niedziela, 6 listopada 2016

Rozdział 21.

*perspektywa Shadow, wieczór*
Siedziałam w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, na kanapie pomiędzy Carolem i Leo. Natalie i Lukas pozajmowali, jak zwykle fotele. Siedzieliśmy tak wyczekując na ostatnią osobę, która jeszcze nie dotarła, a mianowicie Charlie.Wreszcie przejście za portretem otworzyło się i do środka wszedł uśmiechnięty Charlie. Usiadł na kanapie obok Leo i głośno westchnął.
- Ktoś tu jest zakochany! No dalej opowiadaj jak było! - zwróciłam się do blondyna
- No wiecie, on jest taka piękna. Ten jej uśmiech, oczy... I jesteśmy razem od dzisiaj. Czuje się tak wspaniale od kiedy powiedziałem jej co do niej czuję.
- Tak, tak, tak.... Jest taka piękna, bla, bla, bla... Super... - powiedział Carol lekceważąco i przewrócił oczyma.
- Carol ogarnij. - walnęłam go delikatnie w kark.
- Ał! Właśnie przestawiłaś mi żebro w karku. - jęknął
- Nie wiem jak ty, ale ja mam kręgi w karku. Ale może ty jesteś inaczej zbudowany. - powiedział Lukas zerkając na brata zza książki.
- Aha. - Carol wzdrygnął ramionami
- A tak w ogóle, która jest godzina? - spytałam
- 19.00 - odpowiedział Carol
- Aha. - rzuciłam i popędziłam w stronę dormitorium. Weszłam do środka i  postanowiłam się przebrać. Otworzyłam kufer i zaczęłam szukać czegoś, co pasowałoby na dzisiejsze wyjście z Nathanielem. To nie, to też nie, tamten kolor mi nie pasuje. Ugh, nie mogę się zdecydować. Na pewno nie biorę żadnej sukienki. Spódniczka też odpada, ludzie czy ja chodź raz mogę nie mieć dylematu w sprawach ubioru?! Ooo, ta dżinsowa kurteczka jest bardzo ładna, do tego czarne dżinsy. I jeszcze bluzka i buty. Kurcze no, lepsze balerinki, czy trampki??? Trampki wygodniejsze, ale balerinki ładniejsze. Hmmm, dobra niech będą balerinki. A co z bluzką??? Z kufra wyjęłam w końcu białą bluzkę na ramiączkach. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Odświeżyłam się i ubrałam się. Moje niebieskie włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Miałam tylko nadzieję, że spodobam się Nathanielowi. Outfit na dzisiejsze wyjście miałam już na sobie, zeszłam więc po schodach z powrotem do Pokoju Wspólnego.
- To ja idę. - uprzedziłam pytanie Carola, który chciał wstać ale Natalie wzrokiem pokazała mu, że ma usiąść. Wyszłam przez przejście za portretem i podeszłam do bruneta, który już na mnie czekał.
- Hej! - przytuliłam go na powitanie, chłopak odwzajemnił mój gest.
- To co Shad idziemy? - spytał wesoło. Zlustrowałam chłopaka wzrokiem. Miał na sobie czarne dżinsy, szarą bluzę i szatę Hufflepuff.
- Tak, jasne. - odparłam z nie mniejszym entuzjazmem. Ruszyliśmy korytarzem, nagle poczułam jak jego ręka styka się z moją. Chwile później złączył nasze dłonie. Szliśmy tak w ciszy trzymając się za ręce. Wyszliśmy na błonie. Czułam się tak cudownie w towarzystwie Nathaniela. Więcej od życia nie potrzebowałam. Szliśmy tak niedaleko Zakazanego Lasu w stronę jeziora. Może się to wydać dziwne, ale czułam się jakby ktoś nas obserwował. Przysunęłam się bliżej bruneta. Wreszcie doszliśmy do tego jeziora. Jak tam było pięknie. Staliśmy nieopodal wody.
- Patrz tam Shadow. - Nathaniel pokazał mi zachód słońca. Ten widok aż zaparł mi dech w piersiach. To było niesamowite. Chłopak stał obok mnie obejmując mnie ręką w talii, a ja opierałam się głową o jego ramię. Słońce już zaszło, a my nadal staliśmy przytuleni do siebie. Odwróciłam się przodem do chłopaka. Jego włosy były w uroczym dla niego nieładzie. Aż nie mogłam się powstrzymać, żeby przeczesać je ręką. Podniosłam rękę i zmierzwiłam mu tą brązową czuprynę. Dam sobie rękę uciąć, że w ty samym momencie usłyszałam ciche prychnięcie gdzieś zza krzewów Zakazanego Lasu. Jeszcze raz przeczesałam włosy chłopaka, znów było słychać prychnięcie, tylko tym razem głośniejsze. Zaczęłam się niepokoić. Spokojnie Shadow, to tylko twoja chora wyobraźnia. Tutaj nic się nie dzieje. Jesteś tu tylko z Nathanielem. Nagle zawiał chłody wiatr, zaczęłam się trząść z zimna. Chłopak chyba to zauważył, bo okrył mnie swoją szatą. Zapiął na górze szaty guziczek pod moją szyją, i niby przez przypadek zahaczył o moją brodę, unosząc tym samym delikatnie moją głowę do góry. Spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Chłopak uśmiechnął się tak uroczo, myślałam że zaraz się rozpłynę. Położył swoje dłonie na mojej talii, i naprawdę wydawało mi się że za krzakami coś się dusi, chłopak przysunął mnie bliżej siebie. Znowu był naprawdę blisko (od autorki : Tak blisko, tak blisko jak ja | Nie był Ciebie nikt tak blisko | I nie poddał Twoim zmysłom | Jak ja). Po chwili złączył nasze usta w krótkim pocałunku, a mnie się wydawało, że coś za krzakiem kaszlnęło. Nie no, ja muszę iść do lekarza, bo słyszę jakieś głosy. Źle ze mną, oj bardzo źle. Nathaniel stwierdził, że powinniśmy już wracać. Udaliśmy się więc z powrotem do szkoły. Chłopak odprowadził mnie aż do Portretu Grubej Damy. Pożegnałam się z nim i weszłam do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Byłam tak zamyślona, że nie kontaktowałam tego co mówią do mnie przyjaciele. W totalnym transie usiadłam na kanapie obok Carola i nie wiem dlaczego ale przytuliłam się do Carola (???).
- Ej, Shad! - Charlie pomachał mi ręką przed twarzą - Carol to nie Nathaniel więc możesz go puścić.
- Co ja, co?! - dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę z tego co robię. Pośpiesznie puściłam chłopaka i usiadłam prosto.
- Ooo, a co to? - Carol chwycił moją szatę
- To jest szata, czyli część mundurka Hogwartu, geniuszu. - prychnęłam
- Tylko, że wiesz że ty nie jesteś puchonką? - spytał
- Wiem, skąd ci to przyszło do głowy?
- Bo masz naszywkę Hufflepuff. - powiedział podkreślając ostatnie słowo
- O matko i córko, muszę ją jutro oddać Nathanielowi. - wstałam i poszłam do dormitorium, gdzie wykąpałam się i poszłam spać. Chwile później to samo zrobiła Natalie.

*następny dzień rano, perspektywa Lukasa*
 Ubrany czekałem już w Pokoju Wspólnym z Charlie'm i Leo na resztę. Mój brat lubi sobie pospać i jest typem lenia, więc nie dziwię się, że jeszcze nie wstał. Shadow i Natalie pewnie się już szykowały, bo chwilę później blondynka stała z nami. Niebieskowłosa też zdążyła się wyszykować. Właśnie schodziła po schodach trzymając coś zwiniętego w rękach, zapewne szatę tego puchona. Na szczęście Carol łaskawie ogarnął się szybciej i zaraz po Shadow raczył zjawić się w pokoju. W takim składzie ruszyliśmy na śniadanie.
- Muszę pamiętać, żeby oddać szatę Nathanielowi. - Shadow prowadziła rozmowę z Natie - A, właśnie wychodzisz dzisiaj z Albusem?
- Tak. - odpowiedziała blondynka
- Znowu... - westchnął mój brat
- Wiesz co, znajdź sobie dziewczynę, a nie mi tu narzekasz. - powiedziała Natalie
- A co znasz kogoś idealnego dla mnie? - Carol wyraźnie się tym zainteresował
- Nie, na razie ni znam nikogo komu chciałabym uprzykrzyć życie. - odparła Natie
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. - powiedział sarkastycznie
Byliśmy już niedaleko Wielkiej Sali, w pewnym momencie Shadow się od nas odłączyła, zapewne poszła oddać Nathanielowi szatę. Weszliśmy do Wielkiej Sali. Nasypałem sobie płatków do miski i zalałem mlekiem. Zacząłem powoli jeść, reszta również zabrała się za śniadanie.
- Dzisiaj mamy trening? - spytał Leo zabierając się za swoją kanapkę z sałatą i pomidorem.
- Tak - rzucił Carol
Kiedy Shadow piła sok dyniowy przyleciała do niej sowa. Dziewczyna najwidoczniej nie spodziewała się żadnego listu, ale żeby zakrztusić się na widok sowy. Szybko poklepałem ją po plecach.
- Coś się stało Shad? - Natalie i Carol spytali równocześnie
- Nie, nic. Tylko dlaczego ta sowa przyleciała do mnie. To nie jest sowa mojej ciotki ani żadna z Hogwartu. - odparła odwiązując list z nóżki sowy i otwierając go.
- Może to pomyłka. - zamyślił się Charlie
- Nie,...ja...nie...wierzę. - wyjąkała podając mi list - Przeczytaj.
Wziąłem od nie list i zacząłem powoli i z uwagą czytać.

Droga Shadow,
Zapewne nie wiesz kto pisze, w sumie ci się nie dziwię.
 Przez tę głupią przysięgę ciocia nie mogła ci o niczym powiedzieć,
 a przez naszego ojca nie mogłem się do ciebie zbliżać.
 Tak więc kochana Shadow jestem twoim bratem. 
Tak, ty Shadow Liso Black masz brata, moje imię to Jacob. 
Wiem, że chodzisz do Hogwartu. Wiem bardzo dużo rzeczy o tobie, 
ponieważ koresponduję z ciotką. 
Będę do ciebie pisał próbując ci to wszystko wytłumaczyć. 
Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy. Proszę odpisz jak najszybciej. 
Kocham cię siostrzyczko. 
Twój Jacob.

Podałem list dalej aby reszta mogła przeczytać. Sam nie wiedziałem co o tym myśleć, niebieskowłosa też wydawała się nad tym myśleć. W końcu list wrócił do właścicielki. Dziewczyna chyba postanowiła przestudiować go jeszcze raz.
- I co ja mam teraz zrobić? - spytała kładąc list na stół przed sobą - Chcę odpisać, bo czuję że on mówi prawdę ale z drugiej strony trochę się boję.
- Bo Shadow ty go wcale nie znasz. - powiedziałem
- No wiem, ale czuję że on coś wie. Wie coś o mnie, o moich zmarłych rodzicach. - dziewczyna był przekonana, że ma rację. Po chwili przyszedł po nią Nathaniel i poszli razem na lekcje. Po chwili wstał Charlie i poszedł w kierunku stołu krukonów, zapewne po Chloe. Natalie i Leo też się już zbierali. Ja również wstałem i poszedłem w stronę wyjścia zgarniając po drodze brata.

*popołudnie, perspektywa ogólna*
W dormitorium dziewczęcym domu Hufflepuff, niebieskooka brunetka o imieniu Margaret szykowała się do wyjścia na spacer ze swoim psem. Z kufra wyciągnęła niebieskie dżinsy i sweterek. Poszła do łazienki i przebrała się w wybrany zestaw. Wróciła z powrotem do dormitorium i ubrała brązowe kozaki i kurtkę moro z puchatym kapturem.
- Bob, Boob! - zawołała swojego pomeranina (od aut.: inaczej szpic karłowaty). Piesek zeskoczył z łóżka i podbiegł do właścicielki. Margaret schyliła się i pogłaskała pupila zapinając mu smycz. Wyszła z psem z Pokoju Wspólnego na korytarz i ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych. Wyszła na dwór i postanowiła przejść się ścieżką na obrzeżach lasu. Odpięła psy smycz aby mógł pobiegać, sama zaś szła powoli nucąc pod nosem piosenkę. Pies przybiegał co chwilę z patykami w pysku. Dziewczyna kucała wtedy i zabierała od niego gałązkę, którą rzucała aby pies aportował. Nagle usłyszała hałasy dochodzącą z boiska od Quidditcha. Pomyślała, że zapewne gryfoni mają trening. Postanowiła iść popatrzeć, nawet jeśli to nie jej drużyna. Bo przecież tam gra Leo, ten z Bars and Melody. Margaret była Bambino, tak jakby. Bo chyba mianem Bambino nie można określić osoby która wybiera między jednym a drugim.
- Bob! Chodź tu piesku! - zawołała, a gdy pies do niej podbiegł przypięła mu z powrotem smycz i poszła w kierunku stadionu (???). Usiadła na trybunach próbując odnaleźć gdzieś wśród trenujących bruneta. Dziewczyna intensywnie wpatrywała się w gryfonów, nagle ktoś ją trącił w ramię, aż podskoczyła. Odwróciła się gwałtownie. Za nią stał Leo trzymający w ręce miotłę.
- Hej Margo! - powiedział siadając obok niej
- No hej. -odpwiedziała - Trochę mnie przestraszyłeś.
- Naprawdę? - udawał zdziwienie - Przecież ja nie jetem aż taki straszny.
Oboje zaczęli się śmiać. Porozmawiali jeszcze trochę i Leo musiał iść do szatni przebrać się w normalne rzeczy.

****
Tyle ode mnie.
Komentujcie!!!
Niebieska Panda :*



5 komentarzy:

  1. Pierwsza! xD
    No powiem ci, że jest ciekawie, teraz ja muszę się zabrać za rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. O d kiedy żebra sa w karku???!!!
    2. A ten tekst to co??? Jaka to melodia????
    3. BOB <3
    4. No ejjjj ale miało być zdjęcie BOBA
    5. (???) - CO TO ZNACZY??
    No i nikt już błędów nie robi!!! i dlaczego??
    Cleverness Kitty - tylko proszę nie taki długi

    OdpowiedzUsuń