknęła Shadow gdy pobiegliśmy w stronę wyjścia.
- Musimy znaleźć najlepsze miejsca! - powiedział Charlie i wziął pośpiesznie swój kufer i mój.
- Ej! Umiem sama prowadzić kufer! - krzyknęłam przedzierając się przez tłum uczniów wychodzących z Wielkiej Sali.
- Ale wszyscy dobrze wiemy jak ci z tym idzie! - odpowiedział pośpiesznie Carol.
- A-ale gdzie jest Cherry?! Cherry! CHERRY! - krzyczałam nawołując swojego psa.
- Tam! - krzyknął Leondre wskazując jakiś biały punkt na pustych schodach.
Szybko podbiegłam i wzięłam Cherry oblizującą swój pyszczek z resztki kanapki Carol'a. Biegliśmy ile sił w nogach do stojących karoc, które jeździły same. Zajęliśmy miejsca w karocy z kuframi i zwierzętami, westchnęłam ze zmęczenia a karoca nagle ruszyła.
- Zmęczyć to ty się jeszcze zmęczysz. - powiedział Carol patrząc na mnie z uśmiechem. - Nie zapominaj, że jedziesz z czterema chłopakami... Sama...
- Nawet nie wiesz jak to dwuznacznie zabrzmiało. - powiedział Lukas i spojrzał na swojego brata unosząc brwi ze zdziwienia.
- Bo miało. - powiedział i puścił mu oczko.
Charlie pacnął się otwartą dłonią w czoło, a Leondre parsknął śmiechem.
- Chyba jednak zostanę w Hogwarcie, albo znajdę sobie oddzielny przedział. - odezwałam się i udałam bardzo poważną. - Byle z dala od ciebie.
- Radzę ci tego nie robić. - powiedział i wyszczerzył do mnie zęby i zanim zdążyłam spytać się ''Bo?'' dodał. - Bo jeśli nie teraz to w niedalekiej przyszłości i tak to cię czeka.
- Przepraszam bardzo, ale ja się w to nie mieszam. - odezwał się Lukas.
- I ja też nie. - powiedział pośpiesznie Charlie i spojrzał na Leo.
- A ty Leo? - spytał z nadzieją Carol.
- No wiesz... - powiedział i uśmiechnął się do niego.
- HA! Charlie, widzę, że twój przyjaciel się na to pisze. - uśmiechnął się do Charliego, a potem rzucił spojrzenie na Natalie.
- Dwóch na jedną, czy nie sądzisz, że to... - ale Carol nie pozwolił dokończyć Lukasowi swojego zdania.
- Załatwimy to szybko, bardzo szybko... - szepnął mi do ucha Carol i przysunął się.
Wstałam gwałtownie i wepchnęłam się między Lukasa i Charliego.
- Oh, księżniczko... - powiedział Carol i uśmiechnął się do mnie. - Wiesz, że żartujemy, ale może kiedyś...
- Zmieńmy temat, bo mi się niedobrze robi. - odezwał się Lukas.
- Podpisuję się pod tym. - powiedziałam i nadal siedziałam upchana między Lukasem a Charliem.
- No to... Też martwicie się o Shadow? - zapytał Leondre.
- Taak. - przytaknął Carol. - Dennis jest debilem, który nie boi się przekraczać granicy. My zawsze wiemy kiedy trzeba przystopować, ale on jest okropny.
Nagle karoca się zatrzymała i wszyscy gwałtownie ruszyliśmy w stronę wyjścia. Na stacji nikt nie stał więc szybko włożyliśmy kufry do specjalnego przedziału i znaleźliśmy sobie miejsce. Ja usiadłam przy oknie, a obok mnie usiadł Charlie, koło niego Carol, przede mną natomiast usadowił się Leo, a zaraz obok niego Lukas. Drzwi przedziału otworzyły się i ukazał się w nich ciemnowłosy chłopak, James Potter.
- Chłopaki! - niemal krzyknął. - Tak zasuwaliście do tego pociągu, jakby od tego zależało wasze życie!
- Lubimy wygodę, nic nie poradzisz... - odpowiedział Carol i rozsiadł się jeszcze wygodniej na swoim miejscu.
- Chcesz się przyłączyć do nas? - zapytał obojętnie Charlie.
- Jasne. Czekałem tylko na to aż ktoś zapyta. - odpowiedział i usiadł się obok Lukasa.
Oparłam głowę o okno i zamknęłam oczy. Byłam strasznie śpiąca, wstałam dość wcześnie by odrobić pracę na ferie, ze spokojem się spakować i ubrać. Bardzo szybko popadłam w objęcia Morfeusza.
*kilka godzin później*
Powoli otworzyłam oczy, ujrzałam niewyraźny zarys kilku postaci, dopiero po kilku mrugnięciach obraz się wyostrzył i teraz mogłam śmiało stwierdzić, że te zamazane postacie to Lukas, James i Leondre leżący na sobie. Wyglądali tak zabawnie i uroczo, że parsknęłam śmiechem. Nikt tego na szczęście nie usłyszał. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, jak ja muszę głupio wyglądać. Leżałam na Charliem, który opierał się głową o Carol'a. A Carol chyba nie spał.
- Żyje tu w ogóle ktoś? - zapytałam i wstałam przeciągając się.
- Tak, chyba tylko ja. - odpowiedział Carol wpatrujący się w przestrzeń.
W tej chwili dopiero zauważyłam, że pociąg już od dawna jedzie i za oknami jest ciemno.
- Ile jeszcze do Londynu? - spytałam przecierając sobie oczy knykciami.
- Jeszcze dobre półtorej godziny. - odrzekł znudzony i spojrzał w moją stronę.
- Czemu nagle wszystkim się usnęło?
- Nie wiem. Zauważyliśmy, że szybko usnęłaś, więc staraliśmy się cicho gadać, co raczej było niemożliwe. Ale spałaś jak zabita więc już nawet normalny ton głosu ci nie przeszkadzał. Rozsiadłaś się jak królowa, oparłaś się o Charliego, a nogi postanowiłaś usadowić na Leo. - dopiero w tej chwili zdałam sobie z tego sprawę, więc szybko zdjęłam nogi z kolan swojego przyjaciela i wyprostowałam się. - Więc... Jedyne co pamiętam to to, że graliśmy w prawdę czy wyzwanie.
- Prawdę czy wyzwanie? - zapytałam zdziwiona. - Jak w to się gra?
- Nigdy w to nie grałaś? - spytał zdziwiony Carol i spojrzał na mnie jak na jakieś wyjątkowo rzadkie zjawisko. - To zwykła gra. Kręcimy pustą butelką, jeśli czubek zatrzymie się na tobie na przykład, to ten kto kręcił, zadaje pytanie, czy chcesz prawdę czy wyzwanie. Jeśli wybierzesz wyzwanie to on ci mówi co masz zrobić, jeśli prawdę, to musisz odpowiedzieć prawdziwie na zadane przez niego pytanie.
- A jeśli skłamię?
- To będziemy wiedzieć, bo przed grą na każdego rzuca się zaklęcie, dzięki któremu wiemy gdy ktoś kłamie. Gdy mówisz prawdę nad twoją głową pojawia się napis ''PRAWDA'', jeśli skłamiesz pojawia się napis ''FAŁSZ''. - opowiedział chłopak.
- Aha...  - szybko zakodowałam sobie w pamięci, że nie zagram w to nigdy z chłopakami, ale na pewno muszę to zagrać z Shadow. - Jakie zaklęcie?
- Veraxmendax. - wypowiedział Carol i wstał. - Muszę ich obudzić. Pomożesz?
- Co powiesz by oblać ich Aquamenti? - zapytałam i uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Całkiem niezły pomysł kochana. Różdżki z kieszeni! - powiedział i wyjął swoją różdżkę z wierzby ze szponem hipogryfa. - Na trzy... dwa...
- AQUAMENTI! - ryknęliśmy obydwoje, a z naszych różdżek trysnęły strugi chłodnej wody, która zaczęła zalewać naszych przyjaciół.
Leo, Lukas i James obudzili się tak gwałtownie, że gdy wstali trzasnęli się głowami. Charlie zareagował trochę spokojniej i zaczął wymachiwać rękoma starając się zablokować strumienie wody.
- Stop! STOP! - krzyknął Lukas.
- OBUDZILIŚMY SIĘ! - ryknął rozzłoszczony James.
- Okej. - odezwał się Charlie przesadnie spokojnym głosem, gdy ja i Carol zdecydowaliśmy się cofnąć zaklęcie. - Kogo to był pomysł?
- Eee... - mruknął Carol. - To był jej pomysł! Ją wińcie!
- Ej! - odpowiedziałam oburzona. - Dziękuję za pomoc wspólniku!
- Nie ma za co! - powiedział i uśmiechnął się.
Pociąg zatrzymał się i wszyscy stojący upadli na podłogę.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział James. - I jak ja teraz wyjdę do rodziny?!
- Poczekaj... - westchnął Lukas i mruknął coś pod nosem po czym wszyscy wyschnęli.
- Dzięki. - podziękował Charlie i uśmiechnął się. - To do zobaczenia po świętach! Wesołych Świąt!
Wszyscy wyszliśmy i pożegnaliśmy się na peronie trzymając swoje kufry i zwierzęta. W oddali zauważyłam swoich rodziców z moją siostrą westchnęłam i posmutniałam, nagle ktoś poklepał mnie po plecach.
- Nie martw się. - pocieszył mnie Charlie. - W końcu zrozumieją i zmądrzeją.
- Wątpię... - westchnęłam i spojrzałam na niego.
Zbierało mi się na łzy, ale czemu? Nie jestem wrażliwa i nie chcę być! Po prostu będę tęsknić za Hogwartem i przyjaciółmi... W końcu to całe dwa tygodnie.
- Przyjedź do nas na sylwestra. - powiedział Leo, który przysłuchiwał się z uwagą tej wymianie zdań.
- Nie wiem czy będę mogła.
- Przyjedziemy po ciebie. - zagroził Charlie, ale jego mina świadczyła o tym, że żartuje, chyba...
Uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam się w Charliego, Leo także się do mnie przytulił.
- Ej! Nie ma przytulania beze mnie! - krzyknął Carol i rzucił się razem z Lukasem na mnie i chłopaków. Tkwiliśmy w takim uścisku tylko przez parę sekund. Musiałam się śpieszyć, bo jeszcze bym miała większe kłopoty.
- Wesołych Świąt! - zawołałam w ich stronę i podbiegłam do rodziców z kufrem i chihuahuą.
- Idziemy. - powiedziała chłodno moja mama i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
*w domu Natalie*
 Gdy wreszcie dotarliśmy do domu zaczęła się awantura.
- Co ty sobie myślałaś robiąc to w publicznym miejscu?! Co sobie pomyślą inni?! - warknęła na mnie matka.
- Co znowu zrobiłam?! - byłam trochę zdezorientowana, bo nie wiedziałam o czym ona mówi.
- Przykleiłaś się do tamtych wyrzutków! - odpowiedział rozzłoszczony ojciec.
- Gdybyście mnie tak nie traktowali jak teraz to może nie musiałoby do tego dojść! - krzyknęłam im prosto w twarz, poczułam łzy pod powiekami, ale za wszelką cenę starałam się je powstrzymać.
- O czym ty mówisz dziewczyno? - zdziwił się ojciec. - A z resztą kogo to obchodzi! Teraz mamy sobie do pogadania na temat tego co się stało w Hogwarcie!
Mary, moja siostra, ulotniła się od razu po tych słowach i zniknęła w swoim pokoju na piętrze.
- Sądzę, że nie mamy o czym rozmawiać. - rzekłam spokojnie prostując się dumnie jak paw.
- Ależ mamy! - odezwała się blond włosa kobieta. - Co powiedziała ci Tiara Przydziału?
Teraz nawet mnie to zmusiło do myślenia. Słowa tej starej tiary odbijały się echem w mojej czaszce coraz głośniej powtarzając: ,,Twój charakter aż błaga o przydzielenie cię do Slytherinu! Czujna, tajemnicza i uparta jak ojciec!''.
- No co mówiła?! - warknął w moją stronę znudzony mężczyzna.
- Że jestem wykapaną Gryfonką. - skłamałam gładko i wzruszyłam ramionami.
- Mówiłam! - syknęła w stronę swojego męża moja matka. - Od urodzenia byłaś inna, zupełnie inna! Wyróżniałaś się nie tylko swoim durnym charakterem, ale także brzydotą. Te oczy koloru zgniłych jabłek, włosy jak śnieg i do tego gruba!
Wzdrygnęłam się. Nigdy nie spojrzałam na siebie i nie zauważyłam, że jest ze mną aż tak źle. Włosy i oczy były ładne, ale nie byłam najchudszą dziewczyną i dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę.
- Tak! Jesteś bestią! - warknął w moją stronę ojciec, który pewnie zauważył, że posmutniałam. - Nie sądzę, że pan Davies będzie chciał z tobą być.
- A co mnie obchodzi Neron? - zapytałam zirytowana.
Miałam tego wszystkiego dość, chciałam się tylko położyć w swoim łóżku i zapomnieć o całym świecie.
- Tak się składa, że spędzamy z nim święta, przyjedzie do nas także rodzina Malfoy'ów, Nott'ów i Zabinich. - rzekł ojciec.
- A-ale tu?! U NAS?! - niemal wykrzyczałam to.
Nie miałam ochoty spędzać świąt z tymi Ślizgonami, no pomijając Malfoy'a, który jest całkiem spoko.
- Tak! U nas! - odpowiedziała matka, która była najwyraźniej zadowolona z tego, że mnie zdenerwowała.
- Nie możecie!
- Możemy robić co chcemy. - warknęła w moją stronę.
- Ale... - westchnęłam po czym wzięłam swój kufer. - Idę spać.
Poszłam do góry nie zwracając najmniejszej uwagi na reakcje oburzonych rodziców. Zanim skręciłam do swojego pokoju spojrzałam z nienawiścią na pokój swojej siostry. Światło już się nie paliło, więc tym bardziej starałam się narobić najwięcej hałasu przechodząc obok tego pomieszczenia. To ona zawiniła i to tylko jej wina, że tak na mnie nakrzyczeli. Poszłam do swojego pokoju i odłożyłam kufer na bok. Cherry przyleciała szybko i wskoczyła na łóżko przyglądając się mi z zaciekawieniem. Weszłam do swojej łazienki i szybko się umyłam. Ubrałam się w piżamę i gwałtownie wyszłam z łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. Zamknęłam przy okazji drzwi od pokoju i rzuciłam ubrania na kufer. Wyłączyłam dużą lampę. Położyłam się z pustym żołądkiem w łóżku i zapaliłam małą lampkę, która zawsze się świeciła gdy spałam. Westchnęłam i wtuliłam się w kołdrę. Cherry pisnęła cicho, wepchnęła się obok mnie pod kołdrę i zaczęła mnie lizać po ręce.
- Dobranoc Cherry. - mruknęłam po czym od razu zasnęłam.

---
Troszkę się rozpisałam.
No to komentujcie i dzięki na przeczytanie.
Pozdrawiam,
xXNatalie